Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

28 marca 2022

NR 4 (Kwiecień 2022)

Moje ciało, mój dom

0 485

Ile jest takich dziewcząt, które, jak kiedyś Helene, bohaterka reportażu, nienawidzą swojego ciała i winią je za wszelkie niepowodzenia. A przecież ono – niezależnie od tego, ile waży – nie wyrządza nam żadnej krzywdy. O nic nie oskarża. Za to daje nam bezpieczne schronienie.

Helene otwiera szafę i przygląda się wiszącym w niej ciuchom. „Dziś jestem w dobrym nastroju, dam radę!”, decyduje po chwili. Zakłada słoneczny top i spódnicę przed kolana w kolorze herbacianych róż. „Walcie się!” – wykrzykuje, gdy wyobraża sobie ironiczne uśmieszki przechodniów na ulicy. „Taka gruba i wstydu nie ma!” – słyszy czasem szepty za plecami.

Tak, to ja

Tak jest w dobre dni. W te złe Helene waha się, czy w ogóle wyjść z domu. A jeśli już, to tak, by nikomu nie rzucać się w oczy. Wybiera wtedy coś powłóczystego, w kolorze cienia, który ją otuli i ochroni.
Wraz z dojrzewaniem, gdy jej ciało zaczęło rosnąć, wybrzuszać się, rozwijać, przestała je lubić. A może nigdy go nie lubiła? Teraz ją to trochę dziwi. Znalazła niedawno zdjęcie, na którym ma piętnaście lat. Jest na nim ładna, szczupła i bardzo smutna dziewczyna. Dziś, gdy Helene staje na spotkaniach przed młodzieżą, widzi tamtą siebie. Skupioną na tym, jak inni ją postrzegają, głodną akceptacji, obwiniającą swój wygląd za wszystkie niepowodzenia.
Helene jest Dunką, mieszka w Aarhus, nadmorskim mieście, drugim co do wielkości w kraju, po Kopenhadze. Na pierwszy rzut oka jest tu sielsko-anielsko. Szumi morze, na falach unoszą się łodzie, promenadą spacerują uśmiechnięci ludzie. Niedaleko stąd, na pobliskim Uniwersytecie Helene studiuje anglistykę. Jej magisterska praca będzie poświęcona bohaterom amerykańskich filmów. Tym grubym, jednocześnie brzydkim i złym. Choćby takiemu Jabby z Gwiezdnych wojen czy wiedźmie z Małej Syrenki. Tak, wybrała taki temat, gdyż całą swoją energię i wolny czas wkłada w walkę o prawa osób, które za sprawą nadwagi są wykluczane ze społeczeństwa. Nie, nie chce mówić otyłych, bo otyłość wiąże się z chorobą. A słowo „gruby” to przecież zwykły przymiotnik, jak „chudy”, „wysoki”, „niski”. On jej nie obraża.

POLECAMY

Nie jestem porażką!

– Powiedz, co w tej walce jest dla ciebie najtrudniejsze – proszę Helene. A ona zamyka wielkie niebieskie oczy podkreślone czarną kreską i milczy przez chwilę, jakby zbierała siły. A potem mówi mocnym głosem:
– Najtrudniej jest pokonać siebie i niechęć do własnego ciała. Zagłuszyć wewnętrznego krytyka, który na widok twojego odbicia w lustrze zwiesza głowę i głęboko wzdycha. Dorastałam w przekonaniu, że jestem nieatrakcyjna i przez to bezwartościowa. I powtarzałam sobie, że mając grube ciało, nie wypada mi robić wielu rzeczy. Za każdym razem, gdy szłam z koleżankami na zakupy i nie pasował na mnie żaden ciuch, utwierdzałam się w poczuciu, że jestem jedną wielką porażką. Aż któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, nastąpił przełom.
To było kilka lat temu. Jest jesień. Helene zaszywa się w domu i serfuje po internecie. I po którymś kliknięciu trafia na blog, którego autorka zadaje kilka prostych pytań, dokładnie takich samych, jakie dręczą Helene: „Dlaczego nie włożysz jeansów, jeśli masz na to ochotę? Kto ci wmówił, że ciuchy w poziome pasy są nie dla ciebie? Chcesz nosić kostium kąpielowy? Noś! Chcesz skakać do basenu? Skacz! Marzy ci się przejażdżka rowerem? Nie wstydź się! Nie pozwól się ograniczać!”. Helene czuje, że płonie. Że ogień trawi jej stare „ja”.
– W chwili, gdy przeczytałam ten „manifest” zdałam sobie sprawę, że przez całe życie ani razu nie zakwestionowałam prześladującej mnie myśli, że jestem do niczego – mówi Helene. – I tego dnia coś we mnie pękło. „Dlaczego właściwie nie mogę być szczęśliwa?”– zapytałam samą siebie.
– To nie jest tak, że rodzina nie wspierała Helene. Tylko trudno im było zrozumieć te jej wszystkie dramaty. Martwili się, że jest smutna, ale nie wiedzieli, jak jej pomóc. Dlatego odetchnęli z ulgą, gdy im oznajmiła, iż odtąd będzie starała się akceptować siebie taką, jaką jest.

Podobno Adele jest teraz szczęśliwa

– Wkrótce też, gdy nabrałam więcej siły i pewności siebie, postanowiłam wyjść z cienia i zaangażować się w debatę społeczną – opowiada Helene. – Chciałam m.in. zwrócić uwagę na to, że w przestrzeni publicznej brakuje różnorodności i nam, tym wszystkim niedoskonałym osobom – ze zbyt dużymi brzuchami, krzywymi nosami, odstającymi uszami – byłoby łatwiej, gdybyśmy w mediach, filmach czy grach mogli odnaleźć podobnych sobie. Bo tam niestety rządzi tylko jeden – szczupły, wysoki o regularnych rysach model, który choć spełnia tak zwane normy, to nie przystaje do tego, co wokół nas. Chciałabym również, by w przestrzeni publicznej było więcej grubych celebrytów. Wierzę, że mogliby wpłynąć na zmianę myślenia niechętnych nam, grubym osobom, ludzi. Umocniliby tym samym nasze poczucie wartości. Pokazali, że świat może również do nas należeć, jeśli tylko się chce i znajdzie się na to siłę. Na razie jednak jest tak, że nawet jeśli już jakiś celebryta się pojawi, to za chwilę znika. Najczęściej w gabinecie chirurgii plastycznej, skąd wraca tak odmieniony, że trudno rozpoznać, kto to jest.
– Myślisz o Adele? – wtrącam.
– Nie podoba mi się, że media zamiast pisać o jej nowym albumie, rozpisują się jedynie o tym, jak bardzo się zmieniła – odpowiada Helene. – Bo tak długo, jak będziemy sobie rościć prawo do komentowania wyglądu innych, nawet tych znanych twarzy, nic się w społeczeństwie nie zmieni. Chciałabym wierzyć, że Adele nie uległa presji otoczenia. Że metamorfozę przeszła z własnej woli. I że jest szczęśliwa.
Gdy pytam Helene, skąd – jej zdaniem – biorą się te wszystkie obowiązujące „normy” dotyczące wyglądu, mówi, że tworzy je patriarchalny system, w którym żyjemy od setek lat...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy