Zastanawiająca jest wszechobecna magia talentów. Najlepiej widać to na przykładzie inteligencji, ale to osobny temat. Wedle powszechnego mniemania talent albo się ma, albo nie ma. Czyli, po pierwsze, jest on spostrzegany jako coś danego, gotowego, wrodzonego. Po drugie, jeśli ktoś ma talent, to znaczy, że odbiega in plus od przeciętnej pod jakimś względem, na przykład kopie piłkę lub pływa lepiej niż inni, sprawniej od nich gra na pianinie czy wiolonczeli albo też błyszczy w rozwiązywaniu skomplikowanych problemów szachowych. A wszystko to, po trzecie, bez większego wysiłku. Jeśli zaś talentu nie ma, to w najlepszym razie jest przeciętniakiem, czyli beztalenciem, a w gorszym wypadku – jest antytalentem, który nawet nie zbliża się do przeciętności.
POLECAMY
Zdolni, ale leniwi
Zadziwiająca jest też powszechnie podzielana koncepcja, że talent i praca sumują się i wspólnie stanowią sto procent, zatem im więcej talentu, tym mniej pracy, i odwrotnie. Kto z nas nie słyszał o zdolnych, ale leniwych? Kto nie słyszał o tępych, za to pracowitych jak te pszczoły czy mrówki? Przekonanie to podziela wielu rodziców, trenerów, ale (o dziwo) także wielu nauczycieli. Ci ostatni skutecznie upewniają o tej zależności nie tylko rodziców swoich uczniów, ale także samych uczniów. No i siebie nawzajem.
Równie zadziwiające jest niejednakowe traktowanie sukcesów. Te osiągnięte...
Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.