Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

15 czerwca 2020

NR 5 (Czerwiec 2020)

Seksualni od początku

160

Jeśli traktujemy dziecko jako kogoś aseksualnego, zaczynamy o nim myśleć albo jako o niewinnym aniele, albo jak o złośliwym grzeszniku. Oba te podejścia mają wspólny mianownik: zaprzeczają temu, że dziecko jest seksualne. A jest, od samego początku.

Dorota Krzemionka: Wielu polityków i rodziców widzi dziecko jako niewinne, a więc aseksualne. Skąd ta trudność w zobaczeniu, że dziecko od urodzenia jest istotą seksualną?
Maria Beisert:
Wynika ona z lęku.

POLECAMY

Lęku przed czym?
Przed tym, że ktoś, komu przypisujemy niewinność, interesuje się seksualnością. I mogą mu być właściwe różne niekontrolowane, silne impulsy i dążenia, jakie dorośli znają ze swego życia. Ludzie się tego boją, bo nie wiedzą, co należałoby z tym zrobić. Jeśli zaś traktujemy dziecko jako kogoś aseksualnego, to nie musimy się już przejmować jego seksualnością ani widzieć, jaki mamy udział w jej rozwoju. Zaczynamy wtedy myśleć o dziecku w ekstremalny, biegunowy sposób – albo jako o niewinnym aniele, który nie ma żadnych pragnień ani potrzeb seksualnych, albo jak o złośliwym grzeszniku, który dopuszcza się niewłaściwych zachowań. Oba te podejścia mają wspólny mianownik: zaprzeczają temu, że dziecko jest seksualne. A drugim powodem zaprzeczania seksualności dziecka jest niewiedza. Tworzy ona z lękiem błędne koło – niewiedza wzmacnia lęk, a on wzmacnia niewiedzę. Łatwiej jest przyjąć, że dziecko jest aseksualne, niż zastanowić się, dlaczego właściwie miałoby nie być.

Albo od którego momentu miałoby się stać istotą seksualną?
Wiele osób uznaje, że tym momentem jest pojawienie się biologicznych objawów dojrzewania seksualnego. Gdy stają się one widoczne u córki czy syna, rodzice uznają: „Aha, moje dziecko dorasta. Trudno, trzeba się tym teraz zająć”. To pokazuje, że dorośli mylą seksualność jako cechę z aktywnością seksualną, czyli zachowaniami.

Na czym polega seksualność dziecka rozumiana jako cecha?
Człowiek nie jest istotą seksualną od urodzenia, on jest seksualny już wcześniej, od początku swojego istnienia. Sexus bowiem oznacza płeć, a od momentu, gdy plemnik wnika do komórki jajowej, nowy byt zyskuje płeć chromosomalną.

Potem seksualność dziecka przechodzi przez różne etapy rozwoju. Jakie?
Po etapie płodowym, gdy rozwija się istota o określonej płci, choć nie istnieje jeszcze samodzielnie, następuje drugi etap rozwoju, czyli dzieciństwo, które trwa od urodzenia do około 11. roku życia. Kończy się w momencie, gdy zaczyna się wydzielanie hormonów płciowych. Nie jest to okres jednolity i dzieli się na trzy etapy: wczesne dzieciństwo, czyli okres preedypalny, który trwa pierwsze trzy lata życia dziecka, średnie dzieciństwo, czyli okres edypalny, trwający kolejne trzy lata, i późne dzieciństwo, okres latentny, obejmujący sześć lat.

W tym pierwszym okresie – wczesnym dzieciństwie – dziecko niezależnie od płci zaczyna tworzyć relację z matką i w pewien sposób „zakochuje się” w niej.
Nawiązuje Pani do dwóch teorii z paradygmatu psychodynamicznego: teorii relacji z obiektem oraz teorii przywiązania. Dobrze wyjaśniają one przebieg i prawidłowości rozwoju seksualnego. Pokazują bowiem, jak splata się on z rozwojem społecznym, emocjonalnym, poznawczym. Na każdym etapie rozwoju dziecka cieszymy się z jego osiągnięć: gdy wyrastają mu zęby i stawia pierwsze kroki, co jest aspektem biologicznym, gdy potrafi nawiązać kontakt wzrokowy z rodzicem, co jest przejawem rozwoju emocjonalnego. Cieszy nas jego życie społeczne, a także to, że poznaje ono swoje ciało, na przykład dotyka swoich narządów płciowych i się uśmiecha.

Mam sześciomiesięczną wnuczkę i widzę, że gdy jest odwijana z pieluchy, przyjemność sprawia jej dotykanie sfer, które nie są zwykle dostępne. Nie wszystkich rodziców to jednak cieszy…
Pytam ich czasem: „Dlaczego cieszy Was, że dziecko umie chwycić palcami jakiś przedmiot, a nie budzi radości, że odkrywa swoje genitalia?”. Zamiast radować się tym, że dziecko zaczyna różnicować i odkrywa, iż dotyk krocza daje inny efekt niż złapanie się za stópkę, często uważają, że dzieje się wtedy coś złego. Wynika to z braku wiedzy, że rozwój seksualny jest jedną ze ścieżek rozwoju psychofizycznego. 

Poznawanie swojego ciała jest dla dziecka zarazem poznawaniem własnych granic.
Oczywiście! To poznawanie, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy, i co czuje, gdy wykonuje różne manipulacje. Dziecko szuka odzwierciedlenia siebie i tego, co robi, w oczach dorosłych. Gdy zaczyna eksplorację własnego ciała, patrzy na rodzica i czeka na jego reakcję. Tu mogą pojawić się problemy. Oto dziecko chwyta jakiś przedmiot, a rodzic klaszcze i się śmieje. Ale gdy dotyka ono swojego krocza, rodzic gwałtownie zabiera jego rączkę albo uderza w nią. W ten sposób uczy dziecko, że są takie części ciała, których dotykać nie wolno. A sama ciekawość – w jego oczach – dotycząca seksualności jest czymś niedobrym, podobnie jak poznawanie swojej płci i radość z jej powodu. Mamy wtedy do czynienia z treningiem polegającym na deprecjonowaniu seksualności. Nawet ci rodzice, którzy mają wiedzę o seksualności dziecka, próbują rozdzielić rozwój od zachowań, jakby się bali tych ostatnich. A przecież tak jak rozwój mięśni ma swój wyznacznik w tym, że dziecko potrafi siadać czy chodzić, podobnie jego rozwój seksualny też ma swój wyraz w zachowaniu. Dziecko obserwuje, jak rodzic na to reaguje. Czy pozwala mu eksplorować swoje ciało. Cieszymy się, że dzieciom rosną zęby, natomiast gdy pojawia się jego ciekawość własnego ciała, zaczynamy się tego obawiać.

Dlaczego? Być może rodzic w tej sytuacji konfrontuje się ze swoim dzieciństwem i tym, jakich zakazów czy traum sam doświadczał?
To prawda; gdy pojawia się dziecko, dorośli zaczynają odtwarzać swoje relacje z rodzicami. Kontakt z genitaliami dziecka przywołuje wiele wspomnień. Może budzić radość, jeśli rodzic był wychowany w poczuciu, że ciało ludzkie jest piękne. Taka osoba potrafi się cieszyć z tego, że narządy płciowe jej dziecka są prawidłowo rozwinięte. Jednak mogą pojawić się wtedy u rodzica jego własne urazy, deficyty i lęki. I rzutują na stosunek do seksualności dziecka. Rzutują tym bardziej, że w pierwszym roku życia dziecko jest niesamodzielnie, a jego narządy płciowe wymagają pielęgnacji. W tym okresie dopuszczalne jest i konieczne ich dotykanie, oczywiście w taki sposób, który nie ma na celu pobudzania tych narządów.

Wymaga to dużej dojrzałości od rodzica.
Ogromnej. Czasem dziecko odbiera te czynności pielęgnacyjne z przyjemnością, ale nie to jest celem rodzica. Jeśli dotyk rodzica przy pielęgnacji dziecka służy własnemu pobudzeniu, dopiero wtedy mamy do czynienia z nadużyciem.

A co, jeżeli tatuś przewija swoją córeczkę, by ją umyć, zobaczy strefy genitalne i jako efekt uboczny pojawi się u niego odruch pobudzenia?
Pytanie, co to jest za odruch? Na ile ojciec jest świadom, że ten odruch pojawił się wskutek kontaktu z narządami płciowymi dziecka? Dla jednych rodziców przewijanie dostarcza wielu przyjemnych uczuć, kiedy dotykają ciałka dziecka, myją je czy pudrują. Inni zaś rodzice tego nie lubią, pieluchy i zapach kupy ich odstręcza.

Według niektórych teorii dziecko wyczuwa, że rodzicowi jest z tym nieprzyjemnie.
Rodzic przekazuje swoje odczucia dziecku. Pojawiają się różne asocjacje, wspomnienia, urazy. Nie można jednak ludzi za to karać.

Nie powinni też karać sami siebie. Co jeszcze dzieje się podczas tych pierwszych trzech lat życia dziecka?
Dziecko uzyskuje wiedzę na temat swojej seksualności. Zaczyna różnicować płeć i wie, do której z nich przynależy. W tym czasie wykonuje sporo zachowań seksualnych – dotyka piersi matki, narządów płciowych innych osób, przytula się i ociera. Najwięcej jest zachowań autoerotycznych, czyli takich, które są związane z poznawaniem własnego ciała. Mówimy wtedy o masturbacji dziecięcej okresu wczesnego dzieciństwa. Polega ona na tym, że dziecko rytmicznie dotyka sfer intymnych, by doprowadzić się do przyjemnych stanów (zob. ramka s. 44). Czym innym jest natomiast sex play – to też jest forma dotykania się, ale taka, która ma na celu uspokojenie się, ukojenie. Często dzieci kładą ręce na swoich genitaliach, żeby ułatwiać sobie zasypianie. Przez masturbację i inne zachowania seksualne dziecko daje rodzicom znak, że się rozwija.

Czy rodzice powinni przy dzieciach chodzić w domu nago? Czy to może służyć poznawaniu przez dziecko ludzkiego ciała?
Zależy to od trzech czynników. Po pierwsze od kultury. W Finlandii do sauny idą całe rodziny i nikt się temu nie dziwi. Trzeba zatem odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim kontekście społecznym to się dzieje. Po drugie, w jakim celu to się robi. Jeśli to jest rodzina, w której uważa się, że ciało nie musi być zakrywane w gronie ludzi bliskich, to można pokazać dziecku, że dla nas swoboda jest wartością, ale tłumaczymy mu, że – szanując kontekst społeczny – do szkoły należy się ubrać. Po trzecie, ważny jest wiek dziecka. W przypadku małych dzieci zależy to tylko od rodziców i ich zasad. Natomiast sytuacja jest inna w przypadku dzieci dorastających, kiedy rodzi się pobudzenie na widok cudzych narządów płciowych. Oprócz tego ważny jest oczywiście cel. Jeśli rodzic obnaża się, bo chodzi mu o pobudzanie siebie lub dziecka, to mamy do czynienia z patologią.

W kolejnym okresie – środkowym dzieciństwie, przypadającym na wiek przedszkolny – wzrasta zainteresowanie dziecka swoją seksualnością. Dlaczego tak się dzieje?
Jej poznanie jest jednym z ważnych zadań rozwojowych w tym czasie. Dziecko jest wtedy gotowe, by podjąć więcej kontaktów społecznych, przede wszystkim z rówieśnikami i eksplorować ciało zarówno swoje, jak i innych osób w jego wieku. Wzrasta jego dojrzałość poznawcza, a emocjonalnie jest w stanie pomieścić kontakty z innymi osobami. Potrafi się zakochać i jednocześnie nawiązać kilka kontaktów, na przykład z panią z przedszkola i z kolegą. Pojawia się zaciekawienie innymi osobami, szczególnie tymi płci przeciwnej. Trzylatek wie, że ludzie mają różną płeć. Ale staje przed zagadką, na ile ta płeć jest stabilna i stała. Musi rozwikłać, jak to jest, że mama i babcia, choć obie są kobietami, wyglądają inaczej. Stara się zrozumieć, czy pan może zostać panią, i zastanawia się, czy babcia to mężczyzna, bo przecież ma wąsik. Albo pyta „Mamo, czy plemniki mają nogi?”. Odkrywa, stąd się biorą dzieci i wie, jak wygląda kobieta w ciąży, a potem na widok dziadka woła: „To dziadek też jest w ciąży!”.

Bo ma brzuch.
Czasami samo stara się znaleźć odpowiedzi, na przykład podchodzi do dziadka i pyta: „Czy ty masz siusiaka?” albo stara się go dotknąć. Pojawiają się więc pytania albo zachowania orientacyjne. Może się zdarzyć, że córka zdejmie majtki i powie: „Zobacz, jaką mam ładną cipkę!”. Chce w ten sposób potwierdzić, że jest dziewczynką.

Nie bez powodu wiek przedszkolny nazwano okresem eksperymentowania. 
Badania, które prowadziłam już 30 lat temu, pokazały, że zachowania seksualne dzieci w tym wieku można podzielić na cztery rodzaje. Pierwszym są zachowania orientacyjne, których głównym celem jest poznanie siebie i świata. Do nich należy zarówno ekshibicjonizm dziecięcy, jak i podglądanie innych. Gdy dziecko pyta, czy babcia to samiec, widać w tym chęć zrozumienia, czy babcia jest kobietą, czy też może ludzie w pewnym wieku zamieniają się płcią. Drugi rodzaj to zachowania interakcyjne, gdzie na kanwie wiedzy dziecko chce nawiązać kontakt. Bawi się na przykład w dom, balet, doktora czy stodołę. Wątek seksualny jest główną treścią i tematem tych zabaw – wokół tego dziecko buduje ich akcję i zasady.

Jak w zabawę w stodołę można wpleść seksualny wątek?
Bardzo prosto. Zabawa w stodołę polegała na tym, że dziewczynka i chłopiec zbudowali sobie stodołę: przykryli stół kocem i weszli tam, a potem leżeli na sobie. Kiedyś widziały bowiem, jak w stodole pani leży na panu.

Czyli odtworzyły pewną aktywność seksualną, którą przypadkiem zobaczyły…
Choć niekoniecznie to rozumiały. W zachowaniach interakcyjnych...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy