Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

22 września 2021

NR 10 (Październik 2021)

Rodzicielstwo bez długu wdzięczności
Dlaczego warto pozwolić dziecku wyjść spod skrzydeł mamy i taty?

0 20

Magiczna chwila, gdy dziecko przychodzi na świat, sprawia, że często potrzeby małego człowieka stają się najważniejsze. Rodzice definiują siebie przez pryzmat bycia mamą lub tatą. Uznają szczęście dziecka za swoją odpowiedzialność i często starają się mieć je pod kontrolą, niezależnie od tego, ile lat minęło od chwili narodzin potomka. W konsekwencji mogą uzależniać dziecko od siebie i sprawiać, że wciąż czuje, że ma wobec nich dług wdzięczności, którego nie jest w stanie spłacić.

Tworzenie rodziny zaczyna się od decyzji dwóch osób, które chcą wejść ze sobą w relację. Tak powstaje diada, czyli pewien system, w którym oddajemy część swojej niezależności oraz rozkładamy ciężar życia codziennego na wspierających się wzajemnie partnerów. W zdrowej relacji taką diadę tworzą równorzędne jednostki, zdolne do dyskusji, wyrażania własnych potrzeb i emocji oraz decydowania o sobie. Mają one świadomość odrębności partnera lub partnerki i choć czasami oczekują, że druga strona postąpi w określony sposób, dają jej wolność w realizacji własnych ambicji wybraną przez nią metodą.

Pojawienie się dziecka sprawia, że staje się ono centrum rodziny. W okresie dzieciństwa, jeśli rodzice w procesie rozwoju nie postawią dziecku granic i nie pozwolą mu na samodzielne działania, może się ono przyzwyczaić, że mama i tata są po to, by rozwiązywać wszystkie jego problemy. Z takiego przyzwyczajenia do odsuwania od siebie trudności i rezygnacji z brania odpowiedzialności za to, co w życiu trudne, często niełatwo się wyzwolić.

W efekcie nasze dorosłe dziecko może być jak Alicja, która bojkotowała decyzję matki o przejściu na wcześniejszą emeryturę, pytając: „To z czego ja teraz będę żyć, skoro będziecie mieć mniej pieniędzy?”, lub jak Krzysztof, który po rozwodzie z żoną postanowił na nowo wprowadzić się do rodzinnego domu i wymógł na rodzicach, by urządzili sobie małe mieszkanko w piwnicy, by jemu było wygodniej. 

POLECAMY

Przyzwyczajenie dzieci do tego, że zawsze mają u nas bezpieczną przystań, jest dobre, jednak wykształcenie w nich przekonania, że to my zawsze będziemy brać odpowiedzialność za ich szczęście, stanowi problem i prowadzi do różnego rodzaju konfliktów. Brak postawienia granicy między dzieciństwem a dorosłością naszego potomstwa niesie negatywne skutki dla każdej ze stron. Niezależnie od tego, czy nasza córka lub nasz syn wciąż z jakiegoś powodu nie chce dorosnąć, czy też my mamy trudność w pozwoleniu mu lub jej na wyrwanie się z roli dziecka, to właśnie jako rodzice powinniśmy w pewnym momencie powiedzieć „stop” i przekazać swoim latoroślom pełnię odpowiedzialności za jakość ich życia.

Bądź blisko, lecz pozwól na samodzielność 

Bliskość, separacja, autonomia, granice to obszary, w których możemy czuć się zagubieni, jeśli sami doświadczyliśmy w przeszłości jakichś braków. Chcąc być najlepszym rodzicem dla swojego dziecka, możemy wpaść w różne pułapki, na które warto być uważnym. Czasem zdarza się, że niezdrowe przywiązanie przestaje dawać bliskość, a staje się narzędziem kontroli.

Jeśli chcemy, by nasze dziecko w dorosłości mogło panować nad przestrzenią własnego życia, musimy pozwolić mu na samodzielne przekroczenie progu rodzinnego domu, przejście własnych trudności i wykształcenie indywidualnej siły.

Wiele w tej kwestii możemy nauczyć się od orłów, obserwując je od momentu przygotowywania gniazda, przez pojawienie się potomstwa aż do chwili, w której młode opuszcza rodziców. Ptaki te łączą się w pary na wiele lat i wspólnie wychowują potomstwo. Często budują gniazda na twardych, ostrych kamieniach lub gałęziach, niekiedy pokrytych cierniami. Przed złożeniem jaja znoszą na wybrane miejsce miękki puch i pióra – tak, by tuż po wykluciu młode miało ciepło i wygodnie. Jednak to, co jest pod spodem, ma znaczenie na późniejszym etapie przygotowywania pisklęcia do życia. Kiedy przychodzi moment wylęgu, orlątko musi wykazać się wytrwałością w rozbijaniu dość grubej skorupy. Gdyby ktoś z zewnątrz pomógł mu się wydostać, prawdopodobnie wykształciłoby zbyt słaby dziób, by przetrwać w przyszłości, a także nie nauczyłoby się wytrwałości potrzebnej później w radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Młode dostaje pokarm wprost do dzioba tylko przez pierwszy miesiąc życia.

Później rodzice zostawiają żywność na pobliskich gałęziach, żeby zmotywować pisklę do wykonania pierwszego lotu i samodzielnego poradzenia sobie z często żyjącymi jeszcze ofiarami. Gdy młode, siedząc w gnieździe, domaga się jedzenia, często nie reagują. Jeśli jednak zbyt długo pozostaje w miejscu i ignoruje kolejne porcje, zaczynają wyciągać z gniazda miękki puch, pozbawiając swoje dziecko wygody, by w ten sposób skłonić je do podjęcia wyzwania. Jeśli nawet to nie pomaga – wyrzucają pisklę z gniazda, nie zostawiając go jednak przy tym samemu sobie. Szybują za nim w dół i łapią w locie, by było bezpieczne, ale wiedziało, że w końcu musi wziąć z nich przykład i ruszyć skrzydłami, by zacząć latać. 

Z korzyścią dla dziecka jest, jeśli podobnie jak orły, dbamy o bezpieczeństwo naszego potomka, równocześnie jednak zapewniając mu pewną dozę samodzielności. Pozwalamy zdobywać sukcesy własnym wysiłkiem, nie wyręczając go w tym, a tylko wskazując drogę i akceptując fakt, że czasami nie skorzysta z naszych rad i zrobi coś po swojemu. Zapewniamy mu bliskość i troszczymy się o jego podstawowe potrzeby, jednak mamy przy tym własne pola samorealizacji i nie obciążamy go poczuciem, że powinno być nam za coś wdzięczne. Pozwalamy mu popełniać błędy i odnosić sukcesy po swojemu, dając tym samym szansę na to, by jak najwcześniej wiedziało, że jest odpowiedzialne za swoje działania i podejmowane decyzje.

Dlaczego trudno nam oddać dziecku kontrolę nad jego życiem?

Gdy nasze dziecko dorasta, jako rodzice możemy poczuć się samotni lub opuszczeni. Wypuszczenie dziecka z systemu rodzinnego tak, by mogło samodzielnie się realizować, wymaga od nas pewnego rodzaju poświęcenia. Ten etap bywa bardzo trudny.

Jest mniej naturalny niż wejście w rolę rodzica, bo wymaga świadomej decyzji i akceptacji w pewnym sensie powrotu do tego, co było, zanim staliśmy się mamą i tatą. Choć dziecko, jak mówią niektórzy, dla rodziców zawsze nim pozostanie, to jednak z biegiem lat zmienia się nasza rola i to, kim jesteśmy w jego życiu.

Czasem otaczamy opieką i wsparciem dorosłe dziecko tylko dlatego, że bliskość służy nam do sprawowania kontroli. Gdy czujemy, że mamy wpływ na innych, mamy poczucie, że jesteśmy potrzebni. Nadmierna kontrola niszczy nie tylko więź, ale też poczucie odrębności. Dlatego warto sprawdzić, czy chęć nieprzerwanego zajmowania się życiem własnego dziecka nie wynika z pragnienia bycia potrzebnym. Źródłem takiej postawy mogą być na przykład zranienia i traumy z naszego dzieciństwa, które domagają się zaopiekowania i domknięcia.

Na przestrzeni lat dziecko mogło stać się również jedynym tematem rozmów w naszym związku. Jako rodzice mogliśmy wspólnie przeżywać j...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy