Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

15 lipca 2021

NR 8 (Sierpień 2021)

Uciesz się sobą, człowieku!
Jak zaakceptować samego siebie?

19

Jakby to było, gdyby zaprojektować swoje życie w zgodzie ze sobą, z pełną akceptacją swoich „mocy i niemocy”, koncentracją na wzrastaniu, z odwagą do popełniania błędów, wyciągania z nich wniosków, uczenia się siebie, doskonalenia tego, co chcemy i czego potrzebujemy – z lekkością, a nie przytłaczającym poczuciem bycia niewystarczająco dobrym? Czy jest to w ogóle możliwe?

W różnych aspektach życia, zwłaszcza w okresie edukacyjnym i dojrzewania do dorosłości, praktycznie na każdym kroku podlegamy mechanizmom porównań, a co za tym idzie – natychmiastowo radarowi oceny. Jeśli nie wypada ona dla nas pozytywnie, eskaluje i nie jest konstruktywna. A gdy dodatkowo cechujemy się dużą wrażliwością na informację zwrotną, prowadzić to może do obniżonej samooceny, zwątpienia w siebie oraz nadwerężenia poczucia własnej wartości. Jeśli narracja negatywna kierowana w naszą stronę zaczyna być dominująca, coraz trudniej może przychodzić złapanie zdrowego dystansu, obiektywne spojrzenie na sytuację, a w najgorszym razie zaczynamy sami wierzyć w to, co mówią o nas inni, i utrwalamy negatywny obraz siebie na poziomie własnych przekonań. Jakich? Narracja wewnętrzna działa jak „kotwica” i nie pozostawia nam złudzeń:

  • „Jestem nie taki(-a), jak trzeba”,
  • „Nie nadaję się”,
  • „Jestem beznadziejny(-a)”,
  • „Nie jestem w porządku”,
  • „Jestem niewystarczający(-a)”,
  • „Na pewno mi się nie uda”,
  • „Co powiedzą inni?”.

Nic więc dziwnego, że nasza energia życiowa traci wtedy wewnętrzne zasilanie, motywacja do działania i gotowość do podejmowania wyzwań spada, a strach przed porażką i kolejną oceną ma jeszcze większe oczy niż zwykle.

Jesteśmy tym, kim myślimy, że jesteśmy

Ludzie korzystają z coachingu najczęściej z potrzeby inspiracji albo w sytuacji desperacji. Patrząc przez pryzmat moich doświadczeń, mogę śmiało powiedzieć, że ten drugi wariant jest dużo częściej motorem napędowym do zmian. Dlaczego? Nadmierna koncentracja na naszych brakach, wadach, minusach, słabych stronach, deficytach wcześniej czy później może prowadzić do poczucia nieadekwatności, niekompletności, niedopasowania i utrwalania przekonania o byciu niewystarczająco dobrym, a w konsekwencji do stanów depresyjnych. O ile sytuacja nie wymaga wsparcia terapeutycznego, a osoba jest gotowa sięgnąć po pomoc, żeby poradzić sobie z tym, bywa, że sięga właśnie wtedy desperacko po pomoc trenera lub terapeuty. Na pierwszym spotkaniu często jest obecne z nami poczucie winy, wstydu i dezaprobaty dla samego siebie. 
Na gruncie zawodowym to poczucie desperacji, konieczności „bycia naprawianym” jest tak samo dotkliwe, tylko dużo bardziej przyspieszone w czasie decyzją przełożonego. Pole do porównań zaczyna się już na etapie rekrutacji i dotyczy nie tylko poziomu kompetencji, ale również oceny potencjału osoby i przystawalności lub jej braku do kultury firmy. Łatwo wówczas o pułapkę menedżerską szukania osób podobnych do siebie oraz postrzegania różnorodności i odmienności jako zamachu na własną autonomię lub niepotrzebny kłopot w zarządzaniu. Jeśli firma nie może pochwalić się dobrymi praktykami kultury udzielania konstruktywnej informacji zwrotnej, na sesjach dla kadry zarządzającej przybywa sfrustrowanych osób, które pytają od drzwi: „Co ze mną jest nie tak?”. Jeśli z odmiennego niż nasz własny stylu myślenia i sposobu działania robi się „cel do poprawy”, to trudno mówić o szacunku dla wartości różnorodności w zespole i traci się niepowtarzalną okazję zbudowania z niej przewagi konkurencyjnej na rynku.

POLECAMY

Akceptacja doskonałej niedoskonałości

Spośród wielu sesji jedna utkwiła mi w pamięci szczególnie mocno. Już na pierwszym spotkaniu usłyszałam: „Jestem świadomy swoich zalet i talentów, wiem, na czym mi zależy, w czym jestem dobry i na czym polega moja wartość. Chciałbym dowiedzieć się, jak najlepiej spożytkować swój potencjał, wypracowując i wybierając jedną, optymalną drogę, a nie testując różne po kolei. Nie chcę na to poświęcać czasu, jeśli mógłbym od razu znaleźć tę właściwą”. Zaniemówiłam wtedy na chwilę. Oprócz tego, że ciekawie postawiony był cel, to nie jest to codzienna praktyka, żeby z takiego miejsca świadomości startował klient do swojej pracy rozwojowej. Taka postawa może być inspirującym przykładem pokazującym, że można myśleć o sobie dobrze, wspierająco nazywać swój potencjał i świadomie kreować ścieżkę rozwoju. Co więcej, jest inspiracją, że być może warto koncentrować się na tym, co mamy najlepszego, co czyni nas wyjątkowymi, unikalnymi, innymi od reszty. Jakby to było: postawić akcent na swoje „supermoce”, zamiast ciągle się zadręczać, że nie możemy komuś innemu dorównać? Z jednej strony jest spore ryzyko, że społeczeństwo może nas posądzać o samouwielbienie, z drugiej – „i co z tego?” – jeśli nie robimy nikomu krzywdy, a przybliża nas to do bycia spełnionymi, poczucia zadowolenia i satysfakcji.
Kiedy dostaję pytanie, co w praktyce coacha, w pracy z ludźmi, jest dla mnie najbardziej ekscytujące, odpowiadam: moment, kiedy zaczynają im błyszczeć oczy, a zaraz potem pojawia się uśmiech angażujący właśnie oczy. Jednak bardzo rzadko zdarza się to na początku procesu zmiany. W psychologicznym modelu zmiany mówi się o tym, że aby człowiek mógł przejść przez zmianę, musi ją wcześniej czy później zaakceptować. Inaczej nie ruszy z miejsca. Jeśli my sami dla siebie nie jesteśmy dobrzy, nie potrafimy zaakceptować naszej doskonałej niedoskonałości, uznać naszych wad i słabości, docenić naszej wyjątkowej kompozycji cech osobowości, przekonań, doświadczeń i wartości, trudno nam przyznać sobie prawo do wyrozumiałości dla siebie. Trudno wtedy dać sobie zgodę, żeby odpuścić, kiedy potrzeba, a zawalczyć o siebie, kiedy tego wymaga sytuacja. Nierealne może się okazać oczekiwanie, że świat sam z siebie uzna naszą wartość.

Droga do samoakceptacji

Eleanor Roosevelt powiedziała kiedyś: „Nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy bez Twojej wyraźnej zgody”. Opinia innych niech będzie dla Ciebie cenną wskazówką, ale nie drogowskazem, który Cię definiuje. Bierz ją pod uwagę. Nikt nie jest doskonały, każdy ma prawo się mylić i błądzić, więc warto rozważnie dobierać dla siebie punkty odniesienia.
Bądźmy ze sobą w zgodzie, pielęgnujmy to, co mamy w sobie najlepszego, dzięki czemu rozkwitamy, dostajemy wiatru w żagle i od czego uśmiechają nam się oczy. Dzięki temu będziemy mogli wywoływać uśmiech w oczach innych i dzielić się z nimi tym, co mamy najlepszego.
Brzmi jak najlepsza reklama. Skoro tak, to dlaczego samoakceptacja bywa dla niektórych taka egzotyczna i niedościgła jak rajski ptak? Poza tym nie wiemy, z jakim przyjęciem społecznym spotka się nasza wyjątkowość, więc lęk przed odrzuceniem może być silnym hamulcem naszych działań. Odwaga zaprasza nas do tańca wtedy, gdy pojawia się ryzyko. Dlaczego warto je podjąć? Autentyczność ma swoją cenę, ale też nagrodę. Daje poczucie harmonii, spójności wewnętrznej, ulgi wynikającej ze zgody na własną niedoskonałość i dumy z tego, co w nas wyjątkowe i niepowtarzalne. Pozwala dokonywać wyborów zgodnie z naszymi wartościami i być inspiracją dla tych, którzy szukają drogi do siebie.
W dzisiejszym świecie promującym w nieznośny sposób „bycie idealnym” życie zgodne z tym, jacy jesteśmy, staje się wartością samą w sobie, a samoakceptacja, którą t...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy