Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

8 marca 2016

Od kamyka do chińskiego muru

0 302

Budowę najgrubszego muru zaczyna się od położenia małego kamyka. Tak samo postępujmy i my z naszymi zadaniami - zachęca RAFAŁ ALBIŃSKI. Gdy ułożymy pięć kamyków, możemy iść na kawę, a po powrocie dołożymy następne. I następne...

DOROTA KRZEMIONKA: – Nie zwlekając, przejdźmy do tematu odwlekania. To podobno tzw. syndrom studenta. Wyniki badań wskazują, że 20 procent ludzi odkłada zadania na później, a w grupie studentów aż 80 procent. Panu też się przydarza mówić: jutro?
RAFAŁ ALBIŃSKI: – Oczywiście, tak jak każdemu. A studia rzeczywiście mogą być świetną szkołą odwlekania: cały dzień uczyłem się do kolokwium, a tu prowadzący odwołał zajęcia. I pojawia się myśl: ach, więc nie opłacało się uczyć. No to na następne kolokwium się nie nauczę, bo może też zostanie odwołane...

W jakich innych sytuacjach zwlekamy? Jak często?
– Przeważnie zwlekamy, gdy mamy zrobić coś wyjątkowo skomplikowanego i złożonego. Kiedy zadanie ma wyznaczony termin i jego wykonanie będzie oceniane. Włącza się obawa i wtedy dużo prościej jest uciec niż stawić czoła. Niestety, taka strategia jest dużym błędem, bo potem uzbiera nam się wiele zaległych obowiązków. W efekcie wykonamy pracę gorzej niż, gdybyśmy ją zrobili w wyznaczonym terminie. Opóźnienie łączy się z gorszą jakością. To nieprawda, że „gdy mam nóż na gardle, to się sprężam i wszystko mi świetnie
wychodzi”, jak twierdzą niektórzy. Funkcjonuje też inna wymówka: „lubię podniecenie związane z tym, że zbliża się ostateczny termin”.

A może rzeczywiście ktoś potrzebuje presji zewnętrznej, aby się przemóc i zacząć skutecznie działać?
– Z badań amerykańskich wynika, że to wymówka. Analizowano sposób wykonywania zadań przez zwlekających i niezwlekających, a potem porównywano też jakość wykonanej pracy. Jakość pracy „odwlekaczy” była obiektywnie gorsza. Trudno się zgodzić z tezą, że zewnętrzny bodziec – presja czasu – pomaga w poprawnym wykonaniu zadania. On przeszkadza. „Teorie” o pozytywnym wpływie dreszczyku emocji trzeba włożyć między bajki.

W pracach Piersa Steela i Josepha Ferrari zwlekanie jest definiowane jako dobrowolne i świadome odkładanie pewnych czynności na później. Mam tu pewne wątpliwości. Myślę, że często zwlekamy, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że zwlekamy, a tym bardziej, dlaczego to robimy...
– Generalnie osoba zwlekająca jest świadoma podejmowanego ryzyka. Wie, że czeka ją stres, że pewnie wykona pracę gorzej. Odwlekanie łączy się z dyskomfortem – wiem, że nie powinienem odkładać na później, że to nie jest dobre. Mimo to odwlekam wykonanie zadania, ten nawyk jest zbyt silny. Z zupełnie inną sytuacją mamy do czynienia, gdy odkładamy jakąś czynność, bo dziś nie zdołamy jej wykonać z przyczyn obiektywnych – np. nie mamy danych do napisania pracy.

Ale chyba nie zawsze jest tak, że zwlekam z własnej woli, godząc się na dyskomfort. Czasem dzieje się tak z powodów zewnętrznych, czasem to nawyk albo efekt rozdarcia wewnętrznego.
– Jest takie powiedzenie, że najpierw my tworzymy nawyki, a potem nawyki tworzą nas. Ale generalnie nawet w przypadku działania nawykowego obecna jest nasza decyzja. Decydujemy, że nie zrobimy czegoś w wyznaczonym wcześniej terminie. Początkiem pracy nad zwlekaniem jest uświadomienie sobie, że nasze zachowanie jest wyuczonym nawykiem, a skoro jest wyuczony, to można się go oduczyć. To nie jest łatwe, ale możliwe.

Za odwlekaniem, nawet jeśli rzeczywiście jest to zawsze nasza decyzja, mogą stać jednak różne mechanizmy, różne przyczyny. Na przykład nuda, poczucie, że przed nami jest zajęcie zupełnie nieatrakcyjne, lęk. Właśnie, czego się boimy?
– Porażki, tego, że nie damy rady, że zadanie nas przytłoczy. Tego, że się ośmieszymy, bo inni zobaczą, że nie umiemy czegoś zrobić. Pojawia się cały wachlarz lęków. Gdy uświadomimy sobie, co dokładnie nas przeraża w danej sytuacji, to będziemy mogli zwalczyć ten lęk: czego ja się tak naprawdę boję? Co może pójść źle? Źle, czyli jak? Co wtedy się stanie? Trzeba z tym lękiem pójść do końca, postawić go pod ścianą.

Ale lęk ma niestety to do siebie, że niechętnie mu się przyglądamy. Od czego zatem powinniśmy zacząć?
– Przede wszystkim trzeba ustalić, jakie obowiązki, zadania – w sferze prywatnej i/lub zawodowej – notorycznie odwlekamy. Bo nie jest tak, że wszystko odkładamy na później. Z niektórymi sprawami radzimy sobie szybko i łatwo, a przy innych odczuwamy pewną blokadę. Warto o tym porozmawiać z kimś, kogo darzymy zaufaniem. Zastanowić się wspólnie, dlaczego odwlekam, jakie uczucia wywołują we mnie zadania, które ciągle odkładam na później. Ważne jest nie tyle poszukiwanie przyczyn, co uświadomienie sobie lęku i przyjęcie prostych technik behawioralnych, które pomogą go „ominąć”.

Jakie to techniki?
– Trzeba wyrobić w sobie określone zachowania. Jeśli wiem, że czeka mnie parę godzin pisania i już mnie korci, żeby przełożyć pracę na jutro, to... siadam na kwadrans i wykonuję chociaż kawałek tej pracy. Po kwadransie mam prawo skończyć, mówiąc sobie „coś zrobiłem”. Jest pewien postęp. A często zdarza się tak, że jak usiądziemy na kwadrans, to przesiedzimy nad zadaniem godzinę, a nawet dwie i już jesteśmy bliżej ukończenia. Bardzo pomocna jest technika, która polega na zadaniu sobie pytania: kiedy mogę zacząć? Nie: kiedy muszę skończyć, tylko kiedy mogę usiąść na kwadrans i zrobić choćby kawałek zadania, które mnie przeraża.

W ten sposób przechytrzymy lęk?
– Tak. Kiedy lęk blokuje główną drogę, my szukamy innej dróżki, by dojść do celu. Rozbijamy zadanie na małe części i zajmujemy się każdą z nich po kolei, kroczek za kroczkiem. Wtedy dostrzegamy, że zadanie wcale nie jest takie straszne, jak nam się wydawało, zatem nie musimy w przyszłości zwlekać z podobnym zadaniem. Taka kampania drobnych zwycięstw daje bardzo dobre efekty.

Dowodem tego są chociażb...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy