Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

17 czerwca 2016

Pokłady nadziei

0 337

Z największej rozpaczy można uczynić najbardziej niezwyciężoną nadzieję - pisał Friedrich Nietzsche. Ci, którzy to potrafią, jak dowodzą badania, są bardziej odporni psychicznie. Potrafią wyjść z największych opresji.

Doktor William Buchholz, onkolog i hematolog, konsultant amerykańskiego Center for Healing and Wellness, wspomina, jak podczas zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Onkologicznego stał się mimochodem świadkiem rozmowy dwóch lekarzy. „Nie rozumiem” – przyznał pierwszy z nich. „Stosowaliśmy te same leki, w tych samych dawkach. Przyjęliśmy identyczne kryteria kwalifikacji pacjentów z drobnokomórkowym rakiem płuc do programu. Ja zaobserwowałem poprawę stanu zdrowia u 22 proc. moich pacjentów, a ty aż u 74 proc. Jak to możliwe?!” Na co drugi odparł: „To prawda, obaj stosowaliśmy Etopozyd, Planitol, Oncovin i Hydroxyurea.

Nazwałeś tę chemię skrótem EPOH. Ja zaś powiedziałem pacjentom, że podaję im HOPE (ang. nadzieja). Oczywiście uprzedziłem ich, że jest to leczenie eksperymentalne, ale podkreśliłem, że mimo kiepskich rokowań mają szansę: kilku procentom pacjentów udaje się z tego wyjść.” „Czy nie dajesz im fałszywej nadziei?” – spytał pierwszy. „A co, jeśli leczenie nie przyniesie efektu?”. W odpowiedzi usłyszał: „Czy nie zaszczepiasz w nich fałszywej rozpaczy, gdy podkreślasz możliwe skutki uboczne terapii i złe rokowania? Kiedy pacjenci mają nadzieję, są zmotywowani do leczenia, lepiej znoszą chemię i mają się czego trzymać. Co innego mogę im dać?”.Od momentu podsłuchania tej rozmowy dr Buchholz prócz leków dawkuje swym pacjentom nadzieję (por. aplikacja „Cudowny lek”).

Cudowny lek

Doktor William Buchholz przygotował ulotkę opisującą, co i jak leczy nadzieja.Opis leku: NADZIEJA jest naturalną substancją powstającą dzięki wyobrażaniu sobie lepszej przyszłości. Powoduje wzrost energii i odwagi – ułatwiając osiągnięcie trudnych nawet celów. Wskazania: W leczeniu nieufności, depresji, lęku oraz w celu zwiększenia motywacji do leczenia. Pomocniczo: w usuwaniu lęku, pesymizmu i osamotnienia. Mechanizm działania: Umożliwia kreowanie lepszych oczekiwań co do przyszłości, co wyzwala mentalnie z niekorzystnego stanu obecnego, uwalnia od pesymizmu, zatrzymuje lęk wolno płynący. Niweluje poczucie osamotnienia, poprzez wzbudzenie oczekiwań co do możliwości zaistnienia głębokich relacji z innymi. Wzmaga motywację do działania i do leczenia, dając poczucie, że cele są możliwe do zrealizowania. Dawkowanie i czas podawania leku: Dostosowane do osoby. Należy mieć na względzie możliwości pacjenta w zakresie absorpcji NADZIEI oraz możliwości personelu medycznego w jej podawaniu. Postacie leku: Zapewnienie, że mimo złych rokowań, istnieje określona szansa na wyzdrowienie. Podanie opartych na faktach historii pacjentów, którzy w podobnych okolicznościach poradzili sobie z chorobą. Czasami sama obecność i obietnica, że będzie się z pacjentem do końca. Możliwe działania niepożądane: brak w przypadku NADZIEI Prawdziwej.

Na wagę życia
Wybitny psychiatra Karl Menninger jako jeden z pierwszych lekarzy dostrzegł uzdrawiającą moc nadziei, a zarazem brak naukowych publikacji na ten temat. „Nasze półki są puste. Czasopisma milczą” – podsumował stan literatury naukowej o nadziei w 1956 roku, podczas corocznego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Dopiero pod koniec lat 90. rozpoczęły się badania fenomenu nadziei. I przyniosły zdumiewająco jednoznaczne rezultaty. Pochodzą one głównie z badań Charlesa Richarda Snydera, nieżyjącego już autora pierwszego podręcznika psychologii pozytywnej, oraz Anthony’ego Scioli, psychologa klinicysty z Keen State College w New Hampshire.

POLECAMY

Okazuje się, że ludzi pełnych nadziei cechuje większa odporność psychiczna. Czują się mniej osamotnieni, bo widzą wokół siebie osoby gotowe ich wspierać, są bardziej kompetentni społecznie i chętniej pomagają innym. Gdy chorują, lepiej znoszą ból, bardziej dbają o siebie i szybciej wracają do zdrowia po operacji. Rzadziej się martwią i subiektywnie czują się lepiej. Im więcej nadziei mają, tym większe jest ich poczucie dobrostanu, mniejszy lęk przed śmiercią i umieraniem.

Badania osób zakażonych wirusem HIV dowodzą, że nadzieja wpływa korzystnie na ich system odpornościowy – mają więcej komórek odpornościowych CD4, czyli limfocytów, które pomagają rozpoznawać, atakować i niszczyć w sposób swoisty bakterie, grzyby i wirusy. Wirus HIV wnika do ich wnętrza i namnaża się, w efekcie liczba tych komórek we krwi osoby zakażonej spada. Jak stwierdzono, duża dawka nadziei i mały poziom stresu sprzyjają wydłużeniu życia osób seropozytywnych.

Na poziomie fizjologii nadzieja pomaga zrównoważyć aktywność układu sympatycznego i parasympatycznego, co wpływa na zachowanie właściwego poziomu neuroprzekaźników, hormonów, limfocytów i innych substancji ważnych dla zdrowia. Nic dziwnego, że – jak zauważa Anthony Scioli – już ponad 90 procent onkologów widzi w nadziei jeden z najważniejszych psychologicznych czynników odpowiedzialnych za wzrost przeżywalności pacjentów.

Budzenie i podtrzymywanie nadziei okazuje się ważnym niespecyficznym czynnikiem leczącym nie tylko ciało, ale i psychikę. Psychiatra amerykański Jerome Frank badał efektywność różnych systemów terapeutycznych i zastanawiał się, co łączy te najbardziej skuteczne. Otóż jego zdaniem wszystkie „zaszczepiają” w klientach nadzieję. Osoby pełne nadziei rzadziej mają objawy depresji lub inne symptomy psychopatologiczne.Nadzieja działa, jak dowodzą wyniki badań. Lecz czym jest i na czym polega jej fenomen?

Zamki na lodzie
Każdy prowadzi jakąś kalkulację, którą nazywamy nadzieją – twierdził Platon. Psychologowie nadal spierają się, czym jest nadzieja – emocją czy systemem przekonań? Czy stanowi specyficzny, zmienny stan, czy raczej jest trwałą cechą? Ilu badaczy, tyle poglądów. Według Karin Dufault i Benity C. Marto[-]cchio, które wykładały pielęgniarstwo w Case Western University, nadzieja to zjawisko wielowymiarowe. Z jednej strony jest ona systemem myśli, wyobrażeń, przekonań o istniejących możliwościach i sposobach osiągnięcia pożądanego celu, np. odzyskania zdrowia czy powodzenia w małżeństwie (to poznawczy wymiar nadziei); tym przekonaniom towarzyszą emocje: radość, zadowolenie, a równocześnie niepewność, smutek, lęk – w zależności od tego, które z nich przeważają, mówimy o silnej bądź kruchej nadziei (to wymiar afektywy nadziei).

Nadzieja motywuje nas do aktywności i wysiłku (tzw. sprawczy, behawioralny wymiar nadziei); rodzi się w relacjach łączących nas z ludźmi; czerpiemy ją od innych – rodziny, partnera, lekarza – i do innych kierujemy, np. mamy nadzieję, że dziecko zacznie się uczyć, a mąż przestanie pić (aspekt afiliatywny). Zawsze skierowana jest ku przyszłości, choć teraźniejszość i przeszłość również odciskają na niej piętno (aspekt temporalny), np. pobierając się, mamy nadzieję, że będziemy razem szczęśliwi tak, jak w dniu ślubu, choć oczywiście kolejne wspólnie przeżyte dni wystawiają tę nadzieję na próbę (aspekt kontekstualny).

Mam nadzieję, jestem pełna nadziei (lub nie) – takie stwierdzenie wyraża, zdaniem Dufault i Marto[-]cchio, nadzieję ogólną. Oprócz niej jest jeszcze nadzieja szczegółowa, odnosząca się do konkretnych oczekiwań, na przykład: Mam nadzieję na... (poprawę zdrowia, lepsze jutro), Mam nadzieję, że... (mąż do mnie wróci, zdam egzamin). Taka nadzieja daje nam siłę, by dążyć do celu, mimo wszelkich przeciwności, i w końcu go osiągnąć. Gdy jej zabraknie, wkracza nadzieja ogólna i chroni nas przed frustracją i rozpaczą.

Nie każda nadzieja nam sprzyja. Już starożytni filozofowie przestrzegali przed szkodliwą iluzją, która zniewala ludzi, dając im fałszywą pociechę. Psychologowie rozróżniają nadzieję prawdziwą i fałszywą, złudną. Ta druga oznacza ucieczkę od bolesnej rzeczywistości. Jest obronnym złudzeniem, które pozwala nam wierzyć, że jakoś to będzie, los się jeszcze odwróci i przyjdą lepsze czasy, przy czym nic nie musimy w tym kierunku robić, wystarczy siąść i poczekać. Taka nadzieja bywa powiązana z nieuzasadnionym optymizmem i zaprzeczaniem temu, jak naprawdę jest. Oparta na mrzonkach, utwierdza nas w bierności, odpowiada za słomiany zapał i prowadzi do budowania zamków na lodzie.

Nadzieja prawdziwa przeciwnie – wiąże się z przekonaniem, że dzięki własnemu zaangażowaniu i wsparciu innych możemy poprawić sytuację własną lub kogoś bliskiego. Mobilizuje do wysiłku i niepoddawania się w obliczu przeszkód. Jest zakorzeniona w pozytywnych więziach z innymi i realnej ocenie włas[-]nych możliwości. Tylko taka nadzieja ma szansę urzeczywistnić się. Tylko jej można przypisać dobroczynne skutki dla naszej kondycji fizycznej i psychicznej.

Gdy runie świat
Zdolność doświadczania nadziei rozwija się przez całe życie, ale rodzi się wcześnie, w ciągu pierwszych miesięcy naszego życia. Erik Erikson, twórca psychospołecznej teorii rozwoju, twierdzi, że doświadczamy wtedy kryzysu między podstawową ufnością a nieufnością wobec świata. Jeśli dzięki opiece rodziców, głównie matki, uda nam się ten kryzys pokonać, kształtuje się nadzieja podstawowa. Obejmuje ona dwa podstawowe przekonania, wywiedzione z najwcześniejszych doświadczeń dziecięcych. Po pierwsze, że świat jest uporządkowany i sensowny. Można go więc zrozumieć i przewidzieć. Po drugie, że jest zasadniczo nam przychylny.

Tak rozumiana nadzieja przychodzi z pomocą w momentach kryzysowych, gdy wali się dotychczasowy świat – tracimy bliską osobę, poważna choroba nie pozwala żyć jak dotąd. W takich chwilach optymizm i wiara w siebie zawodzą, bo utrudniają nam pogodzenie się z nieodwołalną stratą. Natomiast jak pokazują badania Jerzego Trzebińskiego i Mariusza Zięby, psychologów ze Szkoły Wyższej Psychologii Społec...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy