Mamy w sobie wszystko. O kobiecej mądrości i wierze w siebie z Katarzyną Grocholą rozmawia Edyta Żmuda

Na temat

Im bardziej pragniemy i potrafimy kochać, tym bardziej otwieramy się na przeżywanie odrzucenia czy zranienie. Możemy oczywiście zamknąć się w pancernym domku i wtedy nie będą mieć do nas dostępu smutek czy głębsze emocje. Ale czy warto?

Edyta Żmuda: Kasiu, kiedy spoglądam na imponującą listę tytułów Twoich książek, zauważam, że układają się one w swoistą drogę do rozumienia samej siebie. Czytam z nich historie o dojrzewaniu do dobrej relacji ze sobą i ze światem. A Judyta natychmiast kojarzy mi się z Tobą. 
Katarzyna Grochola: Ta relacja nie zawsze jest dobra – nie zawsze jest dobra z mojej strony. Potem jednak dochodzę jakoś do rozumu i próbuję znowu nawiązać dobre relacje. A Judyta jest mną. Ja nie jestem w stu procentach Judytą, ale Judyta w stu procentach jest mną. 

POLECAMY

Widzę, jak bohaterki Twoich książek wytrwale dążą ku sobie, zakładając, że świat jest miejscem zasobnym. Miejscem, do którego można przyjść, poprosić o pomoc, a ono poda Ci pomocną dłoń.
Świat jest miejscem bardzo życzliwym, pod warunkiem że jest tak traktowany. Na świecie jest wszelka obfitość i dla wszystkich jest wystarczająco dużo miejsca. Wiem, że to trochę śmiesznie zabrzmi w świetle badań nad zniszczeniem Ziemi, ale to my – nasz osąd, ogląd – nadajemy światu wartość. Nie jest odwrotnie. Skoro jest to jedyne miejsce, jakie mamy, to jest to miejsce, które wymaga naszej troski. Ale zauważmy, że tyle samo ludzi umiera z głodu, co z przejedzenia. Warto zdawać sobie sprawę z tego, co widzimy i co nie zawsze jest pogodne, piękne i uśmiechnięte. Natomiast możemy zawsze wybrać taką drogę, że to my będziemy tym początkiem – tej łagodności wobec świata, życzliwości wobec ludzi, troski o naszą jedyną planetę.

Kiedy myślę o Kasi Grocholi, natychmiast pojawia się tytuł Ja wam pokażę! Czy dzisiejsza Judyta zakrzyknęłaby: „Ja wam pokażę!”, czy może powiedziałaby coś zupełnie innego?
Nie, dzisiejsza Judyta już nie… Już pewnie jest dorosła, choć może nie jest starszą panią jak ja. Myślę, że nie uchroniłaby się od mówienia czasami: „A nie mówiłam?!”, bo nie jest to osoba kompletnie bez wad. Na pewno jednak nie krzyknęłaby już: „Ja wam pokażę!”. To przynależy trochę do dziecka, którego nikt nie zauważa, które koniecznie musi coś udowodnić.

Gdzieś doskoczyć.
Tak, spełnić jakieś oczekiwania: „Tu może byłam bardzo niedobra, ale jeszcze wam pokażę, na co mnie stać!”. Myślę, że taka była Grochola. Pamiętam, jak pozdawałam siedem przedmiotów, z których byłam zagrożona w trzeciej licealnej (a może to było w czwartej, przy dopuszczeniu do matury?) i jak sobie pomyślałam wtedy: „Szkoło moja, jeszcze zobaczycie! Jeszcze się przejadę tutaj tą Wawelską na białym koniu!”. Trzydzieści lat później zostałam zaproszona na kolejne dziesięciolecie szkoły, zobaczyłam swoje zdjęcie na korytarzu i uśmiechnęłam się do siebie na tych schodach, myśląc, że to jest kompletnie bez znaczenia. Z czułością pomyślałam wtedy o tej Kasi, która nie uczyła się biologii, matematyki i musiała nawet śpiew pod koniec roku zdawać, bo były dużo bardziej interesujące rzeczy, niż wiedzieć, kiedy Chopin napisał swoje koncerty (a napisał je mając dziewiętnaście lat).

Czasem nam takiej czułości dla siebie brakuje. Czasem, a może nawet zbyt często, pojawiają się w naszej głowie przekonania: „Nie uda mi się”, „Lepiej się nie wychylać”, „Nie stać mnie na nic więcej”. Ale czujemy jednocześnie, że to przynosi nam smutek. Żeby coś zmienić, trzeba te przekonania skonfrontować z rzeczywistością. Często słyszę od kobiet, że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Skąd brać odwagę, żeby zrobić pierwszy krok i powiedzieć głośno: „Od dzisiaj chcę inaczej, od dzisiaj będę dla siebie dobra”?
To jest trudne pytanie. Nie jestem psychologiem, choć naczytałam się mnóstwo poradników, bo kiedyś odpowiadałam na listy, więc musiałam być na bieżąco. Ale wiem, że te wszystkie fajne zdania: „Weź się w garść”, „Od jutra zaczynam coś robić” albo „Od jutra przestaję coś robić” nie mają większego sensu bez wewnętrznego umocowania w sobie. A żeby zobaczyć, co w sobie mamy, trzeba się zastanowić (najlepiej z mądrym psychoterapeutą). Można też wykonać jakąś pracę, żeby dowiedzieć się, czym zostaliśmy nakarmieni, z czym nam niewygodnie, jakie zdania bolały nas wtedy, gdy byliśmy mali. Być może są to komunikaty: „Ty się do niczego nie nadajesz”, „Niczego nie osiągniesz”, „Leń z ciebie”, „Myślisz, że wszystko łatwo przychodzi?”, „Ciężką pracą ludzie się bogacą”, „Pieniądze nie dają szczęścia”. To są te zdania, które gdzieś w nas tkwią. Albo: „Pierwszy milion trzeba ukraść, potem człowiek jest bogaty”. Czyli wniosek jest taki, że nie można zarabiać uczciwie, bo uczciwie to będzie ciężko, w...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy