Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Wstęp

29 października 2018

Samotni, choć razem

94

Poczucie samotności można mieć nawet na wypełnionym po brzegi stadionie.

Ze skargami na samotność jest trochę tak, jak z narzekaniem na głód. Ktoś mówi, że jest bardzo głodny, ale okazuje się, że nie jadł od zaledwie kilku godzin. Podobnie ktoś skarży się na samotność, ale najczęściej dlatego, że od wczoraj z nikim nie rozmawiał. Nazywam to samotnością przedwczesną albo urojoną. Dość egzaltowaną wersję dramatu takiej samotności zapewnia nam Michał Bajor, który z piosenek o niej mógłby dać cały recital.

POLECAMY

Prawdziwy głód to coś zupełnie innego. Wystarczy przeczytać przejmujące książki Anne Applebaum czy Imre Kertésza. Czym jest prawdziwa samotność, można przeczytać u Michaiła Szołochowa czy Stefanii Sempołowskiej. W obu wypadkach to przedsmak śmierci. W wypadku głodu – śmierci fizycznej, w wypadku samotności – śmierci społecznej.

Irvin Yalom nie bez powodu twierdzi, że lęk przed samotnością należy do czterech najważniejszych lęków egzystencjalnych – obok lęku przed śmiercią, przed zniewoleniem i przed pustką – jest bowiem zamachem na tę część naszej tożsamości, którą nazywamy MY. Vladimir Nabokov pisał o samotności jako najważniejszym aspekcie umierania.

Waga samotności ma to samo źródło, co potrzeba bliskości. Człowiek jest częścią sieci społecznej, ale sieć ta jest przecież wpisana w jego tożsamość. Jeśli samotność potraktować jako rzeczywistą, fizyczną izolację od innych ludzi, faktyczną nieobecność innych, przyznać musimy, że zdarza się ona rzadko. Gdy jednak pomyślimy o separacji od ludzi znaczących, sytuacja się zmienia. Wprawdzie ludzie są wokół, ale nie ci, których pragniemy.

Jeśli jednak samotność potraktować jako symboliczną, sytuacja zmienia się radykalnie, bo tu nie samotność fizyczna jest kluczem, a jedynie poczucie samotności, a to można mieć nawet na wypełnionym po brzegi stadionie sportowym czy na koncercie rockowym, gdzie tłum jest niepomierny. Pierwszy rodzaj samotności, ten fizyczny, częściej zdarza się ludziom starym, najpewniej z powodów demograficznych – odchodzą na zawsze ich bliscy, przyjaciele, a ich sieć społeczna kurczy się nieodwracalnie. Samotność symboliczną bodaj najsilniej przeżywają nastolatkowe – już nie dzieci, a jeszcze nie dorośli; już odłączeni od jednej wspólnoty, a jeszcze nie przyłączeni do drugiej. Młodzi skarżą się na samotność z powodu braku otrzymywanych uczuć, starzy z powodu przezroczystości. Pierwsi są samotni z braku miłości, drudzy często nie oczekują już miłości, ale pragną uwagi, choćby zauważenia.

Spotkamy ludzi samotnych z wyboru. Za tym wyborem najczęściej stoi potrzeba wolności, czasem wygoda. Częściej spotkamy ludzi, którzy samotności nie wybierali, ale muszą się z nią borykać. Jedni – bo mają ograniczone kompetencje społeczne i nie umieją dbać o kontakty z innymi, albo mają nader wygórowane oczekiwania wobec innych. Drudzy doświadczają samotności, bo innym wydają się nieatrakcyjni albo potencjalnie obciążający. Jeszcze inni są samotni z powodów demograficznych – nie mają rodziny, mieszkają w odosobnieniu lub na to odosobnienie zostali skazani. Buforem zabezpieczającym przed samotnością wydaje się różnorodność znajomych, przyjaciół i bliskich.

Wspomniany Michał Bajor w jednej z piosenek zapewnia, że przed samotnością uciec niepodobna, bo jest ona częścią losu każdego z nas. I tylko Stanisław Jerzy Lec z nieskrywaną ironią „uspokaja”: „Człowiek nie jest samotny, ktoś go przecież pilnuje”.
 

Przypisy