Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

11 lutego 2016

Źródła energii

37

Gdzie się podziała Twoja energia? Jak możesz odzyskać siłę, która jest ukryta głęboko w Tobie - opowiada Wojciech Eichelberger. I przedstawia swoją koncepcję energii życiowej.

PIOTR ŻAK: – Przychodzi do Pana pacjent i narzeka, że nie ma na nic siły. Jaka jest pierwsza myśl, która się wtedy Panu nasuwa?
WOJCIECH EICHELBERGER:
– Zapewne taka, że ten człowiek poważnie naruszył zasoby energii życiowej.

Czyli czego?
– Specjalnego rodzaju energii, często zwanej energią urodzeniową, jaką otrzymujemy, przychodząc na świat. Jej zadanie polega na jak najdłuższym podtrzymywaniu naszego biologicznego istnienia. Proszę wyobrazić sobie kwiatek w doniczce, podlewany z dużego zbiornika. Jego pojemność jest tak obliczona, żeby wody starczyło na jak najdłuższe życie kwiatka. Gdy woda się skończy, kwiat umiera. Każdy żyjący organizm ma określony zasób takiej energii. Każdy, by żyć, musi codziennie pobierać energię ze zbiornika. Ale nie powinien tego robić według własnego widzimisię – kiedy chce i ile chce. Nadmiar pobranej energii mógłby zaszkodzić organizmowi – tak jak nadmierne podlewanie zaszkodzi roślinie. Jej łapczywe pobieranie zbyt szybko wyczerpałoby życiodajne zapasy i skróciło życie organizmu. Dlatego istnieje specjalny mechanizm wydatkowania energii. Wielki zbiornik współpracuje ze specjalnym dozownikiem, gdzie regularnie trafia porcja energii, która powinna wystarczyć na mniej więcej 24 godziny. Ta dawka zwana jest energią dobową. Jeśli zaczniemy żyć nierozsądnie lub znajdziemy się w sytuacji wymuszającej duży pobór energii, to dozownik opróżni się już np. o godzinie 16. Oczywiście do pustego dozownika wpłynie z dużego zasobu kolejna porcja energii – to konieczne do podtrzymania życia. To dodatkowe doładowanie będzie jednak sprzeczne z programem optymalnego zarządzania zasobami dużego zbiornika, zgodnie z którym powinien on wydzielać na dobę tylko tyle energii, ile jednorazowo mieści się w dozowniku. Jeśli konsekwentnie będziemy nadużywać energii urodzeniowej, to szybko osiągniemy granicę, po przekroczeniu której w dozowniku będzie się pojawiać minimalna dawka energii, wystarczająca do podtrzymywania w ciągu doby jedynie podstawowych funkcji życiowych. Wtedy będziemy leżeć w łóżku z kołdrą na głowie, niezdolni do żadnego wysiłku, do podjęcia jakiegokolwiek działania. Taka sytuacja – zwana wypaleniem – zmusza nas do ograniczenia wydatków energetycznych, umożliwia długo zaniedbywaną regenerację tkanek, naprawę uszkodzonych funkcji ciała, i na ogół wymusza zasadniczą reformę stylu życia na zgodny z potrzebami i możliwościami organizmu.

Karoshi to nagła śmierć, która następuje na skutek przepracowania, stresu, napięć. Co ciekawe, o wiele częściej dotyka kierowników i dyrektorów, pracujących przez przynajmniej rok po co najmniej 60 godzin tygodniowo. Pierwsze przypadki odnotowano w Japonii na przełomie lat 60. i 70. minionego stulecia. Według statystyk z powodu karoshi średnio umiera ok. 10 tysięcy Japończyków rocznie. Karoshi nie daje żadnych wyraźnych objawów – człowiek po prostu nagle przestaje żyć. Europejscy badacze tego zjawiska mówią obrazowo o „nagłym odcięciu zasilania”. A jeśli nie zareaguję na to wymuszanie?
– To wyląduje pan w łóżku i nie będzie miał siły na jakikolwiek kontakt ze światem. Co gorsza, gdy będzie pan leżał w łóżku, mózg zacznie generować katastroficzne scenariusze, które dalej będą alarmować i mobilizować ciało, a więc wyczerpywać i tak już nadszarpnięte zasoby energii życiowej.

Końcówki życia?

Dla biologów energia życiowa to tylko konstrukt teoretyczny. Jako wskaźnik naszego „zużycia” wskazują oni telomery. Telomery (z greckiego telos – koniec, meros – część) to zakończenia chromosomu. Elizabeth Blackburn z University of California w San Francisco, która za opisanie ich struktury dostała Nagrodę Nobla, przyrównała je do niklowanych końcówek sznurowadeł, które zabezpieczają nitki chromosomu. Przed każdym podziałem komórek materiał genetyczny zapisany w DNA musi zostać podwojony. Polimeraza, enzym DNA, przebiega przez nić DNA i kopiuje ją – ale tylko do miejsca tuż przed zakończeniem. Ostatni fragment DNA zostaje pominięty. W to miejsce wchodzą telomery, zabezpieczając – jak końcówki sznurowadeł – przed uszkodzeniami, nie dopuszczają też do połączenia różnych chromosomów, co mogłoby wywoływać nowotwór. Każdy podział komórki skraca nieco długość chromosomów, powodując utratę ich odcinków końcowych – telomerów. Po wielu podziałach chromosomy na końcu mogą stać się tak krótkie, że komórka nie może się więcej dzielić i bezpotomnie umiera. Przeciwdziała temu procesowi starzenia się komórki enzym – telomeraza – dobudowując wciąż kawałeczki telomerów na końcach chromosomów, co opóźnia proces starzenia się komórki. Wielu naukowców uznaje skracanie zakończeń chromosomów za integralną część procesu starzenia i uważa, że każda komórka ma zaprogramowaną maksymalną liczbę podziałów, którą nazwano limitem Hayflicka (od nazwiska Leonarda Hayflicka, który zaobserwował to zjawisko). Po osiągnięciu limitu Hayflicka komórka musi umrzeć. Długość telomerów może ulec skróceniu także, pod wpływem innych czynników, na przykład stresu. Elissa Epel z University of San Francisco odkryła, że matki, które przez wiele lat opiekowały się przewlekle chorymi dziećmi, doświadczając silnego stresu, miały telomery przeciętnie krótsze w porównaniu z telomerami kobiet wychowujących zdrowe dzieci. Alexander Kotrschal w badaniach na myszach potwierdził związek między stresem a skracaniem się telomerów – u zestresowanych myszy z czasem stawały się one krótsze.

Jakiego rodzaju scenariusze ma Pan na myśli?
– Negatywne, zagrażające, alarmujące. Sterujący reakcją walka lub ucieczka układ sympatyczny natychmiast reaguje na wszelkie sygnały zagrożenia, ale nie potrafi rozstrzygnąć, jakich niebezpieczeństw dotyczą: realnych czy wymyślonych. Dlatego niekontrolowane zamiłowanie do odtwarzania dramatycznych wydarzeń z naszej biografii lub wyobrażanie sobie tych, które być może wydarzą się w przyszłości, nieustannie utrzymuje w gotowości fizjologiczny mechanizm walki lub ucieczki. A to pochłania ogromne ilości naszej życiowej energii i sprawia, że organizm poszukuje sposobów na oszczędzanie energii i zmniejsza wydolność tych układów, które potrzebują jej najwięcej. Na pierwszy ogień idzie więc układ immunologiczny, najbardziej energochłonny. Dlatego długotrwały stres czyni organizm bezbronnym, otwiera go na infekcje i choroby. Ale nie tylko on przyczynia się do wyczerpania energetycznego. Niekontrolowane negatywne wyobrażenia mogą sprawić, że literalnie zamartwimy się na śmierć.

Jakie jeszcze – poza osłabieniem odporności organizmu – są objawy nadmiernego zużywania energii urodzeniowej?
– Przede wszystkim pojawia się rozdrażnienie. Każda sytuacja, która odbiega od rutyny, wyprowadza nas z równowagi: dziecko zapytało dwa razy o to samo, metro przyjechało o minutę później, nie ta pogoda, nie ta muzyka, krzywe kluski. Towarzyszący objaw to częste wzdychanie lub ziewanie. Stres blokuje aparat oddechowy, zaczynamy płytko oddychać i od czasu do
czasu musimy zrobić wydech/westchnienie lub wdech/ziewnięcie, by przewentylować płuca i dotlenić mózg. Kolejny objaw to samoistne bóle mięśni i stawów, niezwiązane z wysiłkiem fizycznym. Wskazują, że organizm jest w permanentnym stanie gotowości do walki/ucieczki, co wiąże się z napięciem mięśni i naciskiem na stawy. W efekcie mamy problemy z zasypianiem i ze snem, odczuwamy zmęczenie poranne, dokucza nam utrata koncentracji, gonitwa myśli, poczucie
utraty kontroli nad tym, co mamy do zrobienia, zaburzenia łaknienia, zanik popędu seksualnego – słowem: żyć się odechciewa.

Czy energię urodzeniową możemy odbudowywać?
– Nie, nie jesteśmy w stanie zatrzymać ani odwrócić procesu ubywania energii urodzeniowej, natomiast możemy go spowolnić. Przede wszystkim musimy nauczyć się optymalnie zarządzać naszym codziennym „energetycznym kieszonkowym”, czyli porcjami energii dobowej. Wiele wskazuje na to, że jego wypłata następuje po nocnym kryzysie energetycznym, który ma miejsce między godziną 3. a 5. nad ranem. Jeśli będziemy mądrze gospodarować porcjami energii dobowej, to doczekamy się następnej wypłaty, nie nadużywając rezerw energetycznych.

A dlaczego wypłata „kieszonkowego” odbywa się właśnie w tych godzinach?
– Tego chyba nikt nie wie. Ale fizjologowie wiedzą, że między 3. a 5. rano przechodzimy okres głębokiego spadku energii, objawiającego się przemożną potrzebą snu. Wtedy najskuteczniej można zaskoczyć wroga czy zaaresztować groźnego przestępcę, ale też najłatwiej zasnąć na warcie lub za kierownicą. Prawdopodobnie nieodparta potrzeba snu w tym okresie jest równoczesna z rozpoczęciem nieodzownego dla zdrowego i długiego życia procesu głębokiej regeneracji tkanek organizmu. Aby ten proces mógł się w pełni dokonać, wszystkie funkcje tkanek muszą zostać wyłączone lub spowolnione do minimum. Tak jakby organizm uruchamiał w tym czasie program częściowej hibernacji – po to, by się niejako odrodzić.
Jeśli jednak zużywamy za dużo energii urodzeniowej, bo zbyt intensywnie pracujemy, dręczą nas traumatyczne przeżycia, długo chorujemy, to w okresie codobowej hibernacji budzimy się z uczuciem niepokoju, zamiast się regenerować. Prawdopodobnie dlatego, że mózg alarmuje o zbyt niskim poziomie energii życiowej organizmu. Dlatego budzenie się między 3. a 5. rano to typowy objaw depresji i wypalenia.
Mieszkający w wysokich Andach Indianie Q’ero mają pewną szczególną cechę: zdaniem naukowców ich średnia wieku wynosi 110 lat. Badania krwi wykazały, że nawet najstarsi członkowie plemienia mają idealny poziom glukozy i cholesterolu. Zaskakująca jest dieta plemienia, złożona niemal wyłącznie z różnych odmian ziemniaków, rzadko uzupełniana mlekiem lam lub jajkami. Niektórzy badacze właśnie jej przypisują tak niezwykły stan zdrowia Q’ero – ich zdaniem jest na tyle uboga w „niedobre” składniki i lekkostrawna, że jej przyswojenie wymaga od organizmu minimalnego wysiłku. Niemal do końca swoich dni Q’ero są bardzo aktywni fizycznie. Na ogół umierają we śnie, jakby im się wyczerpały baterie...

Na ile lat powinno nam wystarczyć energii urodzeniowej?
– Genetycy twierdzą, że w idealnych warunkach statystyczny człowiek może przeżyć w zdrowiu nawet 120 lat. Wystarczy dobre odżywianie, czyste powietrze, brak hałasu i pośpiechu, a także naturalna koncentracja, czyli angażowanie uwagi i świadomości w to, co jest naszym realnym tu i teraz. Jeśli mamy szczęście żyć w takim idealnym otoczeniu i jeśli nasz umysł nie marnuje energii, wyświetlając na podglądzie dziesiątki czynnych ekranów i funkcji, to mamy szansę dożyć w zdrowiu co najmniej stu lat i umrzeć we śnie – zapewne między 3. a 5. rano – gdy nasze własne DNA wyłączy nam zasilanie. Zaoszczędzimy sobie cierpienia i zniedołężnienia, a otoczeniu konieczności opiekowania się ciężko chorym. Możemy też sami sprzyjać pojawieniu się dobrego samopoczucia, żyjąc w zgodzie z potrzebami organizmu i serca. Tylko tyle – i aż tyle.

Jak to robić?
– Możliwości jest w gruncie rzeczy sporo. Warto na przykład ćwiczyć prawidłową technikę oddychania, czyli oddychanie przeponow...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy