Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

5 maja 2019

NR 5 (Maj 2019)

Ciało mówi więcej niż myśli i słowa

104

Badania wykazują, że kobiety kilkanaście razy dziennie źle myślą o swoim ciele, a raz dziennie wręcz go nienawidzą. Dlaczego? Przecież wiernie nam służy, podpowiada, co dla nas dobre, ostrzega przed ryzykiem.

Ciało to my. Dlaczego zatem bywamy głusi na sygnały, które nam wysyła? Jak odnaleźć drogę do własnego ciała i zaufać jego mądrości?

W młodości nie lubiła swojego ciała. Widziała w nim same niedoskonałości. Przeszkadzał jej za duży nos, nosiła grube okulary i buty ortopedyczne. „Uważałam się za najbrzydszego dzieciaka w szkole, na dodatek nietypowo szpetnego. Byłam wysoka i szczupła, więc przezywano mnie żyrafą” – pisze w swojej autobiograficznej książce Pokonać mur Marina Abramović, światowej sławy artystka i performerka.

A potem ciało uczyniła narzędziem swej twórczości. Wystawiała je na ciężkie próby podczas swoich performansów. Jakby chciała wziąć na nim odwet. W jednym z najsłynniejszych, „Rhythm 0”,
przez 6 godzin stała nieruchomo, a widzowie mogli robić z nią wszystko. Do dyspozycji mieli między innymi szminkę, nożyczki, chleb, skalpel i naładowaną broń. Na początku tylko patrzyli, nieśmiało dotykali. Ktoś pocałował ją w policzek. Ktoś inny oblał wodą, zranił w szyję, ktoś przystawił jej pistolet do głowy. Bała się, ale gotowa była umrzeć za sztukę. A może chodziło o coś innego… Może kierował nią jakiś niedosyt, głód bliskości. Wspominając swoje dzieciństwo w powojennej Jugosławii, mówi, że nie czuła się dziec­kiem kochanym. „Dlatego wśród publiczności szukałam miłości, szukałam czegoś, czym mogłabym tę pustkę wypełnić”.

Teraz ma 73 lata, jest piękna i zadomowiona w swoim ciele, o którym mówi: „wszechświat”. Wiele z nią przeszło i dziś performerka może powiedzieć za poetką Nayyirah Waheed: I wyszeptałam do mojego ciała „chcę się z Tobą zaprzyjaźnić”. Ono zaś wzięło głęboki oddech i odpowiedziało: „czekałem na to całe moje życie”.  A nasze ciało czego się od nas doczekało? Co je spotyka? 

Mieszkam w sobie

Towarzyszy nam nieprzerwanie i mimo różnych odczuć, jakie w nas budzi, wiernie przy nas trwa. Pozwala nam doświadczać zmysłowo świata, przeżywać piękne i trudne chwile, podejmować wyzwania, tworzyć bliskie relacje. Ciało od najmłodszych lat stanowi część naszego Ja, a sygnały z niego płynące budują naszą samoświadomość. 

Dzięki niemu żyjemy. Ono zaś zmienia się nieuchronnie, a każda zmarszczka, każda blizna jest dowodem przeżytej chwili, kolejnego podjętego wyzwania. Na ciele Mariny Abramović pozostało wiele blizn. „Jestem dumna z każdej z nich i nie widzę powodu, żeby je usuwać. Każda z nich stanowi część procesu uczenia się, każda sprawiała, że dorastałam jako człowiek i jako artystka”. 

Mówimy: moje ciało. A przecież nie tyle je mamy, co nim jesteśmy. Poza nim nie ma nas. Zrozumienie tego i świadomy wybór, że akceptujemy swoje ciało takim, jakie jest, a nie jakie mogłoby lub powinno być, to niezwykły moment. Kiedy decydujemy się współpracować z naszym ciałem, gdy zaczynamy mu okazywać szacunek i w pełni doceniać to, co dla nas robi – dopiero wtedy możemy prawdziwie o nie zadbać, a także odzyskać swą tożsamość. Czujemy się, jakbyśmy wrócili do domu.

Leszek Możdżer, wybitny kompozytor, pianista jazzowy i producent muzyczny, przyznał: „Kiedyś myślałem, że domem jest dom, w którym mieszka moje ciało. W tej chwili wiem, że domem jest moje ciało, czyli moja świadomość, która mieszka w moim ciele, ciało jest dla niej domem fizycznym. To jest mój dom. Mieszkam w sobie samym i nawet przyjemnie mi się mieszka”.

Dlaczego więc niekiedy czujemy się w swoim ciele jak lokatorzy? Chcielibyśmy zmienić adres, wynająć inny dom... 

Wojna z ciałem

W wierszu Nayyirah Waheed pobrzmiewa smutek za latami, gdy ciało nie było jej domem ani przyjacielem, gdy toczyła z nim wojnę. Też ją nierzadko toczymy – wojnę z własnym ciałem, niemożliwą do wygrania.

Podwyższamy mu poprzeczkę, karzemy za słabości, obwiniamy za niepowodzenia. Bo gdyby było młodsze, atrakcyjniejsze, sprawniejsze… Traktujemy je jak wizytówkę. Usiłujemy wtłoczyć w narzucone normy, dopasować do obowiązujących mód, by w ten sposób zaskarbić sobie akceptację i uznanie. Zapominamy, że ciało nie jest obiektem, który możemy dowolnie kształtować, odchudzić, ujędrnić czy odmłodzić. Nie mamy w pełni wpływu na jego wygląd, odcień skóry czy siłę mięśni. W dużej mierze pozostaje poza naszą kontrolą, gdy rośnie, choruje i starzeje się. Te zmiany mogą wywoływać wstyd, gdy nasz wygląd odbiega od jakiejś normy. A także wrogość, kiedy w naszym poczuciu ciało nas zawodzi. Tak naprawdę oznacza to, że wstydzimy się siebie, a odrzucając swe ciało, zwracamy się przeciw sobie, przeciw temu, kim jesteśmy. 

Często jest dla nas terra incognita. Jak mówi psychoterapeutka Katarzyna Węglorz-Makuch: „Choć jest z nami stale, zwykle nie znamy swego ciała. Próbujemy je opisać za pomocą parametrów medycznych, ale nie potrafimy słuchać go, nie rozumiemy jego języka ani potrzeb. Odmawiamy mu snu, odpoczynku, fundujemy drakońskie diety. Zauważamy je dopiero wtedy, gdy przestaje nam służyć, gdy pojawia się ból, choroba.

Wtedy próbujemy je «naprawić», jak zepsuty sprzęt, najchętniej oddając w ręce specjalistów. Obawiamy się porozmawiać z sobą tym, którym jesteśmy w swoim ciele”. 

Nie słuchamy ciała, a szkoda. Ono mówi, jak się czujemy, czego nam potrzeba, co nam szkodzi. Jest źródłem intuicji, nieprzekładanych na słowa przeczuć. Po rozstaniu z ukochanym Ulayem Marina Abramović czuła się brzydka, porzucona jak śmieć. Realizowali wtedy wspólnie projekt „Kochankowie”. Z dwóch stron chińskiego muru zmierzali ku sobie, by się pobrać. Ale wcześniej Ulay zdradził ją z chińską tłumaczką.

Marina wiedziała, że to koniec. A o tym, że ma się skończyć, najlepiej wie nasze ciało. To ono informuje nas, że dana relacja już nie działa – na przykład przestaje nam się podobać czyjś zapach. Myślę, że na co dzień nie doceniamy tego, co nasze ciało wie, co próbuje nam przekazać.

Poznajemy swoje ciało w relacji z innymi. Uczymy się je kochać, tuleni przez kochającego rodzica. Gdy tego zabraknie, zostaje pustka. Czuła ją zapewne Marina Abramović, gdy wspomina: „Moja matka nigdy mnie nie przytuliła, nie pocałowała. Miłość zawsze kojarzyła mi się z cierpieniem, poczuciem, że na nią nie zasługuję”. 

Przeglądamy się w oczach bliskich osób jak w lustrze. Wiemy o swoim ciele to, co od nich słyszymy. A słyszymy nieraz: jesteś brzydka, za gruba, albo za chuda, za niska albo za wysoka, jak żyrafa. Matki często nie potrafią mówić z córkami o ciele, bo z nimi też nikt o tym nie rozmawiał. Przez wieki słyszały głównie o konieczności poświęcenia się, grozie porodu, trudach macierzyństwa. Jak mówi w rozmowie opublikowanej w „Polityce” (13/2019) socjolożka dr Elżbieta Korolczuk, „brakuje języka, w którym kobiety mogłyby pozytywnie mówić o swoim ciele, rozmawiać z córkami o przyjemności seksualnej, o radości, którą daje ciało. W efekcie jedyną prawdziwie osobistą opowieścią jest ta o ciele w porodzie – ciele narażonym na zranienie, udręczonym, traktowanym przedmiotowo przez personel. Ta wizja z nami zostaje”. 

Co mogę zrobić?

Napisz list do/od swojego ciała. Znajdź 10 minut wolnego czasu. Przygotuj kartkę i długopis.

Pomyśl o swoim ciele, które idzie z tobą przez życie od najmłodszych lat i towarzyszy ci każdego dnia. Gdyby mogło ci coś powiedzieć, co by to było? Jakie potrzeby chciałoby ci zakomunikować?

O co poprosić? Spróbuj napisać list od ciała. Zacznij od słów: Droga/Drogi (tu imię)…, ja, Twoje Ciało…

Następnie zastanów się, czy chciałabyś coś przekazać swojemu ciału, za coś mu podziękować, przeprosić, o coś poprosić? Zacznij: Kochane Ciało…

 

Wyretuszowany ideał

Lukę w przekazie pokoleniowym na temat ciała wypełniają dziś media, głównie społecznościowe. Koncentrują kobiety na wyglądzie i budzą złudne przekonanie, że mamy możliwość, wręcz obowiązek pełnej kontroli nad tym, jak wyglądamy, ile ważymy i jak sprawne jesteśmy. Zgodnie z przekazem, jaki z nich płynie, od rana do wieczora powinnyśmy być atrakcyjne, mieć wciętą talię, jak Ania Lewandowska, nawet kilka dni po porodzie. I nie poddawać się upływowi czasu. Odkąd zaczęłyśmy się porównywać z takimi wzorcami, straciłyśmy pewność siebie. Jak mówi dr Korolczuk: „Dla wielu kobiet to kolejne narzędzie opresji. Ciało nie jest źródłem pozytywnych doznań, ale czymś, co trzeba stale kontrolować i trzymać w ryzach”.

Nigdy wcześniej tak łatwo nie można było ulepszyć swego wyglądu na zdjęciu. Wystarczy kilka kliknięć w telefonie, by poprawić sobie kształt twarzy, koloryt cery, pozbyć się niedoskonałości. Wszystkie badane nastolatki z Singapuru przyznały, że przed publikacją selfie korzystają z programów «ulepszających» ich zdjęcia. Media mamią wyretuszowanymi wizerunkami. Endangered Bodies, organizacja zajmująca się promowaniem akceptacji ciała, zwraca uwagę na niebezpieczeństwo kierowania takiego przekazu do najmłodszych użytkowników smartfonów.

Kiedy nie udaje nam się sprostać tym wzorcom – a sprostać nie sposób, bo są nierealistyczne – czujemy wstyd i rozczarowanie. Spada nam samoocena. Nie dziwi, że niezadowolenie z wyglądu dotyka już 5-latki, i to niezależnie od tego, gdzie mieszkają. Aż 60 procent nastolatek z Ghany przyznało się, że korzysta z produktów wybielających skórę. Dzieci przechodzą na diety, 40 pr...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy