Rodzicielstwo bez długu wdzięczności

Dlaczego warto pozwolić dziecku wyjść spod skrzydeł mamy i taty?

Na temat

Magiczna chwila, gdy dziecko przychodzi na świat, sprawia, że często potrzeby małego człowieka stają się najważniejsze. Rodzice definiują siebie przez pryzmat bycia mamą lub tatą. Uznają szczęście dziecka za swoją odpowiedzialność i często starają się mieć je pod kontrolą, niezależnie od tego, ile lat minęło od chwili narodzin potomka. W konsekwencji mogą uzależniać dziecko od siebie i sprawiać, że wciąż czuje, że ma wobec nich dług wdzięczności, którego nie jest w stanie spłacić.

Tworzenie rodziny zaczyna się od decyzji dwóch osób, które chcą wejść ze sobą w relację. Tak powstaje diada, czyli pewien system, w którym oddajemy część swojej niezależności oraz rozkładamy ciężar życia codziennego na wspierających się wzajemnie partnerów. W zdrowej relacji taką diadę tworzą równorzędne jednostki, zdolne do dyskusji, wyrażania własnych potrzeb i emocji oraz decydowania o sobie. Mają one świadomość odrębności partnera lub partnerki i choć czasami oczekują, że druga strona postąpi w określony sposób, dają jej wolność w realizacji własnych ambicji wybraną przez nią metodą.

POLECAMY

Pojawienie się dziecka sprawia, że staje się ono centrum rodziny. W okresie dzieciństwa, jeśli rodzice w procesie rozwoju nie postawią dziecku granic i nie pozwolą mu na samodzielne działania, może się ono przyzwyczaić, że mama i tata są po to, by rozwiązywać wszystkie jego problemy. Z takiego przyzwyczajenia do odsuwania od siebie trudności i rezygnacji z brania odpowiedzialności za to, co w życiu trudne, często niełatwo się wyzwolić.

W efekcie nasze dorosłe dziecko może być jak Alicja, która bojkotowała decyzję matki o przejściu na wcześniejszą emeryturę, pytając: „To z czego ja teraz będę żyć, skoro będziecie mieć mniej pieniędzy?”, lub jak Krzysztof, który po rozwodzie z żoną postanowił na nowo wprowadzić się do rodzinnego domu i wymógł na rodzicach, by urządzili sobie małe mieszkanko w piwnicy, by jemu było wygodniej. 

Przyzwyczajenie dzieci do tego, że zawsze mają u nas bezpieczną przystań, jest dobre, jednak wykształcenie w nich przekonania, że to my zawsze będziemy brać odpowiedzialność za ich szczęście, stanowi problem i prowadzi do różnego rodzaju konfliktów. Brak postawienia granicy między dzieciństwem a dorosłością naszego potomstwa niesie negatywne skutki dla każdej ze stron. Niezależnie od tego, czy nasza córka lub nasz syn wciąż z jakiegoś powodu nie chce dorosnąć, czy też my mamy trudność w pozwoleniu mu lub jej na wyrwanie się z roli dziecka, to właśnie jako rodzice powinniśmy w pewnym momencie powiedzieć „stop” i przekazać swoim latoroślom pełnię odpowiedzialności za jakość ich życia.

Bądź blisko, lecz pozwól na samodzielność 

Bliskość, separacja, autonomia, granice to obszary, w których możemy czuć się zagubieni, jeśli sami doświadczyliśmy w przeszłości jakichś braków. Chcąc być najlepszym rodzicem dla swojego dziecka, możemy wpaść w różne pułapki, na które warto być uważnym. Czasem zdarza się, że niezdrowe przywiązanie przestaje dawać bliskość, a staje się narzędziem kontroli.

Jeśli chcemy, by nasze dziecko w dorosłości mogło panować nad przestrzenią własnego życia, musimy pozwolić mu na samodzielne przekroczenie progu rodzinnego domu, przejście własnych trudności i wykształcenie indywidualnej siły.

Wiele w tej kwestii możemy nauczyć się od orłów, obserwując je od momentu przygotowywania gniazda, przez pojawienie się potomstwa aż do chwili, w której młode opuszcza rodziców. Ptaki te łączą się w pary na wiele lat i wspólnie wychowują potomstwo. Często budują gniazda na twardych, ostrych kamieniach lub gałęziach, niekiedy pokrytych cierniami. Przed złożeniem jaja znoszą na wybrane miejsce miękki puch i pióra – tak, by tuż po wykluciu mł...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy