Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

23 lutego 2022

NR 3 (Marzec 2022)

W co wierzą ci, którzy nie wierzą w nic

0 280

Element wiary pojawia się tam, gdzie brakuje odpowiedzi na ważne pytania. Również takie, na które dziś (a może nigdy) nie zdołamy odpowiedzieć w sposób niepodważalny i ostateczny. Na przykład: Skąd zło, ból i cierpienie? Jak (dobrze) żyć? Co czeka nas po śmierci? Wszystkie one wymuszają jakąś wiarę. Bez niej mielibyśmy poczucie totalnego chaosu i przerażającej niepewności.

Żyjemy w kulturze narracyjnej. Jej istotą jest tworzenie opowieści, czyli łączenie faktów z fikcją i tworzenie łańcuchów zdarzeń, które mają jakąś wewnętrzną logikę, choć niekoniecznie odpowiada ona prawdzie, a w każdym razie nie da się jej udowodnić. Wierzymy w te historie, ponieważ często nie znamy lepszych, bardziej przekonujących, lub nie potrafimy ułożyć lepiej uzasadnionych wyjaśnień. Ktoś opowiedział nam, kiedy i gdzie przyszliśmy na świat, jaka jest historia rodziny, na co chorowaliśmy w dzieciństwie itd. Historię własnego narodu poznajemy podobnie, choć w tym przypadku wielość źródeł pozwala weryfikować niektóre przekonania.
Zanim człowiek wynalazł pismo, cała wiedza o świecie, życiu, relacjach między ludźmi i o bóstwach przekazywana była w formie opowieści. Jednocześnie można sądzić, iż im mniej człowiek rozumiał zjawiska zachodzące wokół niego i w nim samym, tym bardziej był skłonny tworzyć opowieści na ten temat. Szukał wyjaśnień – a im mniej wiedział, tym bardziej spektakularne wyjaśnienia tworzył. Czym jest burza i skąd się bierze jej destrukcyjna moc? Na czym polega obłąkanie? Jakie są źródła szczęścia i nieszczęścia?

Fides versus ratio

Żyjemy w kulturze rozumu, a to oznacza, że narracyjne (czytaj: spektakularne, ale niekoniecznie prawdziwe) interpretacje zjawisk zastępowane są naukowo potwierdzonymi wyjaśnieniami, choć ostatnie lata, w tym epidemia oraz stosunek do niej i szczepionek, podważają nieco to przekonanie. By je rozumieć, trzeba dysponować wiedzą, ale też wiarą w możliwości ludzkiego rozumu oraz wiarą w to, że są ludzie, „którzy się na tym znają” i że w dodatku można i warto im ufać.
Żyjemy w kulturze fides versus ratio, wiary i rozumu pozostających niejako w konflikcie. Kiedy trudno uwierzyć rozumowi, sięgamy po wiarę, tworząc rozmaite narracje, które w naszym poczuciu lepiej wyjaśniają to, co się zdarzyło, np. katastrofę smoleńską, do której przecież nie miało prawa dojść. Rozum, poszukujący racjonalnych i opartych na faktach wyjaśnień, pozostaje w tyle za przekonującą wizją zdarzeń.
Zaskakujące zbiegi okoliczności i niezrozumiałe zachowania innych ludzi wymagają wyjaśnień. Jakże łatwo tworzyć wówczas opowieści, które pozwalają jakoś zrozumieć świat. Jeden z działaczy opozycji demokratycznej po przełomie 1989 r. opowiadał, że policja zatrzymywała go nie za przekroczenia prędkości, lecz – jak był święcie przekonany – za wcześniejszą działalność opozycyjną. A kiedy na drodze szybkiego ruchu wpadł na bronę pozostawioną na jezdni, był pewien, że to zemsta przedstawicieli poprzedniego systemu. Wkrótce potem zatrzymano mieszkańca okolicznej miejscowości, który w ramach systemu urojeniowego (to też narracja, tyle że wytworzona przez umysł niejako autonomicznie) kładł od czasu do czasu bronę na jezdni, a z poprzednim systemem nie miał nic wspólnego… poza rokiem urodzenia.
Narracyjne wyjaśnienia powracają, kiedy trudno nam zrozumieć świat albo kiedy przestajemy wierzyć tym, „którzy się na tym znają”. Pojawiają się więc przekonania: Nie zagraża nam ocieplenie klimatu, to interes ekonomiczny dyktuje „uczonym” rozpowszechnienie takiego poglądu. Albo: Szczepionki są przyczyną autyzmu, bo objawy autyzmu u dziecka znajomych pojawiły się wkrótce po szczepieniu. A przecież fakt, że najpierw kwitnie tarnina, a potem wiśnia nie oznacza, że kwitnienie tarniny jest przyczyną kwitnienia wiśni. Jednak chronologia zdarzeń podpowiada rozumowi co innego. Czy ci, którzy przyjmują tylko naukowo uzasadnione wyjaśnienia, wierzą mniej? A może wierzą inaczej, w co innego, na przykład w moc ludzkiego rozumu?
Psychologowie – i to różnych orientacji, od psychologii ewolucyjnej, przez poznawczą, do narracyjnej, humanistycznej i egzystencjalnej – piszą o potrzebie nadawania znaczeń, interpretowania zdarzeń i poszukiwania sensu. Gdyby przyjąć, że jest to powszechna ludzka potrzeba, choć różnie nazywana, trudno byłoby znaleźć tych, którzy nie wierzą w nic. Nie sposób sprawdzić wszystkie fakty, o których się dowiadujemy… W coś trzeba uwierzyć.
Wiara opiera się na zaufaniu. Przecież rodzice nie mogli nas oszukać, traktując nas tak, jakby tymi naszymi rodzicami byli. Skoro opisano rozszczepienie atomu i wykorzystano je w elektrowniach jądrowych, to musi być prawdą itd. Te fakty łatwiej zweryfikować. Kwestię wierności partnera już trudniej, podobnie jak kwestię czyjejś uczciwości w biznesie albo prawdomówności profesora, nie mówiąc o dziennikarzu. Przypomina się stary dylemat: jeśli kłamca mówi, że kłamie, to kłamie czy mówi prawdę?
Krótko mówiąc, by wiedzieć, jak żyć, co wybierać i dlaczego, trzeba po pierwsze dużo wiedzieć, ale też czemuś (za)wierzyć, np. innym, swojemu rozsądkowi, spostrzegawczości, myśleniu czy pamięci (a w niej są też sfabrykowane wspomnienia). Nie wierząc w nic, człowiek miałby poczucie totalnego chaosu i przerażającej niepewności. Element wiary jest w życiu obecny, choć nie wszyscy zgodzą się, iż jest to wiara. Na przykład: Gdzie się urodziłaś(-eś)? A skąd to wiesz? Czy kiedykolwiek próbowałaś(-eś) to sprawdzić? A historia twojej rodziny – co o niej wiesz i skąd?

POLECAMY

„Czucie i wiara silniej do mnie mówią…”

Zapewne wiara pojawia się tam, gdzie brakuje pewnych odpowiedzi na ważne pytania. Jeśli wiemy, jak dojść z punktu A do B, to idziemy tą drogą. Jeśli jej nie znamy, to kierujemy się przeczuciem (intuicją?), a czasem próbujemy na chybił trafił, z nieuzasadnioną (co nie znaczy mylną) nadzieją, że dojdziemy do zamierzonego miejsca. Pytanie o drogę – tę geograficzną i tę życiową – jest jednym z najczęstszych, jakie sobie zadajemy. Trudnych pytań jest wiele, są też takie, na które dziś nadal (a niektórzy uważają, że nigdy) człowiek nie zdoła odpowiedzieć w sposób empirycznie niepodważalny i ostateczny. Na przykład: Skąd zło, ból i cierpienie? Jak (dobrze) żyć? Co czeka nas po śmierci? Wszystkie one wymuszają jakąś wiarę.
Według Georga Kelly’ego, amerykańskiego psychologa, tworzącego w połowie XX w., każdy człowiek funkcjonuje jak naukowiec, który po pierwsze zadaje pytania (bo co jakiś czas napotyka na zjawiska, których nie rozumie), a po drugie – stawia hipotezy jako prawdopodobne na nie odpowiedzi. Niektóre hipotezy udaje mu się potwierdzić, inne zmuszony jest odrzucić, bo dalsza obserwacja świata im przeczy.
Są jednak pytania, które pozostają empirycznie nierozstrzygnięte i wtedy dochodzi do głosu wiara. Człowiek wierzy w prawdziwość swoich odpowiedzi, nawet jeśli faktycznie pozostają jedynie przypuszczeniami układającymi się we względnie spójny obraz rzeczywistości. W co zatem wierzą ci, którzy nie wierzą? Może właśnie w trafność odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Jak to: Skąd we mnie sumienie? Dlaczego podpowiada mi coś, na co zupełnie nie mam ochoty? Czy to moje drugie ja wiedzące, co jest dla mnie dobre? Skąd zatem to pierwsze, które czasem działa tak, jakby zapominało o drugim? A może drugie jest pierwszym, a pierwsze drugim?
Psychologia ma w zanadrzu kilka odpowiedzi. Ale na co dzień większość ludzi nie korzysta z wiedzy psychologicznej. Ba, przypuszczalnie wielu psychologów nie znajduje satysfakcjonujących odpowiedzi na te pytania. Znów wkraczamy w domenę wiary. Bo może moje sumienie – które przecież odczuwam, więc nie mogę racjonalnie zaprzeczyć jego istnieniu – to wewnętrzny głos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy