Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praca i pieniądze , Praktycznie

12 lipca 2016

Mroczne pracy pożądanie

0 375

Cóż może być złego w tym, że ktoś bez reszty angażuje się w jakieś zajęcie? Praca, inaczej niż alkohol, jest ceniona społecznie. Jednak można się od niej uzależnić. A wtedy rozbija rodziny, wyczerpuje organizm, niszczy życie, zabija.

Ostatnio media podały, że w jednym z polskich szpitali lekarz zmarł podczas dyżuru. Nic dziwnego, pracował piątą dobę z rzędu. Dotyka nas problem znany nam dotąd z opowieści o Japończykach, którzy dobrowolnie (czy na pewno?) rezygnują z urlopów i zapracowują się na śmierć. Niektórzy Polacy także mentalnie nie wychodzą z firmy. Dla nich czas pracy nigdy się nie kończy. Podejmują coraz to nowe zadania, zaniedbują rodziny.

Nie zważają na sygnały swojego organizmu, który domaga się zatrzymania. Obiecują, że jutro wrócą do domu wcześniej, a następnego dnia znów zostają po godzinach. Nigdy nie są zadowoleni z tego, co zrobili. Na dzień wolny reagują niepokojem. Gotowi są zrezygnować ze wszystkiego, tylko nie z pracy. Pewien 56-letni przedsiębiorca stwierdził: „Żona chciała, abym zwolnił tempo, a ja chciałem połączenia firm. Tego nie dało się już dłużej pogodzić. Stanąłem przed wyborem: praca albo małżeństwo. I zauważyłem, że praca ma dla mnie większe znaczenie niż wszystko inne na świecie”.

Przymusowe roboty
Pracoholicy. Sami często myślą o sobie jako pasjonatach pracy. Nie widzą problemu. Po prostu są zapracowani. Tylko skończą ten projekt, raport, artykuł... wtedy odpoczną. Ale nim skończą, obsesyjnie podejmują się następnych projektów, raportów... Naukowcy, na przykład Bryan Robinson, Wilmar Schaufeli czy Ronald Burke zgodnie twierdzą, że pracoholizm jest zaburzeniem, uzależnieniem podobnym do alkoholizmu czy narkomanii. I nie chodzi o liczbę zajęć ani godzin spędzanych w pracy, ale sposób jej wykonywania. Pracoholicy harują, bo nie mogą przestać. Działają pod wewnętrznym przymusem. Jaką funkcję pełni ten przymus? Skąd pochodzi? Czym różni się od innych wzorców zapracowania, które nie niosą takiego ryzyka?

Zapracowanie nie jest niebezpieczne u kogoś, kto uwielbia to, co robi. Kto potrafi cieszyć się z osiągnięć, radzi sobie emocjonalnie z niepowodzeniem. Kiedy trzeba, potrafi odłożyć zadania na później. Zwalnia tempo pracy i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia. Po urlopie wraca do pracy bez poczucia winy. To entuzjasta pracy. Entuzjazm pracy to jeden z wzorów zdrowego zapracowania.

Wśród zdrowo zapracowanych są też tacy, którzy potrzebują wysokiej stymulacji, dobrze czują się w warunkach konkurencji. Lubią rywalizować, cenią szybkie tempo i adrenalinę i podobnie jak entuzjaści potrafią wyłączyć się z pracy. To osoby z wzorem zachowania A.

Inna grupa to pseudopracoholicy. W czasie kryzysów życiowych popadają przez jakiś czas w zapracowanie. W ten sposób radzą sobie obronnie ze stresem. Największe ryzyko popadnięcia w zapracowanie niosą ze sobą trzy najbardziej stresujące sytuacje: śmierć współmałżonka, rozwód i separacja. Kiedy ktoś w sytuacji kryzysowej ucieka w pracę, mówimy o pseudopracoholizmie. Pracując intensywnie, zagłusza tymczasowo ból związany z kryzysem życiowym. Gdy kryzys mija, zapracowanie również ustępuje.

Praca jak lekarstwo
Czym innym natomiast jest pracoholizm chroniczny. Pracoholik praktycznie nie funkcjonuje poza pracą. Jego życie ogranicza się do pracy – obsesyjnie wciąż o niej myśli i kompulsywnie się w nią angażuje, niemal bez przerwy. Dlaczego tak się dzieje?

W koncepcji pracoholizmu jako pożądania pracy, którą stworzyliśmy wraz z Juliusem Kuhlem z Uniwersytetu w Osnabrück oraz Nicole Baumann z Uniwersytetu w Trier, próbujemy to wyjaśnić. Patologiczne pożądanie pracy nie ma szans ustać, bo stałe pracowanie łagodzi cierpienia pracoholika. Działa podobnie jak alkohol u osoby uzależnionej. Alkoholik znajduje ukojenie w piciu, ono pomaga mu regulować emocje, daje ulgę. Z jednej strony alkoholik redukuje symptomy odstawienne i negatywne emocje, z drugiej zaś dostarcza sobie pozytywnych emocji związanych z piciem.

Nadmierna praca, podobnie jak alkohol, może stać się wyłącznym środkiem radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Wtedy staje się niebezpieczna. Co powoduje, że ktoś zaczyna stale wykorzystywać pracę jako lekarstwo na złe emocje? W modelu pożądania pracy pokazujemy, że zapracowanie wynika z dążenia do kompensowania niskiego poczucia własnej wartości i redukowania silnych emocji negatywnych, w tym lęku przed porażką. Pracoholik cierpi z powodu niskiego poczucia wartości, musi więc stale zwiększać dawkę pracy. Wciąż więcej pracuje, bo nie może przestać. Dlaczego wybiera pracę, a nie, na przykład, alkohol?

Praca dobrze sprawdza się w roli regulatora emocji. W odróżnieniu od alkoholu jest wysoko ceniona społecznie, daje możliwości wykazania się i zyskania uznania. Dopóki pracoholik intensywnie pracuje – wie, że coś znaczy. Dopóki daje z siebie wszystko – wierzy, że jest w stanie zapobiec potencjalnej porażce. Niepowodzenie oznacza dla niego koniec wszystkiego.

W pogoni za ideałem
Niskie poczucie wartości pracoholik kompensuje poprzez nadmierny, neurotyczny perfekcjonizm. W ten sposób redukuje negatywne emocje. Patologiczny perfekcjonizm (w przeciwieństwie do zdrowego) oznacza niekończące się dążenie do ideału. Lecz ideał z założenia jest nieosiągalny, więc napędza błędne koło. Każdy sukces jest dla pracoholika tylko chwilowym przebłyskiem. Każde osiągnięcie w jego oczach to wciąż za mało, by czuć się wartościowym. W ten sposób rozwija się obsesyjne zaangażowanie w pracę i jej uporczywe pożądanie. Gdy pracoholik próbuje wyłączyć się z pracy, przeżywa symptomy od...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy