Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

21 marca 2016

Woda życia 

102

Sproszkowane mumie, rozgniecione żmije, rtęć, opium, asfalt, róg jednorożca - historia medycyny pokazuje, że ludzie byli (i są) w stanie połknąć wszystko, byleby zapewnić sobie wieczną młodość i niezniszczalne zdrowie.

Przekonanie, że musi istnieć jakiś sposób na oszukanie śmierci, jest z pewnością starsze niż najdawniejsze znane nam pisane źródła ludzkiej kultury. Świadczą o tym choćby motywy obecne w takich dziełach, jak sumeryjski poemat o Gilgameszu (spisany 2300–2200 p.n.e.) czy święte księgi hinduizmu Wedy (powstałe około 1800 p.n.e.). Epos o Gilgameszu opisuje między innymi nieudaną wyprawę sumeryjskiego króla po cudowne ziele, mające uratować jego śmiertelnie rannego przyjaciela Enkidu (roślina miała dać mu wieczną młodość). Natomiast w księgach wedyjskich znajdujemy opis cudownego ziela-napoju-bóstwa, Somy lub Amryty, którego spożycie przez człowieka zapewni mu nieśmiertelność. Bliższe naszemu kręgowi kulturowemu są greckie mity o niebiańskiej ambrozji czy słowiańskie podania o żywej wodzie.

Eliksiry i panacea


Pozornie mogłoby się wydawać, że idea eliksiru, czyli lekarstwa na wszystko, jest wytworem naszej europejskiej kultury. Wiele jednak wskazuje, że wywodzi się ona z chińskiej alchemii, choć dzisiaj trudno to jednoznacznie wykazać. Chińscy adepci alchemii zewnętrznej (waidan) starali się uzyskać tzw. płynne złoto – napój dający nieśmiertelność. Koncepcja łącząca cenny kruszec z nieśmiertelnością ma swoje źródło w obserwacji, że w warunkach naturalnych złoto nie rdzewieje, jest więc niezniszczalne i „wiecznie młode”.

Chińscy uczeni doszli do wniosku, że dzięki spożywaniu złota człowiek przejmie jego nieśmiertelność i sam będzie żył wiecznie. Ponieważ trudno zjadać metal, nawet sproszkowany, alchemicy postanowili opracować recepturę odpowiedniego napoju. Złoto topi się jednak w temperaturze powyżej 2800 stopni Celsjusza, więc przygotowywanie z niego smakowitych drinków nie wchodziło w rachubę. Uczeni wpadli zatem na pomysł sporządzania płynnego złota z rtęci oraz cynobru (siarczku rtęci), barwnika o intensywnym czerwonym kolorze. W ten sposób uzyskali mieszaninę, która przypominała wyglądem złoto, a przez to miała posiadać jego niezwykłe właściwości. Jak łatwo się domyślić, mikstura nie czyniła nikogo nieśmiertelnym, o czym przekonało się kilku chińskich cesarzy, dla których próby zapewnienia sobie wiecznego życia zakończyły się fatalnie.

Nie wiadomo, kiedy koncepcja ta przeniknęła do Europy, ale już w pierwszych wiekach naszej ery popularność zdobyła idea panaceum, czyli cudownego preparatu, leczącego wszelkie możliwe dolegliwości i przedłużającego życie. U jej podstaw znajdziemy chińską koncepcję płynnego złota oraz grecki mit o kamieniu filozoficznym, pozwalającym na transmutację dowolnego metalu nieszlachetnego (przede wszystkim ołowiu i rtęci) w złoto. W kolejnych wiekach ideę panaceum rozpowszechnili w Europie średniowieczni alchemicy poszukujący – niestety, bezskutecznie – formuły kamienia filozoficznego. Co ciekawe, przypisywali ogromne znaczenie samemu procesowi dochodzenia do ustalenia tej formuły (tzw. Wielkiemu Dziełu). Miał on być drogą do uzyskania wewnętrznej doskonałości. Ten, kto ją zdobędzie, stanie się godny stworzenia kamienia w dwóch postaciach – stałej, umożliwiającej transmutację, oraz płynnej, czyli Eliksiru, który zapewni swojemu twórcy nieśmiertelność i wieczne zdrowie.

Niestety, proces uzyskiwania kamienia filozoficznego najwyraźniej był niezwykle trudny, skoro historia alchemii wskazuje tylko kilku uczonych, którym rzekomo miało się to udać. Najbardziej znanym z nich jest XIV-wieczny francuski księgarz Nicholas Flamel. Dowodem na to, że odniósł sukces, miał być niesamowity, błyskawiczny wzrost wartości jego majątku, jak również XVII-wieczne publikacje alchemiczne, których autorstwo przypisywano właśnie jemu. Poznaniem sekretu kamienia filozoficznego przechwalał się też francuski hrabia de Saint-Germain. Prawdziwości przechwałek arystokraty miała dowodzić jego długowieczność – pojawiał się na francuskich i włoskich dworach przez ponad 70 lat osiemnastego stulecia. Oficjalnie zmarł w 1784 roku, ale aż do początków XX wieku liczni świadkowie przysięgali, że spot­kali się z nim osobiście.

Mumie na zdrowie


Oczywiście nie każdy mógł sobie pozwolić na wieloletnie próby stworzenia panaceum, jednak pomysłowość starożytnych i śred­niowiecznych aptekarzy oraz alchemików okazała się równie duża, jak pracowników działów marketingowych współczesnych koncernów farmaceutycznych. Wielowiekowym hitem, zapewniającym szybkie gojenie się ran i stłuczeń, tamującym krwotoki oraz leczącym problemy trawienne, bóle głowy i gardła, uszkodzenia pęcherza, cewki moczowej i nerek, nietrzymanie moczu, a nawet hipochondrię była żywica, wykorzystywana w starożytności przez egipskich balsamistów do konserwacji zwłok.

Począwszy od XII wieku aż do wieku XIX do Europy importowano masowo z Egiptu mumie, które następnie pieczołowicie w zaciszach aptecznych zapleczy ucierano i mieszano z rabarbarem, czarnym bzem czy tymiankiem. Ten nieco makabryczny medykament był tak popularny, że bardzo szybko doprowadził do wyczerpania zasobów oryginalnych, prastarych mumii. Ponieważ jednak „potrzeba jest matką wynalazków”, niektóre źródła podają, że egipscy handlarze opracowali specjalny sposób produkcji mumii, wykorzystując do tego ciała skazańców, smołę oraz sprzyjający szybkiemu wysychaniu zwłok egipski klimat.

Najzabawniejszy jest przy tym fakt, że popularność sproszkowanych starożytnych zwłok jako leku wynikała z lingwistycznej pomyłki średniowiecznego uczonego Gerarda z Cremony. Otóż termin mummija przetłumaczył jako mumia, a tymczasem chodziło o naturalny asfalt, znajdowany na wybrzeżach Morza Śródziemnego, wykorzystywany już w zamierzchłych czasach do sporządzania preparatów przyspieszających gojenie ran. Słynny arabski lekarz Avicenna utrzymywał, że preparaty z asfaltu są pomocne również na wrzody, bóle gardła, kaszel i mdłości, a nawet impotencję. Z licznymi właściwościami leczniczymi mummiji zetknęli się między innymi rycerze w czasie wypraw krzyżowych – i to oni zrobili tej substancji najlepszą reklamę.

Woda życia z procentami


Początki średniowiecznej alchemii dały Europie również inną, powszechnie stosowaną do dziś substancję, która miała być doskonałym panaceum. Jej odkrycie przypisuje się, w zależności od źródeł, weneckim bądź saleriańskim alchemikom (z tak zwanej Scuola Medica Salernitana) albo benedyktyńskim bądź dominikańskim mnichom. Niezależnie od tego, kto pierwszy w Europie przeprowadził destylację fermentowanych, niskoalkoholowych napojów, jakie otrzymywano od czasów starożytności, uzyskał wiekopomny wynik: przezroczystą ciecz o nadzwyczajnych właściwościach – spirytus.

Ową substancję nazywano między innymi aqua vitae – wodą życia, gdyż miała mieć własności wzmacniające ciało i przedłużające życie. Najwyraźniej skutki uboczne regularnego zażywania „wody życia” nie były początkowo oczywiste. Nie zmienia to jednak faktu, że opanowanie produkcji spirytusu pozwoliło na tworzenie wielu cennych ziołowych remediów, z których do dziś słyną benedyktyńskie klasztory.

Uniwersalne antidota


Kolejnym superlekiem, niezwykle popularnym...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy