Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 grudnia 2015

Treserzy i styliści Ja

36

Jesteśmy gatunkiem nastawionym na zmiany otoczenia, nie siebie. Zakładana zmiana siebie powinna być raczej stylizacją stanu aktualnego, a nie nową wersją Ja. Zamiast zdobywać to, czego pragniemy, lepiej rozpoznać i rozwijać nasze wyjątkowe uzdolnienia. Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska

Prof. dr hab. GRAŻYNA WIECZORKOWSKA-WIERZBIŃSKA jest magistrem matematyki i profesorem psychologii. Kieruje Katedrą Psychologii i Socjologii Zarządzania na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Napisała kilkanaście książek; ostatnia to monografia Psychologiczne ograniczenia.

Dorota Krzemionka: – Dziś nie piszemy książki, nie szyjemy kiecki, ale realizujemy projekt. Bywa że tym projektem jest własna osoba. Wyobrażamy sobie, kim chcielibyśmy być i jacy. I próbujemy siebie stworzyć od nowa.
Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska:
– Stawiamy się w ten sposób w roli Boga. To niebezpieczne. Co więcej, takie projekty siebie zwykle nie mają żadnych ograniczeń, ponieważ umysł jest bardzo kreatywny. Wyobrażamy sobie, że możemy mieć talenty kulinarne Zosi i sprawność fizyczną Ingi, być wytrwali jak Robert i spontaniczni jak Karol…

Tworzymy dziwolągi, które nie istnieją w przyrodzie…
– Te zapożyczone od innych cechy stają się standardami naszej samooceny. Chcemy mieć je wszystkie i spełniać naraz. To nieuchronnie prowadzi do spadku poczucia własnej wartości. Lepiej się ścigać z kimś, kto jest rzeczywisty i ma zarówno wady, jak i zalety. Kiedyś oglądałam bajkę o tym, jak wszystkie dzieci zapragnęły mieć zielone nosy. Pan Bóg na to: „Stworzyłem was, byście byli różni, a wy chcecie się upodobnić”. Moda na operacje plastyczne ma nas właśnie upodobnić do jednego wzorca, narzuconego przez kulturę. Strach pomyśleć, co by było, gdyby takie wzorce kulturowe rozpowszechniły się np. wśród psów – nagle wszystkie rasy: boksery, ratlerki, buldogi itd. zaczęłyby się porównywać z jednym wzorcem piękna. To, kim jesteśmy, zależy od unikatowych kart, które dostaliśmy od losu. Te karty to nasze geny, hormony, rodzina. Ale wiele zależy od naszej umiejętności rozgrywki tymi kartami, które przypadły nam w udziale, od odwagi w dostrzeganiu różnych szans i zagrożeń. Powinniśmy pracować nad sobą, ale stwarzanie siebie od nowa jest negacją tego, kim jesteśmy, i nie może się dobrze skończyć.

Dlaczego?
– Zmienić w sobie możemy dużo, jeśli najpierw zaakceptujemy to, jacy jesteśmy. A także to, że odbiegamy od oczekiwań innych ludzi i od tego, czego sami oczekujemy od siebie. Prawdziwa zmiana zachodzi, gdy już nie chcemy się zmieniać. W czasie rekolekcji ignacjańskich usłyszałam bardzo trafne i zgodne z wiedzą psychologiczną zdanie: Akceptacja nie oznacza rezygnacji. Akceptując swoją odmienność i niedoskonałości, możemy starać się być lepsi i odkrywać swoje mocne strony. Co więcej, pozorna słabość może okazać się korzystna. Wiele osób nie akceptuje swej uległości, zapisuje się na treningi asertywności. A w moim życiu wiele spektakularnych rzeczy wydarzyło się właśnie wtedy, gdy nie byłam asertywna. Zgadzałam się na coś, choć padałam ze zmęczenia, a oczekiwania drugiej osoby były bezzasadne. Niejednokrotnie mój brak asertywności został stokrotnie wynagrodzony.

Dlaczego tak trudno czasem zaakceptować siebie?
– Każdy z nas ma swoją szarą strefę, Gustaw Jung nazywał ją cieniem. Obejmuje ona to, czego w sobie nie lubimy, wstydzimy się, co spychamy ze świadomości. Problem w tym, że nie można zmienić tego, czego nie dostrzegamy w sobie i nie rozumiemy. Co więcej, każde z tych krępujących zachowań może czemuś służyć. Na przykład mnie jedzenie uspokaja, chroni przed przeciążeniem, a więc spełnia także pozytywną rolę. Mogę narzucać sobie postanowienie, że będę jeść mniej albo więcej się ruszać, ale jeżeli nie znajdę innego sposobu doładowywania swoich zasobów, to spadki wagi uzyskane w wyniku ćwiczeń i restrykcji kalorycznych będą tylko przejściowe, bo przyjdzie znów moment, w którym praca mnie pochłonie ponad miarę: będę zarywać noce, przestanę ćwiczyć i zacznę tyć. Wiele oczekiwań względem siebie może wynikać z popularnego poglądu, że świata nie zmienimy, ale możemy zmienić siebie.

A możemy? Co naprawdę możemy zmienić?
– Jesteśmy gatunkiem nastawionym na zmiany otoczenia, nie siebie. To otoczenie powinno nas kształtować. Tak się dzieje, gdy na studiach wybieramy zajęcia z wymagającymi wykładowcami albo otaczamy się ludźmi, którzy mają takie same jak my wartości i cele. Otoczenie może wpływać na nas bezpośrednio – gdy bliscy przekonują nas, że dalej tak być nie może, albo pośrednio – gdy widzimy, że inni ludzie coś innego robią albo wyglądają inaczej. To może skutkować dwojako: albo wywołać efekt asymilacji, czyli przybliżania się do tego, co robią inni, albo efekt kontrastu, czyli odsuwania się od wzorców z otoczenia. Kierunek wpływu zależy od tego, jak bardzo różnimy się na danym wymiarze od otoczenia. Na przykład starszy brat może dzięki asymilacji sprawić, że – naśladując go – bardziej zaangażujemy się w naukę, gdy różnica w naszych zdolnościach lub osiągnięciach jest niewielka. Albo przeciwnie, może wywołać efekt kontrastu i totalne zaniedbanie się w nauce, gdy różnica zdolności i osiągnięć jest duża. Osoba z nadwagą w otoczeniu ludzi szczupłych raczej ulegnie efektowi asymilacji i ograniczy jedzenie; natomiast osoba otyła na zasadzie kontrastu zacznie folgować swym zachciankom. Tak czy inaczej to wprowadzanie korzystnych zmian w świecie zewnętrznym sprzyja korzystnym zmianom wewnętrznym.

Czy to znaczy, że lepiej nie próbować się poprawiać?
– Lepiej zdiagnozować, jakie mamy mocne strony i znaleźć otoczenie, które pozwoli nam je wykorzystać. Jedni mają umiejętności odkrywcze, inni są lepsi w wykonaniu. Moja nauczycielka matematyki mówiła, że matematyki można nauczyć każdego, tylko po co? I jaki będzie tego koszt? Co oczywiście nie znaczy, że mamy nie uczyć się matematyki, która jest najlepszym sposobem kształcenia umysłu, ale poziom naszych aspiracji powinien być dostosowany do naszych zdolności. Szkoda pieniędzy, żeby na przykład rozwijać moje umiejętności wokalne. Zakładana zmiana siebie powinna być raczej stylizacją stanu aktualnego, a nie nową wersją Ja. Zamiast zdobywać to, czego pragniemy, lepiej rozpoznać i rozwijać nasze mocne strony, jakkolwiek skromne mogłyby się nam wydawać. Pragnienia często są fałszywe, wprowadzone do naszego umysłu przez innych.

Fałszywe są także nasze przekonania o sobie, również na temat posiadanych talentów…
– Dlatego najlepiej diagnozować siebie, podejmując działanie, zamiast siedzieć w fotelu i rozmyślać o sobie. Na przykład jeśli ktoś jest mało odporny na stres, a wybierze pracę kontrolera na lotnisku, długo takiego obciążenia nie zniesie. Ale może się też okazać, że szybko się zahartuje i po kilku dniach będzie sobie radził lepiej niż ktokolwiek mógłby przewidywać. Jeśli zamierzamy być bardziej aktywni fizycznie, wypróbujmy 17 różnych sposobów aktywności. Jak pisał Paulo Coelho: „Drogę wytycza się, idąc”. Zanim podejmiemy decyzję, wpierw ustalmy, eksperymentując na sobie, co jest dla nas możliwe. Wprowadźmy zmianę na jeden dzień, na miesiąc, i obserwujmy problemy, które się pojawiły. Choć nie istnieje uniwersalny sposób zmiany siebie, dobry dla wszystkich, to każdy możne odkryć sposoby zmiany dla niego najlepsze.

Wydaje się, że zmiana siebie jest łatwa, łatwiejsza niż zmiana innej osoby…
– Niestety, bycie jednocześnie trenerem i zawodnikiem jest koszmarnie trudne. Traktujemy zmianę siebie jak zmianę obiektu zewnętrznego. Zakładamy, że skoro można dostać przepis na ciasto, to istnieje także uniwersalny przepis na zmianę osobowości. Ale przedmioty nieożywione, na przykład składniki ciasta, nie będą się nam przeciwstawiać, tymczasem nasze ciało i umysł mogą się buntować. Własne, narzucane sobie ograniczenia budzą w nas opór, czyli autoreaktancję. Są w nas bowiem różne części, które słabo się ze sobą komunikują. Na przykład moje „ja idealne” postanawia, że coś zrobię, a „ja realne” mówi „mam tego dosyć”. O tym, co robimy, czujemy lub myślimy, decydują zapisy w naszej pamięci trwałej. Obejmują one zarówno nasze przeżycia zapisane w doświadczeniowym systemie holistycznym, jak i efekty aktywności poznawczej utrwalone w werbalnym systemie analitycznym.

Problem zaczyna się, gdy postanawiamy się zmienić. Dlaczego?
– Bo wtedy doznajemy rozbieżności: co innego robimy, czego innego pragniemy. Decyzję o wprowadzaniu zmiany podejmujemy w systemie analitycznym. Postanawiamy na przykład, że będziemy ćwiczyć codziennie. To wydaje się realne i akceptowalne w tym systemie, ale może budzić niezrozumiałe opory w systemie doświadczeniowym. Obejmuje on bowiem zachowania zwyczajowe, gdy robimy to, co zwykle; bądź impulsywne, gdy robimy to, na co mamy ochotę. Werbalne postanowienia musimy ukorzenić w systemie doświadczeniowym. Zautomatyzować nowe zachowania, powtarzając je wiele razy, bądź łącząc je z silnymi emocjami.

Albo nagradzając się za postępy, jak radzą poradniki?
– W efekcie takich rad zaczynamy traktować siebie jak tresowane zwierzę. Niektórzy czują, że muszą sobie zasłużyć na nagrodę. Na mnie to nie działa. Podlegamy warunkowaniu, ale głównie wtedy, gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jest nam przyjemnie, gdy inni nas komplementują. Ale jeśli odkryjemy, że komplementy szefa są sposobem na dokładanie nam pracy, przyjemność znika. Nie lubimy być tresowani, część z nas nie lubi też
autotresury. W odróżnieniu od zwierząt potrafimy robić rzeczy, które nie są nagradzane.

Wystarczy, że mamy satysfakcję, bo potrafiliśmy coś zrobić – ciepło o sobie wtedy pomyślimy.
– Takie nagrody emocjonalne wynikają z naszych wartości, z poczucia tożsamości. Wiele zależy od tego, jak nagradzali nas rodzice. Jeżeli na przykład otrzymywaliśmy nagrody za dobre stopnie, to mamy tendencję podobnie nagradzać się w dorosłości. Ja nigdy nie byłam nagradzana, co nie znaczy, że nie dostawałam prezentów, ale nie były one „za…”. Nie nagradzam się na przykład zakupami, jak robi wiele kobiet. Natomiast nagrody emocjonalne, na przykład wzrost poczucia skuteczności, bardzo lubię. Niestety zbyt często serwuję sobie też emocjonalne kary. Czyli powielam schemat nagradzania – karania stosowany wobec mnie przez rodziców. Każdy musi znaleźć sposób nagradzania, który na niego działa. Dzięki umysłowi potrafimy zmienić znaczenie tego, co się dzieje, i w efekcie reagować na to inaczej. W weekendy rano, kiedy inni ludzie spali smacznie, jeździłam na wykłady. Ale zamiast użalać się nad sobą z powodu nadmiaru obowiązków, myślałam sobie, że wiele osób chciałoby mieć tylu uwa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy