Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

2 grudnia 2015

Urok odkrywania

0 364

Niektórzy potrzebują w życiu pewności. Ich przeciwieństwem są osoby nastawione na niepewność, którym wpajano, że życie pełne jest niewiadomych, a trzeba radzić sobie z nimi twórczo i samodzielnie.

Richard M. Sorrentino jest profesorem psychologii społecznej i kierownikiem laboratorium „Motivation and Cognition” na University of Western Ontario w Kanadzie. Twórca teorii orientacji na niepewność, od wielu lat bada związki między procesami poznawczymi a motywacją.

Paulina Pająk: – „Nieprzewidywalna gospodarka światowa i rosnące bezrobocie sprawiają, że wielu musi się dziś zmierzyć z niepewnością. Wypatrują zmian, choć nie wiedzą, dokąd ich one zaprowadzą. Ale podobnie jak młode wróble nie mają wyboru: albo nauczą się latać, albo zginą” – pisał Dennis Jones w The Art of Uncertainty. Czy uważa Pan, że żyjemy w czasach naznaczonych niepewnością?
Richard M. Sorrentino:
– Istotnie, niepewność jest ważną cechą współczesnego świata i podstawowym czynnikiem wpływającym na motywację. Nasze działania zależą przede wszystkim od tego, czy znajdujemy się w sytuacji obciążonej dużą dawką niepewności. Niektórzy radzą sobie z nią, trzymając się ustanowionych wcześniej zasad, inni zaś próbują odkryć i zinterpretować jej znaczenie samodzielnie. Mamy zatem dwa sposoby postrzegania świata: orientację na niepewność i orientację na pewność, które sprawiają, że kierują nami odmienne motywy.

Czym się charakteryzują?

– Te orientacje stanowią dwa przeciwległe bieguny, wyznaczające kontinuum postaw wobec niepewności. Z jednej strony mamy osoby poszukujące pewności, które nauczyły się w swoim środowisku, że powinny słuchać rodziców czy rówieśników. Kiedy więc spotykają się z sytuacją, w której trudno przewidzieć, co się wydarzy, trzymają się zasad i postaw rozpowszechnionych w społeczeństwie. Ich przeciwieństwem są natomiast osoby nastawione na niepewność, którym wpajano, że życie pełne jest niewiadomych, a trzeba radzić sobie z nimi twórczo i samodzielnie. One uwielbiają uczyć się wciąż nowych rzeczy, mają w sobie żyłkę odkrywcy. Oczywiście między tymi postawami mamy całą gamę stanowisk pośrednich.

A zatem poszukujący pewności unikają tego, co nieznane, zaś w nastawionych na niepewność budzi ono ciekawość?
– Tak. Wielu ludzi jest przekonanych, że niepewność budzi w nich lęk, tymczasem oni po prostu nauczyli się wysoko cenić pewność. Odcinają się od niedookreślonych sytuacji, zaś motywują ich te przewidywalne. Z kolei osoby nastawione na niepewność starają się jak najlepiej zrozumieć te aspekty siebie i otaczającego je świata, co do których nie mają pewności.

Pańskie badania pokazują, że stosunek do niepewności jest cechą całych społeczeństw. I tak Japończycy są nastawieni na pewność, a Kanadyjczycy na niepewność. Jak przejawia się to w codziennym życiu?
– Jest to widoczne w całej strukturze społecznej. Ponieważ Japończycy opanowali do perfekcji budowanie przewidywalnego społeczeństwa i nie są przyzwyczajeni do zmian, nie radzą sobie z problemami finansowymi. Natomiast Kanada jako jedno z niewielu państw z ostatniego kryzysu ekonomicznego wyszła obronną ręką, również dzięki temu, że Kanadyjczycy stosują różne strategie wobec zmian.

Gdzie poszukiwać korzeni tych postaw wobec niepewności?
– Czerpiemy je właśnie z otaczającego społeczeństwa. I tak Japończycy od dzieciństwa uczą się, że powinni słuchać swoich rodziców czy nauczycieli, szanować przodków oraz społeczne reguły i normy.
Natomiast ku naszemu zaskoczeniu badania pokazały, że Chiny, choć sąsiadują z Japonią, mają zupełnie odmienne podejście do niepewności. Chińczycy są na nią nastawieni nawet w większym stopniu niż Kanadyjczycy – rzadko przejawiają szacunek dla autorytetów i próbują dojść samodzielnie do wielu kwestii.

Czy to znaczy, że tradycyjny podział na indywidualistyczne społeczeństwa zachodnie i kolektywistyczne wschodnie jest uproszczeniem?
– Zdecydowanie tak. Choć społeczeństwa Chin i Japonii różnią się od siebie znacząco, oba zostały błędne zaszufladkowane jako „kolektywne”. Tym zaś, co tak naprawdę łączy ich przedstawicieli, jest silny lęk przed odrzuceniem społecznym. W społeczeństwach krajów zachodnich mamy wiele osób nastawionych afiliatywnie, na relacje z innymi. Nie odczuwają one jednak obaw przed odrzuceniem społecznym. Tymczasem Japończycy i Chińczycy boją się wyróżniać z tłumu, bo może to spowodować, że zostaną wykluczeni spośród rówieśników.

Czy osoby nastawione na niepewność są uprzywilejowane w krajach zachodnich?
– Tak, podobnie jak osoby poszukujące pewności w takich krajach jak Japonia. Nasze badania pokazują, że ci, którzy podzielają wartości społeczeństwa, w którym żyją, mają bardziej dookreśloną tożsamość, częściej doświadczają poczucia wolności, a rzadziej lęku. Potrafią także bardziej realistycznie patrzeć w przyszłość.

W takim razie czy żyjąc w społeczeństwach ukierunkowanych na niepewność, powinniśmy wspierać nastawienie na nią w edukacji?
– Możemy wspierać w edukacji nastawienie dominujące w naszej kulturze. Badania pokazują, że najlepszymi uczniami są w Japonii osoby poszukujące pewności, zaś w Kanadzie te nastawione na jej brak.

Przyznaję jednak, że bliższe jest mi ukierunkowanie na niepewność. Orientacja na pewność często bowiem prowadzi do powstawania uprzedzeń
– osoby cechujące się nią nie potrafią znieść tego, że ktoś może mieć odmienne poglądy. Abyśmy żyli w bardziej tolerancyjnym społeczeństwie, warto byłoby rozwijać w sobie nastawienie na niepewność – jednak jest to możliwe tylko wtedy, gdy jest ono samo w sobie wartością w danej kulturze. Znakomitą pomocą w jego rozwijaniu jest „uczenie się poprzez odkrywanie”.

Rozumiem, że uczniowie, którzy w taki sposób nabywają wiedzę, zamiast wkuwać regułki – rozwiązują różne zagadki i problemy?

– W naszym badaniu wykorzystaliśmy metodę „układanki”, która opiera się na przyswajaniu wiedzy poprzez współpracę. Materiał dydaktyczny jest dzielony na fragmenty, każdy uczeń otrzymuje jego jedną „porcję” – wiedzę, którą musi przekazać pozostałym osobom. Od indywidualnych starań zależą zatem wyniki całej grupy. Dlatego „układankę” stosuje się jako metodę osłabiającą uprzedzenia – ona ma sprawiać, że osoby z różnych grup społecznych angażują się we współpracę. Wyniki naszego badania pokazują jednak, że „układanka” łagodzi uprzedzenia tylko u osób nastawionych na niepewność, które lepiej radzą sobie ze współpracą.
Tymczasem osoby poszukujące pewności za swoje porażki obwiniają rówieśników.

To jedno z wielu badań w Pana karierze zainspirowanych słowami Galileusza: „wyjątek potwierdza regułę”.
– Wydaje mi się, że twórcy teorii koncentrują się często tak usilnie na punktach wspólnych, że umykają im wyjątki. Boją się, że ich badań nie uda się potwierdzić; przyjmuje się, że replikacja, czyli powtórne przeprowadzenie badań w zbliżonych warunkach, świadczy o prawdziwości uzyskanych wyników. Załóżmy, że powtarzamy badania i otrzymujemy inne wyniki. Czy to znaczy, że popełniliśmy błąd? Mam co do tego poważne wątpliwości. Możemy zadbać o to, by warunki i procedury badania były takie same, ale przecież nasza grupa badanych może być zupełnie inna na przykład pod względem cech osobowości!
Doskonale pokazuje to badanie przeprowadzone przez E. Tory’ego Higginsa, profesora z Columbia University, i jego studentów. Okazało się, że po podprogowej ekspozycji bodźców aktywizujących treści związane z seniorami, osoby, które są do nich nastawione pozytywnie, idą wolniej od pozostałych – tak, by seniorzy czuli się komfortowo. Natomiast odwrotną zależność stwierdzono po podprogowej ekspozycji bodźców przywołujących skojarzenia z młodymi ludźmi. Ludzie, którzy przejawiali wobec nich pozytywne nastawienie, przyspieszali kroku – po to, by pozostać z nimi w kontakcie.
Ta odwrotna zależność prowokuje pytania: Czy to samo torowanie semantyczne – ekspozycja słów – powoduje, że zmienia się to, jak szybko chodzimy? Czy może powoduje ono aktywację pewnych celów? Mamy zatem zmianę całej struktury teoretycznej badania.

I dlatego właśnie systematyczne badanie wyjątków ma prowadzić do odkrycia rzeczywistych zależności?
– Przyglądamy się wyjątkom i sprawdzamy, czy teoria wytrzymuje ich próbę. A jeśli nie? Wtedy trzeba zmienić teorię. Nauka to ciągłe przemiany: jedna teoria tłumaczy rzeczywistość dostatecznie dobrze, dopóki nie pojawi się kolejna, która robi to jeszcze lepiej.
Weźmy na przykład klasyczną teorię motywacji osiągnięć Johna Atkinsona. Zakładał on, że motywacja do osiągnięcia wyznaczonego celu zależy zarówno od prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu, jak i od jego atrakcyjności. Uznał, że w takim razie dla osób z nasiloną potrzebą odniesienia sukcesu najatrakcyjniejsze będą zadania o umiarkowanym stopniu trudności, łatwiej osiągalne niż trudne przedsięwzięcia, a zarazem atrakcyjniejsze niż proste zadania. Tymczasem osoby obawiające się porażek unikają takich zadań jak ognia. Jego teor...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy