Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

1 grudnia 2021

NR 12 (Grudzień 2021)

Seks ma płeć. O tym, jak seksualność postrzegają kobiety, a jak mężczyźni, z Michałem Pozdałem rozmawia Karolina Rogaska

0 2340

Seksualność kobiet jest mocno stereotypizowana. Jeśli któraś z pań lubi seks, to staje się puszczalską. Nie wypada jej mieć orgazmów, partnerów czy partnerek. Takie myślenie jest obecne także wśród tych kobiet, które chodzą na protesty, walczą, wypowiadają się na temat seksu. Jednocześnie mają w swoim życiu seksualnym blokady, które uniemożliwiają im czerpanie rozkoszy.

Karolina Rogaska: Często traktujemy seks jako coś odrębnego, niezależnego od reszty naszego życia. Dlaczego?
Michał Pozdał:
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat seks bardzo się skomercjalizował. Postrzegamy go trochę jak towar, na równi z nowym telewizorem czy samochodem. Po pierwsze odrywamy tę sferę od całej reszty życia – od tego, jak się czujemy, jakie mamy doświadczenia, z jakich rodzin pochodzimy. I nawet nie przypuszczamy, że nasze problemy seksualne mogą mieć jakieś głębsze podłoże. Ludzie czasem przychodzą do gabinetu i oczekują ode mnie recepty, magicznego leku na ich trudności. Są zdziwieni, gdy proponuję konsultacje i terapię, bo chcą prostej odpowiedzi. 
Po drugie oderwaliśmy seks od reszty naszego życia, bo wiąże się on z emocjami. A o tych nie potrafimy rozmawiać ani się nimi zajmować. Widać to szczególnie w pracy z parami, które nie umieją mówić o seksualności.

Może też zwyczajnie brakuje słów. Język dotyczący seksualności jest albo zmedykalizowany, albo wulgarny. 
Język medyczny to obrona w postaci intelektualizacji, która pozwala oddzielić seks od uczuć. Z kolei śmiech czy wulgarność rozładowuje napięcie. Stosujemy te metody, żeby w ogóle rozmawiać o seksie, co pokazuje, jak bardzo potrzebna jest edukacja w tym temacie. 

POLECAMY

Czy to, jak rozmawiamy o seksie i jak do niego podchodzimy, jest zależne od płci?
Kobiety zwykle są bardziej świadome swojej seksualności. Wiedzą, że ma ona związek z innymi obszarami ich życia. Mężczyźni, którzy do mnie przychodzą, są zdziwieni, gdy pytam ich o poprzednie związki czy o relacje między ich rodzicami. Ostatnio zgłosił się do mnie mężczyzna, który miał problemy z erekcją. Pytałem go, w jakim jest nastroju, jak śpi, czy budzi się zmęczony, czy wypoczęty – chciałem rozpoznać, czy jego sytuacja nie jest efektem depresji. Nie rozumiał, po co o to pytam i jaki to ma związek z erekcją. 
Młodych chłopców uczy się przedmiotowego podejścia do seksualności. Pracuję z nastolatkami i słyszę, że na szesnaste lub siedemnaste urodziny dostają prezerwatywy. Oczywiście nie neguję, że należy mówić o antykoncepcji. Tylko że działa to raczej na zasadzie: masz i wiesz, co z tym zrobić. A taki nastolatek wcale nie musi tego wiedzieć. Nikt też nie pyta go, czy nie czuje się przestraszony, czy nie boi się, że nie będzie miał wzwodu, czy ma jakieś doświadczenie w seksie. Puszcza się go w świat niemal z rozkazem – zrób to! W przypadku dziewcząt promowana jest raczej profilaktyka strachu. To komunikaty typu: „jak się komuś oddasz, to będziesz grzesznicą”; „nie kuś, powinnaś się szanować i jak najdłużej być dziewicą”. Zarazem kobiety mają większy dostęp do swych emocji, bo od dziecka pozwala im się na ich przeżywanie. Częściej też rozmawiają ze sobą o seksualności, zwierzają się, radzą. Chłopcy są uczeni rywalizacji, więc rzadko przegadują takie sprawy. 

Z jednej strony kobiety mają większe przyzwolenie na emocjonalność, z drugiej stawia się przed nami wymaganie, że seks jest ich obowiązkiem. W książce Kobieta świadoma opisuje pan historię kobiety, która odczuwała ból przy stosunku i długo nic z tym nie robiła, bo miała poczucie, że tak już musi być. Myślę, że wiele kobiet ma podobne doświadczenia…
Bo wiele z nich słyszało od swoich matek i babek: „Zaciśnij zęby i mu daj, to nie będzie przyjemne, ale zrób to dla dobra małżeństwa lub świętego spokoju”. Żyjemy w kulturze, w której kobiety są uczone, że cierpienie uszlachetnia i muszą to wziąć na swe barki. Nawet jeżeli intelektualnie rozumieją, że to bzdury, to emocjonalnie przy tym pozostają. Spotykam kobiety, które latami znoszą ogromny ból podczas seksu, bo słyszały, że tak to po prostu wygląda.

I muszą spełnić powinność małżeńską.
O właśnie. W stosunku do mężczyzn słowo „powinność” się nie pojawia. Seksualność kobiet jest też mocno stereotypizowana. Jeśli któraś z pań lubi seks, to staje się puszczalską. Nie wypada jej mieć orgazmów, partnerów czy partnerek. Takie myślenie jest obecne także wśród tych kobiet, które chodzą na protesty, walczą, wypowiadają się na temat seksu. Jednocześnie mają w swoim życiu seksualnym blokady, które uniemożliwiają im czerpanie rozkoszy. 

Trudno nam, kobietom, reagować swobodnie w łóżku, tym bardziej że za wszystko, co nie tak, obwiniamy same siebie.
Poza łóżkiem też, niejedna kobieta obwinia siebie nawet za kolizję na drodze, którą spowodował ktoś inny. Piszę o tym na początku książki. Ale domniemana wina kobiet jest szczególnie widoczna w kontekście ich życia seksualnego. Niezależnie, z jakim problemem kobiety zgłaszają się na terapię, w pierwszej kolejności winią o to właśnie siebie. W moim gabinecie nie spotkałem ani jednego mężczyzny, który łączyłby spadek zainteresowania seksem u partnerki z tym, że jemu urósł wielki piwny brzuch. Gdy jednak to jemu opada penis podczas stosunku, kobieta zwykle jest przekonana, że to z powodu jej mniejszej atrakcyjności. Czuje się winna, a do tego dochodzi jeszcze wstyd.

Na takie jej podejście do siebie i do seksu wpływ ma zapewne też rodzina, relacje kobiet z rodzicami, szczególnie z matkami. Jedna z bohaterek pana książki miała strofującą matkę, co wpłynęło na jej negatywny obraz siebie. Była przekonana, że nie jest pociągająca dla swoich partnerów. 
Wciąż mało się mówi o związku między dzieciństwem a seksualnością. Matka wspomnianej wcześniej kobiety też doświadczyła rodzicielskiego odrzucenia i potem w ten sam sposób traktowała swoją córkę. Nakładała na nią nakazy, pilnowała nadmiarowo. Nie zawsze ten wpływ matki czy ojca jest tak wyraźny. Niejednokrotnie rodzice starają się przekazać coś wartościowego na temat seksualności, ale wysyłają podwójny komunikat. Mówią jedno, a ich emocje pokazują coś innego. Dziecko reaguje na emocje, a nie słowa. Wychwytuje moment zawstydzenia, rozzłoszczenia albo słyszy, jak rodzic źle wyraża się o jakiejś kobiecie. I to zapamiętuje. Ludzie często w ogóle nie dostrzegają, jaki wpływ mają na swoje dzieci. Przyszła do mnie kiedyś kobieta z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy