Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

15 grudnia 2015

Diabeł mnie skusił?

79

Jak się ma młotek, to się znajdzie gwoździe. Egzorcyści mogą być wyczuleni na objawy opętania. Możliwe, że opętanych przybywa, bo przybywa egzorcystów.

Dorota Krzemionka: – Martwię się trochę, Panie Profesorze, o siebie. Lubię słuchać Doorsów, kupuję ubrania w sklepach indyjskich, zdarza mi się pić herbatę z chińskiej porcelany. Miesięcznik „Egzorcysta” twierdzi, że to wszystko pachnie diabłem. Podobnie jak Hello Kitty, japońska zabawka, która zdaniem ks. Pawła Popielnickiego służy piekielnym zabawom.
Bogdan de Barbaro: – Trudno mi komentować takie tezy, bo są mi obce i nawet nie sądzę, żeby one były reprezentatywne dla głównego nurtu w chrześcijaństwie. Biorą się z lęku przed obcym, obcością, innością. Jeżeli przyjąć, że diabeł jest personifikacją skrajną tego, co obce, to możliwe, że ludzie, którzy w ten sposób rozumują, utożsamiają obcość z szatańskością. Żyjemy w świecie niezwykle pluralistycznym, dlatego fantazje, które każą personifikować zło kryjące się pod zapachem kadzidełek indyjskich, mogą padać na podatny grunt.

Przed dziesięcioma laty pisał Pan w tekście dla nas, że coraz rzadsze są przypadki opętania. Od tego czasu kilkunastokrotnie wzrosła liczba egzorcystów.

– Nie nadaję się na proroka...

W różnych sytuacjach mówimy: chyba diabeł mnie skusił, opętał. Eksternalizujemy wewnętrzny konflikt, umieszczając to, czego w sobie nie akceptujemy, na zewnątrz.
– „Diabeł mnie opętał” to rodzaj mechanizmu obronnego. Gdy tak powiem, daję sobie pewną ulgę, że złe rzeczy, które zrobiłem, na przykład wybuchnąłem gniewem, to nie do końca byłem ja. Diabeł się tym zajął i ja jestem mniej winny. W tym przypadku ta eksternalizacja jest użyteczna. Jednocześnie eksternalizację czasem stosujemy jako technikę terapeutyczną, gdy chcemy, by pacjent – paradoksalnie – miał większe poczucie sprawczości. Problem, który dotąd był jego częścią – na przykład wybuchy gniewu – umieszczamy na zewnątrz, by pacjent mógł się do niego zdystansować i potraktować go jako swego rodzaju przeciwnika, którego można pokonać.

Czasem jednak to, co wyrzucamy z siebie na zewnątrz, rzeczywiście zaczyna nas przerażać. Diabeł przestaje być metaforyczny. A sprzyja temu charakterystyczna dla postmodernizmu różnorodność, a zarazem bezradność wobec różnych systemów wartości, i niemożność oparcia się w swych wyborach na czymkolwiek, kimkolwiek z powodu rozpadu więzi...
– Opętanie w kategoriach psychopatologicznych jest traktowane jako zespół dysocjacyjny, w którym dochodzi do przejściowej utraty samokontroli, drastycznej zmiany cech osobowości, a odszczepione i wyrwane spod kontroli funkcje psychiczne samodzielnie kierują postępowaniem jednostki. Cierpiący na ten zespół to często młode osoby, które przeżywają rozdarcie między wartościami rodziców, na przykład ortodoksyjnym systemem katolickim, a tym, co podpowiada hedonizm postmodernistyczny. Jeżeli trudno im sobie z tym rozdarciem wewnętrznie poradzić, wtedy może dojść do dysocjacji. Kultura i tradycja podpowiadają
– na poziomie nieświadomym – opętanie jako rozwiązanie nieświadomego konfliktu. Inna rzecz, że to rozwiązanie jest zarazem ślepą uliczką…

Osoba zgłaszająca się na terapię odczuwa i jest przekonana, że jest opętana. Co wtedy?
– Terapeuta ma tu poważny dylemat. Kodeks etyczny terapeuty mówi, że nie wolno ingerować w czyjś system wartości. Jeśli terapeuta słyszy od pacjentki, że diabeł ją opętał, a on uważa, że to „zespół dysocjacyjny”, to powstaje problem. Czy zakwestionowanie wersji pacjentki nie będzie ingerencją w jej system wartości? Ale skoro zgłasza się do terapeuty, to powstaje możliwość rozmowy na ten temat.

Co zatem oddać Bogu, duszpasterzowi, a co psychoterapeucie? Czy to narracja pacjenta wyznacza tę decyzję?

– Tak powinno być. Na szczęście osoba – nie rozstrzygajmy przedwcześnie, czy to pacjent, czy penitent – zgłasza się do psychologa lub do duszpasterza, a więc sama na wstępie definiuje problem w swoim języku albo teologicznym, albo psychopatologicznym. Oczywiście może być tak, że duszpasterz stwierdza „o nie, to jest jednak problem dla psychiatry”. I tak się często zdarza.

Tak postąpi mądry duszpasterz. Ale czy egzorcysta?
– Księża egzorcyści też mają obowiązek, z tego co wiem, konsultować się z psychiatrą czy psychologiem.

Mogą jednak ulec temu, co w psychologii społecznej nazywa się „skrzywieniem zawodowym”, czyli stałą dostępnością pewnych schematów poznawczych. Oni mogą częściej widzieć przejawy opętania i diagnozować je.

– Jest powiedzenie, że jak się ma młotek, to się znajdzie gwoździe. Egzorcyści mogą być wyczuleni na objawy opętania, a ponieważ zgłaszają się do nich osoby z takimi objawami, to może powstać wrażenie – nagłaśniane przez media szukające sensacji – że przybywa opętań. Możliwe, że opętanych przybywa, bo przybywa egzorcystów. Podobnie jak można powiedzieć, że potrzeba psychoterapii rośnie wraz z liczbą terapeutów i społeczną świadomością, że psychoterapeuci mogą pomóc. Zależność między podażą a popytem dotyczy nie tylko ekonomii.

Opętanie można jednak rozpoznać i rozpocząć wypędzanie szatana tylko wtedy, kiedy wykluczy się psychozę. Samo występowanie w treściach przeżyć cierpiącego figur teologicznych nie przesądza o tym, że mamy do czynienia z opętaniem.

– Rzeczywiście, przekonania o mocy diabła mogą się pojawiać także w urojeniach depresyjnych czy urojeniach w schizofrenii. Duszpasterzowi nie wolno podejmować egzorcyzmów wobec osób, które cierpią z powodu dekompensacji psychotycznej, bo w tym momencie może bardzo zaszkodzić. Gdy mamy do czynienia z opętaniem w znaczeniu zespołu dysocjacyjnego, jest szansa, że egzorcyzmy nie przyniosą szkód. Natomiast jeśli egzorcyzmami będziemy próbowali leczyć schizofrenię czy depresję psychotyczną, wtedy można poważnie zaszkodzić.

W „Tygodniku Powszechnym” napisano: „Psychiatrzy mają do czynienia z ofiarami nie diabła często, lecz księży”. Czy tak jest?
– Pacjenci mogą być ofiarami i psychoterapeutów, i księży. Rzecz w tym, by być kompetentnym, odpowiedzialnym i etycznym. Potrzebna jest odpowiedzialność, edukacja i jeszcze świadomość granic własnych możliwości. Psychiatra czy psychoterapeuta nie może rozstrzyg...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy