Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

15 grudnia 2015

Co ty wiesz... o sobie

34

Z jednej strony - wiedzeni ciekawością - chcielibyśmy wiedzieć, jacy jesteśmy naprawdę. A z drugiej - aby zachować poczucie, że jesteśmy tą samą osobą, jedną i spójną od początku życia - tak dobieramy informacje o sobie, a czasem nawet zniekształcamy, by wiedza o sobie ułożyła się nam w spójną historię.

Dr hab. Ewa Trzebińska, prof. SWPS, pracuje w warszawskiej Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, gdzie pełni funkcje prorektora ds. dydaktycznych i dziekana Wydziału Psychologii. Zajmuje się psychoterapią, zdrowiem psychicznym oraz psychologią pozytywną. Napisała m.in. Dwa wizerunki własnej osoby. Studia nad sposobami rozumienia siebie, jest redaktorem i współautorką książki Szaleństwo bez utraty rozumu.

Dorota Krzemionka: – Czy dobrze zna Pani siebie?
Ewa Trzebińska: – Dość dobrze, choć oczywiście z co najmniej dwóch powodów odpowiedź na to pytanie powinna być warunkowa. Bo, po pierwsze, zmieniamy się szybciej niż poznajemy siebie. W związku z tym nasza znajomość siebie dotyczy przede wszystkim tego, co było wcześniej, a to, jacy jesteśmy w tym momencie, nie jest nam dostępne. A po drugie, każdy z nas jest tak złożony, że siłą rzeczy poznanie siebie nigdy nie jest pełne.

Co konkretnie poznajemy, poznając siebie?
– Można mówić o czterech obszarach treści związanych z Ja: są to nasze cechy fizyczne, działania, relacje z innymi ludźmi, a także cechy psychiczne. Poznajemy więc siebie jako osobę fizyczną, aktywną w świecie, społeczną i jako kogoś, kto ma życie psychiczne.
– Najłatwiej poznać siebie na wymiarze fizycznym, na przykład przekonujemy się, że jesteśmy dziewczynką albo chłopcem.
– I mamy jasne bądź ciemne włosy. We wczesnym dzieciństwie cechy fizyczne określają naszą tożsamość. Potem przedmiotem poznania staje się własna aktywność – ulubione zajęcia, także zdolności i umiejętności. We wczesnym okresie dorastania w obrazie własnej osoby liczą się przede wszystkim relacje społeczne. To, kim jesteśmy, wynika z tego, z kim się przyjaźnimy, jak sobie radzimy w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi. W późniejszym okresie dorastania zaczynamy spostrzegać siebie przede wszystkim jako osobę posiadającą określone postawy, przekonania i wartości. Staramy się zrozumieć, co i dlaczego przeżywamy. Zauważamy powtarzalność tych przeżyć.

Czy rzeczywiście chcemy siebie poznawać? Czy zależy nam na poznaniu prawdy o sobie?
– Richard Robins i Oliver John mówią o czterech postawach w poznawaniu siebie. Po pierwsze, możemy wobec siebie, tak jak wobec świata zewnętrznego, przyjąć postawę naukowca. Kieruje nami wtedy ciekawość siebie. Gromadzimy i weryfikujemy różne obserwacje na swój temat, tworzymy prywatne teorie własnej osoby, by móc zrozumieć i przewidywać swoje zachowania.

Obiektywnym badaczem samego siebie być jednak nie możemy...
– Oczywiście. Ale przyjmując postawę naukowca, próbujemy jednak być bezstronni, otwarci na różne informacje dotyczące siebie. Poddajemy weryfikacji swoje przekonania o sobie i porzucamy te, które w świetle nowych informacji już się nie sprawdzają. To, co było prawdą o nas dziesięć lat temu, teraz być nie musi, bo wciąż się zmieniamy. Drugą postawą w poznawaniu siebie jest postawa poszukiwacza spójności. Kierując się nią, staramy się utrzymać ciągłość i wewnętrzną spójność tego,
co o sobie wiemy. Nie jest to proste, bo wciąż przybywa nam doświadczeń, z których wynika, że zachowujemy się różnie w różnych sytuacjach. Z jednej więc strony – wiedzeni ciekawością – chcielibyśmy wiedzieć, jacy jesteśmy naprawdę. Ale z drugiej – dla zachowania poczucia, że jesteśmy tą samą osobą, jedną i spójną – tak dobieramy informacje o sobie, a czasem zniekształcamy, by wiedza o sobie ułożyła się w spójną historię.

Najlepiej taką, która nas ukaże w dobrym świetle.
– To kolejna postawa – polityka. Polega ona na kształtowaniu obrazu siebie w taki sposób, żeby był dobrym instrumentem do osiągania celów i służył do skutecznego układania sobie życia z innymi ludźmi. Chcemy wyrobić sobie odpowiadającą nam społeczną pozycję, zyskać akceptację i prestiż. Gromadzimy dane o tym, jak postrzegają nas inni i przyswajamy sobie ten wizerunek. Niezależnie od tego wszystkiego staramy się widzieć siebie tak, aby mieć dobre samopoczucie i dobre życie. Taka z kolei postawa – egoisty – oznacza widzenie siebie takim, jakim pragniemy być i jakim najwygodniej nam być. Kształtujemy wizerunek własnej osoby tak, by dostarczał nam jak najwięcej pozytywnych emocji i pomagał w osiąganiu sukcesów. Jak widać, poznawanie siebie jest skomplikowane. Dotyczy wielu aspektów i podlega różnym motywom. Na dodatek wciąż się zmieniamy, dochodzą nowe informacje. Poznajemy siebie nieustannie.

Pytanie, jak to robimy? Czasem mam wrażenie, że nie muszę siebie poznawać, po prostu doświadczam tego, że jestem i jaka jestem.
– W poznawaniu siebie używamy różnych narzędzi. Z jednej strony możemy poznawać siebie drogą emocjonalną. Doświadczane emocje pozwalają nam ocenić, jakie znaczenie i wartość ma dla nas to, co się nam przydarza. Z drugiej strony mamy możliwość racjonalno-intelektualnej analizy informacji o sobie. Każdy z tych sposobów daje nam taki wgląd w siebie, jaki jest niedostępny za pomocą drugiego, czyli uzupełniają się. Zarazem ta dwutorowość poznania siebie stwarza potencjalną pułapkę, bo każda z dróg dostarczyć może inne wyniki. Pojawia się niezgodność tego, co czuję, z tym, co sądzę na swój temat.

Na przykład: mam wyobrażenie siebie jako troskliwej matki, a jednocześnie złoszczę się na swoje dziecko, nie mam ochoty zajmować się nim.
– Albo widzę siebie jako kompetentnego pracownika, a jednocześnie czuję, że to, co robię, jest źle odbierane przez szefa. Myślę, że jestem dzielna, a jednak się boję. Klasycznym rozejściem się tych dwóch sfer jest konflikt pomiędzy tym, czego chcę, co mi się podoba, a co powinnam: pociąga mnie coś, czuję, że to będzie dla mnie dobre, ale racjonalnie, na podstawie tego, co wiem o sobie, uważam, że nie powinnam się w to angażować, bo będzie to miało złe konsekwencje.

Czego słuchać, za czym iść: za doświadczanymi emocjami czy za chłodną analizą?
– Doświadczanie siebie pozwala na szybką i – co ważne – całościową ocenę tego, co się dzieje z punktu widzenia tego, kim jesteśmy. Choć często nie potrafimy tego ująć w słowa, mówimy: „nie umiem tego wyjaśnić, ale czuję, że to jest dla mnie dobre”. Wyniki badań pokazują, że w niektórych sytuacjach takie poczucie jest najlepszą przesłanką decyzji właśnie dlatego, że wymaga ona uwzględnienia tak wielu różnych elementów, że świadomą intelektualną analizą nie jesteśmy w stanie ich wszystkich objąć. Lepiej wobec tego zdać się w tym momencie na doświadczenie sytuacji, bo w nim zawarte są emocje, które wskazują na podstawie wielu różnych przesłanek, czy coś jest dla nas korzystne, czy nie. Jeśli coś czuję, jest to ważny komunikat o mnie samej.

Kiedy zdać się na takie odczucia? Andrzej Wiśniewski, psychoterapeuta, przytacza historię klientki, która po jakimś czasie terapii stwierdziła, że jak jedzie tramwajem i widzi faceta, który ją bardzo pociąga, to na najbliższym przystanku wysiada, bo już wie, że ten impuls do niczego dobrego nie prowadzi.
– Jeśli następuje rozbieżność między tym, co czuję, że będzie dla mnie dobre, a tym, co myślę, że będzie dobre, warto przywołać podobne przypadki z przeszłości. Jeśli „Już nieraz, gdy poszłam za głosem tego, co czuję, to podjęłam dobrą decyzję”, to intuicja ma zielone światło. Jeśli jednak myślę przeciwnie: „Znam ten impuls i nie skończyło się to dla mnie dobrze” – trzeba się zatrzymać. Poddajemy wtedy swoje emocjonalne doświadczenie analizie, a ona pozwala nam zrozumieć, dlaczego czasem jakaś emocja prowadzi nas na manowce. Inny problem to konieczność polegania na jednej tylko z dróg poznawania siebie, bo druga nie dostarcza nam wsparcia. Mam odczucie, że coś jest dobre lub złe i już się o tym przekonałam, ale w gruncie rzeczy nie wiem, dlaczego. Opieram się w postępowaniu na jakichś uczuciowyc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy