Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 sierpnia 2016

Szczęście jest bilansem

105

Na poczucie szczęścia składa się bilans negatywnych i pozytywnych emocji, smutków i radości. Ten bilans jest charakterystyczny dla danej osoby, każdy ma jakiś wrodzony, uwarunkowany biologicznie pułap przeżywania pozytywnych emocji. Szczęśliwsi niż zaprogramowała nas natura możemy być krótko - mówi profesor EWA TRZEBIŃSKA. Prof. dr hab. EWA TRZEBIŃSKA jest psychologiem klinicznym, kieruje Instytutem Psychologii Klinicznej i Katedrą Psychologii Pozytywnej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Zajmuje się zdrowiem psychicznym i jego emocjonalnymi przesłankami, a także zaburzeniami osobowości. Autorka wielu książek, dwie ostatnie to Psychologia pozytywna i Szaleństwo bez utraty rozumu. Z badań nad zaburzeniami osobowości.

DOROTA KRZEMIONKA:Radość długo nie miała dobrej passy u psychologów. Skupiali się oni na emocjach negatywnych. Dlaczego?
EWA TRZEBIŃSKA: – Bo trudno było im dopatrzyć się jakichś korzyści z radości. Co innego negatywne emocje, one mają jasną rolę: informują nas o zagrożeniach i skłaniają do działania – do tego, by się przeciwstawić zagrożeniom. Natomiast radość jest sygnałem, że wszystko przebiega dobrze albo pomyślnie się zakończyło, więc już nic nie trzeba robić. Radość nie popycha nas do działania, przeciwnie – podtrzymuje istniejący stan rzeczy. Wydaje się więc niepotrzebna, zbędna dla realizacji naszych celów. Dopiero niedawno zaczęto zastanawiać się głębiej, co dzieje
się z nami, gdy przeżywamy radość. I okazało się, że ma ona różne korzystne skutki, ale ukryte i odroczone.

Na przykład jakie?
– Trzeba podkreślić, że radość jest emocją podstawową, którą z jednej strony przeżywamy w czystej postaci, kiedy się po prostu cieszymy, ale z drugiej strony jest ona także składnikiem innych emocji pozytywnych, rozwijających się na jej podłożu. Pod wpływem radości przeżywanej w różnych postaciach zmienia się nasze funkcjonowanie poznawcze: poszerza się pole uwagi i sieć skojarzeń, używamy szerszych pojęć, pojawia się ciekawość i otwartość poznawcza. Szybciej się uczymy. Więcej dostrzegamy. Łatwiej kojarzymy.

To dlatego lekarze, który poczuli radość po zjedzeniu porcji słodyczy, stawiali trafniejszą diagnozę...
– Tak. Mieli więcej skojarzeń, potrafili spojrzeć na zaburzenie w szerszym kontekście, uwzględniali więcej informacji, również tych nieoczywistych, ukrytych w opisie przypadku, i w sposób twórczy znajdowali nowe powiązania między nimi. Takich zmian nie można dostrzec gołym okiem, bez wnikliwych badań. Radość ma też dalsze, bardziej odroczone skutki. Mianowicie, stwierdzono, że ludzie skłonni do przeżywania pozytywnych emocji są zdrowsi, a kiedy chorują, lepiej znoszą chorobę, mniej się uskarżają na dolegliwości, szybciej wracają do zdrowia.. Dobrze sobie radzą w sytuacjach trudnych. Mają też bardziej przyjazne relacje z innymi ludźmi, lepiej współpracują, chętniej nawiązują kontakty tak w ogóle, nie tylko w chwili przeżywania radości.

Dlaczego tak się dzieje? Co ma radość do myślenia albo zdrowia?
– Wskazać można szereg różnych mechanizmów – neurologicznych, fizjologicznych, społecznych i poznawczych – które pośredniczą pomiędzy przeżywaniem pozytywnych emocji a ich długofalowymi skutkami. Zacznijmy od poziomu mózgowego. Pozytywny afekt wiąże się z wydzielaniem dopaminy, to zaś zmienia nasze funkcjonowanie poznawcze. Tak jak wspomniałam, poszerza się pole uwagi, zwiększa zakres pojęć używanych do wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. W efekcie radośni ludzie lepiej radzą sobie z wyzwaniami, skuteczniej działają w sytuacjach problemowych. A to z kolei jest przesłanką zdrowia.

A jak wyjaśnić ich lepsze relacje z ludźmi?
– Po części dzieje się to drogą hormonalną. Badania dowodzą, że pod wpływem pozytywnych emocji, takich jak radość, wydziela się oksytocyna, hormon przywiązania, który sprzyja kontaktowi, pozytywnemu nastawieniu. Po części zaś przeżywanie radości działa drogą poznawczą. Radość sprzyja otwartości na to, co mówią i robią inni ludzie, na to, jacy są – więc kiedy czujemy radość, jesteśmy bardziej tolerancyjni nawet wobec nieoczekiwanych zachowań innych ludzi, lepiej rozpoznajemy ich emocje. Co więcej, działa to w obie strony, radosne osoby są lepiej odbierane, bardziej lubiane.

To dlatego uśmiechnięte absolwentki college’u miały większą szansę wyjść za mąż...
– A ich małżeństwa były trwalsze. Osoby radosne mają szerszą sieć wsparcia, lepiej współpracują z innymi. Trzeba podkreślić, że najważniejsze korzyści z radości pojawiają się dopiero po jakimś czasie. Radość pozwala budować pewien kapitał poznawczy i społeczny, który daje o sobie znać nie od razu, ale w trudnych momentach. Procentuje też w codziennym życiu, w różnych sytuacjach. Człowiek z pozytywnymi emocjami jest lepiej przygotowany, by sobie skutecznie radzić.

Skoro radość jest tak ważna, to dlaczego potoczna wiedza nie docenia jej? Mówi się: śmieje się jak głupi. A jak wynika z badań Bogdana Wojciszke, smutne osoby wydają się nam bardziej inteligentne.
– To są przesądy. Ale może tkwi w nich ziarno prawdy? Nasuwają mi się dwa skojarzenia. Po pierwsze, wszelkie wspomniane dobrodziejstwa wynikające z radości dotyczą umiarkowanej radości, którą przeżywamy często. Umiarkowana radość, która jest stałym elementem naszego życia, sprawia, że więcej informacji do nas dociera. I to nie tylko tych pozytywnych, ale wszelkich potrzebnych do rozwiązania problemu, z którym mamy się zmierzyć.

Jak pamiętam, w badaniach Lisy Aspinall miłośnicy kawy czytali artykuł o tym, że kofeina może powodować raka. Ci, których wprawiono w lepszy nastrój, zapamiętali więcej informacji na temat szkodliwości kawy.
– Właśnie. Ale ten pozytywny wpływ radości na otwartość poznawczą ginie, gdy mamy do czynienia z bardzo intensywnym jej przeżywaniem. Wtedy koncentrujemy się tylko na jednej, pozytywnej stronie różnych sytuacji, w tym problemowych. Można powiedzieć, że kiedy radość nas „zalewa” – ogranicza nasze myślenie. Po drugie, liczy się też jakość przeżywanej radości. Badano, czy u ludzi starszych istnieje związek między przeżywaniem pozytywnego afektu a długowiecznością. Wyniki były niejednoznaczne: niekiedy okazywało się, że ci, którzy mają zdolność do przeżywania pozytywnego afektu żyją dłużej, a niekiedy krócej. Kiedy próbowano to ogarnąć w metaanalizie danych, okazało się, że ważne jest, gdzie żyją starsze
osoby – w swoich domach, czy w domach opieki. U tych pierwszych pozytywny afekt sprzyjał długowieczności, u tych drugich nie. Jak to wyjaśnić? Można sądzić, że tak naprawdę doświadczają one różnych emocji. We własnym domu starsze osoby przeżywają radość w postaci różnych złożonych pozytywnych emocji związanych z ważnymi dla siebie osobami i sprawami, z dostępem do tego, co zawsze miało i nadal ma istotne znaczenie dla ich życia. Natomiast w domu opieki – w środowisku oderwanym od dotychczasowego życiowego kontekstu – bardziej prawdopodobne są proste radości z powodu przypadkowych, mało znaczących spraw, jak na przykład dobry obiad, ładna pogoda albo jakiś śmieszny incydent. Można sądzić, że bardzo intensywne przeżywanie takich błahych radości raczej wyczerpuje nas niż wzmacnia.

POLECAMY

Pozytywna moc emocji

Warto zaopatrzyć się w różowe okulary i przez nie spoglądać na świat. Emocje pozytywne i optymizm mogą rzeczywiścienadać życiu jasne barwy. Martin Seligman dokonał przeglądu badań dotyczących wpływu emocji na różne sfery naszego życia: • Kobiety, które na zdjęciach z początku studiów prezentowały szczery uśmiech Duchenne’a, 25 lat później czerpały znacznie większą satysfakcję z małżeństwa. • Jeżeli na spotkaniach biznesowych stosunek wypowiedzi pozytywnych do negatywnych wynosi 2,9:1, to można przypuszczać, że biznes będzie kwitł. • Optymizm obniża zachorowalność na choroby układu krążenia oraz związane z nimi ryzyko śmierci. • Emocje pozytywne obniżają ryzyko udaru. • Optymizm i pozytywne emocje przyspieszają rekonwalescencję po przebyciu poważnych chorób serca. • Optymizm i emocje pozytywne spowalniają utratę sprawności fizycznej osób starszych. • Optymizm i emocje pozytywne obniżają ryzyko depresji. • Emocje pozytywne opóźniają rozwój przeziębienia. Oprac. ACh na podst. Positive Health, „Applied Psychlogy” 57/2008

Czy usilne poszukiwanie radości, niekiedy na skróty, może stać się dla nas pułapką, uwikłać? Na przykład w uzależnienia?

– Takie niebezpieczeństwo jest, ale nie dotyczy ono radości, lecz raczej przyjemności. Mylimy te dwa stany. Radość jest skomplikowaną reakcją psychiczną, przyjemność zaś jest prostym stanem fizjologicznym, związanym z zaspokojeniem jakiejś biologicznej potrzeby. Na przykład zjadamy kawałek czekolady i to wyzwala w organizmie reakcje fizjologiczne, które są odbierane przez nas pozytywnie – jako przyjemność. Ale to nie jest radość. Zaryzykowałabym twierdzenie, że poszukujemy przyjemności właśnie wtedy, gdy z jakichś powodów nie jesteśmy zdolni przeżywać radości. I próbujemy do swojego życia wprowadzić element pozytywnego afektu, ale drogą fizjologiczną. Jeśli fundujemy sobie taką przyjemność od czasu do czasu, wszystko jest w porządku, ale jeśli staje się to głównym sposobem poprawy samopoczucia, bo łatwo dostępnym – grozi nam uzależnienie.

I reagujemy jak myszki, które nie mogły oderwać się od dźwigni, stymulującej ich ośrodki przyjemności w mózgu. Hanna Krall powiedziała, że niektóre organizmy nie wytwarzają radości. Dlaczego tak się dzieje?

– Wiele zależy od naszego biologicznego wyposażenia, od aktywności systemów afektywnych w naszym mózgu. Szacuje się, że nasza zdolność do przeżywania szczęścia jest w 50 procentach wrodzona. A na szczęście składa się w dużej mierze bilans negatywnych i pozytywnych emocji. Jest on charakterystyczny dla danej osoby – to znaczy, że mamy jakiś pułap przeżywania pozytywnych emocji.

Szczęśliwsi niż nas zaprogramowała natura być nie możemy?

– Tylko na krótko. Co więcej, to, jak bardzo możemy odchylić się od naszego stałego poziomu pozytywnych emocji też jest uwarunkowane biologicznie. Jedni mogą bardziej podwyższyć sytuacyjnie swój poziom szczęścia niż inni. Ale pozostałe 50 procent naszej zdolności do przeżywania radości zależy od innych czynników – od zdarzeń, okoliczności i od naszej włas[-]nej aktywności.

Na ile jesteśmy autorami własnych emocji, w tym też radości?

– Różne teorie i badania dowodzą, że w dużym stopniu jesteśmy ich autorami, a p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy