Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

10 marca 2020

NR 3 (Marzec 2020)

Esencja człowieczeństwa

131

Najważniejszym punktem oparcia dla ludzkiej godności jest stan, w którym możemy przyjąć krytyczną postawę wobec siebie. Zadać sobie pytanie: Czy to naprawdę mój obraz? Czy jestem z niego zadowolony? Co chciałbym w nim zmienić?

ANDRZEJ LIPIŃSKI: W jednej ze swoich książek napisał Pan, że godność nie jest immanentną cechą człowieka, że zdobywamy ją każdego dnia na nowo i musimy nieustannie jej bronić. Przed czym?

POLECAMY

PETER BIERI: Przed tym wszystkim, co grozi nam ze strony innych w postaci dyskryminacji, ignorowania naszej prywatności, ale także przed wszelkimi skłonnościami i słabościami naszej psychiki, zagrażającymi naszej tożsamości w formie neuroz, nerwic, wewnętrznej niedojrzałości czy różnego rodzaju regresji, infantylnych zachowań oraz oszukiwania samego siebie.

Dlaczego nie uznaje Pan godności za cechę z natury przypisaną człowiekowi?

Uznanie godności za właściwość ludzkiej natury miałoby sens jedynie w kontekście metafizycznym, a nie w znaczeniu naturalnego, przyrodzonego atrybutu. Taki rodzaj interpretacji godności jest jednak dosyć tajemniczy i nieuchwytny, potrzebuje teologicznego uzasadnienia – jako cechy, którą Bóg nadaje człowiekowi na własne podobieństwo. Dla mnie pojęcie godności oznacza określony sposób życia. Jeśli sprowadzimy ją do konkretnej cechy, to ani najbardziej haniebne uczynki człowieka, ani największe krzywdy nie są w stanie jej naruszyć czy zniszczyć.

Niektórzy uważają, że nawet w przestępcy należy widzieć w pełni wartościową istotę ludzką, mówią o niezbywalnej wartości jego człowieczeństwa.

Tak – i możemy nazwać to godnością, ale nie definiujmy jej jako naturalnej cechy. Jeśli przypisujemy godność najgorszemu, najbardziej nawet odrażającemu z ludzi, to tylko dlatego, że postanawiamy traktować z szacunkiem każdą bez wyjątku ludzką istotę. Jest to zasada znajdująca swój wyraz na przykład w sposobie obchodzenia się z więźniami. Bez względu na to, jak podły jest charakter danego człowieka i karygodne jego czyny, ustalamy pewne kryteria jego traktowania, które nie będą naruszały i raniły tego, co nazwiemy godnością.

Po prostu postanawiamy traktować przestępcę w sposób godny. Jest to także moja interpretacja artykułu 1 niemieckiej konstytucji, w myśl którego „Godność człowieka jest nienaruszalna”.

I nie potrzebujemy dla tej decyzji żadnego uzasadnienia, np. w postaci odniesienia do idei, że każdy człowiek jest wartością sam w sobie?

To uzasadnienie zawiera się w samej decyzji o takiej formie współżycia, której fundamentem jest pełne szacunku traktowaniu każdego człowieka, niezależnie od moralnej wartości jego czynów. Jest to wybór wynikający wyłącznie z naszego wyobrażenia o podstawach dobrego i zgodnego życia w społeczeństwie, a nie opierający się na definicjach czy wartościach natury metafizycznej.

Jednak historia uczy nas, że w określonych warunkach i systemach można ustalić również takie podstawy współżycia, które pozwalają wykluczać albo traktować niegodnie wybrane jednostki lub całe grupy?

Musimy zadać sobie pytanie, co zrobić, żeby formułowanie zasad odbywało się w ramach jasno określonych kryteriów. Tutaj z kolei wracamy do pytania, czy definiowanie godności jako naturalnej cechy każdego człowieka nie wydaje się mimo wszystko zasadne. Takie założenie, jak już wspomniałem, jest jednak pustym hasłem i pseudouzasadnieniem idei godności. Dlatego „nienaruszalność” godności w artykule 1 niemieckiej konstytucji jest predykatem dyspozycyjnym, który dopuszcza dwie możliwe interpretacje – albo godność jest wartością, której nie wolno naruszać, albo jej naruszenie nie jest możliwe. Druga opcja jest oczywiście błędna, wiadomo przecież, że nie ma dnia, w którym ludzka godność nie byłaby naruszana i deptana na niewyobrażalną skalę. Z kolei pierwsza interpretacja prowadzi do konkluzji, że zakaz naruszania godności wynika wyłącznie z naszej wspólnej woli stworzenia takiego społeczeństwa, w którym żaden człowiek nie będzie traktowany niegodnie. Wtedy definiowanie godności jako szczególnej cechy nie jest nam do niczego potrzebne.

Czy godność, Pana zdaniem, jest konstrukcją myślową pozwalającą zachować stabilność społeczną?

Można by to tak nazwać. W takim rozumieniu nie traktujemy tej konstrukcji dosłownie i nie nadajemy jej metafizycznego wymiaru. Natomiast możliwe jest też inne spojrzenie. W jednym z filmów o przestępstwach nazistowskich uwięziony w obozie koncentracyjnym człowiek woła w stronę swoich oprawców „Możecie zabrać wszystko, ale nie odbierzecie nam godności”. Brzmiało to tak, jakby krzyczał im w twarz: „Nawet najgorszym z waszych czynów nie dotkniecie metafizycznej esencji naszego człowieczeństwa”. Ta esencja to właśnie godność.

W powieści Jacka Londona Kaftan bezpieczeństwa osadzony w lochu bohater, żeby znieść obelgi i tortury znęcającego się nad nim strażnika, zamyka się w wewnętrznej twierdzy i ucieka w świat fantazji. Czy w ten sposób ratuje swoją godność?

Godność tego więźnia bez dwóch zdań jest brutalnie gwałcona. Oczywiście możemy wyobrazić sobie jakiś rodzaj wewnętrznej warowni, miejsca schronienia przed atakami z zewnątrz, ale pozostaje kwestią sporną, czy faktycznie już nic nie mogłoby nas wtedy zranić? Słowa zamkniętego w takich wewnętrznych okopach człowieka są być może tym, co w filozofii języka nazywamy wypowiedzią performatywną; mają dodać mu odwagi, pozwalają zachować resztkę poczucia godności. Możemy potraktować je jako formę werbalnej obrony koniecznej, ale na płaszczyźnie opisowej te słowa są nieprawdziwe.

Czasem taki rodzaj obrony koniecznej może być jedynym źródłem siły w walce z zewnętrznymi zagrożeniami…

Z pewnością można w ten sposób stworzyć wewnętrzny dystans wobec fizycznego bólu czy upokorzeń. Ale po przekroczeniu pewnej granicy okrucieństwa ataki słowne czy tortury niszczą tę zdolność wewnętrznego zdystansowania. Źródło naszej wewnętrznej siły prędzej czy później wyschnie.

A zatem to, czy godność danego człowieka zostanie naruszona, zależy w dużym stopniu od jego siły psychicznej, ukształtowanych przez życie wewnętrznych granic i obrazu samego siebie, a więc od czynników, które są płynne i zmienne?

W rzeczy samej. Być może potrzeba przypisywania godności metafizycznych korzeni jest wyrazem tęsknoty za jakimś trwałym i stabilnym punktem odniesienia. To wyobrażenie jest jednak dosyć zagadkowe, do tej pory nikt nie zdołał go uzasadnić ani nadać mu jasnej i zrozumiałej formy.

W takim razie oczywistym powinno wydawać się założenie, że kobieta uprawiaj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy