Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

22 stycznia 2016

Nierozłączne nauki dwie

0 444

Naukowcy – szczególnie młodzi – mają poczucie, że neuronauki to gorąca dyscyplina, ciekawsza, bardziej dynamiczna, bliższa odkrycia głębokich tajemnic umysłu niż „staromodna” psychologia, która zatrzymała się w czasach kwestionariusza i stopera. Czy rzeczywiście mają rację? Czy psychologia może tylko czerpać z możliwości neuronauk, a sama nie jest w stanie im niczego dać?

Większość psychologów traktuje neuronauki z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony romans psychologii i neuronauk trwa od lat. Od swych narodzin w laboratorium Wundta psychologia naukowa zakłada, że umysł jest produktem biologicznego mózgu; że procesy psychologiczne muszą mieć podstawę w neurobiologii, zaś procesy neurobiologiczne muszą wpływać na funkcje psychiczne. Współczesnemu psychologowi trudno zresztą myśleć inaczej. Żyjemy przecież w erze spektakularnych sukcesów biologicznego podejścia do depresji, schizofrenii, autyzmu, zaburzeń pamięci i uwagi. Od czasów nieszczęsnego Phineasa Gage’a, któremu w 1848 roku żelazny pręt przeszył czaszkę, znamy wiele przykładów dramatycznych zmian wyższych funkcji psychicznych po uszkodzeniach mózgu (np. nabytych zaburzeń osobowości i emocji po urazach płatów czołowych lub systemu limbicznego). Studenci uczą się o oszałamiających postępach wiedzy na temat biologicznej struktury systemu wzrokowego czy emocjonalnego. Psychologia docenia też, że techniki pomiaru biologicznych funkcji mózgu i ciała oferują wgląd w istotne procesy psychiczne. Chętnie mierzymy więc centralne i peryferyjne procesy nerwowe, używając metod takich, jak przestrzenne i czasowe neurobrazowanie mózgu, zmiany aktywności mięśni twarzy, reakcje galwaniczne skóry, zmiany układu krążenia czy poziomu hormonów.
Z drugiej strony psychologowie zawsze podchodzili do neuronauk z pewną podejrzliwością. Obawiają się „przebiologizowania” i zbytnich uproszczeń. Wiele współczesnych badań neuronauki, szczególnie techniką neuroobrazowania, psychologowie traktują jako naiwne próby łączenia złożonych procesów psychicznych z prostymi funkcjami mózgu. Podkpiwają więc z dramatycznych doniesień, że oto neuronaukowcy odkryli wreszcie, która część mózgu odpowiedzialna jest za grę w szachy, wierność małżeńską, rozumienie demokracji, moralność w pracy czy wiarę w życie pozagrobowe. Wielu psychologów szczerze wątpi też, czy neuronauki mogą powiedzieć coś istotnego o psychologicznych prawidłowościach zachowania. Słynny psycholog pracujący na moim wydziale w San Diego dumnie głosi, że żadna z interesujących teorii psychologicznych nie została potwierdzona lub obalona w oparciu o dane zdobyte przez neuronauki. O moich kolegach neurokognitywistach mówi półżartem, że to nie psychologowie, ale zbieracze kolorowych obrazków mózgu – kartografowie produkujący mapy a nie wyjaśnienia.
Przez wiele lat debata nad rolą neuronauk w psychologii toczyła się w stosunkowej ciszy. Ostatnio jednak nabrała szczególnego wigoru i rozgłosu. W ciągu ostatniej dekady dwudziestokrotnie wzrosła liczba publikacji opisujących różne zastosowania metod neuroobrazowania. Uniwersytety i fundacje naukowe wielu krajów przeznaczają olbrzymie środki na laboratoria i badania metodami neuronauk, szczególnie neurobrazowania. W USA dziesiątki uniwerystów, a nawet samodzielnie parę wydziałów psychologii, kupiło skanery rezonansu magnetycznego (koszt: 2 miliony dolarów sztuka). Niemałe są też opłaty za użytkowanie – na moim uniwersytecie korzystanie z badania skanerem fMRI kosztuje 450 dolarów za godzinę. Ponieważ zazwyczaj bada się 12 osób, po godzinie na osobę, łączny koszt typowego badania wynosi ponad 5 tysięcy dolarów. Często te inwestycje zwracają się znakomicie. Wydziałom psychologii przybywa nowych stanowisk, pieniędzy z różnych fundacji i chwały za publikacje w prestiżowych czasopismach, a ich studenci głębiej rozumieją nie tylko psychologię, ale i wiele innych dziedzin wiedzy (biologię, anatomię, fizykę, matematykę, informatykę). Czasami jednak uczelnie i fundacje inwestują w urządzenia do neuroobrazowania kosztem budżetów tradycyjnych badań, do których potrzebny jest komputer lub papier i ołówek, a które być może mają równie wiele do powiedzenia i dają podobną szansę na prestiżową publikację. Mimo to pociągiem neuronauk chce jechać każdy, więc jak grzyby po deszczu powstają nowe programy doktoranckie, nowe katedry, nowe konferencje, nowe pisma, książki, a nawet nowe dyscypliny, np.: neuronauka społeczna, neuroekonomia, neuromarketing, neurofilozofia czy neuroetyka. A co najważniejsze, naukowcy – szczególnie młodzi – mają poczucie, że neuronauki to gorąca dyscyplina, ciekawsza, bardziej dynamiczna, bliższa odkrycia głębokich tajemnic umysłu niż „staromodna” psychologia, która zatrzymała się w czasach kwestionariusza i stopera.
W takiej sytuacji wielu z nas, psychologów, zadaje sobie coraz częściej pytania: czy neuronauki są przyszłością psychologii? Co się stanie z psychologią, jeśli nie pójdzie w stronę neuronauk? Na czym powinny polegać związki tych dziedzin wiedzy, czyli czego jedna może się nauczyć od drugiej? Postaram się krótko odpowiedzieć na te pytania z perspektywy psychologa, który widzi wielkie zalety zbliżenia psychologii i neuronauk, a jednocześnie jest przekonany o niezbędności istnienia psychologii jako odrębnej dyscypliny.


Umysł a mózg
Aby zrozumieć miejsce neuronauk w psychologii, warto przypomnieć sobie rozróżnienie między umysłem a mózgiem. Oczywiście, umysł jest produktem mózgu, ale te pojęcia nie są jednoznaczne. Słynna „metafora komputerowa”, dominująca w psychologii przez lata 70. i 80., kazała myśleć o psychologii jako o próbie zrozumienia struktury programu „umysł”, który działa na oprzyrządowaniu „mózg”. Psychologowie podkreślali, że aby zrozumieć program, nie trzeba wiele wiedzieć o oprzyrządowaniu. Wszak podobne programy (np. Word, w którym piszę ten tekst) mogą pracować na najróżniejszych procesorach, bo zachowują relacje funkcjonalne między swoimi poszczególnymi elementami bez względu na to, w jakim komputerze się znajdą. Inni teoretycy psychologii podkreślali, że próby wyjaśnienia zjawisk psychologicznych w terminologii neuronów są równie absurdalne, jak próby wyjaśnienia zasad, którymi rządzi się funkcjonowanie instytucji banku w terminologii wymiany atomów. Oczywiście wszystko, nawet pieniądze, sprowadza się do atomów i da się opisać językiem fizyki. Jednak prawidłowości rządzących działaniem banku nie da się zrozumieć w tym języku. By je zrozumieć, potrzeba nam języka ekonomii, opisującej działanie banku w sensie relacji funkcjonalnych, które mogą być równie dobrze realizowane za pośrednictwem niklu, miedzi, papieru czy przelewu elektronicznego. Dlatego też nikt nie proponuje powstania nowej dyscypliny „fizyko-ekonomii” lub, mówiąc żartem, nie skarży się, że ma w banku za mało atomów.
Oczywiście dzisiaj wiemy, że metafora komputerowa jest zbyt radykalna i mózg nie jest po prostu realizatorem arbitralnych programów umysłu. Relacje umysł–mózg lepiej rozumieć jako dynamiczną sieć neuronową, której fizyczne właściwości określają wykonywane funkcje psychiczne, ale też są przez nie określane. Innymi słowy, by zrozumieć umysł, trzeba rozumieć nie tylko właściwości elementów sieci na poziomie neuronu, zespołu neuronów i całych systemów neuronalnych, ale także to, jak neuronalne właściwości sieci są kształtowane przez umysł. Tak więc neuronauki mogą przydać się psychologii, zaś psychologia konieczna jest neuronaukom. Czego więc konkretnie możemy się dowiedzieć?

POLECAMY


Budowa i test teorii psychologicznych
Wbrew opinii sceptyków (takich jak mój wydziałowy kolega), dane dostarczone przez neuronauki przyczyniły się już do powstania lub poprawy wielu teorii psychologicznych. Na przykład większość z nich zakłada istnienie odrębnych mechanizmów pamięci: deklaratywnej – odpowiedzialnej za świadomą pamięć faktów i zdarzeń, i proceduralnej – odpowiedzialnej za uczenie się nowych umiejętności. Te teorie zainspirowane zostały m.in. takimi przypadkami, jak pacjent H.M., u którego usunięcie płatu skroniowego (zawierającego hipokamp) spowodowało dramatyczne osłabienie pamięci deklaratywnej, ale nie proceduralnej. Warto też przypomnieć wieloletnią debatę na temat mechanizmów wyobraźni przestrzennej: jakie mechanizmy pozwalają nam wyobrazić sobie np. wygląd naszego pokoju po przesunięciu stołu pod okno, a kanapy pod ścianę? Przez wiele lat w psychologii toczyła się debata, czy mechanizmy wyobraźni są z natury językowe, czy też rekrutują wczesne mechanizmy percepcji wzrokowej. Po latach eksperymentów tradycyjnymi metodami psychologii poznawczej (czasy reakcji) debata została rozwiązana, kiedy professor Kosslyn z Uniwersytetu Harwarda pokazał aktywację kory wzrokowej podczas działania wyobraźni, a professor Martha Farah z Uniwersytetu Pensylwanii pokazała pogorszenie się wyobraźni u pacjentów z urazami kory wzrokowej.
Podobnie rzecz się miała z debatami na temat procesów emocji. Przez wiele lat psychologowie spierali się, czy możliwe jest wywoływanie emocji prostymi mechanizmami percepcji, czy też emocje zawsze wymagają złożonej analizy bodźca. Tę debatę rozwiązały dane z laboratorium Josepha LeDoux z uniwersytetu nowojorskiego, który pokazał, że króliki bez kory mózgowej, ale z zachowanym ciałem migdałowatym, potrafią emocjonalnie reagować na proste bodźce, po minimalnej analizie z udziałem tylko paru połączeń synaptycznych. Takich przykładów jest jeszcze bardzo wiele (np. badania Johna Drivera z University College London na temat mechanizmów uwagi czy Antonio Damasio z uniwersytetu stanu Iowa nad rolą emocji w decyzjach).
Oczywiście w zachwycie nad neuronaukami powinniśmy pamiętać, że we wszystkich powyższych przypadkach dane neuronauk nie „mówiły same za siebie”, ale były interpretowane w kontekscie istniejących teorii psychologiczn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy