Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

23 lipca 2020

NR 6 (Sierpień 2020)

Jak poczucie przynależności zabezpiecza nas przed wykluczeniem?

11

Nie każdy człowiek wykluczony społecznie czuje się wykluczony i nie każdy, kto ma poczucie wykluczenia, jest rzeczywiście wykluczany. Skąd się bierze poczucie wykluczenia i do czego może prowadzić? 

Zapewne większość ludzi doznała na jakimś etapie swojego życia wykluczenia – kiedy byliśmy przez innych pomijani, odrzucani, ranieni, a także kiedy doświadczaliśmy niemiłego poczucia, że jesteśmy obiektem plotek. Wykluczenie jest doświadczane jako deprecjonujące, defaworyzujące, czy wręcz jako niszczące lub agresywne zachowanie innych ludzi wobec nas. 

Kiedy człowiek spostrzega, że traktowany jest gorzej niż inni – przez bliskie osoby, przez los, przez ludzi wokół – to nabiera przekonania, że jest ignorowany, nieważny, niedoceniany lub niepasujący. W zasadzie każda sytuacja, która sprawia, że osoba ma ograniczone możliwości rozwojowe lub niepełne możliwości czerpania z zasobów (własnych lub zewnętrznych) – w danej chwili lub w przyszłości – jest sytuacją wykluczenia. Nieodłącznym elementem poczucia wykluczenia jest cierpienie psychiczne. Ból wykluczenia jest szczególnie dotkliwy na pierwszym etapie. Z upływem czasu uruchamiane są mechanizmy obronne, które mają za zadanie odseparowanie od bólu –  wówczas człowiek może stać się bardziej „odporny” na cierpienie, głód, zimno i w pewien sposób odrętwiały emocjonalnie. Dzieci z rodzin o długiej lub skomplikowanej historii 

traumy częściej sięgają po mechanizmy i zasoby z systemu zagrożenia i obrony, które nie tylko pomagają sobie „poradzić” na dany moment z problemem, ale też „znieczulają” i pozwalają przetrwać w nie-bólu.
Poczucie wykluczenia, któremu się przyglądam i badam od wielu lat, dotyczy zjawiska mającego swój początek zwykle w dzieciństwie lub w okresie dojrzewania. Podstawową rolę w jego identyfikacji pełnią osoby z najbliższego i bliskiego otoczenia, z którymi relacje są ważne dla jednostki i jej rozwoju. Młody człowiek obserwuje swoje miejsce w najbliższym otoczeniu i poddaje je nieuświadamianej ocenie. Kiedy odczuwa dysonans między własnymi wyobrażeniami a tym, co go w życiu spotyka, rodzi się w nim wątpliwość co do jego ważności w rodzinie czy wśród rówieśników. 

Można by oczywiście sądzić, że spostrzeżenia te mają swój początek w rodzaju więzi, jaka była między dzieckiem a jego opiekunem, zwykle matką. Jednakże nie zawsze taki scenariusz się potwierdza. Czasami dostrzegamy proces odwrotny wskazujący, że trudne czy traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa przekładają się na poczucie wykluczenia w późniejszych relacjach z najbliższymi. Badania pokazują, że wykluczenie można wiązać z traumą rodzinną – transgeneracyjną przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Rodzic lub członek rodziny, który ocalał z wojny lub przestępstwa, może mieć trudności w dzieleniu się doświadczeniami traumy. Dziecko, które nie zdaje sobie sprawy, co się wydarzyło w jego rodzinie, odczuwa niepokój, może być wycofane lub reaguje w wielu sytuacjach w sposób nieadekwatny. 

W regionach świata, gdzie dochodzi do wojen i kataklizmów – całe społeczności niosą brzemię traumy. W Polsce, tak jak w wielu krajach Europy, mieszkańcy mogą być traktowani jak ocaleńcy. Każdy z nas miał w swojej rodzinie historie ran i tragicznych śmierci podczas wielopokoleniowej historii wojen i podbojów. Wielu ludzi dotyka bezpośrednia tragiczna historia rodziny najbliższego pokolenia jak uzależnienia, przemoc, samotne życie. Traumatyczne doświadczenia są jedną z przyczyn prowadzących do poczucia wykluczenia społecznego. 

Jesteśmy dla siebie ważniejsi niż sądzimy

Znaczący dla tworzenia się poczucia przynależności i poczucia wykluczenia społecznego jest kontekst kulturowy. Współcześnie ludzie niechętnie wchodzą w nowe relacje i w sposób zdystansowany nawiązują bliskie znajomości. I nie dzieje się tak z braku czasu, ale z obaw, że zawiązane relacje nie będą mogły być kontynuowane w przyszłości lub zostaną przerwane, a osoba skazana na odrzucenie. W ostatniej dekadzie coraz więcej interakcji jest podejmowanych na potrzebę chwili, na jeden temat dyskusyjny w grupie, na „polubienie” czyjejś wypowiedzi na forum. 

Jednocześnie stajemy się coraz bardziej samoświadomym społeczeństwem w zakresie pracy nad sobą. Poprzednie dekady opierały się na rywalizacji, krytycyzmie i dążeniu do doskonalenia, aby otrzymywać gratyfikację zewnętrzną, a więc lepszą pracę, partnera, uwagę pracodawcy. W ostatnich latach punkt ciężkości przesuwa się na akceptację siebie. Idzie to w parze z nowymi wynikami badań potwierdzającymi, że mindfulness i darzenie miłością i akceptacją siebie samego przynosi efekty w postaci lepszego zdrowia, poprawy koncentracji czy radzenia sobie ze stresem.

Wielu ludziom trudno jest jednak zespolić powyższe dwa obszary w praktyce, to znaczy uznać, że bycie uważnym i bycie włączonym w relacje z innymi nie mogą istnieć bez siebie. Kiedy izolują się od innych, zagłębiając się w medytacji czy żyjąc poza społecznością, pierwotny cel bycia we wspólnocie zostaje zagubiony.

Mam znajomą terapeutkę, która od wielu lat organizuje tak zwane kręgi kobiece – spotkania kobiet, aby wspólnie spędzać czas, wymieniać się wiedzą, śpiewać, medytować. Jednak to, co dostrzegła ona w ostatnich latach, wprowadza ją w zdumienie – mianowicie coraz mniej kobiet chce uczestniczyć w spotkaniach grupowych, a więcej chciałoby, aby poświęcać czas każdej z nich z osobna, tak jakby czas z innymi zabierał im część tego, co jest ich własnością. Kiedy rozmawiam o tym z moimi klientkami, dowiaduję się, że dzielenie się swoją intymnością w obliczu innych osób wzbudza niechęć z powodu silnych obaw przed zranieniem. Osoby nie chcą dzielić się swoimi trudnymi przeżyciami, ponieważ obawiają się braku zrozumienia, wykorzystania tych informacji przeciwko nim, nie chcą także ocen, rad i porównań. Także tych pozytywnych. Chciałyby czuć się kochane i uznane, takimi jakie są, spokojne i w harmonii, bez konieczności dostosowania się do innych. Obecność innego człowieka zwykle wprowadza oceny, porównania, chęć zwrócenia uwagi. Coraz więcej osób potrzebuje uznania, zrozumienia i docenienia ich inności. Ale coraz mniej z nich potrafi dostrzegać i uznawać odrębność i inność drugiego człowieka – a tym bardziej zaakceptować stałą jego obecność we wspólnym życiu. 


Ból wykluczenia

Poczucie wykluczenia dotyka bardzo subtelnego obszaru ludzkiego funkcjonowania. Odczucie to jest niezwykle ulotne i często niemożliwe do zmiany przez osobę, która go doświadcza – wiąże się ze wstydem i z lękiem, który towarzyszy każdej próbie otwarcia się przed innymi, czy podzielenia się swoimi przeżyciami. 

Poczucie wykluczenia wzrasta, kiedy człowiek nie ma możliwości stałego kontaktu z innymi i nie czuje się angażowany w rozmowy, również wówczas kiedy nie ma możliwości swobodnego wypowiadania się (jest uciszany, odsyłany do „swojego” pokoju), kiedy jest pomijany w zaproszeniach na spotkania lub czuje się niesprawiedliwie oceniany bez możliwości skonfrontowania się na równych z innymi zasadach. 
Towarzyszące odrzuceniu cierpienie ogranicza zdolności człowieka do pełnego wykorzystania posiadanych zasobów emocjonalnych i poznawczych. Psychologowie nazywają ten stan odrętwieniem emocjonalnym w pierwszym przypadku oraz dekonstrukcją poznawczą w drugim. 

Poczucie wykluczenia danej osoby w grupie jest zwykle „niewidoczne” dla innych.

Przykładowo, jeśli uczeń z dysleksją doświadcza wykluczenia ze strony rówieśników, zwykle nauczyciel nie widzi wszystkich drwin i ostracyzmu stosowanego wobec niego przez kolegów. Często nauczyciele nie tylko nie widzą, że uczeń doświadcza wykluczenia, ale czasem wręcz podłączają się pod ten systemowy schemat funkcjonowania grupy. Stosują wobec niego dotkliwe uwagi na forum klasy lub kary, które mogą pogłębiać traumę.

Ponadto większość osób w klasie – w grupie – także nie reaguje na wykluczanie – daje wciągnąć się w dynamikę procesów grupowych i podlega ogólnemu grupowemu rozproszeniu odpowiedzialności. 
Wykluczany uczeń próbuje radzić sobie z sytuacją, odwracając w różny sposób uwagę. W badaniach, jakie przeprowadziłam na kilkusetosobowej grupie uczniów w wieku 13–16 lat, okazało się, że najczęściej stosowanym sposobem „radzenia sobie” było przyjmowanie roli „błazna klasowego” lub podejmowanie zachowań agresywnych i gniewnych. Nieprzyjazny wygląd, na przykład czarny ubiór, tatuaże, kolczyki, brak uśmiechu, miały za zadanie odstraszać potencjalnych sprawców. Innym sposobem na uniknięcie cierpienia było całkowite wygaszenie widocznych...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy