Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

22 sierpnia 2022

NR 9 (Wrzesień 2022)

W jaki sposób obserwować ptaki, czyli kilka słów o terapii wśród ptasich treli

0 202

Pandemia COVID-19 uświadomiła nam, jak bardzo zatęskniliśmy za kontaktem z przyrodą. Za wycieczkami do parku, lasu, nad jezioro czy rzekę, w góry, a nawet na pustynię. I wszędzie tam są ptaki. Od czego zacząć ptasie obserwacje, które stają się coraz popularniejsze?

Coś przeleciało, zaskrzeczało, wydało dziwny głos. Wiadomo tylko, że to ptak. Wróbel, kawka, może turkawka. Na pewno nie bocian lub kukułka. Tak wyglądają początki. Prawdziwym miłośnikom ptasich obserwacji chodzi o to, by się ptakom przyglądać, podsłuchiwać ich śpiewy, wreszcie za nimi gonić w najdalsze zakątki świata. Nie po to, żeby się ścigać, ale by się radować ich obecnością. Wypoczywać w ptasim towarzystwie, jak wśród tych, którzy dzielą nasze pasje. Nie wystarcza już tylko obecność zieleni, szumu wiatru, zapachu morza. Dostrzegamy latające obiekty, początkowo niezidentyfikowane. Niewiele o nich wiemy – poza tym, że mają skrzydła i są opierzone. Zatem to muszą być ptaki. 
Ptasie obserwacje, znane w anglosaskim świecie jako birdwatching lub birding, w Polsce coraz częściej nazywane „ptasiarstwem”, wciągają wielu. Żyjemy w ornitofilnych, czyli uwielbiających ptaki, społeczeństwach, w których liczba ptakomaniaków każdego roku dynamicznie wzrasta. Jednak nie chodzi o modę, a o to, że dzięki ptakom mamy szansę choć na chwilę pobyć w lepszym świecie. Świecie skrojonym pod nasze indywidualne pragnienia, potrzeby i fascynacje. Tak jak różnimy się między sobą płcią, masą ciała, wzrostem, zamożnością, temperamentem i tysiącami innych cech, tak dla każdego z nas można dopasować indywidualną formę czerpania radości z podglądania ptaków. Przed nami najprawdziwsza forma terapii spersonalizowanej.
Od razu jednak dodajmy, że choć pozytywnie ptasio zakręconych osób jest coraz więcej, to wcale nie trzeba się do nich przyłączać. Nie trzeba opłacać składek w ptasiarskich organizacjach, chodzić na spotkania w dużych grupach, a nawet udzielać się w mediach społecznościowych. Chociaż oczywiście można. Jednak nawet wyjątkowi introwertycy także znajdą w ptasich obserwacjach coś dla siebie. Możemy pobyć wyłącznie sami ze sobą, z ptakami, lornetką czy aparatem. Prowadzić dziennik, pamiętnik, a nie wyłącznie zliczać widziane gatunki, wykorzystując w tym celu specjalistyczne aplikacje. To podstawowa różnica między ptasiarstwem wyczynowym, nastawionym na wykrywanie i rozpoznawanie coraz większej liczby gatunków, a ornitologią terapeutyczną. W tej drugiej liczą się spokój i poprawa stanu emocjonalnego, ogólnego samopoczucia. Bez jakichkolwiek wyścigów, bez potrzeby porównań z innymi, hierarchii i rankingów.

Ptaki są wszędzie!

Żyjemy w ptasim świecie. Dotychczas opisano około 11 tysięcy gatunków ptaków, a australijscy uczeni pokusili się nawet o oszacowanie łącznej liczby osobników obecnie zamieszkujących Ziemię – jest ich aż 50 miliardów. Czyli na każdego z nas, dumnego przedstawiciela gatunku Homo sapiens, przypada sześć, siedem dzikich ptaków. Całkiem sporo. To wada i zaleta zarazem, bo jesteśmy otoczeni przez ptaki i jesteśmy za nie odpowiedzialni. Można swoje ulubione wypatrywać z ogrodu, z balkonu wieżowca, a nawet nie otwierając okna. Zwyczajnie przystawiając nos do szyby i patrząc w dal. Dla wytrawnych podpatrywaczy dostępne są bardziej spektakularne możliwości: długa podróż dookoła świata tylko po to, by ruszyć w szaloną pogoń za ptakami. Wygraną są wspomnienia i możliwość pochwalenia się pewnym rodzajem szaleństwa. Nim jednak wydamy pieniądze i zainwestujemy cenny czas, sprawdźmy, czy to hobby – ba!, styl życia – jest dla nas. Niektórych drażnią skrzydlate stworzenia, inni panicznie się ich boją. Niektórzy nie lubią małych ptaków, a podziwiają jedynie te wielkie, majestatyczne, jak bociany, orły i żurawie, za nic mając wróble, pokrzewki i świstunki. Ważny jest punkt zaczepienia. 
Jeśli już wiemy, że ptasie trele wprowadzają nas w zachwyt, i chcemy dowiedzieć się więcej o tajemnicach ptasiego życia, dopiero wtedy inwestujmy w ptasiarstwo. Zastanówmy się nad kupnem przewodnika terenowego, lornetki, a nawet aparatu. Nie ma co inwestować za dużo. Bywa bowiem, że chęć chodzenia „na ptaki” mija jak postanowienia noworoczne – szybko i bez śladu. Zamiast więc marnować czas i środki, lepiej po prostu chodzić na spacery, czerpać radość z pobytu na świeżym powietrzu, ruszać się, a ptaki z czasem się przypomną. Przecież i tak są obok nas, z nami, a nawet między nami. Wystarczy szerzej otworzyć oczy, i to dosłownie, bez lornetki, lunety i wizjera aparatu fotograficznego. Chodzi o dostrzeżenie malutkiej kropeczki gdzieś w oddali. Coś leci, czasami nie bardzo wiadomo co. Dajmy się zaskoczyć. Chłońmy całość wraz ze strukturą otoczenia. Dopiero w następnym kroku sięgajmy po sprzęt optyczny.
Na pewnym etapie znajomości ptaków i ich zwyczajów warto poznawać miejsca, gdzie można zobaczyć ich więcej, choćby miejsca ich wędrówek, gdzie gromadzą się wielkimi grupami. Na terenie Polski będą to m.in. Ujście Warty, Dolina Biebrzy, Hel i inne punkty na wybrzeżu Bałtyku. Pamiętajmy jednak, że miejsca te ściągają nie tylko ptaki, ale także ptasich zapaleńców. Nie zawsze jest to dobre, zwłaszcza wtedy, gdy chcemy wypocząć z dala od zgiełku, ludzi i pozycjonowania się – kto ma jaki sprzęt i za ile albo jakie już widział gatunki. W terapii nie chodzi o przechwałki, ale o to, by wypoczywać. Zadbać o detoks cyfrowy, o odtworzenie prawidłowych relacji z naturą. Wreszcie nie chodzi wyłącznie o oglądanie i słuchanie ptaków, ale o pełną multisensoryczność, czyli także cieszenie się zapachami – morskiej bryzy, boru sosnowego, kwitnącej łąki. Razem z widokiem lecącej nad falami mewy, śpiewającej lerki czy dostojnie kroczącego bociana pozytywnie wpływają one na nasz układ nerwowy.

POLECAMY

Biofilia to radość

Choć może to zabrzmieć cokolwiek kontrowersyjnie, jako ludzie naprawdę lubimy przyrodę. Czasami ją nadmiernie eksploatujemy, ale i tak ją lubimy. Oto proste dowody: kwiaty na parapecie, tapety z tropikalną dżunglą, kubek z tukanem, sweter z dzierzbą czy wreszcie muzyka relaksacyjna z ptasimi trelami w tle. Jako gatunek bowiem w naturze mamy fundament – z niej wyszliśmy i do niej wracamy. Nie tylko po dobra konsumpcyjne, ale po to, by wypocząć. Sceptycy najchętniej zadają wtedy pytanie: Czy kontakt z naturą działa? Czy wychodząc z lornetką do lasu efektywnie poprawimy swoje samopoczucie? Owszem, choć na potwierdzenie w badaniach medycznych tych – zdawałoby się – starych prawd musieliśmy sporo czekać. Dzisiaj to już nie anegdotyczne opowieści, ale szeroko zakrojone badania z wykorzystaniem ankiet, pogłębionych wywiadów, a nawet analizy hormonów metodą rezonansu magnetycznego. Liczba dowodów na pozytywny wpływ przyrody, w tym szczególnie ptaków, na nasz dobrostan somatyczny i psychiczny ciągle rośnie. Dzięki nim coraz lepiej rozumiemy znaczenie terenów zielonych, pojedynczych roślin i zwierząt dla poprawy naszego samopoczucia. 
Wyłączenie z szumu miasta, wyprawa do parku albo, jeszcze lepiej,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy