Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

6 lutego 2019

Droga do przebaczenia

78

Nie jest łatwo odpuścić sobie czy innym. Nie jest łatwo wypuścić z zaciśniętych dłoni krzywdy, kaleczące jak ostre kawałki szkła. Aby naprawdę przebaczyć, trzeba przejść długą i wyczerpującą psychicznie drogę.

W „Słowniku poprawnej polszczyzny” pod redakcją nieocenionego prof. Witolda Doroszewskiego (PWN, 1973) nie ma słowa przebaczyć ani wybaczyć. Są tam hasła nienawiść, zemsta, krzywda. Przebaczania zabrakło, słownik obywa się bez tego terminu. Życie – nie może. W życiu bez końca potrafimy wymieniać naszych krzywdzicieli. W życiu wybaczanie jest potrzebne.

Bogdan Wojciszke i Wiesław Baryła od lat opisują zjawisko, które nazywają polską kulturą narzekania. Jej centralnym elementem jest poczucie krzywdy. Aż 70 proc. Polaków uważa się za skrzywdzonych: przez rząd, nowobogackich, nowy porządek społeczny. Ale także przez los, dalszą rodzinę, rodzeństwo. Źródeł naszej krzywdy dopatrujemy się zwykle poza sobą, przede wszystkim w działaniach innych ludzi. Sądzimy, że inni powinni nam zadośćuczynić. W poczuciu krzywdy tworzymy krótsze lub dłuższe listy zdarzeń, które trzeba pomścić i ludzi, którym nie wolno wybaczyć. Boimy się, że przebaczając, zwolnimy winowajców z odpowiedzialności.

Że puścimy wolno tych, którzy powinni gnić w więzieniu naszej pamięci krzywd.

Phil Bosmans, flamandzki pisarz i zakonnik Zgromadzenia Misjonarzy w Montfort mawiał: tam, gdzie nie chce się przebaczyć, od razu powstaje mur. Od muru zaś zaczyna się więzienie. To więzienie jest w nas – w naszym umyśle i sercu. Jak wyjść z tej pułapki, na którą sami się skazujemy? Klucz do własnej celi więziennej mamy w ręku – pisał kardynał Stefan Wyszyński. To przebaczenie jest przywróceniem sobie wolności.

Tylko dzieci i święci
Zakładam, że żyją na świecie ludzie, którzy wielkie krzywdy wybaczają szczerze, uczciwie, głęboko i od razu. To są święci albo dzieci. Co do świętych – nie znam raczej żadnego. Choć zdarzyło mi się spotkać ludzi tak głęboko i szczerze otwartych na miłość i przebaczenie, że wzbudzało to niekłamany podziw i szacunek.
Więc pozostają dzieci, które mają w swojej niewinności autentyczny odruch przebaczania. Czasem jest to wyraz ich pragnienia, by już wszystko było dobrze i wróciło do znanego, przyjaznego porządku. Dzieci zwykle nie mają wyjścia, bo przecież są od rodzica zależne i emocjonalnie, i pod każdym innym względem. Wybaczają, bo boją się odrzucenia, ale też kierują się pragnieniem bliskości i ufności.

Wielkie szczęście mają ci, którzy w dzieciństwie nauczyli się wybaczać, bo im z miłością coś wybaczono. Niestety, jako dzieci często bywamy intensywnie indoktrynowani: wmawia nam się, że rodzice chcą tylko dobrze i tylko dobrze czynią, że czasem „nie mogą” nam czegoś wybaczyć, a przedtem „muszą” nas dotkliwie ukarać.

Dzieci dobrze wiedzą, co to znaczy nie podporządkować się zirytowanemu rodzicowi, który każe się przepraszać, ponieważ dziecko strasznie go zagniewało... Dzieci często obwiniają siebie za to, co je spotkało: za opuszczenie, za niecierpliwość rodziców, ich niedojrzałość, za obciążenia zrzucane ponad ich dziecięcą miarę... Tak było w przypadku Izy. Kiedy przyszła do mnie po pomoc, cierpiała na depresję i anoreksję. Chciała studiować, ale wciąż musiała zajmować się ojcem i domem. Miała chłopaka, którego kochała, ale nie czuła się godna ani miłości, ani zaufania. Czuła się winna, nie potrafiła wybaczyć sobie.

Kiedy Iza miała dziesięć lat, jej matka wyjechała „za chlebem” na drugą półkulę. Przysyłała ojcu pieniądze, a dzieciom prezenty. Iza była jej za to bardzo wdzięczna. Pieniądze miały być na dom, który powstawał dość wolno. Duży, zimny, ciągle niewykończony, a już wymagający remontu. Przez te lata ojciec podupadał na duchu i na zdrowiu. Zawsze schematyczny, zasadniczy i mrukliwy, po wyjeździe matki stał się malkontentem i sięgał po alkohol. Iza musiała się nim opiekować. Bywał coraz bardziej wymagający, czasem agresywny.

Matka przyjeżdżała rzadko, żaliła się Izie, jak ciężko pracuje. Iza bardzo jej współczuła i opiekowała się nią wtedy jak mogła, by wszystko jej wynagrodzić. Starała się mieć jak najlepsze stopnie, żeby mama nie martwiła się jej nauką. Rozumiała, że znów nie pojedzie na wakacje, bo pieniądze potrzebne były na naprawę samochodu i leczenie ojca. Nawet do głowy jej nie przyszło, by mogło być inaczej. Zresztą, wśród koleżanek nie czuła się najlepiej. One miały w głowach tylko randki, imprezy i modne ciuchy, Iza musiała i umiała być tylko poważna. Przyjaźniła się z pewnym chłopakiem, podobał się jej, ale na randki nie miała czasu, bo w domu wszystko się sypało. Dom, zdrowie ojca, ciężki los matki – została z tym sama.

Starsza siostra wyprowadziła się, zamieszkała w internacie i skończyła studia. Pracowała jako księgowa. Nie wróciła do domu, bo wciąż kłóciła się z ojcem, krytykowała jego posunięcia.

Iza czuła się winna, że ojciec z siostrą kłócą się, a mama tak ciężko pracuje. Wpadła w depresję. Nie mogła spać ani jeść. Jak się wytłumaczy mamie? Obiecała, że wszystkiego dopilnuje, a tu wszystko w rozsypce... Czy mama jej wybaczy?
Kluczem w historii Izy jest wybaczenie, jednak to nie Izie ktoś musi coś wybaczyć. To Iza została skrzywdzona. Zbyt wcześnie wezwano ją do roli opiekuna – zrzucono na nią odpowiedzialność nie tylko za rodziców, ale i starszą siostrę. Dziecko stało się rodzicem niedojrzałych ludzi, z których każde porzuciło rodzinę, zajmując się przede wszystkim sobą.

Powrót Izy do równowagi będzie się wiązał nie tylko z przeżyciem krzywdy i traumy osamotnienia, ale i z bolesnym zakwestionowaniem wielu jej przekonań na temat rodziny. Będzie musiała „spotkać się” z trudnymi, ukrytymi w nieświadomości emocjami wobec rodziców, dopuścić do siebie złość na nich, ból, lęk, żal i poczucie krzywdy oraz zaakceptować istnienie tych wszystkich uczuć.

Iza ma wiele do wybaczenia swoim rodzicom. Można ufać, że ostatecznie uczyni to, nie zatracając miłości do nich. Aby tak się stało, najpierw musi dostrzec, że rodzina, którą ratowała, miała destrukcyjny wzorzec, a ona – całkowicie nieświadomie – podtrzymywała go.

Potem musi zobaczyć realny obraz dziecinnego ojca i uciekającej od tego matki. Ta prawda pozwoli jej zaakceptować siebie.

Nie musisz wybaczać

Prof. SELIM CHAZBIJEWICZ – do 2003 roku imam gminy muzułmańskiej w Gdańsku, współzałożyciel Związku Tatarów Polskich: – Bynajmniej nie uważam, że należy przebaczać swoim nieprzyjaciołom i innym, którzy nam uczynili zło. Zresztą, istnieje gradacja czynów złych w nas wymierzonych, a więc i gradacja możliwości przebaczenia. O tym decyduje wiele rzeczy, czynników, form. Nie mogę przebaczyć ot tak, ponieważ należy przebaczać. Nie wierzę w to i uważam za nieprawdę. Zemsta jest jednym z elementów ludzkiej egzystencji, czymś naturalnym, tak jak seksualność, jedzenie, pragnienie. Nie może być jednakże niewspółmierna do zadanego ciosu. Poza tym, zemsta nie musi być fizyczna. Może być natury duchowej. Może być nieprzebaczeniem. Można również przebaczyć. Jednakże przebaczanie lub nie, nie jest w moim rozumieniu jakimkolwiek imperatywem kategorycznym – musisz, bo... Moralność islamska mówi: przebacz, jeśli możesz, przebacz, jeśli jesteś w stanie. Należy przebaczać, ponieważ jest to dobre, nie powinno się jednakże dążyć do przebaczenia wtedy, kiedy całe nasze jestestwo jest temu przeciwne, kiedy krzywda nam zadana przekracza nasze możliwości przebaczenia. Kolejnym pytaniem będzie również to, komu pragnę przebaczyć. Czy mogę wybaczyć przyjacielowi, żonie, bratu, czy mogę wybaczyć notorycznemu przestępcy, bandycie, zdemoralizowanemu człowiekowi, psychopacie, mordercy, degeneratowi? Wreszcie, co mogę przebaczyć, a co leży poza moją zdolnością do wybaczania. Jaka jest tego granica? Czy mogę wybaczyć intrygę w pracy? Czy mogę wybaczyć zdradę kobiecie? Czy mogę wybaczyć kłamstwo lub morderstwo, oszustwo, kradzież? Gdzież jest granica? Być może tę granicę wyznacza zdrowy rozsądek. Lub też rozum, nakazujący analizę tego zjawiska, ocenę wszystkich jego kontekstów, wszystkich za i przeciw, i dopiero po tym wydanie oceny, wyroku – przebaczam lub też nie przebaczam. Sądzę, że każdy przypadek jest jedyny w swoim rodzaju i jest przypadkiem indywidualnym, to znaczy, że nie mógłbym wypowiadać się od razu i w całości. To, czy można wybaczyć, czy też nie zależne jest za każdym razem od splotu wydarzeń, od ich rangi, od zdolności do przebaczenia, od tego komu, dlaczego i w jakich okolicznościach przebaczamy. Nie jest to dane ani ustalone raz na zawsze. Jest to w każdym przypadku nasza suwerenna decyzja, podjęta w zależności od okoliczności. Nie łudźmy się, że jest inaczej.

Co żartem, a co szkodą?
Dzieci wybaczają zazwyczaj od razu, odruchowo. Wybaczanie dojrzałe łączy się z coraz bardziej wnikliwym ocenianiem, rozróżnianiem, co jest dobre – a co złe, co jest pomyłką – a co kłamstwem, co żartem – a co krzywdą.

Za krzywdę uważamy szkodę: oszustwo, kłamstwo, zabór mienia, zbyt wysoką karę, brak uwagi, niesprawiedliwość. Tym bardziej czujemy się skrzywdzeni, im bardziej szkoda została uczyniona wolicjonalnie i świadomie. Potrafimy odczuć, rozróżnić, czy ktoś uraził nas przez nieuwagę, roztargnienie, czy też chciał nam dopiec. Z drugiej strony wrażliwość, temperament, wyznawany porządek wartości sprawia, że każdy reaguje inaczej na niemiłe skądinąd zachowanie otoczenia. Nasze poczucie krzywdy zależy przede wszystkim od porządku, który został zaatakowany lub zburzony, i związanego z tym bólu utraty.

Poczucie krzywdy rodzi się przede wszystkim z doświadczenia szkody niesprawiedliwej. Bywają jednak sytuacje, gdy ktoś uważa się za pokrzywdzonego, choć inni nie dostrzegają jego krzywdy, przeciwnie – uważają, że dostąpił pewnego rodzaju przywileju. Wiele lat temu za dzieci uprzywilejowane uważało się te, które wyjeżdżają na kolonie. Były to dzieci klasy pracującej, do której nie zaliczano na przykład rolników (chyba że pracowali w spółdzielni produkcyjnej). Pamiętam, że kolonie te były przygnębiające. Tran, leżakowanie, spacery po miejscach pięknych lecz nudnych. Nie rozumiałam, dlaczego mam się z tego wszystkiego cieszyć. Miałam siedem lat i czułam się pokrzywdzona, podobnie jak wiele innych dzieci, które płakały po nocach. Moje koleżanki w tym czasie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy