Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

7 marca 2018

Na głodzie ludzi

158

Samotność sprawia, że stajemy się lepsi, bardziej wrażliwi, ale dobra jest tylko na krótko. Na dłużej głód samotności doskwiera, trudno go zaspokoić. Nie ma bowiem sklepów ani lodówek pełnych przyjaciół. Są jednak proste sposoby, by ich znaleźć i samotność pokonać - przekonuje John Cacioppo.

JOHN CACIOPPO jest wybitnym psychologiem społecznym, profesorem na University of Chicago, gdzie kieruje Center for Cognitive and Social Neuroscience. Jego zainteresowania naukowe i badawcze obejmują zagadnienia z zakresu psychologii społecznej i neurobiologii społecznej. Z Richardem Pettym stworzył model perswazji i zmiany postawy (Elaboration Likelihood Model). Autor i współautor wielu publikacji, m.in. Loneliness: human nature and the need for social connection; Social neuroscience; Communication and persuasion: Central and peripheral routes to attitude change.

Agnieszka Chrzanowska i Dorota Krzemionka: – Podobno w USA samotność najbardziej doskwiera mieszkańcom Manhattanu. Trudno uwierzyć, że w wielomilionowym Nowym Jorku, „mieście, które nigdy nie śpi”, ktoś może być samotny. Pan mieszka w Chicago, trzecim pod względem wielkości mieście USA. Czy odczuwa Pan tam samotność?

John Cacioppo
: – Tak. I bardzo dobrze!

Dobrze?

– Nie boję się samotności. Przeciwnie, pokazuje mi ona, jak interesującym gatunkiem jesteśmy. To zadziwiające, że ewolucja wykształciła w nas taką cechę! Powinniśmy się cieszyć, że możemy odczuwać samotność, bo czyni nas ona lepszymi.

Jak? Przecież samotność jest przykra, boli...

– I to dosłownie. Odczuwanie samotności jest podobne do odczuwania bólu. Kiedy czujemy się samotni, odrzuceni i odizolowani, w mózgu zachodzą takie same procesy, jak w przypadku bólu fizycznego. Ten ból społeczny, podobnie jak ból fizyczny, sygnalizuje niebezpieczeństwo, zagrożenie i skłania do działania. Odczuwanie samotności każe nam zwrócić uwagę na innych ludzi. Mówi, że nadszedł czas, by zainteresować się otoczeniem. Bez samotności nie bylibyśmy tego świadomi. Bylibyśmy samolubni. W nawale obowiązków i zajęć często zapominamy o naszych bliskich. Na szczęście samotność nam o nich przypomina. Podobnie, gdy ktoś łamie zasady społeczne – grupa go odrzuca, izoluje. Nieprzyjemny stan samotności, jaki wtedy odczuwa, sygnalizuje mu coś ważnego, ostrzega, że powinien coś zmienić i skłania do wysiłku, by przyjęto go z powrotem. W efekcie staje się lepszym człowiekiem. Samotność jest więc korzystna. Nie tylko dla jednostki, ale też dla całego społeczeństwa.

Dlaczego czasem czujemy się samotni i wyobcowani wśród ludzi, stronimy wręcz od nich? Tak jak samotnik Boris Yelnikkov, bohater filmu Woody’ego Allena „Co nas kręci, co nas podnieca”. Skąd bierze się samotność?

– W 50 procentach jest dziedziczna. Dziedziczymy nie samą skłonność do jej odczuwania, ale to, w jakim stopniu jesteśmy na nią wrażliwi, jaki poziom bólu odczuwamy, gdy jesteśmy samotni. W efekcie niektórzy czują się bardziej samotni, inni mniej. Społeczeństwo potrzebuje jednak i samotników, i społeczników. Osoby, które mają dużą tolerancję bólu społecznego, wiele wnoszą do naszego życia. Często są badaczami, odkrywają nowe terytoria. Osoby, które mają niższy poziom tolerancji bólu związanego z samotnością, raczej zostają na miejscu i opiekują się tymi, którzy tego potrzebują. Chronią w ten sposób grupę.

Doświadczanie bólu samotności może jest korzystne, jak Pan twierdzi, ale jest też kosztowne. Badania dowodzą, że samotni żyją krócej, częściej chorują.

– Tak się dzieje i znamy już neurologiczne mechanizmy, które się za tym kryją. Gdy czujemy się samotni, w mózgu wzrasta poziom kortykoliberyny, czyli neurohormonu wydzielanego przez podwzgórze w odpowiedzi na stres. Większe jej stężenie sprawia, że odczuwamy lęk, w szczególności ten związany z potencjalnym zagrożeniem społecznym. Kortykoliberyna stymuluje przysadkę mózgową do wydzielania kortykotropiny, co z kolei prowadzi do większego wydzielania kortyzolu przez korę nadnerczy. Oznacza to, że osoba odczuwająca samotność ma we krwi większe stężenie kortyzolu, tzw. hormonu stresu. Kortykoliberyna wywołuje też reakcję układu sympatycznego – w postaci zwężenia naczyń krwionośnych – i krew płynie wtedy do mięśni. W ten sposób w obliczu zagrożenia nasz organizm przygotowuje się do podjęcia odpowiedniego działania, na przykład do walki lub ucieczki. Na przestrzeni życia taka dystrybucja krwi może doprowadzić jednak do nadciśnienia. Prowadzone przez nas badania z udziałem seniorów pokazały, że samotność wiąże się z podwyższonym ciśnieniem krwi. Z kolei kortyzol powoduje zwiększenie poziomu glukozy, uwalnianie aminokwasów i rozkład kwasów tłuszczowych. W ten sposób zapewnia nam zasoby potrzebne w obliczu zagrożenia. Ponadto, komórki układu odpornościowego posiadają receptory kortyzolu. Jeżeli jego poziom jest cały czas podwyższony, receptory stają się mniej wrażliwe. Co więcej, wysoki poziom kortyzolu u osób samotnych zmienia transkrypcję DNA na RNA. W efekcie organizm nie odbiera sygnałów mówiących, że poziom hormonu jest wysoki. A to prowadzi do zwiększenia zachorowalności i umieralności z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego i mniej efektywnej pracy układu odpornościowego.

Czyli mózg osoby samotnej cały czas trwa w pogotowiu, jest gotowy do podjęcia walki z potencjalnym zagrożeniem.

– Tak. I co więcej, nie zmienia się to nawet wtedy, gdy osoba samotna śpi. Wyobraźmy sobie naszych przodków, którzy musieli być czujni wobec zagrożenia ze strony drapieżników. Nawet podczas snu musieli zachować czujność, w przeciwnym razie mogli stracić życie. Dlatego często budzili się, by skontrolować sytuację. Nasze badania pokazały, że jeżeli czujemy się samotni w ciągu dnia, to w nocy doświadczamy mikro[-]wybudzeń. Nie jesteśmy tego świadomi. W efekcie, nawet jeśli spędzamy w łóżku zalecaną liczbę godzin, to tak naprawdę śpimy krócej i mniej efektywnie. A przecież sen pozwala odnowić nasze zasoby, wtedy przebiegają procesy metaboliczne i regeneracyjne. Gdy czujemy się samotni, proces regeneracji naszych zasobów jest narażony na szwank.

Czym jeszcze mózg osoby samotnej różni się? Czy jest w nim wyjaśnienie, dlaczego samotni zazwyczaj są smutni?


– Nasze badania pokazały, że u osób samotnych mniej aktywne jest prążkowie brzuszne. Jest to obszar mózgu będący częścią układu nagrody, wiąże się zatem z odczuwaniem przyjemności. Gdy jesteśmy świadkami czegoś pozytywnego, na przykład widzimy szczęśliwą parę, zwykle udziela nam się ich radość, cieszymy się razem z nimi. Obserwujemy wtedy zwiększoną aktywność prążkowia brzusznego. Jeżeli jednak jesteśmy samotni, to owszem, widzimy, że para jest szczęśliwa, jednak nie odczuwamy radości. Poziom aktywacji prążkowia brzusznego jest wtedy niższy.
A teraz wyobraźmy sobie negatywne zdarzenie, na przykład bójkę. Okazuje się, że u osób samotnych, będących świadkiem takich sytuacji, mniej aktywna jest okolica styku skroniowo-ciemieniowego, czyli obszar odpowiedzialny za teorie umysłu, które pozwalają nam przyjąć perspektywę innych osób, wyobrażać sobie przeżywane przez nie emocje i kierujące nimi motywy. Osoby samotne są zatem mniej skłonne „wczuwać się” w sytuację innych. Natomiast bardziej aktywna jest u nich kora wzrokowa. Oznacza to, że ich mózg ma włączony „radar”, nastawiony na zagrożenie społeczne. W efekcie bardziej koncentrują się na potencjalnym niebezpieczeństwie, jednocześnie w mniejszym stopniu przyjmują perspektywę innych. A to znaczy, że nie zawsze zachowują się zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Samotność zatem z jednej strony sprawia, że chcemy być w relacji z ludźmi, a z drugiej – że stajemy się bardziej czujni wobec innych ludzi, bo nie wiemy przecież, czy są wrogami, czy przyjaciółmi.

Kiedy samotność zaczyna szkodzić? Gdzie jest granica pomiędzy dobrą samotnością i złą samotnością?

– A gdzie jest granica, po przekroczeniu której głód nie jest dobry? Kiedy nie było jeszcze lodówek, człowiek polegał na sygnałach płynących z organizmu. Dzięki nim wiedział, że jest głodny i czas poszukać pożywienia. Teraz też słyszymy te sygnały, choć nie musimy się w nie wsłuchiwać tak jak dawniej, bo wystarczy zajrzeć do lodówki albo pójść do sklepu za rogiem. Również samotność jest takim sygnałem, musimy tylko wiedzieć, co oznacza. Każe nam szukać ludzi, podtrzymywać relacje, skłania nas do hojności. Samotność to głód ludzi. Sprawia, że szukamy „społecznego pokarmu”. Głodu samotności czasem nie da si...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy