Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

10 maja 2018

Wspólnie samotni

144

Nie trzeba być oddalonym od kogoś o setki kilometrów, by doświadczać samotności. Ta najbardziej dotkliwa odczuwana jest pod wspólnym dachem, we wspólnym łóżku... Dlaczego się pojawia? Jak sobie z nią radzić?
 

Agata poznała Marka jeszcze w liceum. Od tamtej pory stali się nierozłączni – razem studiowali, mieszkali, przez jakiś czas pracowali. Dzięki niemu uwierzyła w siebie, zaczęła realizować swoje marzenia. Wszystko zmieniło się, gdy w poszukiwaniu lepszej pracy przeprowadzili się do Irlandii. Tam Marek stawał się coraz bardziej wybuchowy, obwiniał ją o wszystko i rzucał, czym popadnie. Agata zamykała się wtedy w pokoju i płakała. Po każdej takiej scysji przez dwa dni dochodziła do siebie. Marek przynosił kwiaty, a ona kolejny raz starała się go usprawiedliwić: złości się, bo nie może znaleźć odpowiedniej pracy, nie zna dobrze języka, tęskni za krajem. Umawiała mu więc lekcje angielskiego, wysyłała za niego podania o pracę, organizowała wspólne wakacje – żeby tylko mógł się odstresować.

POLECAMY

Stając się niewidzialną
W Wenecji, gdzie wspólnie wyjechali, po kolejnej kłótni Marek zostawił Agatę w jakiejś uliczce – samą, bez gotówki i telefonu. Sześć godzin spacerowała bez celu wśród turystów, patrzyła na przepływające gondole. Czuła się opuszczona, smutna i zła. Dotarło do niej, że taki stan towarzyszy jej codziennie. Podporządkowała się nastrojom Marka, stała się organizatorką jego życia, opiekunką i pocieszycielką. A po drodze zgubiła gdzieś siebie. Uświadomiła sobie, że ciągle jest jedenastoletnią Agatką, która – gdy rodzice się awanturowali – zamykała się w pokoju i płakała w ukryciu. Dziewczynką, która przynosiła ze szkoły piątki i mało mówiła o sobie, byle tylko nie robić problemów. I powoli stawała się niewidzialna.

Agata czuje w swoim związku osamotnienie – ten stan jest czymś odmiennym niż samotność. Samotni bywamy z wyboru, osamotnienie wiąże się z poczuciem opuszczenia przez innych, szczególnie najbliższych nam ludzi. Jak pokazuje historia Agaty i Marka, poczucie osamotnienia w związku często bywa lekceważone, spychane na dalszy plan, zagłuszane złością, ukrywane pod uzależnieniami albo nadmiernymi obowiązkami. Oboje uciekali, nie potrafili się z tym poczuciem zmierzyć, bo to oznaczałoby spotkanie z prawdą o sobie, co na ogół jest trudnym doświadczeniem. Chwile, gdy Agata zostawała sama ze sobą po kłótniach z Markiem, były sygnałami ostrzegawczymi. Jednak łatwiej jej było szukać szybkich rozwiązań – podsuwać mężowi nowe zajęcia i organizować mu życie – niż zająć się sobą i swymi emocjami. Marek natomiast – złoszcząc się i awanturując – próbował zbliżyć się do żony, ale efektem było coraz większe ich oddalenie.

Kiedy mówimy o osamotnieniu, zawsze warto przyjrzeć się obojgu partnerom, bo prawdopodobnie gdy ona odczuwa osamotnienie i oddalenie, on też je czuje, i odwrotnie.

Kto mnie zrozumie bez słów
Mogłoby się wydawać, że kiedy spotkamy odpowiednią osobę, nasza pustka i osamotnienie znikną. I tak się zazwyczaj dzieje na początku znajomości. Psycholog społeczny prof. Bogdan Wojciszke wyróżnił pięć faz, przez które przechodzą długotrwałe związki. Pierwsza to zakochanie, gdy zalewają nas niezwykle przyjemne emocje, które wyłączają racjonalne myślenie i koją przykre uczucia. Poczucie pustki zostaje zastąpione wszechogarniającą euforią. Zaciera się granica pomiędzy nami a ukochaną osobą, pomiędzy realnością a fantazjami na jej temat. Gdy związek wchodzi w kolejną fazę, tzw. romantycznych początków, partnerzy są coraz bardziej sobie bliscy, uważni na siebie. Do głosu dochodzą najgłębsze, podświadome potrzeby, na przykład pragnienie „zlania się” z drugą osobą, bycia z nią jednością, czucia i myślenia w taki sam sposób. Albo tęsknota za kimś, kto nas zrozumie bez słów, odgadnie nasze potrzeby, da nam poczucie bycia kimś ważnym – psychologowie nazywają to pragnieniem symbiotycznej bliskości. Inni z kolei marzą, żeby partner stał się ich lustrem, w którym będą mogli się nieprzerwanie przeglądać, dostając potwierdzenie, że są widziani i słyszani. Towarzyszy temu wiara w wyjątkowość partnera, idealizowanie go i emocjonalne „karmienie się” takim jego obrazem.

W kolejnej fazie – związku kompletnego – ważne staje się wzmacnianie wspólnych płaszczyzn i podobieństw, zarazem uczucie namiętności powoli schodzi na dalszy plan. Wtedy często nadchodzi bolesny moment urealnienia partnera, co przejawia się myślami: „on nie jest taki jak ja, nie zawsze mnie dobrze rozumie, czasem jest słaby, nieporadny. Jest inny ode mnie, po prostu zwyczajny”. To urealnienie wielu ludzi odbiera jako poczucie osamotnienia. Są przekonani, że odrębny, różny od nich partner oddala się. Stają tym samym przed wyborem: albo będą budować swą autonomię i pozwolą na różnorodność w relacji, co często kojarzy im się z poczuciem osamotnienia, albo usilnie będą dążyć do zaspokajania dziecięcych pragnień totalnej bliskości. Jest to na tyle trudny moment, że niektórzy postanawiają się wtedy rozstać.

Powinien wiedzieć
Tak było w przypadku Sandry. Jej kolejni partnerzy musieli mieć odpowiednie stanowiska, dobre samochody, a przede wszystkim mieli jej dostarczać rozrywki, być inspiracją i motywacją do działania. Po jakimś czasie okazywali się zwyczajnymi ludźmi – wtedy osamotnienie Sandry wracało i znów zaczynała szukać kogoś, kto je ukoi. Zawsze podkreślała, że najbardziej boi się rutyny i nudy, dlatego nie dopuszczała, by jej związek wkroczył w etap tzw. związku przyjacielskiego, w którym jest sporo intymności i dużo zaangażowania, ale zazwyczaj brakuje już namiętności. Osamotnienie na tym etapie najczęściej przejawia się w problemach z porozumieniem się. Wydaje nam się, że już dobrze się znamy i rozumiemy z partnerem, dlatego z czasem zaniedbujemy kontakt, przestajemy ze sobą rozmawiać. Bywa, że po latach bycia razem z góry wiemy, czego możemy spodziewać się po partnerze, na jakie tematy chętnie rozmawia, a których unika – rezygnujemy więc i nie podejmujemy ich. Ważne dla nas kwestie omawiamy z kimś innym, albo w ogóle ich nie poruszamy, co nasila poczucie osamotnienia i oddalenia. Trudno jest przyznać się przed sobą, a co dopiero zakomunikować komuś, że potrzebujemy bliskości, czułości. Wpadamy wtedy w pułapkę oczekiwania, że „on po tylu latach powinien wiedzieć, czego chcę, nawet gdy o tym nie mówię...”. To zdanie Natalia, mężatka z osiemnastoletnim stażem, powtarzała jak mantrę.

Utracona nadzieja
Od lat czuła się osamotniona. Ze smutkiem mówiła, że gdyby zniknęła, domownicy dostrzegliby jedynie brak obiadu i stertę nieupranych ubrań. Wyglądała na zmęczoną i bezsilną. Ubierała się na czarno, jakby opłakiwała nadzieję na dobry związek. Mąż uciekał od rozmów, a jeśli już udało się porozmawiać, zawsze kończyło się sporem o to, kto ma rację. W końcu przestała zabiegać o jego uwagę. Czasem tylko rozmawiała z przyjaciółką. Przez kilkanaście lat próbowała doścignąć ideał kobiety, którą chciała stać się dla męża. Znosiła wszystko w milczeniu, czekając, aż najbliżsi okażą, że jest dla nich ważna: mąż zaprosi na kolację, córka przyjdzie porozmawiać, syn posprząta pokój. Pomimo cierpienia była uśmiechniętą żoną, słuchającą i wyrozumiałą matką, aż w końcu zrozumiała, że jej nie ma, nie istnieje jako ktoś odrębny. Czuła się jak automat do gotowania czy sprzątania, zupełnie pusta, zupełnie sama...

Za jej osamotnieniem stało mnóstwo oczekiwań, nigdy niewypowiedzianych lub wyrażanych w formie zarzutu, co jeszcze bardziej oddalało ją od męża. Odmiennie rozumieli bliskość: ona chciała wyjaśnić wszystko do ostatniego słowa, on potrzebował przytulenia. Obydwoje forsowali swoje potrzeby i obarczali się nawzajem odpowiedzialnością za oddalenie. Nie potrafili zobaczyć, co sobie dają.

Na tym etapie związku często pojawiają się wyzwania, które mogą przyczyniać się do poczucia osamotnienia. Takim wyzwaniem są narodziny dzi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy