Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

19 listopada 2019

Jaka nadzieja

34

Nikt z nas nie wie dokładnie, ile jeszcze mamy czasu – lata czy dziesięciolecia. Wolimy myśleć, że całe wieki; przecież nie wiadomo, czy katastrofa się zdarzy, czy może jednak nie.
 

Media wieszczą zbliżające się kataklizmy. Czy można wieść dobre życie na pięć minut przed katastrofą? Czy można mieć jeszcze nadzieję? Kiedy słyszę te pytania, w mojej głowie rozlegają się alarmowe popiskiwania, a to oznacza, że mam więcej pytań niż sensownych odpowiedzi.

Pierwsze z nich dotyczy czasu. Czy te pięć minut należy rozumieć dosłownie, czy raczej metaforycznie? Jak długo może trwać pięć minut?

Drugie pytanie odnosi się do życia. Czy określenie „dobre życie” traktować serio, czy może z przekąsem. Czy dobre to znaczy syte albo bezpieczne, czy raczej pobożne albo chociażby cnotliwe. A może rozpasane? A może bezmyślne?
Kolejne pytania dotyczą katastrofy. Czy widmo bliskiej katastrofy jest widoczne i znane wszystkim, czy może katastrofa czai się i nie daje się zauważyć? Co miałoby być tą katastrofą – upadek zaufania czy może upadek wielkiego meteorytu. Bezlitosna wojna czy może brak coca-coli?

Ot, taka plama z testu Rorschacha. Każdy w niej widzi to, co chce, albo to, co musi. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko opisać, co sam w tej plamie zobaczyłem.

Pierwsze skojarzenie jest stereotypowe. To orkiestra grająca na tonącym „Titanicu”. Pewnie to mit, ale załóżmy, że tak było. Czy w takt walca wiedeńskiego tonie się łatwiej? Czy przy akompaniamencie rumby tonięcie w lodowatej wodzie wydaje się przyjemniejsze? Z daleka widać, że „dobre” sprzed katastrofy niewiele ma wspólnego ze „złym” po katastrofie. Nawet wtedy, gdy o zbliżającej się katastrofie nic nie wiemy.

Drugie skojarzenie dotyczy tych, którzy żyli w cieniu nadchodzącej kata...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy