Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

22 czerwca 2022

NR 7 (Lipiec 2022)

Jak pachnie przyjaźń? - Relacje interpersonalne pod lupą neurobiologii

0 232

Pragniemy myśleć o naszych przyjaźniach, że są jedyne w swoim rodzaju, a o miłości, że wydarzyła się zrządzeniem gwiazd. Ale nawet coś tak pozornie niematerialnego jak emocjonalna bliskość można z powodzeniem dziś badać przy pomocy metod neuroobrazowych. I z szansy tej od lat korzystają uczeni, mimo że zaglądanie za kulisy społecznego mózgu może się jawić niczym odbieranie niezwykłości temu, co na pozór wymyka się rozumowi.

WNMDGD – tajemniczy akronim umieszczony po znaku równości jako rezultat równania. A w tym równaniu dwa podwójne inicjały. Litery wypalone w drewnie lub wyryte w murze. Wielka, nieskończona miłość do grobowej deski. Oto, jaki sekret skrywała ta dziwna matematyka, znana z czasów mojego dzieciństwa. A gdyby ktoś tym dwojgu zakochanych, którzy mieli być sobie przeznaczeni na zawsze, powiedział, że nie trzeba zdrady czy gniewu, by uczucie wygasło? A nawet nie potrzeba długich lat spędzonych razem w codziennym mozole. Że wystarczy jedna donosowa dawka i głęboki wdech, by substancja blokująca aktywność mózgową oksytocyny, nazywanej potocznie „hormonem przytulania”, zrobiła swoje. I pragnienie bycia razem na moment wygasa jak zalane wodą ognisko.

Nie jest tajemnicą, że oksytocyna wzmacnia nasze relacje społeczne. Ciekawych ustaleń w tym zakresie dostarczył w 2012 r. zespół pod kierunkiem Marka Ellenbogena z Concordia University. W badaniu, które objęło aż setkę osób obu płci, sprawdzano, w jaki sposób podanie donosowo oksytocyny wpłynie na gotowość interakcji społecznych. Grupa, która otrzymała oksytocynę, w odróżnieniu od grupy kontrolnej, której podano placebo, w kwestionariuszu wypełnianym po upływie półtorej godziny deklarowała znacznie większą otwartość na nowe relacje oraz wyższy poziom takich wartości, jak zaufanie czy altruizm.

POLECAMY

Jednak w 2017 r. na łamach magazynu „Biological Psychiatry” ukazały się dane rzucające nowe światło na tradycyjnie postrzeganą rolę oksytocyny. Jak przekonywali Natalia Duque-Wilckens oraz Brian Trainor z University of California w Davis, oksytocyna jest nie tylko „hormonem przytulania”, ale pełni również funkcję ochronną, kiedy ze strony innych ludzi spotka nas coś niedobrego. Wówczas zadanie oksytocyny polega na wzmacnianiu zachowań unikowych w odniesieniu do potencjalnie nowych relacji. Innymi słowy – czujemy raczej opór przed nawiązywaniem kontaktów z obcymi, co ma nas ustrzec przed kolejnymi przykrościami. Podczas badań zaobserwowano, że samice myszy po wystawieniu na stresogenne kontakty z innymi osobnikami trzymały się z dala od grupy, zaś w ich mózgach nastąpiła wzmożona aktywność komórek produkujących oksytocynę. Kiedy jednak podano im donosowo bloker oksytocyny, ich zachowania społeczne wróciły do normy. Według uczonych należałoby nieco zrewidować tradycyjne postrzeganie roli oksytocyny w ośrodkowym układzie nerwowym. Nie jest bowiem – jak wydawało się dotychczas – odpowiedzialna wyłącznie za wzmacnianie zachowań prospołecznych. Jej zadaniem jest raczej wzmacnianie postaw społecznych bez względu na ich wektor, a więc zarówno uzasadnionego unikania nowych kontaktów, jak i chęci przebywania z innymi. Kiedy więc jesteśmy bezpieczni, oksytocyna wzmacnia naszą gotowość przebywania z ludźmi, kiedy zaś doświadczyliśmy krzywdy, skłania nas do zrobienia sobie przerwy od nowych znajomości.

Rejonami mózgu szczególnie zaangażowanymi w opisywane zachowania są: jądro łożyskowe prążka krańcowego (prążek krańcowy jest strukturą łączącą ciało migdałowate z podwzgórzem, odpowiedzialną m.in. za kontrolę lęku) oraz jądro półleżące, zwane mózgowym ośrodkiem przyjemności ze względu na jego kluczową rolę w tzw. układzie nagrody. To właśnie aktywność oksytocyny w obszarze prążka krańcowego odpowiada za postawę wycofania z relacji wskutek trudnych doświadczeń, z kolei oksytocyna w jądrze półleżącym odpowiada za odczucia nagradzające wskutek aktywnych relacji społecznych. Jeśli zablokujemy aktywność oksytocyny w prążku krańcowym, osoba stroniąca od zbyt intensywnych relacji interpersonalnych (również z powodu depresji) może momentalnie nabrać ochoty na spotkania towarzyskie. Zatem zarówno aerozol z oksytocyną, jak i ten z jej blokerem, mogą wpłynąć bezpośrednio na naszą gotowość zawierania relacji. Niczym perfumy o zapachu przyjaźni lub nieufności.

Chemia miłości

Klasyk polskiej psychiatrii, prof. Tadeusz Bilikiewicz, definiował (pół żartem, pół serio) stan zakochania jako „ostrą psychozę na tle seksualnym”. Nieco łaskawszym okiem na taką relację spogląda Helen Fisher, znana badaczka neurobiologicznych aspektów miłości, przekonując, że wszystkie nasze przeżycia, w tym te najbardziej romantyczne, są sprawką neurochemicznych procesów zachodzących w mózgu, choćbyśmy twierdzili, iż to przeznaczenie czy ingerencja gwiazd. W swoich badaniach Fisher wyróżniła trzy fazy miłości wraz z neurochemiczną charakterystyką każdej z nich. 

Pierwsza faza ma postać pożądania i pierwsze skrzypce grają w niej hormony płciowe (testosteron i estrogen). Kluczowe znaczenie ma tutaj początkowe wrażenie, a więc to, czy ktoś „wpadnie nam w oko” czy też nie. Opieramy się bowiem na informacjach zmysłowych, które wpływają na pobudzenie seksualne. Oczywiście, w największym stopniu na tym początkowym etapie zawierzamy informacjom wizualnym. I choć znamy doskonale ludową przestrogę, by nie oceniać książki po okładce – to gdy mowa o relacjach intymnych, od „okładki” się zwykle zaczyna (i niekiedy, co gorsza, na niej tylko kończy).

Druga faza określona została fazą przyciągania, a to oznacza, że gwałtowny zachwyt przerodził się w niepohamowane pragnienie bliskości. To właśnie na tym etapie, jak przekonuje Fisher, do gry wchodzi 2-fenyloetyloamina (ang. skrót PEA), substancja z grupy amfetamin produkowana w podwzgórzu. Określana bywa często „hormonem zakochania”, gdyż to właśnie jej pośrednictwu zawdzięczamy całą plejadę stanów emocjonalnych o skrajnych amplitudach. PEA pobudza wydzielanie noradrenaliny i dopaminy w układzie nerwowym, a także działa hamująco na aktywność serotoniny. Działanie każdego z tych neuroprzekaźników ma swoje konsekwencje. Za sprawą wzmożonej transmisji noradrenaliny serce zakochanego wali niczym młot, ciśnienie krwi wzrasta, twarz oblewa rumieniec, a skórę zwilżają kropelki potu. Dochodzi ponadto do przekrwienia narządów płciowych, co z kolei prowadzi do uwrażliwienia tych obszarów na dotyk, potęgując tym samym doznania seksualne.

Dopamina będąca głównym przekaźnikiem w tzw. układzie nagrody sprawia, że kontakt z ukochaną osobą wprawia nas w stan euforii, a im więcej w tej relacji bliskości, także fizycznej, tym większy poziom dopaminy i wydzielanych dzięki niej endorfin. Im więcej z kolei dopaminy i endorfin, tym większe pragnienie kontaktu, które stymuluje ich wydzielanie, i koło się zamyka. To dzięki dopaminie mamy niespożyte pokłady energii i motywacji, by angażować się w relację oraz nieposkromiony optymizm. Metafora różowych okularów wydaje się w tej sytuacji jak najbardziej słuszna. Podobieństwo tej fazy do stanu uzależnienia nie jest przypadkowe. To właśnie rosnący próg pobudzenia układu nagrody sprawia, że osoba uzależniona dąży do coraz większego kontaktu z bodźcem (chemicznym lub behawioralnym). Ryzykiem fazy przyciągania jest zatem możliwość przerodzenia się relacji w uzależniający, toksyczny związek, z którego wyjście jest porównywalnie trudne z wyzwaniem, jakie stanowi rzucenie nałogu. 

Detektyw Monk w symbiozie z zombie

Powstawaniu zazdrości mogącej przerodzić się w rodzaj obsesji, jak również chorobliwemu „usychaniu z tęsknoty” sprzyja niski poziom serotoniny, jaki obserwuje się na tym etapie rozwoju uczucia. Pojawienie się fenyloetyloaminy zaburza produkcję serotoniny, która odpowiada za szeroko rozumianą wewnętrzną równowagę. Jest to bowiem neuroprzekaźnik związany ściśle z homeostazą, a więc swoistym optimum funkcjonowania, na które składa się właściwa regulacja cyklu dobowego (odpowiednie proporcje snu i czuwania), łaknienia czy zasobów energii. W przypadku niedoborów w transmisji serotoniny zakochany może bardzo szybko przemienić się w „zombie” i detektywa Monka (filmowy archetyp pacjenta z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi) w jednym. Nie dosypia, nie je, łatwo irytuje się i obsesyjnie myśli o swojej wybrance. Nie bez powodu porównuje się skrajne formy tego etapu zakochania do wspomnianych zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeżeli faza przyciągania przybierze nieokiełznaną postać, najpóźniej po czterech latach sytuacja powinna wrócić do normy. Na taki czas szacuje się bowiem aktywność 2-fenyloetyloaminy w zakochanym mózgu. Po tym okresie następuje faza przywiązania i do gry wchodzą odpowiadające za nią przekaźniki, tj. wazopresyna i oksytocyna. Tym samym po fazie, którą można by – pozostając w filmowej symbolice – zatytułować „Bezsenność w Seatle”, przychodzi czas na „Kocha, lubi, szanuje”. 

Twój ból jest… taki jak mój

Niewątpliwie zauroczenie odbywa się w największym stopniu dzięki poprzez zmysł wzroku. I choć niejednokrotnie mówimy, że oczy są...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy