Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

20 lipca 2022

NR 8 (Sierpień 2022)

Walizka - Co czują osoby, które uciekają przed wojną?

0 102

Jak spakować całe życie w 20 minut? Doświadczyła tego Nataliia, która dwunastego dnia wojny opuściła swoich bliskich oraz ukochany Czernichów, na który spadały rosyjskie bomby. Czy tam wróci? – Trudno mi o tym mówić tu i teraz. Przecież w Ukrainie nadal toczy się wojna i nie wiem, co się jeszcze wydarzy. Boję się też tego, co tam zastanę.

Po nieprzespanej nocy, o 8:00 rano, 39-letnia Nataliia Sheremeta trzęsącą się ręką odbiera telefon. Dzwonią znajomi znajomych. Mówią, że mają jedno wolne miejsce w samochodzie i ruszają spod bloku za 20 minut. 

– Jak spakować całe życie w tak krótkim czasie? – Nataliia zaciska usta, próbując powstrzymać łzy. Otwiera walizkę, wrzuca dwie pary dżinsów, dwa swetry, parę dokumentów – akt urodzenia, świadectwa ze szkoły, dyplom, paszport. Całuje na pożegnanie mamę, tatę, brata i wybiega z domu. 

POLECAMY

Jest 7 marca. Dzień wcześniej rosyjskie wojsko zrzuca na rodzinne miasto Natalii – Czernichów (Chernihiv), 140 km na północny wschód od Kijowa, dziesięć bomb starannie wycelowanych w budynki mieszkalne, szkołę, przedszkole, szpitale. Giną cywile. Miasto pokrywa pył.
 

Gdy wybucha wojna

1300-letni Czernichów ma pecha – leży tuż przy samej granicy z Białorusią i Rosją. W czasach pokoju Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie lubili tu spędzać wakacje i weekendy – chodzili po lesie, zbierali jagody i grzyby, opalali się nad rzeką, zwiedzali zabytki, przesiadywali w stylowych kawiarniach i eleganckich restauracjach. Ale gdy wybucha wojna, nowo wybudowane drogi, które miały pomóc w rozwoju turystyki, służą czołgom obcych wojsk i 24 lutego 2022 r. kierują lufy na przedmieścia Czernichowa. 

– Pierwszego dnia wojny obudziła mnie eksplozja – wspomina Nataliia. – „Oby to była stłuczka samochodów, a nie…” – pomyślałam. Ale zaraz przyszła wiadomość od szefa z pracy: „Drogie koleżanki i koledzy, nie idziemy dziś do biura. Rosja napadła na Ukrainę. Uważajcie na siebie i dbajcie o swoich bliskich”. 

Nataliia biegnie z rodzicami do sklepu. Kupują mąkę, cukier, olej, warzywa i owoce. W domu napełniają wodą baniaki. Dzwonią do krewnych i przyjaciół. Wszyscy są zdenerwowani. Próbują się nawzajem przekonywać, że za parę dni sytuacja się uspokoi. Że Rosjanie pokażą siłę, wynegocjują, co chcą i odejdą. Tak się jednak nie dzieje.

 – Trudno opisać dźwięk, jaki towarzyszy spadającym bombom – opowiada Nataliia i tym razem mocno zaciska oczy. – Wydaje się, że eksplozje są tuż, tuż nad głowami. Kuliliśmy się z rodzicami w przedpokoju, na podłodze. Przeczytałam w internecie, że to najlepsze miejsce w mieszkaniu w bloku – są tu podwójne ściany, nie ma okien, bo przecież podmuch lecących rakiet mógłby wybić szyby i pokaleczyć nas odłamkami szkła, i co istotne – jeśli budynek zostałby uszkodzony, moglibyśmy szybko się z niego ewakuować. 

Kilka godzin później dzwoni telefon i Nataliia musi podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu.
 


Wiara

Rosyjskim wojskom nie udaje się wejść do Czernichowa. Ukraińcy stawiają im zaciekły opór. Miasto zostaje więc otoczone. Codziennie rano gubernator, przemianowany na szefa militarnej administracji regionu, umieszcza w internecie krótkie wiadomości dla mieszkańców okolicy. I za każdym razem zaczyna je takim powitaniem: „Dzień dobry, drodzy rodacy! Jakże się cieszę z tego kolejnego poranka, za który dziękuję i Bogu, i siłom zbrojnym Ukrainy” – jego słowa poruszały mnie do głębi i z czasem stały się moim mottem życiowym – Natalii łamie się głos, a jej długa prosta, blond grzywka opada i zakrywa oczy. – Jestem wdzięczna, że wciąż żyję, nie tylko Bogu, ale i odważnym chłopakom, którzy chwycili za broń, by chronić nas, cywili i nasz kraj. 

Po kilku dniach wojny w Czernichowie przestają kursować autobusy. Z dworca kolejowego nie odchodzą już pociągi do Kijowa. Na stacjach paliw nie można kupić ani gazu, ani benzyny. Wszystko zostało wyprzedane. W internecie co i rusz ukazują się ostrzeżenia: „Trwają walki, na drogach jest niebezpiecznie, lepiej nie opuszczać miasta”. Ale Nataliia boi się tego, co może nadejść, uczyła się historii i wie, do czego zdolni są rosyjscy żołnierze. Zaczyna więc rozpuszczać wici i szukać ludzi z samochodem i pełnym bakiem. Proponuje rodzicom, by razem wyjechali za granicę. Oni jednak kręcą głowami. 

– Mój 72-letni tata powiedział tonem nieznoszącym dyskusji: „Tu jest mój dom. Nigdzie nie jadę” – po policzku Natalii toczy się łza. – Mama nie miała więc wyjścia i tylko dodała słabym głosem: „To ja też zostaję”. Całą energię skierowali za to w przekonywanie mnie, bym wyruszyła sama: „Jeśli będziesz bezpieczna, nie będziemy musieli się o ciebie martwić, a to dużo znaczy w tych ciężkich czasach”. 

Dwunastego dnia wojny Nataliia opuszcza swoich bliskich, ukochany Czernichów, przytulne mieszkanie. Walizkę wrzuca do bagażnika samochodu znajomych, którzy podjechali po nią pod blok. Gdy siada na wolnym miejscu za kierowcą, ruszają w kierunku Kijowa. Mają szczęście. Most na rzece Desna zostanie zbombardowany dopiero za kilka dni, odcinając tym samym miasto od reszty świata.

– Na drodze był olbrzymi ruch – opowiada Nataliia. – Zazwyczaj wystarczało 10 minut, by wyjechać z Czernichowa. Tym razem koło za kołem toczyliśmy się przez 2,5 godziny. Wokół nas trwała strzelanina. To cud, że nikt nie został ranny.

Przy wjeździe i wyjeździe z każdej wioski, miasteczka, miasta samochody zatrzymują w punktach kontrolnych uzbrojeni ukraińscy żołnierze. Sprawdzają dokumenty pasażerów i niektóre bagaże. 

– Żegnając nas, uśmiechali się smutno i mówili: „Niech Bóg ma was w swojej opiece” – Nataliia milknie i dodaje cicho po chwili: – A nam wtedy pękały serca. 

Dobrzy ludzie

11 marca Nataliia dociera do polskiego punktu dla uchodźców z Ukrainy na przejściu granicznym Korczowa-Krakowiec. Dostaje miejsce w wielkiej hali z łóżkami. Tłum bladych, zmarzniętych i zmęczonych ludzi ciśnie się wokół recepcji, centrum informacyjnego, kafejki i punktu z ciepłym jedzeniem. 

– Zaczęłam się zastanawiać, co dalej – wsp...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy