Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

22 maja 2018

Błędne koło pożądania

47

W głowie pracoholika kręci się błędne koło. Pracując zbyt dużo, osiąga on coraz słabsze wyniki, uważa jednak, że jedynym lekarstwem na to jest...pracować jeszcze więcej. Taka strategia regulacji emocji jest skuteczna, ale tylko na chwilę.

Nieraz zdarza się słyszeć takie oto, dziwnie do siebie podobne, rozmowy:
– Nie wiem, co się dzieje, ale w pracy nie idzie mi tak, jak bym chciał. Moja wydajność spada... Swoje kwalifikacje oceniłbym na 8 lub 9, czasem nawet na 10 pkt. A mimo to ostatni kontrakt znów zawaliłem. Nie poddaję się, ale nie mogę się skoncentrować...
– Może potrzebny ci jest odpoczynek?
– Nie. Nie czas teraz na wakacje.
– Przecież mówisz, że nie idzie ci tak, jak byś chciał, że twoja wydajność spada...?
– Ale nie mogę przerwać pracy. Mam tyle zaległości. Musi być jakieś inne wyjście!

Ten dialog dobrze ilustruje to, co zachodzi w głowie potencjalnego pracoholika. To rodzaj błędnego koła. Nieopanowana pożądliwość pracy napędza błędny wzorzec myślenia, przebiegający w powtarzającym się cyklu: osoba dostrzega, że pracuje wciąż więcej, ale jej efektywność spada. Dochodzi do wniosku, że skoro jej wydajność jest mniejsza, to znaczy, że za mało pracuje. Postanawia więc pracować jeszcze więcej. Zauważa jednak, że im więcej pracuje, tym gorzej się czuje. Tym bardziej sądzi, że nie może przerwać zajęcia, by nie poczuć się jeszcze gorzej...

W ten sposób pracoholik przekonuje sam siebie, że nie ma wyjścia i musi tak ciężko pracować. Grzęźnie w pułapce zapracowania, w którą sam się wpędza.
Dlaczego tak trudno przyznać się przed sobą, że jest się uzależnionym? Co stoi na przeszkodzie, by rozpoznać u siebie problem i sięgnąć po pomoc? Wydaje się, że pracoholik doświadcza tego, co spotkało zawziętego drwala z bajki Jorge’a Bucaya z tomu Pozwól, że ci opowiem.

Zawzięty drwal

Był sobie kiedyś drwal, który zgłosił się do pracy przy wyrębie lasu. Ponieważ zarobek był dobry, a warunki pracy jeszcze lepsze, postanowił porządnie przyłożyć się do powierzonych obowiązków... Kiedy drwal stawił się przed majstrem, ten wręczył
mu topór i wyznaczył część lasu, w której miał pracować. Drwal z wielką ekscytacją podążył na wyrębę. Tego dnia ściął aż 18 drzew...
– Gratuluję ci – powiedział majster. – Rób tak dalej.
Podbudowany jego słowami drwal następnego dnia postanowił wykazać się bardziej. Położył się wcześniej spać i już o świcie, kiedy wszyscy jeszcze spali, wstał i ruszył do lasu. Pomimo wielkiego wysiłku nie udało mu się ściąć więcej niż 15 drzew. „Chyba pracowałem za mało”, pomyślał. Postanowił wstać jeszcze wcześniej. Zaczął pracować od świtu, by ściąć więcej niż 18 drzew. Ale nie osiągnął nawet połowy tamtego wyniku.
Następnego dnia udało mu się ściąć tylko 7, potem 5, a ostatniego dnia przez całe popołudnie usiłował ściąć drugie drzewo.
Zaniepokojony drwal poszedł do majstra i opowiedział mu o swych problemach, przysięgając równocześnie, że w pracy dawał z siebie wszystko. Majster wysłuchał tej opowieści i zapytał:
– A kiedy ostatni raz naostrzyłeś swój topór?
– Naostrzyć? Nie miałem czasu, żeby naostrzyć. Byłem za bardzo zajęty ścinaniem drzew.

Ucieczka od siebie

Podobnie jak dla bajkowego drwala, dla pracoholika dominującym celem działania stają się osiągnięcia/dokonania. Chce wykazać przed innymi ludźmi, głównie przed szefem, swoje kompetencje, zdolności i możliwości – i dzięki temu zostać docenionym. Badania pokazują, że intensywna, uporczywa praca jest dla niego sposobem kompensowania niskiego poczucia własnej wartości. Paradoks tego rodzaju strategii polega jednak na tym, że nie ma ona końca: pracoholikowi nigdy nie udaje się zyskać wystarczająco wiele, by poczuć zadowolenie z siebie. Żaden wynik nie jest w stanie wypełnić wewnętrznej pustki, której doświadcza w związku z tym, że wciąż czuje się nie dość dobry. Ucieka więc od samego siebie w pracę.

Intensywna praca i silne doznanie „omnipotencji” dostarczają pracoholikowi sporej dawki adrenaliny, co utwierdza go w przekonaniu, że może działać lepiej, więcej osiągnąć. I prześcignąć innych. Konkurencja i rywalizacja podkręcają spiralę pożądania pracy. Przyczyna pracoholizmu tkwi więc nie w pracy, lecz w osobie, którą popychają do działania własne, nierealistyczne standardy.

Pracoholik wciąż jest niezadowolony ze swych osiągnięć, żaden wynik nie jest dla niego dość dobry, i stale podnosi sobie poprzeczkę. Takie zjawisko zawyżania standardów, aż stają się nieosiągalne, określa się w psychologii neurotycznym perfekcjonizmem. Jego efektem jest niekończący się ciąg wymagań, które dana osoba stawia sobie i w syzyfowym mozole stara się je za wszelką cenę spełnić. Choć ma pewną świadomość zagrożenia, jakie kryje się za takim działaniem, to jednak trwa w swym ryzykownym stylu pracy. Dobrze odzwierciedla to stwierdzenie jednej z pacjentek: „To jest jak bardzo szybka jazda samochodem, gdy masz umiejętność poruszania się bardzo szybko i sprawnie. Tak samo jest z moją pracą”.

Nasuwa się pytanie: co dalej? Co za zakrętem? Jaką cenę przyjdzie zapłacić za taką jazdę? Pracoholik nie myśli o tym, nie dba o regenerację. W efekcie wydajność jego pracy spada. Pracuje więcej, a „wyrąbanych drzew” jest coraz mniej. Jedzie szybciej, a cel podróży oddala się zamiast przybliżać.
Brak odpoczynku wcześniej czy później prowadzi do wyczerpania, narastają negatywne emocje. W efekcie pracoholik jeszcze bardziej potrzebuje jeszcze więcej pracy, by choć przez chwilę poczuć ulgę. Wypracowuje sztywne zasady (np. „Muszę na 100 procent”, „Jeśli popełnię błąd, to oznacza, że jestem do niczego”), by chronić się przed potencjalną porażką i negatywnymi emocjami, wobec których czuje się bezsilny. Swą bezradność wobec emocji podtrzymuje przez specyficzny styl myślenia i kluczowe przekonania dotyczące własnej bezradności.

Frustracja pogłębia się i tylko praca pozwala złagodzić emocjonalny ból...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy