Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

8 sierpnia 2018

Repliki eksperymentu Milgrama

102

Od ponad pół wieku wyniki eksperymentu Stanleya Milgrama nie dają naukowcom spokoju. Nieustannie wymyślane i przeprowadzane są jego repliki oraz badania na nim bazujące. I co rusz badacze odsłaniają nowe oblicza naszej uległości wobec autorytetów.

Eksperyment Stanleya Milgrama rozpoczął się w lipcu 1961 roku, trzy miesiące po rozpoczęciu w Jerozolimie procesu Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora „ostatecznego rozwiązania” kwestii żydowskiej. W tym okresie wielu zastanawiało się, jak to możliwe, że Eichmann, przeciętnie wyglądający człowiek, może mieć na sumieniu tak potworne zbrodnie. Hanna Arendt, niemiecka filozof, opisywała go jako przeciętnego, bezrefleksyjnego człowieka. Czy możliwe, aby Eichmann i jego współpracownicy „tylko wykonywali rozkazy”? Czy możliwe, żeby zwyczajny człowiek dopuścił się zbrodni?

POLECAMY

Stanley Milgram postanowił na te pytania odpowiedzieć. Jego eksperyment zainspirował wiele osób i odtwarzano go potem w różnych miejscach i warunkach. Eksperyment wciąż budzi emocje, co jakiś czas wracają do niego naukowcy z różnych stron świata. Ostatnio jego repliki podjęli się także polscy psychologowie.

Schemat i przebieg

Ochotników, którzy w 1961 roku zgłosili się na Uniwersytet Yale, by wziąć udział w płatnym badaniu, poinformowano, że jego celem jest sprawdzenie wpływu kary na uczenie się. Badani dopiero po fakcie dowiedzieli się, że w rzeczywistości sprawdzano ich uległość wobec autorytetu.

W badaniu zaprojektowanym przez Milgrama każdy ochotnik osobiście poznał „ucznia”, którego miał uczyć ciągów słów i karać za błędy. Za udzielenie złej odpowiedzi „nauczyciel” miał zaaplikować „uczniowi” wstrząs, pierwszy o napięciu 15 woltów, a każdy kolejny o 15 woltów silniejszy. Trzydziestostopniowa skala zamykała się przełącznikiem napięcia opisanym jako XXX, a uruchamiającym prąd o teoretycznie zabójczym napięciu 450 V. Ochotników zapewniono przy tym, że wstrząsy nie zagrażają życiu i zdrowiu „ucznia”, choć jego reakcje w trakcie nauki wskazywały na coś zupełnie odwrotnego. 65 procent wszystkich badanych zaaplikowało najsilniejszy wstrząs elektryczny tylko dlatego, że otrzymali takie polecenie.
Milgram opracował i przepracował ponad 20 różnych wariantów badania. Wariacje te dawały odmienne wyniki. I tak na przykład kiedy „nauczyciel” nie widział ani nie słyszał „ucznia”, posłuszeństwo rosło – ponad 90 proc. badanych używało najsilniejszego napięcia do ukarania „ucznia”. Kiedy „nauczyciel” i „uczeń” mieli ze sobą lepszy kontakt wzrokowy, słyszeli się – „nauczyciele” częściej odmawiali użycia prądu o wysokim napięciu. Gotowość do posłuszeństwa spadała również wtedy, gdy eksperymentator oddalał się lub gdy zastępował go pomocnik.

Z drugiej strony, gdy eksperymentator zmuszał „nauczyciela” do naciśnięcia przycisku – dociskając jego rękę do maszyny – liczba osób gotowych do kontynuowania eksperymentu spadała. Na posłuszeństwo nie miała wpływu płeć badanych, ale miało miejsce, gdzie przeprowadzano badanie – kiedy przeniesiono je poza Uniwersytet Yale, do biura w Bridgeport, posłuszeństwo badanych spadło (malał bowiem prestiż związany ze sławną uczelnią). Jeśli „nauczycielom” towarzyszyli inni „nauczyciele” (w rzeczywistości aktorzy), badani polegali na ich decyzjach – jeśli jeden odmawiał wykonania polecenia, to drugi również. Jeśli tylko eksperymentator kazał przerwać badanie, nikt nie protestował; nawet kiedy „uczeń” deklarował, że jeszcze wytrzyma.

Szczeniaki i roboty

Eksperyment stał się inspiracją dla wielu badaczy. Jego repliki przeprowadzane w latach siedemdziesiątych potwierdzały obserwacje Milgrama. W 1978 roku Mitri Shanab i Khawla Yahya odtworzyli badanie w Ammanie, gdzie jordańscy studenci uzyskali podobne wyniki w podatności na wpływ autorytetu jak ich amerykańscy koledzy. Podobnie było w przypadku Włochów i Hiszpanów. Australijczycy w badaniach Wesleya Kilhama i Leona Manna z 1974 roku uzyskali wyniki trochę niższe. W Niemczech zaś, w eksperymencie Davida M. Mantella przeprowadzonym w Monachium w 1971 roku, 83 proc. badanych doszło do końca skali.

Znaną wariacją eksperymentu o uległości jest badanie psychiatry Charlesa Hoflinga z 1966 roku. Eksperymentator dzwonił do dyżurek pielęgniarek, przedstawiał się jako dr Smith i pytał, czy mają na stanie lek o nazwie Astroten. Następnie prosił o podanie pacjentowi Jonesowi 20 mg leku, podczas gdy maksymalna dawka wynosiła 10 mg. Wykonanie polecenia powodowało, że pielęgniarka łamała trzy szpitalne reguły: nie wolno akceptować instrukcji podawanych telefonicznie, dawka leku nie może przekraczać maksimum, lekarstwo musi być na liście leków bezpiecznych. 95 proc. nieświadomych badanych posłuchało nieznanego lekarza.

Inny przerażający eksperyment przeprowadzili w 1972 roku Charles L. Sheridan i Richard King. Założyli oni, że być może uczestnicy eksperymentu Milgrama posunęli się tak daleko, bo przeczuwali, że „uczeń” tak naprawdę tylko udaje porażenia prądem. Sheridan i King postanowili zatem odtworzyć eksperyment bez udawania. Nie mogli do roli ucznia wyznaczyć człowieka, wzięli więc psa, szczeniaka. Rażone prądem zwierzę warczało, szczekało, wyło z bólu, a na twarzach badanych widać było ogromny dyskomfort i cierpienie. Mimo to 20 z 26 osób (13 kobiet i 13 mężczyzn) doszło do ostatniego przełącznika w maszynie. Wśród tych, którzy odmówili kontynuowania wymierzania kary, byli wyłącznie mężczyźni.

W 2005 roku Christoph Bartneck z Eindhoven University of Technology w Holandii przeprowadził badanie, w którym „uczeń” był robotem, zupełnie nieprzypominającym człowieka. Wszyscy badani wykonali zadanie do końca i porazili maszynę za błędy najwyższymi dawkami.

Z kolei grupa hiszpańskich i angielskich badaczy pod kierunkiem Mela Slatera postanowiła przeprowadzić eksperyment milgramowski w wirtualnej rzeczywistości. „Uczniem” był animowany awatar kobiety – nie było więc wątpliwości etycznych, badani wiedzieli, że nie ucierpi człowiek. Połowa z nich widziała „kobietę” na ekranie komputera, a połowa tylko z nią czatowała. Badani z obu grup mieli za zadanie razić ją coraz mocniejszymi dawkami prądu za błędne odpowiedzi. Osoby, które tylko pisały z animowaną postacią, przeszły całe badanie do końca. Z 20-osobowej grupy, która miała okazję zobaczyć kobietę na ekranie, trzy osoby odmówiły dokończenia zadania.

Nowe inspiracje

Jedno z najnowszych badań nawiązujących do milgramowskiego eksperymentu przeprowadzili badacze z University College London i Université Libre de Bruxelles.

Patrick Haggard i jego współpracownicy postanowili odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie tłumaczą się, że „tylko wykonywali rozkazy”: czy wyłącznie po to, by uniknąć kary, czy może rozkazy faktycznie zmieniają poczucie odpowiedzialności? W tym eksperymencie wzięły udział wyłącznie kobiety, którym przydzielono rolę „agentek” i „ofiar”. „Agentki” mogły razić „ofiary” prądem lub przekazywać im w nagrodę pieniądze. Czasami „agentki” mogły same podjąć decyzję, co zrobić, czasami narzucał ją eksperymentator.

Aparatura EEG, do której badane były podłączone, wykazała, że kiedy kobiety działały na rozkaz, zapis fal mózgowych był znacznie spokojniejszy niż wtedy, gdy same podejmowały decyzję o karze. Tak jakby mózg „wyłączał” się, gdy decyzja przychodziła z zewnątrz.

Bardzo znanym powtórzeniem milgramowskiego eksperymentu jest jego wersja przeprowadzona przez dr. Jerry’ego Burgera z Santa Clara University. W 2006 roku postanowił on sprawdzić, czy wyniki badań Milgrama są nadal aktualne. Odtworzył badanie z tą różnicą, że „nauczyciele” mogli zaaplikować „uczniom” porażenie prądem o napięciu maksymalnym 150 V – mieli do dyspozycji 10, a nie 30 przełączników.

Skąd to ograniczenie? Otóż z badań Milgrama wynikało, że jeśli ktoś doszedł do 10. przełącznika i 150 V („uczeń” krzyczał wówczas: „Dość. Zabierzcie mnie stąd. Mówiłem, że mam problemy z sercem. Teraz zaczyna mnie znowu boleć. Proszę, wypuśćcie mnie. Odmawiam dalszego uczestnictwa”), to zazwyczaj nie poprzestawał na tym i uczestniczył w badaniu do końca – do uruchomienia prądu o napięciu 450 V.

Burger uznał, że to wystarczający pułap – pozwala na wyciągnięcie wniosków, a równocześnie sprawia, że eksperyment jest bardziej bezpieczny i etyczny. Zasada „150 V, czyli 10 przycisków” otworzyła innym naukowcom drogę do replikowania eksperymentu. Wkroczyli na nią również Polacy.

Polska replika
Czy Polacy są posłuszni woli autorytetu tak jak przedstawiciele innych nacji? – to jedno z pytań, jakie postawili sobie psychologowie z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Tytuł ich badania brzmi: „Would you deliver an electric shock in 2015?” (Czy poraziłbyś prądem człowieka w 2015 roku?).

Polscy badacze zaprosili do eksperymentu 40 kobiet i 40 mężczyzn. Procedura wyglądała podobnie jak w oryginalnym eksperymencie, z tą różnicą, że badani mieli 10 przycisków do wyboru. 90 proc. z nich nacisnęło guzik uruchamiający prąd o najwyższym napięciu 150 V.

Dr Tomasz Grzyb podkreśla, że nie można mówić o tym, by Polacy byli bardziej konformistyczni niż Amerykanie 50 lat temu. W oryginalnym eksperymencie wyniki były takie same – ok. 90 proc. badanych doszło wówczas do dziesiątego przycisku. Można natomiast powiedzieć, że polscy badani zachowywali się po gentlemeńsku – odmowy rażenia prądem i żądanie przerwania eksperymentu zdarzały się trzy razy części...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy