Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

5 sierpnia 2016

Wybaczanie

53

Przebaczenie łatwo może okazać się moralnie podejrzane. Przebaczanie łatwo syci naszą próżność i skrzętnie skrywany narcyzm.

Wiele się mówi o przebaczeniu. Częściej się mówi niż się przebacza. Wolimy słyszeć Wszystko mu już wybaczyłam niż Nie przebaczę mu nigdy. Powstaje jednak wątpliwość, czy przebaczenie, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, jest w ogóle możliwe?

Co rusz słychać, że jeden człowiek z ulicy przebaczył drugiemu, a wtedy wyrazom uznania i zachwytu nie ma końca. Kiedy do wyszukiwarki wpisze się hasło przebaczenie, zasypani jesteśmy tekstami o nieomal boskim charakterze zjawiska. Na temat przebaczenia terapeuci piszą książki. Muszę przyznać (wiem, wiem, że jest to pogląd odosobniony i niewybaczalny), że przebaczenie zawsze budziło moje rozterki. Czasem małe, a czasem bardzo podstawowe i wielkie.

Po pierwsze, jest w przebaczaniu pewna sprzeczność. Bo wybaczyć, to wcale nie znaczy zapomnieć, a przecież ciągle jesteśmy napominani o pamięć. Robią to duchowni, nauczyciele, politycy. W niektórych kulturach pamięć przeszłości, szczególnie ran i krzywd, jest traktowana wręcz jak społeczny obowiązek. Niepamięć jest groźna i nieadaptacyjna. Mamy zatem i pamiętać zło, które nas spotkało, i przebaczać sprawcom tego zła. Bo wybaczenie jest adaptacyjne. Jak można to z sobą pogodzić? Myślę, że jeśli ma się dobrą pamięć, ma się także spore kłopoty z przebaczaniem.

Można przebaczyć i nadal pamiętać prawdopodobnie tylko wtedy, gdy zło przestaje być ważne. Pamiętamy je, ale już nas nie dot...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy