Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

29 marca 2022

NR 4 (Kwiecień 2022)

Wystarczy mieć talent

0 231

Czego potrzeba, by mieć takie osiągnięcia jak Bill Gates, Rafael Nadal czy Sting? Badania dowodzą, że najważniejsza jest codzienna wielogodzinna praca. Dlaczego zatem tak wielu z nas – nauczycieli, trenerów czy rodziców – wierzy, że przede wszystkim liczy się talent?

Zastanawiająca jest wszechobecna magia talentów. Najlepiej widać to na przykładzie inteligencji, ale to osobny temat. Wedle powszechnego mniemania talent albo się ma, albo nie ma. Czyli, po pierwsze, jest on spostrzegany jako coś danego, gotowego, wrodzonego. Po drugie, jeśli ktoś ma talent, to znaczy, że odbiega in plus od przeciętnej pod jakimś względem, na przykład kopie piłkę lub pływa lepiej niż inni, sprawniej od nich gra na pianinie czy wiolonczeli albo też błyszczy w rozwiązywaniu skomplikowanych problemów szachowych. A wszystko to, po trzecie, bez większego wysiłku. Jeśli zaś talentu nie ma, to w najlepszym razie jest przeciętniakiem, czyli beztalenciem, a w gorszym wypadku – jest antytalentem, który nawet nie zbliża się do przeciętności.

Zdolni, ale leniwi

Zadziwiająca jest też powszechnie podzielana koncepcja, że talent i praca sumują się i wspólnie stanowią sto procent, zatem im więcej talentu, tym mniej pracy, i odwrotnie. Kto z nas nie słyszał o zdolnych, ale leniwych? Kto nie słyszał o tępych, za to pracowitych jak te pszczoły czy mrówki? Przekonanie to podziela wielu rodziców, trenerów, ale (o dziwo) także wielu nauczycieli. Ci ostatni skutecznie upewniają o tej zależności nie tylko rodziców swoich uczniów, ale także samych uczniów. No i siebie nawzajem.
Równie zadziwiające jest niejednakowe traktowanie sukcesów. Te osiągnięte dzięki talentom są spostrzegane jako znacznie bardziej spektakularne i cenne niż te osiągnięte mimo braku talentu. Te osiągnięte dzięki włożonemu wysiłkowi traktowane są często jako namiastka sukcesu („niezdolny taki, ale napracował się, więc trzeba to jakoś docenić”).
Wreszcie nie od rzeczy będzie przypomnieć, że talenty traktowane są jako względnie mało zmienne, a jeśli już się zmieniają, to raczej w kierunku polepszenia, a nie ubytku. To ostatnie przekonanie jest dość kłopotliwe w obliczu faktów. Nie ma bowiem dnia, żebyśmy nie byli zachęcani do zachwytu nad jakimś nowo odkrytym talentem – a to w sporcie, a to w sztuce, a to w sferze umysłu. W świetle powyższej koncepcji, jeśli to są ludzie utalentowani, to powinni takimi pozostać. Powinniśmy zatem spodziewać się, że będą osiągać co najmniej tyle, ile dotąd, a nawet więcej. Tymczasem codziennie słyszymy o zmarnowanych talentach. O talentach, które przestały się rozwijać, które gdzieś się zagubiły, a przecież nie powinny. 
Zauważyć warto, że pojęcie „talent” bywa nadużywane. Na przykład selekcjoner drużyny koszykarskiej często nazywa talentem kogoś tylko dlatego, że jest bardzo wysoki, a nauczyciel muzyki uważa ucznia za utalentowanego tylko dlatego, że ma dobry słuch, a nie dlatego, że w świetle obecnego dorobku można przewidywać jego dalszy ponadprzeciętny rozwój. 

POLECAMY

Dary boże

Od dawna wiadomo, że stos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy