Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Laboratorium

25 lutego 2016

Pustka pełna pracy

57

Praca ma zagłuszać negatywne emocje. Im więcej pracoholik przeżywa lęku, złości czy rozczarowania, tym więcej pracuje. A im więcej pracuje, tym gorzej się czuje - jest bardziej wyczerpany. Tak powstaje błędne koło uporczywego zapracowywania się - mówi Kamila Wojdyło.

Projekt „Work craving – personality antecedents and regulatory mechanisms” został sfinansowany ze środków Narodowego Centrum Nauki przyznanych na podstawie decyzji numer (DEC/2011/01/M/HS6/02567).

Dorota Krzemionka: – Rodzina zarzuca mi pracoholizm, gdy w weekendy siedzę nad papierami. Czy jestem pracoholikiem?
Kamila Wojdyło: – Sama liczba godzin czy intensywność pracy nie wystarczy, by to rozstrzygnąć. Pytanie, z jakich powodów pani tak dużo pracuje? Jakie znaczenie praca ma w pani życiu? Przede wszystkim motywacja i funkcja pracy pozwala odróżnić entuzjazm pracy od pracoholizmu. Entuzjasta w pracy kieruje się przede wszystkim potrzebą rozwoju, ciekawością poznawczą. Pragnie się doskonalić. Natomiast pracoholik nadmiernie chce pokazać swoje kompetencje, zdobyć uznanie i aprobatę społeczną. Wielogodzinna praca kompensuje mu niskie poczucie własnej wartości. We wczesnych badaniach kryterium pracoholizmu była wyłącznie liczba godzin pracy. W rezultacie do jednego worka wrzucano osoby intensywnie pracujące i te uzależnione od pracy.

„Oto dzień minął, a ja nic nie zrobiłam” – pisze we wspomnieniach Maria Skłodowska-Curie. A Witold Gombrowicz w Autobiografii pośmiertnej przyznaje: „Dochodziłem do obsesji, nie mogłem zupełnie się oderwać [od pisania]…”. Tu już chyba mamy do czynienia z pracoholizmem?
– Niekoniecznie. Trzeba zobaczyć, co się kryje za tymi wzorcami zachowania. U entuzjastów pracy często mamy do czynienia ze stanem flow, czyli natchnienia i oderwania od rzeczywistości. Cieszy ich to, co robią. Praca daje im poczucie spełnienia, samorealizacji. Pracoholikowi trudno to odczuwać.

Dlaczego nie potrafi cieszyć się pracą?
– Ponieważ m.in. odczuwa wewnętrzną pustkę. Praca staje się dla niego wyuczoną strategią jej zapełniania, oczywiście niewystarczającą. Niezależnie od tego, ile godzin trwa, nie jest w stanie złagodzić bólu wewnętrznego, wypełnić tej pustki, zastąpić tego, czego pracoholikowi tak naprawdę brakuje.

A czego mu brakuje? Skąd ta pustka?
– Ona bierze się przede wszystkim z odcięcia od własnych emocji. U pracoholików jedną z funkcji intensywnej pracy jest redukcja emocji negatywnych. Im więcej ich pracoholik czuje, tym więcej pracuje. A im więcej pracuje, tym gorzej się czuje, jest bardziej wyczerpany, co nakręca strategię intensywnej pracy. Tak powstaje błędne koło uporczywego zapracowywania się.

Entuzjastę i pracoholika różnią powody, dla których tak dużo pracują. Coś jeszcze?
– Znaczący jest również stosunek do porażki i niepowodzenia. Entuzjasta traktuje je jako wyzwanie i doświadczenie. Natomiast pracoholik w obliczu porażki przeżywa paraliżujący lęk, związany z odbiorem społecznym. Badania pokazują, że jedna z najczęstszych automatycznych myśli, jakie pojawiają się u pracoholika, dotyczy tego, jak będzie odebrany przez innych, jak go ocenią. Entuzjastę i pracoholika różnią też emocje odczuwane przed pracą i po niej. Entuzjasta angażuje się w pracę głównie z ciekawości poznawczej, chęci rozwoju. Jeśli zrealizuje zadanie, często odczuwa satysfakcję, czasem i dumę. Jeśli zaś nie uda mu się, może przeżywać niezadowolenie. Pracoholik sięga po pracę, by pozbyć się lęku przed porażką, uniknąć negatywnych emocji. Lękiem reaguje na niepowodzenie. Gdy nie pracuje, czuje się winny. Wcześniejsze teorie opisywały pracoholizm jedynie jako obsesyjno-impulsywne zajmowanie się pracą,
czyli na poziomie objawów. Natomiast nie zastanawiano się, jaki jest mechanizm uzależnienia od pracy. Dlaczego człowiek musi pracować w taki obsesyjno-kompulsywny sposób.

Dlaczego? Co pracoholikowi daje to – jak Pani określa – pożądanie pracy?
– Taki styl pracy służy dostarczaniu sobie wzmocnień dwojakiego rodzaju: podtrzymania kruchego poczucia własnej wartości oraz redukowania napięcia i obawy przed porażką. Stale podwyższane standardy i niezdrowy perfekcjonizm z jednej strony przynoszą emocjonalną ulgę, a z drugiej – kompensują niskie poczucie własnej wartości.

A dlaczego pracoholik stale podwyższa sobie standardy wykonania zadania?
– Jednym z powodów jest wspomniana pustka emocjonalna. Ona sprawia, że żaden efekt pracy nie daje mu trwałego poczucia spełnienia.

Gdyż w głębi duszy pracoholik czuje, że nic nie jest wart?
– Wielu pacjentów tak to opisuje. Sednem uzależnienia są centralne przekonania o sobie, które u pracoholików mówią: jestem gorszy, beznadziejny. Aby się od nich odciąć, pracoholik stawia sobie nierealistyczne standardy, co daje mu iluzję wszechmocy i przynosi ulgę, ale tylko chwilową. W ten sposób ucieka przed własnym poczuciem słabości – tą częścią siebie, do której boi się zbliżyć. Ale standardy są nieosiągalne, więc działanie kończy się porażką, co utrwala destrukcyjne przekonania pracoholika na swój temat.

To przekonanie, że muszę się wykazać, a tak naprawdę niewiele jestem wart, rodzi się już w dzieciństwie. Jaka jest jego geneza?
– Badania, które prowadziłam, pokazały, że rodzice pracoholików mieli nadmierne wymagania wobec dziecka, a jednocześnie nie dawali mu wsparcia, nie akceptowali go. Wymagania są ważne dla rozwoju, ale nieuchronnie niosą ze sobą porażki, niepowodzenia. Ważne jest między innymi, jak rodzic reaguje na porażkę dziecka.

Bywa, że wycofuje wtedy uwagę, okazuje dziecku dezaprobatę.
– T...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy