Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

4 lipca 2016

Kiedy głowa mówi: nie

65

Bywa, że niemożność zajścia w ciążę wynika z przyczyny psychologicznej, której korzenie tkwią w przeszłości. W takich przypadkach konieczna jest psychoterapia.

Diagnozowanie i leczenie niepłodności może trwać latami i nie zawsze do końca wiadomo, dlaczego para ma trudności z poczęciem dziecka. Najczęściej spowodowane jest to wciąż słabymi technikami diagnostycznymi, jednak bywa i tak, że winna jest psychika danej osoby. To tak zwana blokada, która sprawia, że mimo iż nie znaleziono żadnej medycznej przyczyny, dziecka wciąż brak.

Pacjenci nie uświadamiają sobie zwykle psychologicznych przyczyn trudności w zajściu w ciążę. Nie mają pojęcia, że nie zależą one tak naprawdę od nich, tylko od czegoś, co miało na nich wpływ w trakcie życia. Nie wiedzą, że nie muszą się za to winić. Tymczasem psychiczny uraz, nieodkryty i nieprzepracowany, może opóźniać leczenie albo wręcz je uniemożliwiać.

Wspólny problem
Weszli do gabinetu oboje, ona pierwsza, stanowczym krokiem, on wyraźnie się ociągając.
– To ja już pójdę i poczekam w samochodzie – zaczął niepewnie.
– Nie – przerwała mu. – To nasz wspólny problem i będziemy go rozwiązywać razem.
Ucieszyłam się w duchu, bo taka postawa to rzadkość. Zwykle trafiają do mnie same kobiety i nawet nie przychodzi im do głowy, żeby pojawić się razem z mężem. Bo to One cierpią w widoczny sposób, kiedy Ich dziecko nie chce pojawić się na świecie. I to One zwykle potrzebują pomocy terapeuty, wsparcia i znalezienia skutecznych sposobów, jak tę trudną i często trwającą latami sytuację przetrwać. Mężczyźni zwykle przeżywają to inaczej. Wolą problem przemyśleć w samotności i utwierdzić żonę i siebie w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, co bynajmniej nie jest grą słów, tylko naprawdę w to wierzą.
No dobrze, ta para jest inna, oni chcą razem, a światowe badania pokazują, że dzięki temu mają większe szanse na własne dziecko. Bo co dwie głowy, to nie jedna. Tylko czy faktycznie chcą razem, czy to ona chce, żeby tak było?
– W czym mogę państwu pomóc? – zadałam sakramentalne pytanie.
– Od trzech lat bezskutecznie staramy się o dziecko. Zrobiliśmy wszystkie badania w najlepszych klinikach i nie ma żadnych medycznych powodów tego stanu. Teraz to już podobno została nam tylko inseminacja albo in vitro, a i to stoi pod znakiem zapytania – kobieta nerwowo skubała chusteczkę.
– Dlaczego?
– Bo mój mąż od jakiegoś czasu ma problemy i... – zawahała się – po prostu nie może, nie chce chodzić ze mną do łóżka. Wcześniej nigdy nie mieliśmy żadnych kłopotów. Wszystko było fantastycznie. A teraz pierwsza próba inseminacji nie doszła do skutku, bo mąż nie był w stanie oddać nasienia.
Mąż na jej wypowiedź nerwowo się poruszył i skulił w fotelu.

Pan do oddania nasienia
Niedobrze, że to żona opowiedziała o jego kłopocie, bo pewnie dodatkowo pogorszyła jego samopoczucie w i tak trudnej dla niego sytuacji. Niepłodność może spowodować różnego rodzaju wtórne kłopoty – zarówno u mężczyzny, jak i kobiety – wynikające z naruszania intymności, jakim jest wkraczanie w seksualność człowieka. Dlaczego jednak ten mężczyzna zareagował znacznie mocniej – chociaż dla każdego to niełatwe – w tym momencie trudno było powiedzieć. Może przerastała go sytuacja, w której musiał czemuś sprostać? Może starania o dziecko traktował jak zawody sportowe, a to nie napędzało go do działania? Są mężczyźni, którzy uwielbiają rywalizację i wtedy rośnie im poziom testosteronu, a to zwiększa ochotę na seks. Są i tacy, którzy jej nie lubią i kiedy znajdują się w sytuacji przymusu i mają zrobić coś, na co nie mają do końca wpływu, jak na przykład oddanie nasienia czy „seks w konkretnej chwili”, nie potrafią tego zrobić.

– Od kiedy taki stan ma miejsce? – zwróciłam się do męża.
– Od roku – odpowiedziała żona.
– Pozwoli pani, że przez chwilę porozmawiam z pani mężem? – zwróciłam się do niej jak najłagodniej. Zgodziła się, ale widać było, że nie jest zadowolona.
– No tak, faktycznie gdzieś od roku – potwierdził.
– Jak pan myśli, co mogło do tego doprowadzić?
– Czy ja wiem? – chwilę się zastanawiał. – Może te badania w klinikach, to nie było dla mnie łatwe.
– Co to za problem, nie przesadzaj. Oddać nasienie, wielka mi rzecz! Wszyscy jakoś potrafią, tylko nie ty. Wiesz, co ja muszę znosić, chodząc po tych wszystkich gabinetach?
– Proszę pani – przerwałam jej już bardziej stanowczo. – Myli się pani, bo to może nie być wcale takie proste ani dla pani, ani dla pana. Pierwsza próba in vitro na świecie nie doszła do skutku właśnie z tego powodu, że mężczyzna tak bardzo się zestresował, że trzeba było poczekać do następnego cyklu.
– Tak, te małe pokoiki – przerwał mi – z jakimiś sprośnymi gazetami, a za cienkimi drzwiami siedzące pary, znacząco spoglądające pielęgniarki i wszyscy wiedzą, co tam robisz. To upokarzające. A pamiętasz – zwrócił się do żony – jak kiedyś pielęgniarka krzyknęła na całą poczekalnię: „Pan jakiś tam, do oddania nasienia – proszę do pokoju numer dwa”, i podała mu probówkę. Pomyślałem, że zapadłbym się pod ziemię ze wstydu, gdybym był na miejscu tego mężczyzny. On zresztą też się chyba niezbyt dobrze poczuł, bo poczerwieniał jak piwonia.

Dosyć robienia dziecka
Odetchnęłam z ulgą, bo okazało się, że jednak potrafi chociaż trochę przeciwstawić się żonie, a ona chyba faktycznie była na niego zła, że miał kłopot z potencją.
– Czy myśli pan, że to jedyny powód tej chwilowej – podkreśliłam – niemożności?
– Nie, myślę, że mam już dosyć robienia dziecka! – podniósł lekko głos. – Wszystko jest podporządkowane temu, czy żona ma dni płodne, czy nie. Jak ma, to bez względu na to, czy mamy ochotę, czy nie, musimy iść do łóżka.
To chyba najczęstszy problem, z którym zgłaszają się do mnie pary leczące się z powodu niepłodności. Konieczność współżycia, jak to mówią, „na gwizdek”, bez ochoty, z konieczności, bo właśnie przypadają dni płodne. Nie mają ochoty, ale wiedzą, że muszą, bo przepadnie kolejny miesiąc. Dodatkowo wzmacniają ten przymus lekarze, wręcz zmuszając pacjentów do współżycia w tym czasie. A przecież organizm kobiety, jeśli mu nie przeszkadzać, sam doskonale intuicyjnie wie, kiedy jest ten czas i sam nawet w trakcie leczenia będzie wysyłał impulsy z mózgu, żeby doszło do współżycia.
– A w innych dniach chodzicie państwo do łóżka?
– Nie, bo wtedy żona nie ma ochoty.
– A pan by miał?
– Kiedyś miałem, a teraz to już mi wszystko jedno.
– Co pani o tym myśli? – zwróciłam się do żony, widząc jak czerwienieje, czy to ze wstydu, czy ze złości.
– A co mam myśleć? Nie mamy dziecka, mam trzydzieści dwa lata, czas leci, lekarze mówią, że trzeba się starać, to się staram jak mogę, a ty! Jak możesz takie rzeczy opowiadać.
Przez chwilę dałam jej ochłonąć, patrząc, jak mąż znowu chowa się w skorupkę i kuli w fotelu.
– Kiedy parę dotyka niepłodność, należy zrobić wszystko, co jest konieczne w staraniach o dziecko, ważne jednak, żeby robić to umiejętnie.
– To znaczy jak? – zapytał mąż.
– Tak, żeby nie stało się to jedyną treścią życia. Bez obsesji i bez
tak zwanego robienia dziecka, jak pan to trafnie nazwał. To najlepszy środek antykoncepcyjny, jaki znam.
– Tylko jak to robić? – włączyła się żona, już spokojniejsza i chyba coraz bardziej chętna do współpracy.
– No cóż, nie będę państwa oszukiwać, że to jest łatwe i wystarczy nauczyć się kilku technik relaksacyjnych albo powiedzieć sobie: „Od dzisiaj inaczej będziemy o tym myśleli, wyluzujemy i wszystko się zmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki”. To często za mało albo zbyt naskórkowo, bo wciąż pozostaje pytanie, dlaczego państwo macie z tym większy problem niż inni, chociaż nie da się ukryć, że niepłodność jest chorobą, która niesie ze sobą wielki bagaż emocjonalny. Prawie tak wielki, jak choroba nowotworowa czy ciężkie schorzenia kardiologiczne. Warto zastanowić się, dlaczego podchodzicie do leczenia z takim napięciem.
– Ja do wszystkiego tak podchodzę. Jak mam bilans w pracy, to musi być wszystko zrobione przed czasem. Jestem główną księgową, mam piętnaście osób pod sobą, a mój zespół pracuje jak w zegarku.
– Ale niepłodności nie da się tak skontrolować. Trochę jest to poza panią, nie może pani mieć na wszystko wpływu, chociaż na niektóre rzeczy owszem. Na przykład na wasze relacje, które niewątpliwie ułatwiłyby staranie się o dziecko.
– Ale ja nie wytrzymuję takich sytuacji, kiedy tracę kontrolę.
– Jak pani myśli, dlaczego?
– Nie mam pojęcia. Może wyniosłam to z domu? – zaczęła się zastanawiać. – Tata taki był, że musiało zawsze być tak, jak postanowił.

Terapia omnipotencji

Uzgodniliśmy wspólnie, że na tym etapie, paradoksalnie, bardziej potrzebne będą spotkania z nią, a nie z mężem lub ich wspólne. Rozpoczęła się zatem terapia, ku jej zdumieniu nie impotencji męża, tylko jej potrzeby omnipotencji. Zaczęła się sobie przyglądać, początkowo wciąż przekonana, że robi to wyłącznie po to, żeby pomóc przywrócić mężowi potencję.

Często zdarza się, że kobiety dotknięte niepłodnością przychodzą do mnie zrozpaczone, płacząc, że nie dość, że od lat starają się z mężem o dziecko, to „ten po[-]dły” w tym czasie dopuścił się zdrady, czy to z kobietą, czy uciekając w komputer, spotkania z kolegami, w butelkę piwa czy w jeszcze coś innego. Kobiety uważają, że to wszystko dlatego, że nie mogą dać partnerowi dziecka i są w związku z tym gorsze od innych albo nieciekawe dla partnera. A najczęściej wcale nie o to chodzi.
Tak naprawdę dzieje się to trochę na własne życzenie obojga: on nie potrafi się przeciwstawić jej obsesyjnym staraniom, które zabijają ich seksualność, a ona nie jest w stanie znaleźć równowagi w pragnieniu bycia matką, żoną, kochanką i zaczyna traktować partnera trochę jak środek do celu. On, czując to, może zacząć się oddalać. Oczywiste jest, że gdyby to sobie uświadomili i potrafili o tym rozmawiać, mogliby bez problemu i bez pomocy terapeuty sami zażegnać konflikty, jakie rodzi niepłodność.
– Proszę mi opowiedzieć o swojej rodzinie – poprosiłam klientkę na kolejnej z cotygodniowych sesji.
– No cóż, mama to antywzór do naśladowania, a niestety moja starsza siostra poszła w jej ślady.
– To znaczy?
– Mama jest strasznie uległa i nigdy nie miała w domu nic do powiedzenia. Rządził ojciec, a ona nie potrafiła mu się w niczym przeciwstawić. Nawet jak trzeba było nam coś kupić, co naprawdę było potrzebne, na przykład buty do szkoły, to albo kłamała, że mniej kosztowały, albo robiła to po cichu, żeby się nie dowiedział, bo przy jego sknerstwie od razu byłaby awantura. No i nie za dobrze mamę traktował, mnie i siostrę zresztą też. Potrafił nas tak zmieszać z błotem, że przykro było tego słuchać. „Mam trzy baby w domu, niech robią” – to był stały tekst, gdy zasiadał przed telewizorem.
– I robiła pani?
– Czasami musiałam, ale zwykle udawało mi się jakoś sprytnie wywinąć, bo siostra tak się go bała, że zawsze na nią więcej spadło, a ja – młodsza – byłam jego oczkiem w głowie. To na mecz mnie zabrał, to na wieś do babci pojechaliśmy pomóc w polu, a mnie się to podobało bardziej niż stanie przy garach i sobotnie sprzątanie. Zresztą, do tej pory uważam takie babskie głupie zajęcia za stratę czasu.
– Nie lubi pani kobiecych czynności?
– Ja chyba w ogóle nie lubię kobiet – wykrzyknęła. – Tak naprawdę to nie mam bliskiej przyjaciółki i znacznie lepiej mi się pracuje z mężczyznami.
– Czy nie wydaje się pani, że bardziej przejęła pani cechy i zachowanie ojca niż mamy?
– Nie bardziej, a chyba zupełnie – odpowiedziała bez namysłu, po czym gwałtownie zamilkła. Nie przerywałam milczenia, dając jej czas, żeby mogła przetrawić wszystko, co przed chwilą sobie uświadomiła. – To straszne, to niemożliwe, to nieprawda – zaczęła, skubiąc nerwowo fotel.
– Co jest nieprawdą?
– Że jestem taka jak mój ojciec. Jeśli jestem do niego podobna, to już samo w sobie jest okropne. A poza tym faceci nie rodzą dzieci – dodała cicho. – Chyba już wiem, dlaczego nie mogę zajść w ciążę. Jeśli tylko się zmienię i odrzucę wszystko, co mam po tacie, nie będzie żadnego problemu, żebym urodziła dziecko.

Musiałam ją ostudzić, bo to wszystko nie jest takie proste. Gdyby było, terapia byłaby najlepszym środkiem do zachodzenia w ciążę,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy