Ciało mówi więcej niż myśli i słowa

Na temat Otwarty dostęp

Badania wykazują, że kobiety kilkanaście razy dziennie źle myślą o swoim ciele, a raz dziennie wręcz go nienawidzą. Dlaczego? Przecież wiernie nam służy, podpowiada, co dla nas dobre, ostrzega przed ryzykiem.

Ciało to my. Dlaczego zatem bywamy głusi na sygnały, które nam wysyła? Jak odnaleźć drogę do własnego ciała i zaufać jego mądrości?

W młodości nie lubiła swojego ciała. Widziała w nim same niedoskonałości. Przeszkadzał jej za duży nos, nosiła grube okulary i buty ortopedyczne. „Uważałam się za najbrzydszego dzieciaka w szkole, na dodatek nietypowo szpetnego. Byłam wysoka i szczupła, więc przezywano mnie żyrafą” – pisze w swojej autobiograficznej książce Pokonać mur Marina Abramović, światowej sławy artystka i performerka.

POLECAMY

A potem ciało uczyniła narzędziem swej twórczości. Wystawiała je na ciężkie próby podczas swoich performansów. Jakby chciała wziąć na nim odwet. W jednym z najsłynniejszych, „Rhythm 0”,
przez 6 godzin stała nieruchomo, a widzowie mogli robić z nią wszystko. Do dyspozycji mieli między innymi szminkę, nożyczki, chleb, skalpel i naładowaną broń. Na początku tylko patrzyli, nieśmiało dotykali. Ktoś pocałował ją w policzek. Ktoś inny oblał wodą, zranił w szyję, ktoś przystawił jej pistolet do głowy. Bała się, ale gotowa była umrzeć za sztukę. A może chodziło o coś innego… Może kierował nią jakiś niedosyt, głód bliskości. Wspominając swoje dzieciństwo w powojennej Jugosławii, mówi, że nie czuła się dziec­kiem kochanym. „Dlatego wśród publiczności szukałam miłości, szukałam czegoś, czym mogłabym tę pustkę wypełnić”.

Teraz ma 73 lata, jest piękna i zadomowiona w swoim ciele, o którym mówi: „wszechświat”. Wiele z nią przeszło i dziś performerka może powiedzieć za poetką Nayyirah Waheed: I wyszeptałam do mojego ciała „chcę się z Tobą zaprzyjaźnić”. Ono zaś wzięło głęboki oddech i odpowiedziało: „czekałem na to całe moje życie”.  A nasze ciało czego się od nas doczekało? Co je spotyka? 

Mieszkam w sobie

Towarzyszy nam nieprzerwanie i mimo różnych odczuć, jakie w nas budzi, wiernie przy nas trwa. Pozwala nam doświadczać zmysłowo świata, przeżywać piękne i trudne chwile, podejmować wyzwania, tworzyć bliskie relacje. Ciało od najmłodszych lat stanowi część naszego Ja, a sygnały z niego płynące budują naszą samoświadomość. 

Dzięki niemu żyjemy. Ono zaś zmienia się nieuchronnie, a każda zmarszczka, każda blizna jest dowodem przeżytej chwili, kolejnego podjętego wyzwania. Na ciele Mariny Abramović pozostało wiele blizn. „Jestem dumna z każdej z nich i nie widzę powodu, żeby je usuwać. Każda z nich stanowi część procesu uczenia się, każda sprawiała, że dorastałam jako człowiek i jako artystka”. 

Mówimy: moje ciało. A przecież nie tyle je mamy, co nim jesteśmy. Poza nim nie ma nas. Zrozumienie tego i świadomy wybór, że akceptujemy swoje ciało takim, jakie jest, a nie jakie mogłoby lub powinno być, to niezwykły moment. Kiedy decydujemy się współpracować z naszym ciałem, gdy zaczynamy mu okazywać szacunek i w pełni doceniać to, co dla nas robi – dopiero wtedy możemy prawdziwie o nie zadbać, a także odzyskać swą tożsamość. Czujemy się, jakbyśmy wrócili do domu.

Leszek Możdżer, wybitny kompozytor, pianista jazzowy i producent muzyczny, przyznał: „Kiedyś myślałem, że domem jest dom, w którym mieszka moje ciało. W tej chwili wiem, że domem jest moje ciało, czyli moja świadomość, która mieszka w moim ciele, ciało jest dla niej domem fizycznym. To jest mój dom. Mieszkam w sobie samym i nawet przyjemnie mi się mieszka”.

Dlaczego więc niekiedy czujemy się w swoim ciele jak lokatorzy? Chcielibyśmy zmienić adres, wynająć inny dom... 

Wojna z ciałem

W wierszu Nayyirah Waheed pobrzmiewa smutek za latami, gdy ciało nie było jej domem ani przyjacielem, gdy toczyła z nim wojnę. Też ją nierzadko toczymy – wojnę z własnym ciałem, niemożliwą do wygrania.

Podwyższamy mu poprzeczkę, karzemy za słabości, obwiniamy za niepowodzenia. Bo gdyby było młodsze, atrakcyjniejsze, sprawniejsze… Traktujemy je jak wizytówkę. Usiłujemy wtłoczyć w narzucone normy, dopasować do obowiązujących mód, by w ten sposób zaskarbić sobie akceptację i uznanie. Zapominamy, że ciało nie jest obiektem, który możemy dowolnie kształtować, odchudzić, ujędrnić czy odmłodzić. Nie mamy w pełni wpływu na jego wygląd, odcień skóry czy siłę mięśni. W dużej mierze pozostaje poza naszą kontrolą, gdy rośnie, choruje i starzeje się. Te zmiany mogą wywoływać wstyd, gdy nasz wygląd odbiega od jakiejś normy. A także wrogość, kiedy w naszym poczuciu ciało nas zawodzi. Tak naprawdę oznacza to, że wstydzimy się siebie, a odrzucając swe ciało, zwracamy się przeciw sobie, przeciw temu, kim jesteśmy. 

Często jest dla nas terra incognita. Jak mówi psychoterapeutka Katarzyna Węglorz-Makuch: „Choć jest z nami stale, zwykle nie znamy swego ciała. Próbujemy je opisać za pomocą parametrów medycznych, ale nie potrafimy słuchać go, nie rozumiemy jego języka ani potrzeb. Odmawiamy mu snu, odpoczynku, fundujemy drakońskie diety. Zauważamy je dopiero wtedy, gdy przestaje nam służyć, gdy pojawia się ból, choroba.

Wtedy próbujemy je «naprawić», jak zepsuty sprzęt, najchętniej oddając w ręce specjalistów. Obawiamy się porozmawiać z sobą tym, którym jesteśmy w swoim ciele”. 

Nie słuchamy ciała, a szkoda. Ono mówi, jak się czujemy, czego nam potrzeba, co nam szkodzi. Jest źródłem intuicji, nieprzekładanych na słowa przeczuć. Po rozstaniu z ukochanym Ulayem Marina Abramović czuła się brzydka, porzucona jak śmieć. Realizowali wtedy wspólnie projekt „Kochankowie”. Z dwóch stron chińskiego muru zmierzali ku sobie, by się pobrać. Ale wcześniej Ulay zdradził ją z chińską tłumaczką.

Marina wiedziała, że to koniec. A o tym, że ma się skończyć, najlepiej wie nasze ciało. To ono informuje nas, że dana relacja już nie działa – na przykład przestaje nam się podobać czyjś zapach. Myślę, że na co dzień nie doceniamy tego, co nasze ciało wie, co próbuje nam przekazać.

Poznajemy swoje ciało w relacji z innymi. Uczymy się je kochać, tuleni przez kochającego rodzica. Gdy tego zabraknie, zostaje pustka. Czuła ją zapewne Marina Abramović, gdy wspomina: „Moja matka nigdy mnie nie przytuliła, nie pocałowała. Miłość zawsze kojarzyła mi się z cierpieniem, poczuciem, że na nią nie zasługuję”. 

Przeglądamy się w oczach bliskich osób jak w lustrze. Wiemy o swoim ciele to, co od nich słyszymy. A słyszymy nieraz: jesteś brzydka, za gruba, albo za chuda, za niska albo za wysoka, jak żyrafa. Matki często nie potrafią mówić z córkami o ciele, bo z nimi też nikt o tym nie rozmawiał. Przez wieki słyszały głównie o konieczności poświęcenia się, grozie porodu, trudach macierzyństwa. Jak mówi w rozmowie opublikowanej w „Polityce” (13/2019) socjolożka dr Elżbieta Korolczuk, „brakuje języka, w którym kobiety mogłyby pozytywnie mówić o swoim ciele, rozmawiać z córkami o przyjemności seksualnej, o radości, którą daje ciało. W efekcie jedyną prawdziwie osobistą opowieścią jest ta o ciele w porodzie – ciele narażonym na zranienie, udręczonym, traktowanym przedmiotowo przez personel. Ta wizja z nami zostaje”. 

Co mogę zrobić?

Napisz list do/od swojego ciała. Znajdź 10 minut wolnego czasu. Przygotuj kartkę i długopis.

Pomyśl o swoim ciele, które idzie z tobą przez życie od najmłodszych lat i towarzyszy ci każdego dnia. Gdyby mogło ci coś powiedzieć, co by to było? Jakie potrzeby chciałoby ci zakomunikować?

O co poprosić? Spróbuj napisać list od ciała. Zacznij od słów: Droga/Drogi (tu imię)…, ja, Twoje Ciało…

Następnie zastanów się, czy chciałabyś coś przekazać swojemu ciału, za coś mu podziękować, przeprosić, o coś poprosić? Zacznij: Kochane Ciało…

 

Wyretuszowany ideał

Lukę w przekazie pokoleniowym na temat ciała wypełniają dziś media, głównie społecznościowe. Koncentrują kobiety na wyglądzie i budzą złudne przekonanie, że mamy możliwość, wręcz obowiązek pełnej kontroli nad tym, jak wyglądamy, ile ważymy i jak sprawne jesteśmy. Zgodnie z przekazem, jaki z nich płynie, od rana do wieczora powinnyśmy być atrakcyjne, mieć wciętą talię, jak Ania Lewandowska, nawet kilka dni po porodzie. I nie poddawać się upływowi czasu. Odkąd zaczęłyśmy się porównywać z takimi wzorcami, straciłyśmy pewność siebie. Jak mówi dr Korolczuk: „Dla wielu kobiet to kolejne narzędzie opresji. Ciało nie jest źródłem pozytywnych doznań, ale czymś, co trzeba stale kontrolować i trzymać w ryzach”.

Nigdy wcześniej tak łatwo nie można było ulepszyć swego wyglądu na zdjęciu. Wystarczy kilka kliknięć w telefonie, by poprawić sobie kształt twarzy, koloryt cery, pozbyć się niedoskonałości. Wszystkie badane nastolatki z Singapuru przyznały, że przed publikacją selfie korzystają z programów «ulepszających» ich zdjęcia. Media mamią wyretuszowanymi wizerunkami. Endangered Bodies, organizacja zajmująca się promowaniem akceptacji ciała, zwraca uwagę na niebezpieczeństwo kierowania takiego przekazu do najmłodszych użytkowników smartfonów.

Kiedy nie udaje nam się sprostać tym wzorcom – a sprostać nie sposób, bo są nierealistyczne – czujemy wstyd i rozczarowanie. Spada nam samoocena. Nie dziwi, że niezadowolenie z wyglądu dotyka już 5-latki, i to niezależnie od tego, gdzie mieszkają. Aż 60 procent nastolatek z Ghany przyznało się, że korzysta z produktów wybielających skórę. Dzieci przechodzą na diety, 40 procent Australijek między 5. a 9. rokiem chciałoby ważyć mniej, a co trzecia 8-letnia Amerykanka odczuwa lęk związany z przybraniem na wadze!

Ciało bowiem, by się podobać, musi być przede wszystkim szczupłe, coraz szczuplejsze. A im bardziej chudnie ideał, tym – paradoksalnie – ciała przybywa. Statystyki dowodzą, że już co druga osoba w Polsce ma problem z nadmierną wagą. Mówi się o epidemii otyłości w krajach rozwiniętych. Coraz częściej problem dotyczy najmłodszych.

Przed lustrem

Stań przed lustrem i spójrz na swoje ciało. Oddychaj powoli, spokojnie… Jakie myśli przychodzą ci do głowy, jakie emocje się pojawiają?

Nie musisz ich zmieniać, pozbywać się czy dyskutować z nimi, pozwól im przychodzić i odchodzić. Obserwuj wszystkie myśli i odczucia, gdy patrzysz na swoją twarz, szyję, ramiona, ręce, klatkę piersiową, brzuch, biodra, uda, kolana, łydki, stopy. Oddychaj powoli i spokojnie.

Teraz weź głęboki oddech, zamknij na chwilę oczy i pomyśl o czasie, kiedy byłaś małą dziewczynką. Jak wtedy wyglądało twoje ciało? Jaka była twoja skóra, twarz, szyja, ramiona, ręce, klatka piersiowa, brzuch, biodra, uda, kolana, łydki, stopy? A potem, kiedy zaczęłaś dojrzewać, jaka była twoja skóra, twarz, szyja itd.? Może przeszłaś jakieś choroby, operacje czy wypadki i twoje ciało nosi ich ślady. Ślady tego, że przeżyło te trudne momenty, zregenerowało się, by dalej ci towarzyszyć. Skoncentruj przez chwilę uwagę na tych miejscach w swoim ciele, obserwując swoje myśli i emocje, jak przychodzą i odchodzą.
Idziesz przez życie dzięki swemu ciału. Twoje płuca pozwalają ci oddychać, serce bije, pompując krew, układ pokarmowy pracuje, dostarczając ci składników odżywczych, mózg działa i pozwala ci rozumieć i odczytywać te słowa. Ciało niesie cię przez życie od najmłodszych lat, odkąd byłaś małą dziewczynką. Teraz też pozwala ci podejmować wyzwania, cieszyć się każdą chwilą, przeżywać emocje, być blisko z innymi.

Poczuj głęboką wdzięczność dla ciała, które trzyma cię przy życiu i pozwala ci robić to, co robisz. Pozwól sobie doświadczać tej wdzięczności,
oddychaj powoli, spokojnie.

 

Żaden gram nie jest zbędny

Nadmierna waga staje się współczesnym piętnem. Osoby otyłe są dyskryminowane we wszystkich dziedzinach życia: w pracy, w szkole, w mediach i w relacjach prywatnych, a nawet w służbie zdrowia – mniej zarabiają, dostają gorszą opiekę medyczną. Często są traktowane przez pryzmat stereotypów jako leniwe i folgujące swym zachciankom. Powoli same zaczynają w to wierzyć, obwiniają siebie, nie cierpią swojego ciała... i tym bardziej tyją. Częściej sięgają po słodycze, doświadczają większego stresu i bardziej narażone są na zaburzenia odżywiania, depresję i zaburzenia
lękowe.

Socjolog Zbyszko Melosik w książce Tożsamość, ciało i władza w kulturze instant pisze, że współczesna kultura redukuje tożsamość kobiet do ciała, a ciało do jego zdyscyplinowanej reprezentacji. Staje się ono przedmiotem, obcym elementem w obrazie własnej osoby. Czy można się dziwić, że – jak wynika z badań – największym marzeniem dojrzałych Amerykanek jest utrata zbędnych kilogramów? A 9 na 10 pań w badaniu przeprowadzonym przez Jennifer Crocker i Diane Quinn deklarowało, że wolałoby mieć amputowaną nogę niż być otyłe. Kobiety wypowiadają wojnę ekstra kilogramom, zaczynają walczyć ze swym nadmiarowym ciałem. Poddają je restrykcyjnym dietom, natrętnie liczą kalorie, zażywają substancje mające przyspieszyć metabolizm. Skoncentrowane na wadze, nie uświadamiają sobie swoich potrzeb. Nie chodzą na tańce, na basen. Inne dziedziny życia odkładają na później: gdy będę wyglądać lepiej; gdy lepiej poczuję się w moim ciele. Albo starają się poczuć lepiej już teraz, unikając nieprzyjemnych myśli na temat swego wyglądu i rezygnując tym samym z różnych aktywności, które mogłyby być pomocne. Myślą: nie pójdę na basen, bo źle wyglądam w kostiumie kąpielowym, albo: po co iść na randkę, skoro i tak nikomu się nie spodobam. Zarówno nadmierne próby kontrolowania ciała, jak i unikanie nieprzyjemnych myśli i uczuć z nim związanych pogarszają tylko samopoczucie kobiet. A także pochłaniają czas i energię, które można by przeznaczyć na realizację marzeń i planów – na to, co naprawdę ważne. W próbach kontrolowania tego, co nie poddaje się kontroli, ginie gdzieś samo ciało z jego potrzebami. Staje się nieposłusznym obiektem, który nie chce przystosować się do naszych oczekiwań, a raczej do nierealistycznych medialnych wzorców. A im mocniej na nie naciskamy, tym silniejszy stawia opór, czego wyrazem jest efekt jo-jo. 

Kobiety uznały, że im mniej ważą, tym więcej są warte. A kontrolując swoje ciało, mogą kontrolować swoje życie. Te, które w to wierzą, tracą kontrolę i nad życiem, i nad swoim ciałem. Która z nas odważy się powiedzieć jak Marit Bjørgen, norweska biegaczka narciarska: „W moim wyobrażeniu kobiecego ciała uważam, że doszłam do perfekcji. Ważę 64 kilogramy i żaden gram nie jest zbędny”.

Boję się być w ciąży

Kobiety chcą mieć dziecko, ale zarazem boją się nieuchronnych zmian w ciele, jakie się z tym wiążą. Jak to wpływa na problemy z zajściem w ciążę, wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Węglorz-Makuch.

Problemy pacjentek daremnie starających się o dziecko bywają bardzo „cielesne”. Z jakiegoś powodu ciało nie spełnia tej ważniej funkcji – poczęcia i utrzymania nowego życia, czyli zawodzi, rozczarowuje. Kobiety złoszczą się na siebie i swoje ciało, obwiniają je, przestają je lubić, wręcz postrzegają jako źródło cierpienia – przechodzą z nim przez bolesne zabiegi, kuracje hormonalne, poronienia. Tracą zaufanie do swego ciała, czują się wobec niego bezsilne, czasem wrogo nastawione. Zmienia się przy tym ich obraz siebie w zakresie poczucia wartości, atrakcyjności jako kobiety. Czują, że „nie zasługują” na miłość i seks, bo „przecież nic z niego nie wynika”, „po co rozmawiać o kobiecości, skoro jestem niepłodna”. 

Część pacjentek ujawnia, że boi się być w ciąży, lęka się „mieć duży brzuch, powiększone piersi, szersze biodra”. Wizja zmienionego niekorzystnie ciała jawi się jako motyw konkurencyjny wobec pragnienia zostania matką. Chcą tego i lękają się zarazem, że ich ciało się zmieni.

 

Każdy jest inny, każdy piękny

Świat próbuje się opamiętać. Jedną z reakcji na nierealistyczny wzorzec idealnego ciała jest ruch body positive. Zachęca, by akceptować ciało bez względu na jego rozmiar, kształt i wygląd. Jak się okazuje, sama świadomość, że prezentowany w mediach obraz ciała jest fałszywy, wyretuszowany, nie wystarczy, byśmy zmienili podejście do swoich ciał. Ważne jest natomiast, by pokazywać, że piękne mogą być różne ciała, nie tylko te szczupłe, młode, z gładką cerą. Przejawy tego podejścia można znaleźć na Instagramie i innych portalach społecznościowych. Behind the Scars to kampania społeczna ukazująca piękno osób z bliznami na ciele. Ich zdjęciom towarzyszą historie opisujące, jak doszło do powstania tych blizn. Wymyśliła ją Sophie Mayanne, fotografka i portrecistka, która od października 2017 zadeklarowała, że nie będzie już w swej pracy cyfrowo zmieniać fotografowanych osób. Brytyjska organizacja Changing Faces działa na rzecz osób z widocznymi zmianami w wyglądzie, promując ich pozytywny wizerunek w mediach. Założył ją James Partridge, filozof i ekonomista zdrowia, który jako nastolatek uległ wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego doznał rozległych oparzeń twarzy i górnej połowy ciała; swoje przeżycia opisał w książce Changing Faces: the Challenge of Facial Disfiguring. Z kolei organizacja Health at Every Size kieruje swój przekaz do osób z nadwagą – zachęca je, by akceptowały swoje ciało, znajdowały radość z niego płynącą, uwzględniały jego potrzeby i koncentrowały się na zdrowym stylu życia, a nie na osiągnięciu określonej wagi. Everybody’s Different to z kolei gra, wydana przez brytyjską organizację Centre for
Appearance Research, która ma pomóc dzieciom zaakceptować ich odmienny wygląd i poczuć szacunek dla własnego ciała, jakiekolwiek jest. 

Bez względu na rozmiar

Każdy jest inny, każdy piękny. Ale jak kochać swoje ciało, jeśli patrząc na siebie w lustrze, czujemy obrzydzenie? Cóż, podobnie jak nie mamy kontroli nad ciałem, nie mamy też wpływu na emocje czy myśli z nim związane. Możemy się jednak nauczyć inaczej odnosić do swojego ciała. Zamiast skupiać się na wyglądzie, możemy doświadczać ciała i wszelkich odczuć z nim związanych. Akceptować je takim, jakie jest.

Pytanie, na co naprawdę mamy wpływ (np. działania), a co leży poza naszą kontrolą (np. kształt ciała, wygląd skóry)? Zamiast próbować zmienić swoje ciało, lepiej skierować energię na zadania, które mają znaczenie i na które realnie mamy wpływ, czyli na to, co robimy w świecie, z takim ciałem, jakie mamy. 

Czy można go nie cenić? Przecież dzięki niemu żyjemy. Doceńmy ciało za to, co robi w każdej sekundzie, a z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy: serce bije, płuca dostarczają tlen, nogi niosą tam, gdzie chcemy, mięśnie i stawy pozwalają tulić ukochaną osobę. Każda z miliardów komórek jest cudem i działa jak wysoko wyspecjalizowane chemiczne laboratorium. Uznajmy, że nasze ciało ma potrzeby, wsłuchajmy się w nie i spróbujmy na nie odpowiedzieć. Nie wińmy go, że się starzeje, czasem choruje, czuje się zmęczone. Otoczmy je wtedy troską. 

Spróbujmy przeciwstawiać się panującym trendom. Zamiast skupiać się na tym, ile schudliśmy czy przytyliśmy, mówmy o tym, jak się czujemy, kogo kochamy, jakie mamy pasje i zainteresowania. Reagujmy na wszelkie przejawy stygmatyzacji związanej z wyglądem. Uczmy się dostrzegać piękno ciała poza obowiązującym kanonem, bo czyż nie jest piękne samo w sobie? 

Jak ukochane dziecko

Akceptacja ciała nie jest jednorazowym aktem, lecz stopniowym procesem związanym z tym, jak odnosimy się do myśli i odczuć dotyczących naszego ciała. Zamiast próbować zmienić wygląd, zaczynamy opiekować się swoim ciałem, podobnie jak troszczymy się o ciało najukochańszego dziecka. Wsłuchujemy się z szacunkiem w jego potrzeby, dając mu prawo do bycia takim, jakie jest. Z czasem coraz częściej czujemy wobec niego wdzięczność, współczucie i czułość. 

Hollie Holden, artystka i nauczycielka, napisała na Facebooku: Dziś zapytałam moje ciało, czego potrzebuje / To sporo / Biorąc pod uwagę moją historię / Niepytania zbyt często / Myślałam, że może potrzebuje wody / Albo białka / Albo warzyw / Albo jogi / Albo suplementów / Albo ruchu / Ale kiedy stałam pod prysznicem, patrząc na rozstępy / Krągłość tam, gdzie wolałabym płaskość / Miękkość, gdzie wolałabym sprężystość / Wszystkie te warunkowe życzenia / „Tworzące Nigdy-nie-dość-dobre” / Odszepnęło delikatnie: Czy możesz mnie kochać po prostu takim?

Czy możemy?

Glennon Doyle Melton, autorka książki Wojowniczki. Jak być nieperfekcyjną i szczęśliwą kobietą, pisze: „Ciało to nie twoje dzieło sztuki, lecz twój pędzel. Niezależnie od tego, czy jest długi, czy krótki, szeroki, wąski czy podniszczony, jest narzędziem, dzięki któremu możesz przenieść swoje wnętrze na płótno swojego życia”. Marina Abramović po latach poczuła się dobrze w swojej skórze, dziś bez wahania mówi, że kocha swoje ciało. Nasze ciała być może jeszcze czekają na tę szansę. Oby nie za długo. 

Przypisy