Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

6 lutego 2022

NR 2 (Luty 2022)

Pełni sprzeczności w nieprzewidywalnym świecie. Czym grozi upraszczanie siebie, innych i świata, w którym żyjemy

0 1345

Upraszczamy na wiele sposobów siebie i świat. Mamy w tym pomocników: przywódcy duchowi głoszą jedynie słuszne prawdy, a coachowie wskazują, jak należy żyć. W rzeczywistości kryje się za tym pragnienie sprawowania kontroli. Aby jednak naprawdę zrozumieć siebie, ludzi i świat, musimy skonfrontować się z ich złożonością i nieprzewidywalnością.

Motyw „prostego człowieka” jest dobrze ugruntowany w literaturze pięknej. Znajdziemy tu nowotestamentowego „bożego prostaczka” – dobrego człowieka, skromnego i empatycznego. Nieuchronnie trafimy na prostomyślnego i szlachetnego Kubusia, bohatera rozprawki Kubuś Fatalista i jego pan Denisa Diderota. Napotkamy też Prostaczka Voltaire’a, szlachetnego amerykańskiego Indianina Hurona. O prostym człowieku przeczytamy u Edwarda Redlińskiego i Czesława Miłosza (Który skrzywdziłeś człowieka prostego…). Jednym z największych literackich terytoriów „prostego człowieka” są bajki i opowiastki dla dzieci. Schemat na ogół jest podobny: prosty to niewykształcony człowiek, zazwyczaj niezbyt mądry, ale za to dobry. Widzę w tym projekcję marzeń autorów – tak by się chciało, żeby wszystko było proste, przewidywalne, stabilne, powtarzalne. No i dobre! Żeby człowiek był prosty i łatwy w obsłudze, podobnie świat – prosty oraz zrozumiały bez zbędnego wysiłku. Tak bardzo by się chciało, że niekiedy wydaje się nam to nawet możliwe.

POLECAMY

Nieprosty prosty człowiek

Pragnienie prostoty ludzkiej natury dotyczy jednak dwóch kwestii: prostej struktury umysłu („tak – nie”, „0 – 1”) i przewidywalności ludzkich odruchów („jeśli A to B”) z jednej strony, z drugiej zaś dotyczy jednoznaczności moralnej i niechęci do wszelkich relatywizmów („prawda jest jedna i niepodzielna”).
Problem jednak w tym, że ani człowiek (nawet ten najprostszy), ani świat (nawet ten najbardziej uproszczony) nie mogą być proste z wielu powodów.
Pierwszy z nich, dla którego człowiek nie może być prosty, wynika z faktu dwoistości ludzkiej natury – biologicznej i symbolicznej. Kiedyś mawiano, że człowiek jest ciałem i duszą; dziś powiemy, że człowiek to ciało i psyche. Jedno i drugie jest skomplikowane. Wystarczy przypomnieć sobie złożoność ludzkiego mózgu porównywalną ze złożonością wszechświata. Wystarczy przypomnieć sobie rozliczne funkcje spełniane przez organizm. Tymczasem wiadomo, że im systemy są bardziej złożone, tym większe jest prawdopodobieństwo pojawiania się w nich zakłóceń i szumów losowych, a więc odstępstw od rutyny. To sprawia, że nie wszystko jest i może być powtarzalne, stabilne, przewidywalne. Ponadto, ciało determinuje funkcjonowanie psychiczne, co dla wszystkich jest oczywiste, ale i psyche wpływa na funkcjonowanie ciała, co dla wielu bywa zaskoczeniem. Nie dziwi nas, że kiedy jesteśmy zmęczeni lub chorzy, wtedy mniej sprawnie myślimy czy pamiętamy, ale zaskakuje nas, że w tajemniczy sposób możemy mieć wpływ na datę własnej śmierci. Obie zależności są dobrze udokumentowane.
Powód drugi bierze się stąd, że nawet najprostszy człowiek się uczy, gromadzi dane, porządkuje je. Tworzy kategorie, pojęcia, konstruuje obraz świata i własnej osoby. Często jest tak jak z kroplą atramentu, która trafi do butli mleka. Jedna mała kropla zmienia barwę tysięcy kropel. Oczywiście, nie jest tak, że jedna wiadomość zawsze burzy obraz świata, ale każda wiadomość może być przesłanką zmiany. 
Powód trzeci jest taki, że choćbyśmy stanęli na głowie, nie mamy tylko jednego „ja”. Poza „ja” realnym, „ja” idealnym i „ja” powinnościowym, poza „ja” przeszłym są jeszcze – między innymi „ja” możliwe i „ja” chwilowe. Te dwa ostatnie są w kontekście tych rozważań kluczowe. Pierwsze jest tworem ludzkiej wyobraźni, a ta od dziecka produkuje obrazy rozmaitych stanów możliwych. Takich, że można latać bez użycia maszyn, i takich, że zamieniamy się w nietoperza albo kwitnącą lipę, albo wyruszamy właśnie w podróż kosmiczną. Drugie jest związane z faktem, że nie żyjemy w próżni (ani fizycznej, ani społecznej). Dziś wiemy wiele o tym, jak środowisko fizyczne zmienia zachowanie oraz doświadczenia emocjonalne. Wiemy, że hałas odbiera nam ochotę do pomagania, choć przecież zazwyczaj jesteśmy dość prospołeczni. Wiemy, że temperatura wzmaga gotowość do agresji, choć na co dzień jesteśmy łagodni i spokojni. Wiemy, że słoneczny dzień poprawia nastrój, a listopadowa słota nastrój pogarsza. Rzadziej myślimy o tym, że – jak dowodził William James, jedna z największych postaci w historii psychologii – mamy różne twarze na użytek różnych grup społecznych. Inną w świątyni podczas obrzędów, inną na dyskotece. Inną, gdy idziemy z przyjaciółką pod prysznic, inną zaś na 90. urodzinach babci. Inną u lekarza, inną u fryzjera. Dotyczy to wszystkich – bez wyjątku. Nie może być inaczej.

Porządki w głowie

Powód czwarty związany jest z robieniem porządków w głowie. A jest ich kilka. Ten, który dotyczy gromadzonych informacji. I ten, który odnosi się do emocji. Ten, który ma na uwadze zasady etyczne. I ten, który wiąże się z rolami społecznymi, jakie pełnimy. I ten wreszcie, który pod uwagę bierze zachowania. Popatrzmy na nie kolejno.
Wszyscy mamy skłonności do prostych przeciwstawień: duże – małe, czarne – białe czy wysokie – niskie, ale większość z nas nie dzieli rzeczy na dwie przeciwstawne kategorie, tylko patrzy na nie jak na pewną ciągłość. Bo oprócz dużego widzi jeszcze wielkie, ogromne, gigantyczne, ale dostrzega też malutkie, drobne, mikroskopijne i tak dalej, o średnim nie wspominając. Większość z nas potrafi z powodzeniem umieścić jakąś rzecz w wielu kategoriach, a nie w jednej. Słowik jest ptakiem, ale też kręgowcem. Co więcej, słowik śpiewa podobnie jak inne ptaki, ale do grupy śpiewających należy też Sting czy Anna Netrebko. Należy też ten słowik do ulubionych rzeczy w naszym ogrodzie, obok lilii martagonów i pięknego korzenia wyrzuconego przez morze. Chcemy czy nie, tworzymy skomplikowane i wzajemnie przenikające się siatki kategorii.
Podobnie rzecz się ma z emocjami. Większość z nas potrafi wymienić kilkadziesiąt różnych emocji i podzielić je na różnorodne grupy, np. na pozytywne i negatywne, na aktywizujące lub zżerające zasoby, na trwałe i chwilowe. Większość z nas potrafi też odkryć, że niejedna z emocji znajdzie swoje miejsce w każdej klasyfikacji. Na przykład depresję postrzegamy jako emocję negatywną i długotrwałą, pozbawiającą zasobów i… tak dalej.
Co więcej, kumulacja pobudzenia emocjonalnego może sprawić, że dochodzi do wybuchu, do eksplozywnego rozładowania napięcia i utraty kontroli nad zachowaniem. Uległe i spokojne dziecko całymi miesiącami znosi dokuczanie, aż któregoś dnia wybucha. Upokarzana kobieta znosi to w milczeniu, ale pewnego dnia nożem kuchennym, który ma w ręku, bo właśnie kroi chleb, zabija swojego prześladowcę. Przysłowiowa kropla goryczy się przelewa, ludzie tracą kontrolę, a po ochłonięciu nie potrafią zrozumieć tego, co zrobili i dlaczego.
Porządkujemy także różne stany rzeczy na wymiarach wartościujących: coś mieści się na wymiarze „dobry – zły”, ale zarazem lokuje się na wymiarze pragmatycznej użyteczności jako w różnym stopniu użyteczne czy przydatne. Coś lub kogoś możemy lubić bardziej lub mniej, albo się go bać. Coś lub ktoś może być mniej albo bardziej piękny itd.
Złożoność ludzkiej osobowości jest też pochodną ról, jakie przychodzi człowiekowi pełnić. I dlatego, że role te mają skomplikowane przepisy, i dlatego, że istnieje konflikt między pełnionymi rolami życiowymi. Doświadcza tego wiele kobiet, które obok roli matki pełnią też rolę partnerki seksualnej, rolę opiekunki swoich starych rodziców, a zarazem – na przykład – rolę lekarki odpowiedzialnej za los słabych i chorych ludzi. Jest pewne, że co jakiś czas musi dojść do konfliktu między rolami. Trzeba wybierać.
Osobną kwestię stanowią zachowania. Mogą być realizowane według prostych automatyzmów, nawyków czy innych nieskomplikowanych zasad. Wedle reguły ewolucyjnej, zwanej „uciekaj albo walcz”, wedle biblijnej zasady „oko za oko, ząb za ząb”, ale też wedle bardziej racjonalnych przepisów: „zastanów się najpierw, a potem rób”, czy „to nie jest na tyle ważne, żeby się tym przejmować”, albo wreszcie „można to przecież wybaczyć”.

Pełni sprzeczności

Można powiedzieć, że nawet prosty człowiek jest jednak skomplikowany i złożony, a co więcej – pełen sprzeczności. I nie może być inaczej. Ta złożoność ma swoje liczne zalety, z których jako najważniejsze można wskazać dwie. Po pierwsze, złożony obraz siebie samego i świata jest prawdopodobnie trafniejszy niż obraz uproszczony czy prymitywny. Po drugie, układy złożone są bardziej generatywne, co oznacza, że mają większą zdolność tworzenia wyobrażeń różnych nowych możliwości. O „ja” możliwym była już mowa, ale dotyczy to przecież w zasadzie każdego elementu otoczenia. W miarę skomplikowania ludzkiej natury rośnie potencjał innowacji i twórczości. Jeśli jednak złożoność jest zbyt wielka, może to doprowadzić do inercji w działaniu. Dobrymi tego przykładami są Obłomow, bohater powieści Iwana Gonczarowa czy Herzog, bohater powieści Saula Bellowa. Nadmierna złożoność umysłu utrudnia, a czasem uniemożliwia podjęcie decyzji, bo w każdym momencie pojawia się kolejna i kolejna przesłanka, co sprawia, że proces decydowania może nie mieć końca. Obłomow latami leżał na kanapie i rozważał, czy się ożenić, a po każdej „prawie decyzji” uświadamiał sobie, że czegoś jeszcze nie wziął pod uwagę. Herzog przemieszczał się po Ameryce z walizą pełną niewysłanych listów – od kobiety do kobiety, do których najpierw zdążał, a potem od nich uciekał. Nie mógł się zdecydować, więc one decydowały za niego.
Nawet prosty człowiek, być może z wyjątkiem dogmatycznej albo wręcz klinicznej skrajności, jest wewnętrznie sprzeczny. Jest i być musi. Musi, bo z jednej strony jest odrębnym indywiduum (myślącym o sobie „ja”), a z drugiej jest częścią takiej i/lub innej społeczności (z którą się identyfikuje i myśli: „my”). Dobrze wiemy, że interesy i dążenia osobiste wcale nie muszą się zgadzać z interesami wspólnymi. „Ja” może się zawzięcie kłócić z „my”. Musi także dlatego, że interesy ciała niekoniecznie zgadzają się z interesami ducha. Umysł by chciał, a ciało nie potrafi, albo odwrotnie: ciało by chciało, a umysł nie widzi w tym sensu. 
Musi też być wewnętrznie sprzeczny, bo stałość czy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy