Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

28 maja 2018

Być sobą czy grać siebie?

0 623

Zaprojektuj siebie – zachęcają poradniki, specjaliści od kreowania wizerunku, mówcy motywacyjni. Przekonują, że jeśli czegoś naprawdę pragniemy, to możemy przejść metamorfozę, stworzyć siebie i być tym, kim chcemy... Czy rzeczywiście można wymyślić siebie od nowa i, jak w Photoshopie, poprawić obraz swej osobowości? Jakie pułapki kryją się w takim podejściu?

 

 

Nieustannie słyszymy zachęty do stwarzania siebie (na wzór i podobieństwo swoje) i do tego, aby „wszystko wziąć w swoje ręce”, że „wystarczy chcieć”, albo że „możesz być takim, jakim zechcesz”. Wciąż powtarzane, nie mogą pozostawić nas obojętnymi. Jedni w odpowiedzi wpadają w zachwyt, inni przeżywają rozterki. Pół biedy, jeśli takie zachęty pochodzą od amatorów – choć w dobrej wierze nie liczą się z rzeczywistością, obce są im ograniczenia, to jednak nie pretendują do roli fachowców. Gorzej jest z wszelkiej maści zawodowymi (?) doradcami i coachami, bo ci powiedzą nam wszystko, co chcemy usłyszeć, a w każdym razie to, na czym można dobrze zarobić. Zjawisko szerzy się epidemicznie, w niektórych kręgach posiadanie przybocznego coacha należy już do dobrego tonu. Czy rzeczywiście możemy być tym, kim chcemy? Czy to prawda, że można – ot tak sobie – być sterem, żeglarzem i okrętem?

Na początku były mity Abrahama Maslowa
Po drugiej wojnie światowej nastąpił wyraźny zwrot w psychologii światowej. Ukształtowały się dwa silne i niekoniecznie zgodne ze sobą nurty. Pierwszy z nich nawiązywał do logistycznych wyczynów dokonanych podczas wojny – projektu Manhattan, operacji w Normandii, szturmu na Berlin i wielu innych. Pojawiały się pytania, jak funkcjonuje ludzki umysł, który potrafi poradzić sobie z takimi wyzwaniami, jak radzi sobie ze sprzecznościami, jak radzi sobie z ogromem danych? Ten poznawczy nurt w psychologii za przewodników miał trójkę znakomitych psychologów: Ulrica Neissera, Fritza Heidera i Leona Festingera.

Nurt drugi nawiązywał do doświadczeń okrucieństwa i barbarzyństwa wojny, a także do dyskusji na temat natury ludzkiej – dobrej lub złej, stałej lub zmiennej, miłującej wolność lub pragnącej niewoli i posłuszeństwa itd. To wielka zasługa Carla Rogersa i Abrahama Maslowa – ojców psychologii humanistycznej. Podstawowa idea, jaka pojawiła się w tym kręgu, to przekonanie, że ludzie z natury są dobrzy, że pragną rozwoju i mają szanse na rozwój oraz że wolność jest warunkiem koniecznym podejmowania prób intencjonalnej samorealizacji.

Współtwórcą wielu idei humanistycznych, które wywarły wielki wpływ na psychologię drugiej połowy XX wieku, był Abraham Maslow – postać niezwykle ciekawa, bo stworzył koncepcje (a niektórzy powiadają: mity), które były uogólnieniem jego własnego życiorysu. Sam Maslow był zatem modelowym człowiekiem własnej koncepcji. Pośród różnych składników psychologii humanistycznej przez niego proponowanej, dwa zasługują na największą uwagę: powszechnie znana koncepcja hierarchii potrzeb, skrajnie niezgodna z wiedzą psychologiczną (ale popularna do dzisiaj, zwłaszcza w kręgach biznesowych) i towarzysząca jej koncepcja samourzeczywistnienia. Wedle tych koncepcji po osiągnięciu pewnego poziomu zaspokojenia potrzeb niższego rzędu (na przykład biologicznych, potrzeby bezpieczeństwa lub szacunku), przychodzi czas na samoaktualizację, na zaplanowanie siebie samego i realizację tego planu. Niedługo po pojawieniu się tych koncepcji Bruno Bettelheim, psychoanalityk, psycholog i psychiatra, na podstawie obserwacji zachowań więźniów obozów koncentracyjnych (sam był więźniem Dachau i Buchenwaldu) wykazał nadogólność i nietrafność wspomnianych tez. Okazuje się, że pomysł Maslowa jest wprawdzie elegancki, ale niezbyt zgodny z danymi empirycznymi. Nie zmienia to faktu, że idea samorozwoju, samorealizacji, planowej zmiany – jakkolwiek to nazywać – pozostała jednak obecna w przestrzeni społecznej i nic nie wskazuje na to, by miała szybko stracić na znaczeniu.

Mit drugi: pozytywne myślenie
Lata temu znakomity wrocławski grafik Eugeniusz Get-Stankiewicz wyprodukował naklejkę samoprzylepną na ubranie, która – gdy podeszło się do lustra – ukazywała ukryty wcześniej tekst: „Jestem piękny i mądry”. Cóż lepszego można o sobie pomyśleć? Oto esencja pozytywnego myślenia.
Nie wiadomo, gdzie i kiedy był początek jednej z najbardziej nośnych idei praktycznej psychologii – idei stay positive. Myślę jednak, że jest to stary pomysł. Od wczesnego dzieciństwa zewsząd słyszałem: „jeśli czegoś bardzo chcesz, to na pewno to zdobędziesz”, „jeśli tylko wierzysz w powodzenie, na pewno się uda” i tym podobne.
Na koncepcję pozytywnego myślenia składają się w istocie dwa zjawiska. Pierwsze z nich to zdolność do przekonania siebie samego, że podejmowane działania przyniosą oczekiwane rezultaty, czyli że będzie to, czego pragniemy. Drugie to przekonanie, że za pomocą procesów mentalnych można przekształcić obraz danych zdarzeń czy faktów z negatywnego na pozytywny. Krótko mówiąc, jeśli wiemy, czego chcemy, i jeśli chcemy, żeby było dobrze, to – dzięki pozytywnemu myśleniu – będzie dobrze.

POLECAMY

Idea pozytywnego myślenia należy do takich ponętnych wytworów ludzkiego umysłu, którym – znowu – w najmniejszym stopniu nie przeszkadza sprzeczność z faktami. Prace amerykańskiego psychologa Neila D. Weinsteina nad nierealistycznym optymizmem, prace polskiego psychologa społecznego Dariusza Dolińskiego nad tak zwaną orientacją defensywną czy prace Gabriele Oettingen nad wartością pozytywnego myślenia w motywacji od dawna nie pozostawiają żadnych wątpliwości – koncepcja to nader podejrzana. Popatrzmy na badanie przeprowadzone przez profesor psychologii Gabriele Oettingen z New York University. Wyniki, jakie uzyskała, są zastanawiające i zasadniczo sprzeczne z koncepcją pozytywnego myślenia: odchudzające się kobiety, które myślały pozytywnie, nie schudły wcale, natomiast kobiety, które skłoniono do myślenia negatywnego, schudły średnio kilkanaście kilogramów. Co więcej, te ostatnie po upływie sześciu miesięcy w większości utrzymały swoją nową wagę. Interesujący jest jednak inny efekt, który odnotowano przy okazji: osoby, które myślały pozytywnie, były w dobrym nastroju – o wiele lepszym niż osoby myślące negatywnie. Ten eksperyment pokazuje kilka rzeczy. Po pierwsze, że myślenie pozytywne może być substytutem wyniku działania – sukces można, jak się okazuje, skonsumować w wyobraźni. Po drugie dowodzi, że strategiczny pesymizm okazał się motywacyjnie korzystnym zabiegiem. Po trzecie okazuje się, że jeśli chcemy mieć dobry nastrój, to wystarczy myśleć pozytywnie, ale jeśli chcemy osiągać wyniki w podjętym zadaniu – wówczas pesymizm strategiczny i myślenie negatywne są rozwiązaniem znacznie bardziej pragmatycznym.

Mit trzeci: wystarczy chcieć
Potoczne koncepcje motywacji ludzkiego działania, wedle których wystarczy chcieć, przywodzą na myśl bohatera niezapomnianej mikropowieści Sławomira Mrożka Moniza Clavier. Potrafił on osiągać pożądane wyniki przez natężanie się. Wprawdzie nie miał słuchu muzycznego i śpiewać nie potrafił, ale jak się natężył, to przy barze w wiejskiej knajpie zaśpiewał bez fałszu tenorem. Wprawdzie nie znał języka angielskiego, ale kiedy spotkał obiekt swojej namiętności – Monizę Clavier, która mówiła tylko po angielsku – natężył się i zaczął mówić bezbłędną angielszczyzną.

Podobnie wygląda to w ludowej teorii motywacji: musisz wiedzieć, czego chcesz, musisz chcieć, musisz wierzyć, że to osiągniesz. Wystarczy się natężyć. Zakłada się, że to są wystarczające warunki powodzenia w działaniu. Owszem, są to warunki konieczne, ale bynajmniej nie są wystarczające. Nie wystarczy wyobrażenie sobie celu, nie wystarczy intencja i wiara w sukces. Niezbędne są przede wszystkim kompetencje – trzeba jeszcze umieć to zrobić. Tu dotykamy jednego z najważniejszych problemów: potoczne koncepcje motywacji oferują przekonanie, że zmiana, rozwój, sukces – to wszystko zależy wyłącznie od intencji i zamiarów podmiotu.

Tymczasem co najmniej od czasów Kurta Lewina, pioniera psychologii społecznej, wiadomo, że tak nie jest. Dobrze wyraził to w swoich pracach znakomity polski psycholog, twórca teorii czynności prof. Tadeusz Tomaszewski. Pokazał on, że sytuacja psychologiczna obejmuje trzy elementy: wymagania, jakie przed nami stoją (nieważne, czy sami je sobie postawiliśmy, czy pochodzą z zewnątrz), dalej warunki, w jakich realizujemy działanie, (a te mogą sprzyjać lub przeszkadzać naszym zamiarom), wreszcie umiejętności lub kompetencje przez nas posiadane. Jeśli te trzy elementy są ze sobą zharmonizowane, łatwo nabieramy przekonania, że wszystko zależy od nas. Doznajemy jednak ocknięcia, gdy okazuje się, że nasze kompetencje nie dorastają do wymogów zadania albo są niedopasowane do warunków, w jakich przychodzi nam funkcjonować. Innymi słowy mamy do czynienia z mitem omnipotencji, o którym warto by przy innej okazji powiedzieć. Tymczasem jedna z najbardziej podstawowych prawd psychologicznych zawiera się w słowie „interakcja”, w twierdzeniu, że wszelkie działania, niezależnie od tego, kto je wykonuje, są determinowane także i w dużym stopniu przez charakterystykę warunków.

Mit czwarty: potrzebny przewodnik
Można wyróżnić dwa rodzaje poradników. Poradnik klasyczny, książkowy, i poradnik spersonalizowany, czyli coach. W obu wypadkach chodzi jednak o to samo – o odpowiedź na pytanie „jak?”. Różnica polega na tym, że poradniki książkowe robią to jawnie, zaś poradniki spersonalizowane, czyli coachowie – niejawnie (choć zarzekają się, podobnie jak inni doradcy psychologiczni, że nie robią tego wcale).

Znać odpowiedź na pytanie „jak?” to wielka sprawa, ale co innego poznać samodzielnie tę odpowiedź, a co innego dostać ją gotową od kogoś; szczególnie od kogoś, kto nie zawsze dobrze zna i rozumie pytanie. Co więcej, inny jest sens odpowiedzi na pytanie, którędy (jak) dojechać z Żoliborza na Mokotów czy z Ząbkowic Śląskich do Kudowy, a inny w przypadku pytania o to, jak stać się duszą towarzystwa czy w jaki sposób stać się bardziej empatycznym człowiekiem, wreszcie inny jest sens pytania, jak zostać członkiem Loży Masońskiej albo jak zostać katolikiem.

Powstaje zatem pytanie, skąd to zapotrzebowanie na doradców wszelkiego rodzaju. Upatrywałbym tego w dwóch czynnikach: pragnieniu, aby uwolnić się od myślenia (było nie było to wyczerpujące zajęcie), i pragnieniu, aby uwolnić się od odpowiedzialności, a tym samym, aby ewentualną porażkę odłączyć od Ja. Mówiąc językiem Dariusza Dolińskiego, oddawanie się w ręce coachów, personalnych doradców i im podobnych jest bardzo często strategią defensywną.

Trzy płaszczyzny zmian
W dyskusji o zmianach rozwojowych podejmowanych w obrębie Ja często pomija się dwie kwestie: czego te zmiany mają dotyczyć i – co nie mniej ważne – jakie są powody podejmo[-]wania zmian. Najpierw o charakterze zmian rozwojowych, a te mogą być trojakiego rodzaju. Kreowanie upragnionej wersji Ja może obejmować zmiany umiejętności, zmiany cech lub zmiany tożsamości.

Nabywanie nowych zachowań czy umiejętności to najczęstszy i najbardziej podstawowy tor zmian. Czegoś do tej pory nie potrafię, postanawiam więc z jakiegoś powodu nauczyć się tego. Nie potrafię pływać, nie umiem prowadzić samochodu, nie umiem gotować, obsługiwać komputera, więc biorę się do pracy i trenuję. Z drugiej strony, nie umiem zachować się przy stole w sushi barze, na przykład nie potrafię jeść pałeczkami, nie bardzo wiem, jak należy rozmawiać z policjantem albo wysokim urzędnikiem. I tak dalej. Włączyłbym tutaj także inne kwestie, na przykład brak pewnych doświadczeń. Nigdy nie jadłem ostryg (bananów, bulw topinambura, steku z rekina i tak bez końca), nie wiem ani jak to się robi, ani jak to smakuje, więc postanawiam się tego nauczyć. Mechanizmy nabywania zachowań są dobrze znane i porządnie opisane w psychologii uczenia się.

Można się uczyć przez obserwację, przyglądając się, jak robią to inni. Mamy tu do czynienia z mechanizmem modelowania opisanym przez Alberta Bandurę i wielu innych. To także uczenie się przez instrukcję, co niektórzy traktują jako szczególną formę modelowania; dobrym przykładem takiego uczenia się jest korzystanie z książki kucharskiej. Można się uczyć przez skojarzenia bodźców czy przez skojarzenia własnego działania z pozytywnymi konsekwencjami. Wreszcie można dokonywać odkryć i wyniki tych odkryć przechowywać w pamięci. Poza modelowaniem obecność innych ludzi nie jest bynajmniej konieczna, a czasem nawet utrudnia nabycie umiejętności. W uczeniu się przez obserwację i instrukcję potrzebny jest wzór (dawany świadomie lub nie), natomiast nie jest konieczny nauczyciel czy coach. Czy jest pomocny to kwestia otwarta.
Przedmiotem zmiany rozwojowej mogą być cechy. Ktoś myśli na przykład „muszę być bardziej cierpliwy”. Ktoś inny chce być empatyczny, a jeszcze inny ktoś postanawia być inteligentny. Z daleka widać splot niejasności i problemów, na jakie musimy się tu natknąć. Nie uciekniemy od niewygodnych pytań.

Po pierwsze, czy i na ile dana cecha jest wyuczalna? Na przykład, czy psychopata może nauczyć się wrażliwości emocjonalnej i empatii? Wielu w to wątpi, nie bez podstaw. Czy osoba impulsywna może nauczyć się cierpliwości? A czy osoba bardzo nieinteligentna może polepszyć znacząco swój iloraz inteligencji? I tak dalej...

Po drugie, cecha jest uogólnieniem lub wspólną nazwą dla wielu rozmaitych czynności i/lub właściwości składowych. Pytanie, co w istocie ma być przedmiotem zmiany – co się składa na wspomnianą empatię, cierpliwość czy inteligencję? A więc, jaki aspekt funkcjonowania psychicznego ma być zmieniony? Czy zmiana jednego aspektu, nawet spora, oznacza zmianę cechy? Wątpliwe. Bo czy to, że ktoś przestał rzucać talerzami, ale nie przestał reagować silnym pobudzeniem na każdą przeszkodę, oznacza, że stał się mniej impulsywny?

Po trzecie, jakie jest kryterium zmiany...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy