Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

25 sierpnia 2020

NR 7 (Wrzesień 2020)

Sztuka rezygnacji

39

Z Franzem Josefem Wetzem rozmawia Andrzej Lipiński

Andrzej Lipiński: Czy Pana zdaniem życie ma sens?
Franz Josef Wetz: Sens jest nieuchwytną stałą spełnionego życia. Jeśli ktoś odczuwa sens, w ogóle nie zadaje sobie tego pytania. W kontekście pytań ostatecznych, takich jak: skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy, po co jesteśmy, życie nie ma sensu. Podnoszenie kwestii sensu jest uzasadnione jedynie w odniesieniu do pytań, które nazwałbym „przedostatecznymi”, a które odnoszą się do realnego życia – dobrych relacji, życia zawodowego, godnych warunków bytowych, kontaktu z kulturą, muzyką, podróży,  uprawiania sportu, a więc wszystkiego, co ma dla nas znaczenie w życiu doczesnym. Poszukiwanie sensu życia zdaje się być współczesnym fenomenem.  Pierwotnie słowo „sens” odnosiło się do naszych zmysłów (z łac. sensus), do określonej umiejętności lub talentu, np. zmysłu muzycznego lub estetycznego czy zdolności matematycznych albo znaczenia jakiejś rzeczy, np. słowa. Określenie „sens życia” pojawia się po raz pierwszy w czasach późnego romantyzmu i nabiera szczególnego znaczenia na przełomie XIX i XX wieku. Nie znaczy to oczywiście, że ludzie wcześniejszych epok nie zadawali sobie pytań o sens tego wszystkiego. Wtedy jednak odpowiedzi na te pytania najczęściej dostarczała religia, można powiedzieć, że odpowiedzi istniały już przed pytaniami. Pytanie o sens w omawianym tu znaczeniu rodzi się dopiero wtedy, gdy odczuwamy jego brak. Procesy społeczne i rozwój nauki na przełomie ostatnich dziesięcioleci sprawiły, że te odpowiedzi są coraz mniej zadowalające…Początki tego procesu zbiegają się z końcem niemieckiego idealizmu w połowie XIX wieku. Widzimy ten rozwój w sztuce, gdzie następuje załamanie harmonii i spójnego obrazu świata. W 1857 r. ukazują się Kwiaty zła Charles´a Baudelaire´a, w muzyce pojawia się dysonans i akord tristanowski Wagnera, powstaje określenie „estetyka brzydoty”. W Europie gwałtowny rozwój przemysłu prowadzi do eksplozji demograficznej i masowego ubóstwa – poszukiwanie sensu życia zaczyna nabierać coraz większego znaczenia. W 1908 r. ukazuje się Sens i wartość życia noblisty Rudolfa Euckena, krótko potem Zmierzch Zachodu Oswalda Spenglera. Następnie mamy dwie wojny światowe, zaraz po nich „zimną wojnę”, a dzisiaj jesteśmy świadkami zawrotnego tempa rozwoju technologicznego i ścierania się kultury zachodniej ze światem islamskim. Ta chaotyczna mieszanka skutkuje coraz większym poczuciem zagubienia, z którego rodzi się potrzeba pytania o sens tego wszystkiego. Proponuje Pan, żeby – zamiast ubolewać nad nieprzydatnością religii i innych koncepcji metafizycznych w kwestii pytań ostatecznych – skupić się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytania „przedostateczne”. Ale czy jako gatunek jesteśmy już wystarczająco dojrzali, by radzić sobie bez metafizycznego wsparcia? Ludzkość znajduje się obecnie na etapie „przejściowym”. Myślę, że zasadniczo jesteśmy w stanie poszukiwać odpowiedzi na pytanie o głębszy sens życia, ale ostatecznie to przede wszystkim pytania dotyczące doczesnego życia mają największy wpływ na naszą codzienność. Pytania ostateczne, związane ze śmiercią, chorobą czy samotnością, pojawiają się dopiero wtedy, gdy wchodzimy w strefę graniczną własnego bytu – albo w chwilach radości, kiedy chcielibyśmy podzielić się z kimś własnym szczęściem. Pytania o sens bytu pozostaną więc ważnym elementem ludzkiego życia, ale teraz nie musimy już odpowiadać na nie językiem religii. Nierzadko ludzie religijni ze śmiercią bliskiej osoby radzą sobie gorzej niż wielu niewierzących. Nasza zdolność adekwatnego reagowania w sytuacjach kryzysowych zależy też od takich czynników, jak wewnętrzna siła, własna biografia, wsparcie bliskich ludzi i od wielu innych okoliczności. „Przyspieszenie i wyobcowanie” współczesnej rzeczywistości często nie ułatwia odnajdywania poczucia sensu w radzeniu sobie z życiem doczesnym. To prawda, zadomowienie się w dzisiejszym rozpędzonym świecie nie jest łatwe. Mimo to urządzamy się w nim, w oceanie przyspieszenia i wyobcowania istnieją też spokojne i bezpieczne wyspy, na których możemy się zakotwiczyć – czas spędzany z bliskimi, sport, podróże, literatura czy muzyka. Antidotum na skutki pędzącego życia, szczególnie widoczne w wielkich miastach, są oazy prywatności, w których dzięki rytuałom i przyzwyczajeniom możemy odnaleźć poczucie bezpieczeństwa. Jednym z wyrazów tej tendencji jest zmniejszająca się gotowość do eksperymentowania z seksualnością. Wielka obietnica oświecenia, wedle której dzięki wiedzy mieliśmy być silniejsi, bezpieczniejsi i szczęśliwsi, nie do końca się spełniła. Przyrost wiedzy generuje wciąż nowe pytania, zmuszając nas do nieustannego poszukiwania kolejnych odpowiedzi. Pisał o tym już Salomon: „(…) Kto przysparza wiedzy – przysparza i cierpienia”1 – to rozpoznanie jest stałym elementem w historii rozwoju ludzkiego ducha. Wiedza nie zaprowadzi nas do ostatecznego celu, poza tym naukowe odkrycia nieraz bywały bolesnym ciosem dla obowiązującego porządku, zwrócił na to uwagę Zygmunt Freud, a klasycznym tego przykładem jest kopernikański heliocentryczny model świata. Nowoczesna nauka zamknęła nam drogę do „kontemplacyjnego szczęścia obserwacji” Schoppenhauera – możemy doświadczać go jeszcze tylko w sztuce i przeżyciach estetycznych. Amerykański kosmolog, Steven Weinberg, napisał kiedyś: „Im bardziej zrozumiały jawi nam się kosmos, tym mniej widać w nim sensu…”. Nie jest to dla większości z nas bynajmniej rozpoznanie banalne. Pan twierdzi jednak, że ciosy zadawane ludzkości przez naukę to nie największy problem. Największym problemem są oczekiwania, które w wyniku naukowych rozpoznań zostają zawiedzione. Po ogłoszeniu „śmierci Boga” pod koniec XIX w. kosmos wydawał się ówczesnym ateistom okrutnym tworem, pozbawionym jakiegokolwiek głębszego sensu. Na drugim biegunie stoją starożytni atomiści, np. Demokryt czy Lukrecjusz, wyobrażający sobie świat jako pełną ziarnistej materii pustą przestrzeń, która w żadnym wypadku nie wydawała im się „bezsensowna”. Warto więc zadać pytanie: Jakim sposobem greccy filozofowie potrafili zachwycać się samowystarczalnością świata, nie przypisując mu metafizycznej głęb? Moim zdaniem było tak dlatego, że atomiści nie znali jeszcze monoteizmu, przede wszystkim w jego chrześcijańskim wydaniu… Ale czy to właśnie nie religie monoteistyczne rozwinęły koncepcję „głębszego sensu bytu” i rozpowszechniły ją wśród ludzkości? I w tym właśnie problem, w ten sposób zostało zasiane ziarno oczekiwań i wyobrażeń, odczarowywanych potem krok po kroku przez odkrycia nauki. Ten proces nieustannych rozczarowań wygenerował tak powszechne dziś poczucie bezsensu. Można to porównać do sytuacji zadowolonego z życia człowieka, który niespodziewanie się zakochał. Jeśli nowa, uszczęśliwiająca go relacja po jakimś czasie się rozpadnie, powrót do poprzedniego stanu zadowolenia nie przyjdzie mu łatwo. Jego życie pozostanie pod silnym wpływem oczekiwań zrodzonych w czasie spędzonym z ukochaną osobą, jego obraz rzeczywistości będzie przesłonięty poczuciem rozczarowania i musi upłynąć sporo czasu, żeby niespełnione oczekiwania rozpłynęły się powoli jak mgła. W starożytnej Grecji większość ludzi chyba jednak też nie była wolna od oczekiwań i wyobrażeń? Z całą pewnością, ale ich oczekiwania nie zostały odczarowane przez ówczesną filozofię tak silnie, jak miało to miejsce w przypadku nauki i człowieka nowożytności na przełomie ostatnich stuleci. Tutaj ważne wydaje się też rozróżnienie między określeniami „bezsensowny” (niem.: sinnlos) a „wolny od sensu” (niem.: sinnfrei). W pierwszym z nich pobrzmiewa zarzut rozczarowania będącego skutkiem zawiedzionych oczekiwań. Jeśli jednak nigdy wcześniej nie rozwinęliśmy konkretnych oczekiwań, otaczająca nas rzeczywistość będzie jawić się nam jako „wolna od sensu”, tzn. neutralna i pozbawiona metafizycznych wartości. Wtedy łatwiej przyjdzie nam przyglądać się światu z zachwytem albo w zadumie patrzeć w gwieździste niebo, nie dopatrując się w nim grobowej krypty. Podziwianie nocnego nieba może być niezwykłym doznaniem, ale na dłuższą metę dla większości ludzi będzie raczej wątpliwym źródłem pokrzepienia, u wielu może nawet wzbudzać lęk i poczucie zagubienia. Dlatego wa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy