Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

27 stycznia 2016

Medytacja daje trzeźwość

162

Medytacja jest podstawowym elementem nowatorskiego programu leczenia osób uzależnionych, który dotarł właśnie do Polski. W jaki sposób pomaga ona zachować abstynencję i zmienić życie?

„Panie, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego”, te słowa modlitwy Anonimowych Alkoholików rozbrzmiewają w tysiącach ośrodków dla uzależnionych, rozpoczynają spotkania grup terapeutycznych i grup wsparcia na całym świecie. Najpopularniejszym programem realizowanym w grupach samopomocowych jest Program 12 Kroków (Stopni), czyli zbiór zaleceń dla osób uzależnionych, opracowanych przez Anonimowych Alkoholików, a zaadaptowanych później również przez wspólnoty uzależnionych od innych substancji. Pierwszym krokiem jest uznanie bezsilności wobec alkoholu i braku kontroli nad swoim życiem. Kolejne prowadzić mają do odzyskania owej kontroli poprzez wyznanie błędów, gotowość zadośćuczynienia skrzywdzonym osobom i uzdrowienie relacji z innymi ludźmi i z samym sobą, zaś ostatnim stopniem w tym procesie trzeźwienia jest przebudzenie duchowe i pomoc innym uzależnionym. Uczestnicy grup samopomocowych przyznają, że bardzo ważnym poziomem jest dla nich 11 Krok programu: „Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia”.

Medytacja nie zastępuje programu, lecz jest jego częścią, doświadczeniem kolejnego kroku trzeźwienia. Systematyczna praktyka pomaga doświadczyć kontaktu z samym sobą, rozwijać umiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami, zwiększa samoświadomość i samoakceptację. Dla osób uzależnionych, spętanych silnym poczuciem wstydu, jest bardzo ważnym wsparciem, ponieważ – jak pisał propagator medytacji chrześcijańskiej John Main OSB – pomaga nauczyć się „jak być prawdziwym, jak być wiernym swojej własnej osobie”, a tym samym pomaga uwolnić się od nałogu i utrzymać abstynencję.

Medytacja chrześcijańska jest też podstawowym elementem programu leczenia zapoczątkowanego w Indiach, w kilkudziesięciu ośrodkach dla uzależnionych i chorych na HIV/AIDS. Ośrodki te prowadzi Fundacja Kripa (kripa znaczy łaska), założona 25 lat temu przez ojca Josepha Pereirę SJ. Twórca Kripy ukończył studia psychologiczne, filozoficzne i teologiczne w Indiach oraz studia terapeutyczne w USA. Jest konsultantem Archidiecezji Bombaju ds. resocjalizacji osób uzależnionych. W 36 placówkach Kripy, funkcjonujących obecnie w dziewięciu stanach Indii, realizuje model terapii, na który składa się medytacja chrześcijańska i elementy jogi Iyengara. Jak mówi sam o. Pereira, ten model jest mieszanką Wschodu (zaczerpnięta z duchowej tradycji Indii wizja ciała człowieka jako świątyni, mieszkania bóstwa) i Zachodu (program 12 Kroków). Mieszkańcy Kripy codziennie medytują i mają zajęcia z jogi, spotykają się w grupach i słuchają wykładów specjalistów od uzależnień.

Pierwszy kieliszek

Dzięki temu programowi przebudzenia doświadczył 55-letni Bosco D’Souza, który trafił do Kripy w 1991 roku. Urodził się jako trzeci z ośmiorga rodzeństwa, wychowywał na przedmieściach Bombaju. Dopóki jego ojciec pracował w rafinerii naftowej, rodzina radziła sobie finansowo. Sytuacja pogorszyła się, gdy ojciec poważnie zachorował. W artykule „Duchowy odwyk” („A Spirited Recovery”), który ukazał się w maju 2002 roku w piśmie „Health&Nutrition”, Bosco wspomina palące uczucie wstydu z powodu ubóstwa. Choć w szkole radził sobie dobrze i miał spore osiągnięcia, to jednak wstyd ciągle mu towarzyszył i potęgował jego nieśmiałość.
Po raz pierwszy spróbował alkoholu na rodzinnym przyjęciu. Był wtedy w szóstej klasie. Smakowało mu. Upił się po szkolnych egzaminach końcowych wraz z dwoma kolegami – wypili po butelce na głowę, zagryzając kanapkami. Czuli euforię. Bosco wrócił do domu w nocy, kompletnie pijany. Ojciec sprawił mu lanie, ale nie zabronił pić alkoholu, zapewne z obawy – jak przypuszcza Bosco – że zakazany owoc będzie smakował zbuntowanemu nastolatkowi jeszcze bardziej. Powiedział synowi jedynie, że jeśli chce pić, to w domu, niech nie hańbi nazwiska, leżąc pijany w rowie.

Bosco nie miał pieniędzy na studia, przerwał również naukę w nieodpłatnej uczelni. By pomóc finansowo rodzinie, poszedł do pracy – najpierw był kelnerem, a potem barmanem w restauracji. Sytuacja finansowa rodziny poprawiła się, ale Bosco zaczął pić. Tłumaczył sobie, że jako barman musi przecież spróbować każdego rodzaju alkoholu i każdego skomponowanego drinka. – Bar przyciągał jak magnes ludzi bogatych i wpływowych – istną śmietankę towarzyską. Blichtr, prestiż i ekscytacja uderzały do głowy równie szybko, jak drinki, które przyrządzałem. Jeśli te zalety mojej pracy stały się lukrem na torcie, to nieograniczony dostęp do alkoholu był wisienką na nim – wspomina D’Souza.

Bywalcy restauracji uwielbiali jego drinki, a on z każdym dniem pił coraz więcej. Miał mocną głowę, więc przez długi czas nikt nie dostrzegł, że popularny barman jest pijany. Bosco pił nie tylko w pracy, ale również w domu – wieczorami wyciszał się piwem, pił, gdy nie miał nic do roboty. – To nie nędza wciągnęła mnie w alkoholizm, lecz nuda – przyznaje.

Bez kontroli

Gdy Bosco miał 27 lat, zmarł jego ojciec. Poczuł wtedy, że traci kontrolę nad sobą. Zmiany w jego zachowaniu dostrzegała też narzeczona, Charmaine, która zwracała mu uwagę, że za dużo pije. Bosco akurat awansował na głównego barmana. Codziennie wypijał – zliczając wszystkie wypite w pracy drinki – półtorej butelki. Lekarz, któremu zwierzył się ze swoich obaw, zbagatelizował je, kwitując: Przecież wszyscy barmani piją, alkohol jest wpisany w ten zawód.

Bosco nie przestał pić nawet wtedy, gdy zmienił pracę. Przez następne kilka lat był specjalistą d...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy