Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

21 stycznia 2019

NR 1 (Styczeń 2019)

Psychodeliki leczą

130

Kiedyś uważano, że uzależniają. Dziś wiadomo, że pomagają pokonać uzależnienia. Jak dowodzą badania, psychodeliki mogą być ratunkiem tam, gdzie zawiodły inne terapie i leki. 

Psychodeliki fascynują i zarazem niepokoją. Zmieniają naszą percepcję, świadomość, sposób myślenia i odczuwania. Wielu wierzy, że ujawniają coś głębszego o nas samych – nie bez powodu ich nazwa powstała z zestawienia dwóch greckich słów: psyche, czyli dusza, i delos, czyli ujawnić, objawić. Po ich zażyciu można mieć wizje, doznać ekstazy, poczucia rozproszenia granic „ja” i zjednoczenia ze światem.

POLECAMY

Marmoladowe nieba 

Stosunek do psychodelików zmieniał się w ciągu ostatnich dekad. Te pochodzenia roślinnego – jak psylocybina zawarta w halucynogennych grzybach – w wielu kulturach od dawna były używane w praktykach religijnych i medycznych. Potem, trochę przez przypadek, odkryto syntetyczny psychodelik – dietyloamid kwasu D-lizergowego. Powszechnie znany jako LSD, działa setki razy silniej niż psylocybina czy meskalina.

O tym, jak zmienia percepcję, można wnioskować z tekstu piosenki śpiewanej przez Beatlesów: „Lucy in the Sky with Diamonds”. Wprawdzie muzycy utrzymywali, że chodzi w nim tylko o rysunek dziecięcy, jednak akronim sugerował coś innego.

LSD szybko zyskało popularność w środowiskach naukowych. Wierzono, że pozwoli odkryć, jak funkcjonuje nasz mózg. W 1960 roku paczka z psychodelikami trafiła do rąk psychologa Timothy’ego Leary’ego z Harvard University. Wypróbowywał on na sobie działanie różnych środków, aby doświadczyć odmiennych stanów świadomości. Za nim podążyli inni, w nadziei, że w ten sposób uwolnią możliwości drzemiące w ich psychice.

Psychodeliki stały się ważnym elementem kontrkultury. Zarazem w mediach zaczęły się pojawiać ostrzeżenia, że ich zażywanie jest ryzykowne, bo silnie uzależniają. Choć późniejsze badania nie potwierdziły tego, pogłoski doprowadziły do delegalizacji psychodelików. W większości krajów zachodnich umieszczono je na czarnej liście najbardziej niebezpiecznych farmaceutyków. W efekcie na wiele lat wstrzymano badania nad nimi. 

Renesans psychodelików zawdzięczamy w dużym stopniu dwóm organizacjom – amerykańskiemu The Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies i brytyjskiej The Beckley Foundation. Przełamując uprzedzenia, wywalczyły one zmiany w przepisach prawnych. Badania nad psychodelikami prowadzone są obecnie w wiodących ośrodkach naukowych na świecie, jak np. New York University, Imperial College London, Universität Zürich czy Johns Hopkins University, a ich wyniki publikowane w najlepszych czasopismach naukowych, czyli w „Nature” i „Science”. Nawet Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków, znana z rygorystycznych przepisów dotyczących dopuszczania leków do obrotu, oraz Drug Enforcement Administration, walcząca z narkotykami, akceptują badania nad psychodelikami.

Przełamując lęk

Badacze zaobserwowali, że LSD wzmacnia samoświadomość i ułatwia przywoływanie, a zarazem uwolnienie się od wspomnień związanych z bardzo silnymi emocjami. Czyni go to świetnym kandydatem na środek wspomagający proces zmian dokonujących się podczas psychoterapii. Już w połowie lat 60. minionego wieku opublikowano ponad tysiąc badań klinicznych, obejmujących ponad 40 tysięcy pacjentów. Okazało się, że LSD i psylocybina pomagały pacjentom cierpiącym na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, depresję oraz dysfunkcje seksualne. Rok temu zespół badaczy z Imperial College London testował wpływ psylocybiny na osoby z depresją lekooporną. Wszyscy badani odczuli natychmiastową poprawę, która utrzymywała się przez minimum 3 tygodnie, a często dłużej. Badanie fMRI przed aplikacją LSD i po niej wykazało, że powoduje on m.in. zmniejszony przepływ krwi w ciele migdałowatym. Jak piszą autorzy, psylocybina – podobnie jak elektrowstrząsy – zdaje się „resetować” szlaki mózgu związane z depresją.

Psychodeliki łagodzą też ból i lęk u pacjentów w stanie terminalnym. Dowodzą tego m.in. badania szwajcarskiego psychiatry Petera Gassera – przed laty jako jeden z kilku lekarzy na świecie miał zezwolenie na przepisywanie LSD. Wykorzystał ten środek w terapii pacjentów cierpiących na zaburzenia lękowe w związku ze śmiertelnymi chorobami, jakie u nich zdiagnozowano. Pacjenci otrzymywali LSD lub tzw. aktywne placebo. Nie zaobserwowano u nich żadnych negatywnych skutków podawania substancji. Zarazem okazało się, że u wszystkich badanych przyjmujących pełne dawki LSD wyraźnie obniżył się poziom lęku, a efekt ut...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy