Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

16 maja 2018

Bądźcie piękni i nie lękajcie się

33

Diety, kosmetyki, moda, operacje plastyczne to oręż w toczącej się wojnie, a jej front - czy tego chcemy, czy nie - przebiega przez nasze ciała. O co toczy się ten bój? Kto w nim zwycięża? I dlaczego wszyscy po części jesteśmy tego szaleństwa ofiarami?

Zajrzyjmy na dowolny portal internetowy. Dowiemy się, kto chudnie, a kto – o zgrozo! – przytył. Kto powiększył sobie piersi. Kto, gdzie i za ile kupił nową sukienkę. Kto ma najdłuższe na świecie nogi, a kto najpiękniejsze pośladki. Słowa „piękny”, „piękna”, „piękne” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Tu piękna mistrzyni sportu, tam piękna narzeczona futbolisty. Tu piękna aktorka, tam najprzystojniejszy mężczyzna świata. Tu przepis na odchudzanie, a tam na zdrową cerę. Tu jak dbać o piersi, żeby były ponętne, tam o urzekającym dekolcie. Tu zjawiskowo szczupła figura, a tam „kaloryfer”, i to jaki.

Pójdźmy do pierwszego lepszego kiosku i popatrzmy na okładki czasopism. Atak klonów – twarz w twarz (bo na okładkach są prawie wyłącznie twarze) śliczna i… taka sama, choć podpisana różnymi nazwiskami.

Zatrzymajmy się w pobliżu gabinetu medycyny estetycznej, a zobaczymy zbiegające się z różnych stron jak mrówki osoby, które pragną korekty urody i nie szczędzą na to pieniędzy. Obserwując je, możemy mieć zajęcie na długo.

Życie towarzyskie w SPA

Kiedy słuchaczom wypełniającym dużą salę wykładową zadałem pytanie: „Kto nie odchudzał się ostatnio, teraz się nie odchudza i nie planuje odchudzać się w najbliższym czasie?”, nieśmiało podniosła się jedna ręka! Przejaw dużej odwagi – pomyślałem.
Bycie pięknym stało się nie tylko tematem rozmów towarzyskich, ale też terenem zmagań i poradnic[-]twa. Jak schudnąć, jak odmłodnieć, jak wyprostować zmarszczki, jak mieć więcej włosów na głowie, a mniej na pozostałych częściach ciała. Diety, maseczki, depilacje – o tym mówimy częściej niż o pogodzie. SPA jako centrum życia towarzyskiego. Miliony wydawane na kosmetyki, modne stroje, odchudzające suplementy diety i tak dalej.

Zainteresowanie urodą, koncentracja na wyglądzie przybierają – coraz wyraźniej to widać – formy obsesyjne. Przy czym jedni deklarują swoje obsesyjne zainteresowanie, inni obsesyjnie temu zainteresowaniu zaprzeczają. Słyszę na przykład, jak młoda, wiotka i urodziwa kobieta twierdzi, że gardzi całym tym „opakowaniem” i naśmiewa się z chorobliwego zamiłowania do urody, a tymczasem co rusz wspomina: a to o depilacji, a to o rzęsach zagęszczanych i przedłużanych, a to o manikiurze, o stopach najpiękniejszych, to znów o masażu rollerem, o dodającej wdzięku lordozie lędźwiowej, która tak ładnie uwydatnia pośladki. I cały czas pomstuje na tych, co skupiają się na „opakowaniu”. Jedni, jak widać, dbają o urodę z entuzjazmem, inni z obrzydzeniem. Ale dbają.

Sufit niezadowolenia

Niezależnie od tego, jak naprawdę wyglądają, jedni są zadowoleni ze swojego ciała, inni nie. Przeważają niezadowoleni. Ponad 80 procent kobiet nie akceptuje swojego wyglądu, dane dotyczące mężczyzn wahają się od 20 do 60 proc. Jak pokazują wyniki uzyskane przez dr hab. Alicję Głębocką, psychologa klinicznego i społecznego z Krakowskiej Akademii, niezadowolenie z wyglądu osiąga poziom sufitu. Prawie wszystkie kobiety i prawie wszyscy mężczyźni albo są niezadowoleni z wyglądu ogólnie całego ciała, albo jakiejś ważnej jego części.

Nie jest to zaskakujące, jeśli zważymy na dwie rzeczy: na nachalną propagandę wyśrubowanych standardów urody, które mogą być spełnione przez drobną jedynie część populacji, oraz na naturalną skłonność do porównań społecznych. Porównania ze standardem wypadają prawie zawsze na naszą niekorzyść. Tymczasem jak pokazały Alicja Głębocka i Anna Hełka w tekście „The contents and photos in popular women periodicals – do they only concern with a promotion of a beauty?” ( Czy teksty i zdjęcia w popularnych kobiecych czasopismach promują tylko piękno?), w czasopismach publikuje się niemal wyłącznie zdjęcia atrakcyjnych fizycznie kobiet, w każdym razie tylko takie trafiają na okładki. Mało tego, te wizerunki zdecydowanie atrakcyjnych pań są jeszcze komputerowo upiększane. Nic dziwnego, że porównania z nimi zawsze dają niekorzystny dla Ja wynik. Porównania z innymi w tak zwanym realu także często bywają niekorzystne. Do tego dochodzą porównania wstecz, z sobą sprzed lat – w ich efekcie odkrywamy ślady upływu czasu i oznaki starzenia się.

Niepokojące, że liczba osób niezadowolonych ze swojego wyglądu systematycznie rośnie, a granica ich wieku przesuwa się w dół. U dziewcząt zjawisko to pojawia się już około 6. roku życia i gwałtowanie nasila się w okresie dojrzewania. Niezadowolenie oznacza koszty psychologiczne, często długotrwałe. U osób bardzo młodych, w okresie adolescencji, najczęstszym kosztem jest frustracja i tendencja do nastrojów depresyjnych bądź poszukiwanie kontrstandardów. Wtedy też zaczyna się obsesyjne dbanie o wygląd, np. obsesyjne odchudzanie, uciekanie się do restrykcyjnych diet i wspomagających zmiany suplementów diety, a także częste (zbyt częste?) zabiegi depilacyjne. Około 20. roku życia pojawiają się tendencje do aktywnych prób modyfikacji wyglądu, na przykład niechirurgicznych korekt (botoks, powiększanie ust, odsysanie tłuszczu), a także chirurgicznych zabiegów modyfikujących ciało, na przykład bodaj najbardziej rozpowszechniony obecnie zabieg korygowania (na ogół powiększania) piersi. Prostym uzasadnieniem tych prób jest pragnienie bycia ładniejszym/ładniejszą. Jak gdyby uroda była celem samym w sobie.

Obowiązek bycia urodziwym

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że nie jest. Okazuje się bowiem, że procesem korygowania urody rządzi zasada dodatniego sprzężenia zwrotnego. Im więcej, tym jeszcze więcej. Najczęściej klientkami gabinetów medycyny estetycznej są kobiety w wieku od 20 do 35 lat, o urodzie ponadprzeciętnej. Co więcej, według opinii specjalistów z zakresu medycyny estetycznej, zabiegi korekcyjne są często powtarzane i w miarę upływu czasu stają się coraz bardziej radykalne. Wygląda na to, że pewna grupa osób niezadowolonych z własnego wyglądu doświadcza tej dyssatysfakcji chronicznie i z coraz większym nasileniem. Mamy więc do czynienia ze szczególną formą (być może nieadaptacyjną) kierowania własnym rozwojem. Ten mechanizm w przypadku mężczyzn częściej dotyczy pracy nad mięśniami i nieraz prowadzi do zdumiewających deformacji sylwetki.

Z drugiej strony są ci – nieliczni – zadowoleni z wyglądu. Pojawia się pytanie: skąd bierze się ich zadowolenie? Wydaje się, że wskazać można na trzy źródła. Po pierwsze, na nieznajomość lub lekceważenie lansowanych standardów i kierowanie się standardami wewnętrznymi, indywidualnymi. To pewien rodzaj indyferentyzmu względem urody. Po drugie, bierze się to ze skutecznego unikania autokonfrontacji, o której skądinąd wiadomo, że jest nieprzyjemna (o czym dalej). Można to więc uznać za pewien rodzaj strategii defensywnych. Po trzecie wreszcie, zadowolenie z wyglądu wynika z przekonania, że własna uroda dorównuje standardom. Takich osób zapewne jest najmniej. Pamiętać jednak należy, że właśnie u tych najładniejszych najłatwiej jest zauważyć nawet drobne defekty urody. Tak więc zadowolenie z własnego wyglądu to stan raczej nietrwały: i ze względu na wyśrubowane, w dodatku ciągle podnoszące się, standardy wyglądu, i z powodu jawnych oraz dyskretnych form społecznej presji, wreszcie dlatego, że wszelkich form autokonfrontacji raczej uniknąć nie sposób.

Wygląda na to, że choć motywacje osób zadowolonych i niezadowolonych z własnego wyglądu są odmienne, to konsekwencje w zachowaniu bywają podobne.
Powie ktoś, że zainteresowanie wyglądem, dbanie o siebie, ozdabianie ciała to doświadczenia odwieczne przedstawicieli gatunku Homo sapiens. W najstarszych nawet wykopaliskach znajdowano narzędzia, broń i... ozdoby. Już przed tysiącami lat nasi prapraprzodkowie, a głównie prapraprzodkinie malowały ciała, nacierały je olejkami, zakładały naszyjniki i bransolety. Jednak dzisiaj wygląda to inaczej: chodzi przede wszystkim o standaryzację urody, traktowanie jej jak osobistego (a może i społecznego) kapitału. Chodzi też o uczynienie z urody i dbania o nią swoistej normy czy wręcz obowiązku obywatelskiego. Nowością jest objęcie tym powszechnym obowiązkiem mężczyzn. Co ciekawe, nie widać sprzeciwu wobec tych powinności. Wręcz przeciwnie – podejmowane są na ogół z zapałem. Oznacza to, że wypełnianie tych społecznych obligacji przynosi jakieś ważne gratyfikacje. Suma szczęścia rośnie. Dlaczego tak się dzieje?

Nastrój przed lustrem

Uroda przynosi trzy rodzaje gratyfikacji. Po pierwsze, uroda ma posmak hedonistyczny, miło jest być pięknym. Przed laty Robert Thayer, profesor psychologii z California State University i autor książki Calm energy. How people regulate mood with food end exercise, przeprowadził wielkie badania nad sposobami regulacji nastroju. Wiele z tych sposobów wiąże się z czynnościami dotyczącymi własnego ciała. Są to ćwiczenia fizyczne, zabiegi higieniczne (kąpiele) i kosmetyczne (fryzura, makijaż, opalanie się), a także odwołanie się do podstawowych potrzeb, takich jak seks i sen. Wiele późniejszych badań pokazuje, że tak jest w istocie. Choć nie jest jasne, czy nastrój polepsza nam wynik działań – na przykład to, że mamy nową fryzurę albo że jesteśmy pachnący po kąpieli – czy też raczej samo oddawanie się tym czynnościom, to nie ma wątpliwości, że w ich efekcie czujemy się lepiej.

Napotykamy tu jednak pewien szkopuł, odkryty dawno temu przez amerykańskiego psychologa Roberta Wicklunda. Wiele czynności korygujących nastrój i związanych z ciałem wymaga lustra, a więc konfrontacji z samym sobą, Tymczasem autokonfrontacja zazwyczaj jest nieprzyjemna. Dzieje się tak dlatego, twierdzi Wicklund, że w konfrontacji z samym sobą aktywizuje się Ja idealne, nasze wyobrażenie lepszej wersji siebie. I uświadamiamy sobie, jak bardzo odbiegamy od tych ideałów. Być może bezpośrednio po różnych zabiegach korygujących wygląd spostrzegana rozbieżność z Ja idealnym nieco się zmniejsza, więc także emocje negatywne słabną. Tak czy inaczej wizyta u fryzjera, w solarium albo w SPA znacząco poprawia nastrój. Sprawdzamy obecnie w odrębnych badaniach, czy dotyczy to także zabiegów bolesnych, np. niektórych form depilacji lub tatuaży.

Jakkolwiek dążenie do wysokiej samooceny spełnia wiele funkcji, to nie ulega wątpliwości (w każdym razie tak twierdzą profesorowie psychologii – Abraham Tesser z University of Georgia czy Bogdan Wojciszke ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej), że ma też związek z nastrojem. Liczne badania pokazują, że zadowolenie z własnego wyglądu jest silnie skorelowane z poziomem jawnej, a więc tej świadomej, deklarowanej przez nas, samooceny. Nie jest to zaskakujące, bo samoocena jawna jest dość mocno powiązana z potrzebą przedstawiania się w korzystnym świetle albo – inaczej – z potrzebą społecznej aprobaty.

Ładny, więc bystry

Drugi rodzaj korzyści związanych z urodą to jawne lub ukryte nagrody ze strony innych – na przykład różnego rodzaju komplementy, zachwyty, słowa podziwu. „Ładnie wyglądasz”, „jaka ty jesteś piękna” – słyszymy czasem, a aspekt wartościujący w tych wypowiedziach jest bardz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy