Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

15 kwietnia 2021

NR 5 (Maj 2021)

Grzechy i cnoty psychologii

0 160

Często widać nie tylko obojętność wobec wiedzy psychologicznej, ale wręcz niechęć do niej. Wielu z nas nie chce wiedzieć, skąd – na przykład – biorą się uprzedzenia ani dlaczego dobrzy ludzie robią przerażające rzeczy.

Skąd ta niechęć? Czy wiedzy psychologicznej można ufać? Czy psychologia ma coś na swoim sumieniu? Na te pytania odpowiada prof. Wiesław Łukaszewski w rozmowie z Dorotą Krzemionką.

 
Dorota Krzemionka: Psychologia w ciągu ostatnich dekad zrobiła medialną karierę. W niemal każdym piśmie kobiecym można znaleźć kącik z psychologicznymi poradami. Czy to jej szkodzi jako nauce?

Wiesław Łukaszewski: Moim zdaniem nie szkodzi, ale w krótkiej perspektywie nie pomaga. Przede wszystkim dlatego, że tworzy złudzenie, jakoby istniała prosta odpowiedź na każde pytanie. Ponadto wiele ustaleń dotyczących zjawisk specyficznych traktuje się niesłusznie jako prawa ogólne. Zarazem tak zwane pisma kobiece zrobiły trzy ważne rzeczy. Po pierwsze podjęły wreszcie wątek ludzkiej seksualności, wcześniej często przemilczany. To poszło w różne strony, czasem sensacyjne, ale zaczęto o seksie mówić jako o zjawisku normalnym, a nie czymś kłopotliwym czy wstydliwym. Po drugie przyczyniły się do wcześniejszego wykrywania niektórych chorób; zwróciły uwagę na to, że warto obserwować swoje ciało i rozumieć, co oznaczają obserwowane zmiany. I po trzecie uświadomiły ludziom, że problemy psychologiczne nie są czymś kompromitującym, a wiedza psychologiczna może im pomóc uporać się z wieloma problemami. Kłopotem natomiast bywa bezkrytycyzm niektórych dziennikarzy. Nierzadko zastanawiam się, czy podczas przygotowywania materiałów rozważają: „Po co ja to piszę?”.

Psycholog bywa często traktowany jako ekspert od życia. Czy bycie psychologiem pozwala innym doradzać, jak żyć?

POLECAMY

Myślę, że zawód psychologa na tym między innymi polega, by pomóc ludziom odkryć, co im dolega, co powinni zmienić i podpowiedzieć, jak to można zrobić. Niestety, wielu ludziom (dotyczy to też niektórych psychologów) wydaje się, że można swoje problemy rozwiązywać podczas rozmowy przy kawie ze znajomymi. Namawiam, by takich sytuacji za wszelką cenę unikać. Pewna znajoma poprosiła mnie kiedyś, bym wskazał jej psychologa, bo ma poważny problem z dzieckiem. Zrobiłem to. Po jakimś czasie spotkałem ją i pytam, czy pomoc była skuteczna. A ona na to: „Jestem zawiedziona, spędziłam z dzieckiem u psychologa trzy godziny i… nic”. Na to oczekiwanie nadmiernej skuteczności wielu psychologów daje się złapać. Moja córka, gdy była dzieckiem, spytała: „Powiedz mi, ile liści jest na tym drzewie?”. Odpowiedziałem bezzwłocznie: „11 tys. 723”. To wystarczyło, bo małe dzieci nie oczekują prawdy objawionej, ale odpowiedzi na pytanie. Jeśli jednak tak funkcjonuje psycholog z udręczonym przez życie klientem, to można wątpić w jego kompetencje.

Czy wiedza, jaką psychologia zgromadziła na temat człowieka, znajduje zastosowanie w rzeczywistości i próbach jej zmiany? 

Mamy do czynienia z wielkim postępem w gromadzeniu wiedzy psychologicznej, coraz lepiej zweryfikowanej. Natomiast zadaniem uczonych nie jest modyfikowanie praktyki, lecz właśnie gromadzenie wiedzy. Tu pojawia się luka.

Wypełnił ją kiedyś Piotr Pacewicz, psycholog z wykształcenia, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, inicjując akcję „Rodzić po ludzku”. Zarówno z teorii przywiązania, jak i z teorii relacji z obiektem wynika, że noworodka nie wolno odłączać od matki. Ta wiedza zmieniła oddziały położnicze. 

Przykład Piotra Pacewicza jest znakomity – to był ktoś, kto miał wiedzę, a zarazem, jak się zdaje, doświadczył konsekwencji separacji dziecka i matki. Negatywne konsekwencje separowania noworodków od matki dla ich więzi znane były od dawna, tylko nikt się tym nie przejął. Aby wiedza weszła do praktyki, z jednej strony musi być ktoś, kto ją zna i ma kontakt z praktyką społeczną, a z drugiej strony musi być ktoś, kto potrzebuje tej wiedzy i gotów jest jej zaufać. W naszym życiu społecznym brakuje nieraz jednych i drugich. 

Jakieś inne przykłady takiej wiedzy zmarnowanej?

Od czasów Kurta Lewina, jednego z pionierów psychologii społecznej, wiadomo, jak koszmarne konsekwencje powoduje rywalizacja. Ani nie jest produktywna, ani angażująca, natomiast dewastuje relacje między ludźmi i burzy społeczności. Spróbuj to jednak komuś powiedzieć. Mam zajęcia na podyplomowych studiach Master Class of Management, na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu i w Warszawie. Uczestnikami są zazwyczaj menedżerowie wysokiego szczebla. Pokazuję im odkrycia Lewina z lat czterdziestych XX wieku. A oni na to: „No tak, ale to jest teoria, praktyka wygląda inaczej”. Mówię im: „To jest właśnie praktyka”. I słyszę: „No tak, ale bez rywalizacji się nie da…”. Nie ma gotowości do asymilacji tej wiedzy. Nie ma nawet refleksji nad tym u ludzi odpowiedzialnych za zarządzanie dużymi zespołami. Dysponujemy rozległą wiedzą na temat psychologicznych uwarunkowań zachowań prozdrowotnych, ale tylko nieliczni lekarze są nią zainteresowani. Zapytaj funkcjonariusza więzienia, czy przestudiował dane na temat okrucieństwa w systemach penitencjarnych opisywane przez Philipa Zimbardo i innych badaczy. Oni wszyscy wiedzą swoje. W ten sposób dostępna wiedza jest marnotrawiona. Psychologia jest ofertą. Pytanie, czy ktoś chce tę ofertę poznać i czy zechce z niej skorzystać? Być może należałoby kształcić psychologów, którzy potrafiliby transferować tę wiedzę w różne obszary życia publicznego, takie jak prawo, bezpieczeństwo, zdrowie czy edukacja. 

Taką niewykorzystaną wiedzą psychologiczną jest ta na temat uprzedzeń. Prof. Daniel Bar-Tal dowodził, że podręczniki geografii czy historii w elementarnych szkołach izraelskich utrwalają negatywne stereotypy Arabów. Ale izraelskie ministerstwo edukacji nie było zainteresowane tymi badaniami. Kierowane przez prof. Michała Bilewicza Centrum Badań nad Uprzedzeniami zgromadziło ogromną wiedzę, na jej podstawie można tworzyć projekty, jak przeciwdziałać uprzedzeniom. I co? I nic, uprzedzenia nadal mają się dobrze. Dlaczego?

Ponieważ edukacja antydyskryminacyjna w szkołach rani „uczucia patriotyczne” wielu prawicowych polityków i jest na bakier z nauką Kościoła. Na tym przykładzie widać nie tylko obojętność wobec wiedzy psychologicznej, ale wręcz niechęć do niej. Wielu z nas ani nie chce wiedzieć, skąd biorą się uprzedzenia, ani z tej wiedzy korzystać.

Psychologii zarzuca się, że potwierdza to, co już skądinąd wiemy. Na przykład, że podobieństwa się przyciągają, że liczy się pierwsze wrażenie…

Albo że im częściej powtarzamy, tym lepiej zapamiętamy. Każdy to wie. Kiedy głosi to psychologia naukowa, wydaje się to trywialne. Tyle, że nauka ma ustalać nie tylko statystyczne zależności, ale też to, kiedy ta prawidłowość przestaje obowiązywać. Wracając do pamięci, doświadczenie traumy nie wymaga powtórzeń, by ją zapamiętać. Zauważmy jednak, że psychologię krytykuje się jeszcze bardziej za to, że dostarcza wiedzy sprzecznej ze zdrowym rozsądkiem. 

Na przykład, że im więcej świadków napaści, tym mniejsza szansa, że ktoś nam pomoże…

Albo że podczas licytacji można wydać 29 dolarów za jednego dolara tylko po to, żeby nie przegrać. Psychologowie nie powinni się obrażać za to, że są krytykowani, ale skupić się na tym, by dowodzić wartości swojej wiedzy, także przez pokazywanie jej ograniczeń. Dzięki temu psychologia przestaje być zbiorem twierdzeń ogólnych, a nawet nadogólnych. Mam wrażenie, że do takiego obrazu psychologii przyczyniają się też niektóre podręczniki wstępnych kursów psychologii, które w dość dogmatyczny sposób prezentują stan wiedzy. Tymczasem wiedza psychologiczna ma charakter statystyczny, a opisywane w niej zależności dotyczą prawdopodobieństwa zdarzeń, a nie prawidłowości bezwyjątkowych.

Czyli nigdy nie jest tak, że wszyscy ludzie zawsze reagują w jakiś sposób... Pytanie, czy psychologia rzeczywiście wykrywa jakieś zależności. Kiedy próbowano powtórzyć sto eksperymentów, których wyniki opublikowano w prestiżowych czasopismach, udało się to tylko w co trzecim przypadku. 

Wcale mnie to nie dziwi. W większości wypadków nie jest to dowód na niechlujstwo czy nieuczciwość badaczy. Nie jesteśmy bowiem w stanie odtworzyć i kontrolować wszystkich (podkreślam wszystkich!) warunków eksperymentalnych. Czy któryś z eksperymentatorów bierze pod uwagę na przykład, czy dzisiaj jest pochmurno czy słonecznie, czy osoba badana jest wyspana czy może przejęta dramatem rozstania? A wszystko to też może wpływać na zachowanie w sytuacji eksperymentalnej. W eksperymencie, który prowadziliśmy ze studentami przed laty, osoby badane wypełniały kwestionariusz zaufania społecznego w dwóch różnych pomieszczeniach, do których trafiały losowo. Jedni w czystym i jasnym pokoiku, inni w szatni sali gimnastycznej – ciemnej, nasyconej zapachem potu. Wyniki były szokująco różne. Ci pierwsi bardziej byli skłonni zaufać innym niż ci drudzy. Co więcej, im jakiś system jest bardziej złożony, tym większe w nim prawdopodobieństwo szumów losowych – błędów i zakłóceń, co w konsekwencji zmienia sposób funkcjonowania systemu w danym momencie. Ludzki mózg jest najbardziej złożonym systemem, jaki znamy. Nic dziwnego, że jest to system dość kapryśny.

Psychologia aspiruje do bycia nauką przyrodniczą, eksperymentalną. Ale przedmiot jej badań jest wyjątkowy. Ameba albo cząstka elementarna nie będzie próbowała odczytać intencji badacza, a człowiek tak… Jakie z tego wynikają problemy metodologiczne?

Najważniejsze wydają się trzy problemy. Pierwszy – w psychologii obowiązuje imperatyw świadomej zgody osoby badanej na udział w badaniach. Badani w większości wypadków wiedzą, jaki jest plan badań, i na ogół starają się domniemać, jakie hipotezy testuje badacz. Czasem trafnie, czasem nie, ale i tak ma to wpływ na wyniki badań. Problem drugi wiąże się z faktem, że większość badań prowadzi się ze studentami wstępnych kursów psychologii, a to nie są „naiwni eksperymentalnie” badani.

Podczas zajęć nasłuchali się o dziesiątkach eksperymentów i strategiach badaczy. Od lat zastanawiam się, jak wyglądałyby wyniki badań psychologicznych, gdyby je przeprowadzić na przykład z rolnikami z Warmii. Co więcej, w wielu wypadkach badani studenci pozostają w jawnej zależności od badaczy,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy