Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

27 stycznia 2016

Medytacja daje trzeźwość

27

Medytacja jest podstawowym elementem nowatorskiego programu leczenia osób uzależnionych, który dotarł właśnie do Polski. W jaki sposób pomaga ona zachować abstynencję i zmienić życie?

„Panie, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego”, te słowa modlitwy Anonimowych Alkoholików rozbrzmiewają w tysiącach ośrodków dla uzależnionych, rozpoczynają spotkania grup terapeutycznych i grup wsparcia na całym świecie. Najpopularniejszym programem realizowanym w grupach samopomocowych jest Program 12 Kroków (Stopni), czyli zbiór zaleceń dla osób uzależnionych, opracowanych przez Anonimowych Alkoholików, a zaadaptowanych później również przez wspólnoty uzależnionych od innych substancji. Pierwszym krokiem jest uznanie bezsilności wobec alkoholu i braku kontroli nad swoim życiem. Kolejne prowadzić mają do odzyskania owej kontroli poprzez wyznanie błędów, gotowość zadośćuczynienia skrzywdzonym osobom i uzdrowienie relacji z innymi ludźmi i z samym sobą, zaś ostatnim stopniem w tym procesie trzeźwienia jest przebudzenie duchowe i pomoc innym uzależnionym. Uczestnicy grup samopomocowych przyznają, że bardzo ważnym poziomem jest dla nich 11 Krok programu: „Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia”.

Medytacja nie zastępuje programu, lecz jest jego częścią, doświadczeniem kolejnego kroku trzeźwienia. Systematyczna praktyka pomaga doświadczyć kontaktu z samym sobą, rozwijać umiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami, zwiększa samoświadomość i samoakceptację. Dla osób uzależnionych, spętanych silnym poczuciem wstydu, jest bardzo ważnym wsparciem, ponieważ – jak pisał propagator medytacji chrześcijańskiej John Main OSB – pomaga nauczyć się „jak być prawdziwym, jak być wiernym swojej własnej osobie”, a tym samym pomaga uwolnić się od nałogu i utrzymać abstynencję.

Medytacja chrześcijańska jest też podstawowym elementem programu leczenia zapoczątkowanego w Indiach, w kilkudziesięciu ośrodkach dla uzależnionych i chorych na HIV/AIDS. Ośrodki te prowadzi Fundacja Kripa (kripa znaczy łaska), założona 25 lat temu przez ojca Josepha Pereirę SJ. Twórca Kripy ukończył studia psychologiczne, filozoficzne i teologiczne w Indiach oraz studia terapeutyczne w USA. Jest konsultantem Archidiecezji Bombaju ds. resocjalizacji osób uzależnionych. W 36 placówkach Kripy, funkcjonujących obecnie w dziewięciu stanach Indii, realizuje model terapii, na który składa się medytacja chrześcijańska i elementy jogi Iyengara. Jak mówi sam o. Pereira, ten model jest mieszanką Wschodu (zaczerpnięta z duchowej tradycji Indii wizja ciała człowieka jako świątyni, mieszkania bóstwa) i Zachodu (program 12 Kroków). Mieszkańcy Kripy codziennie medytują i mają zajęcia z jogi, spotykają się w grupach i słuchają wykładów specjalistów od uzależnień.

Pierwszy kieliszek

Dzięki temu programowi przebudzenia doświadczył 55-letni Bosco D’Souza, który trafił do Kripy w 1991 roku. Urodził się jako trzeci z ośmiorga rodzeństwa, wychowywał na przedmieściach Bombaju. Dopóki jego ojciec pracował w rafinerii naftowej, rodzina radziła sobie finansowo. Sytuacja pogorszyła się, gdy ojciec poważnie zachorował. W artykule „Duchowy odwyk” („A Spirited Recovery”), który ukazał się w maju 2002 roku w piśmie „Health&Nutrition”, Bosco wspomina palące uczucie wstydu z powodu ubóstwa. Choć w szkole radził sobie dobrze i miał spore osiągnięcia, to jednak wstyd ciągle mu towarzyszył i potęgował jego nieśmiałość.
Po raz pierwszy spróbował alkoholu na rodzinnym przyjęciu. Był wtedy w szóstej klasie. Smakowało mu. Upił się po szkolnych egzaminach końcowych wraz z dwoma kolegami – wypili po butelce na głowę, zagryzając kanapkami. Czuli euforię. Bosco wrócił do domu w nocy, kompletnie pijany. Ojciec sprawił mu lanie, ale nie zabronił pić alkoholu, zapewne z obawy – jak przypuszcza Bosco – że zakazany owoc będzie smakował zbuntowanemu nastolatkowi jeszcze bardziej. Powiedział synowi jedynie, że jeśli chce pić, to w domu, niech nie hańbi nazwiska, leżąc pijany w rowie.

Bosco nie miał pieniędzy na studia, przerwał również naukę w nieodpłatnej uczelni. By pomóc finansowo rodzinie, poszedł do pracy – najpierw był kelnerem, a potem barmanem w restauracji. Sytuacja finansowa rodziny poprawiła się, ale Bosco zaczął pić. Tłumaczył sobie, że jako barman musi przecież spróbować każdego rodzaju alkoholu i każdego skomponowanego drinka. – Bar przyciągał jak magnes ludzi bogatych i wpływowych – istną śmietankę towarzyską. Blichtr, prestiż i ekscytacja uderzały do głowy równie szybko, jak drinki, które przyrządzałem. Jeśli te zalety mojej pracy stały się lukrem na torcie, to nieograniczony dostęp do alkoholu był wisienką na nim – wspomina D’Souza.

Bywalcy restauracji uwielbiali jego drinki, a on z każdym d...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy