Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

23 września 2016

Zapytaj mnie o tenis 

196

Ludzie w śpiączce są jakby zawieszeni między życiem a śmiercią, uznawani za nieświadomych. Niesłusznie, okazuje się bowiem, że wielu z nich ma zachowaną częściową świadomość siebie i otoczenia. W myślach spacerują po domu lub grają w tenisa... Jakie tajemnice skrywają ich mózgi?

Historię Terri Schiavo, Amerykanki urodzonej w 1963, a zmarłej w roku 2005, poznał i przeżywał cały świat. Schorzenie, na jakie cierpiała, spowodowało w 1990 roku zatrzymanie akcji serca (do dziś w zasadzie nie ustalono, jakiego rodzaju było to schorzenie; część lekarzy podejrzewała zaburzenie odżywiania i spowodowany nim spadek potasu, co doprowadziło do zatrzymania akcji serca). Długie minuty niedotlenienia mózgu wtrąciły Terri w stan śpiączki, który w szpitalu przeszedł w stan wegetatywny. Po piętnastu latach, za zgodą męża, wbrew woli reszty rodziny, odebrano jej życie, zaprzestając sztucznego odżywiania. Czy naprawdę nie było szans na uratowanie Terri? Na udowodnienie, że tli się w niej świadomość?

Że pod „powierzchnią” nieskoordynowanych, bezładnych reakcji, spojrzeń i pomruków kryje się wrażliwa, odczuwająca, mająca własną wolę, pomysły oraz pragnienia kobieta? Czy kiedykolwiek pojawi się szansa na to, że uda się porozumieć z dziesiątkami podobnych, tragicznie dotkniętych przez los pacjentów? Ta szansa już się pojawiła, a wszystko dzięki badaniom profesora Adriana M. Owena z Uniwersytetu w Cambridge.

Nie śmierć, nie życie
Pacjenci dotknięci uszkodzeniem mózgu, skutkującym zaburzeniami pobudzenia, stanu czuwania i świadomości (o różnym natężeniu), znajdują się w swoistym zawieszeniu między życiem i śmiercią. Są całkowicie zdani na innych i od decyzji innych zależy ich życie bądź śmierć.

POLECAMY

Śpiączka to jeden z najpoważniejszych stanów wywołanych ciężkim uszkodzeniem mózgu. Charakteryzuje się całkowitym brakiem pobudzenia (wakefulness) – pacjent leży nieprzytomny i nie wykazuje żadnych, nawet śladowych, oznak świadomości (awareness), jest też całkowicie niekomunikatywny. Śpiączka rzadko staje się kondycją trwałą. Najczęściej, w ciągu miesiąca od uszkodzenia mózgu, przechodzi w śmierć mózgową (to najgorsza z możliwości, bowiem oznacza nieodwołalne i ostateczne pożegnanie się z człowieczeństwem i życiem) lub w stan wegetatywny. Ten ostatni pozostaje najbardziej problematyczną, tajemniczą i trudną w diagnozie kondycją. Bo oto pacjent w stanie wegetatywnym otwiera oczy, ma okresy pobudzenia, pokrywające się z cyklami czuwania i snu, jednak jego wzrok jest błędny, chaotycznie prześlizguje się po obiektach i ludziach. Chory nie wykazuje też żadnych behawioralnych oznak świadomości i nie można się z nim w żaden sposób porozumieć. Stan minimalnej świadomości różni się od kondycji „wegetatywnej” tym, że istnieją w nim jakieś przesłanki co do tego, że pacjent jest świadomy (powtarzalne oznaki, np. w jakimś stopniu ukierunkowane wodzenie oczami za obiektem, zatrzymywanie wzroku, pomruki, mruganie jako próba komunikacji).

Przerażająca statystyka jest taka, że 40 proc. diagnoz stanów wegetatywnych jest błędnych. W wielu przypadkach ludzie uznani za niereaktywnych czy nieświadomych mają zachowaną częściową świadomość siebie i otoczenia!

Wszystko w mózgu
Mimo że nie wiemy, skąd się bierze świadomość w sensie biologicznym, ani nie mamy jednej, niebudzącej kontrowersji definicji świadomości, to jednak potrafimy ją dobrze rozpoznać: wiemy, kiedy mamy z nią do czynienia. Wiemy też, jak jej oznak szukać: po reakcjach, relacjach i odpowiedziach drugiej osoby. Gdzie zatem szukać oznak świadomości u pacjentów w stanie wegetatywnym? Oczywiście w mózgu – w reakcjach generowanych i kontrolowanych przez centralny układ nerwowy.

To zupełnie nowa metoda „poszukiwania” świadomości, ponieważ w dotychczasowej diagnostyce specjalne zespoły lekarzy oceniały stan świadomości pacjenta przede wszystkim po reakcjach behawioralnych. Sprawdzano, czy chory reaguje na komunikaty do niego kierowane, czy odpowiada na bodźce dotykowe, wzrokowe, czy reaguje na ból, czy sam próbuje porozumieć się z otoczeniem, czy zatrzymuje dłużej na czymś lub na kimś wzrok, czy jego reakcje są przewidywalne i powtarzalne.

Niestety, przy ciężkich uszkodzeniach mózgu funkcje mowy raczej nie są zachowane, jednakże nawet głuche pomruki mogą być świadectwem tlącego się świadomego życia i mogą tym samym stanowić podstawę do zupełnie innej diagnozy, leczenia i rokowań. Zdarza się jednak też tak, że pacjenci wegetatywni nie mają zachowanych żadnych zdolności artykulacyjnych. Zespoły badawcze zwracają wówczas uwagę na takie szczegóły, jak np. jakiekolwiek powtarzalne wzorce mrugnięć czy drgnięć mięśni. Często jednak brak jest nawet takich oznak – pacjenci leżą nieruchomo z otwartymi oczami i ustami, nie wykazując żadnych reakcji motorycznych.

Co wtedy?
Z pomocą przychodzi neuronauka i metody obrazowania pracy móz[-]gu. Kilka lat temu belgijscy uczeni przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego przebadali osoby ze zdiagnozowanym stanem wegetatywnym oraz stanem minimalnej świadomości. Badano odpowiedzi mózgu na wypowiadane imię pacjentów. Jak się okazało, dwoje pacjentów wegetatywnych wykazywało aktywność w wyższych ośrodkach korowych (podobną jak u osób w stanie minimalnej świadomości), tak jakby w istocie słyszeli i reagowali na swoje imię, jakby byli świadomi, że ktoś się do nich zwraca, że ktoś ich woła. Specjalistyczny zespół diagnostyczny nie dostrzegł jednak żadnych behawioralnych oznak świadomości i wydał „wyrok” stanu wegetatywnego. W kolejnych miesiącach po badaniu fMRI dwoje pacjentów, którzy reagowali specyficzną aktywnością kory mózgowej na swoje imię, zaczęło przejawiać behawioralne oznaki „przebudzenia”. Ich diagnoza została zmieniona na stan minimalnej świadomości.

Jednak w tego typu przypadku i innych mu podobnych (reakcje na mowę, na ludzkie twarze) brakuje całkowitej pewności, czy mamy do czynienia ze świadomym, pełnym przetwarzaniem bodźca, czy też z reakcją mimowolną, automatyczną. Z badań nad zdrowymi osobami w różnym stanie pobudzenia (poddawanych znieczuleniu, przemęczonych, rozbudzanych) czy z badań nad niejawnym uczeniem, nad maskowaniem wiadomo, że takie bodźce jak ludzka mowa czy twarze są dla nas bardzo specyficznymi sygnałami. Są rozpoznawane i kodowane przez nasz mózg bardzo wcześnie, szybko i częstokroć przedświadomie (nie da się zdecydować, że nie rozpoznamy danej twarzy jako twarzy albo przekazu w rodzimym języku jako mowy – procesy te zachodzą mimowolnie).

Z ograniczeń tych zdawali sobie sprawę badacze z zespołu prof. Owena. Wymyślili oni jednak prosty i znakomity sposób, który z dużą dozą pewności pozwalał stwierdzić istnienie świadomego życia u ludzi pogrążonych w stanie wegetatywnym. Następnie zaprojektowali badanie pozwalające porozumieć się z takimi pacjentami. A wszystko dzięki prostym pytaniom i mózgowym na nie odpowiedziom.

Gram w tenisa
Na początek trzeba było wymyślić zadanie wymagające aktywności badanego, aktu wolicjonalnego, nie zaś pasywnych, być może całkowicie mimowolnych reakcji na bodźce. Należało równocześnie znaleźć takie zadanie, które wiązałoby się ze specyficznym, wyraźnym i stałym pobudzeniem tych samych ośrodków mózgu, tak żeby nie można było pomylić go z żadną inną aktywnością wywołaną innymi zmiennymi. Po trzecie, zadanie takie musiało być możliwe do wykonania przez osoby zupełnie niereaktywne (behawioralnie), innymi słowy: zadanie, które realizowałoby się wyłącznie w głowie pacjenta.

Cztery lata temu Owen wraz ze swoimi współpracownikami trafił na właściwy trop. Punktem wyjścia było odkrycie (dzięki metodom neuroobrazowania), że samo wyobrażenie pewnych czynności ruchowych (np. zaciskania rąk, kopania piłki) wywołuje aktywność w obszarach motorycznych kory mózgu, tak jakby naprawdę wykonywało się daną czynność. Na polecenie „wyobraź sobie, że kopiesz piłkę” mózg naprawdę ją kopie (aktywność wzrasta w tych samych obszarach co przy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy