Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

4 lutego 2020

NR 2 (Luty 2020)

Lek na okrucieństwo

127

Człowiek jest potencjalnie najokrutniejszym gatunkiem, jaki kiedykolwiek stąpał po Ziemi. Jesteśmy zdolni do celowego zadawania bólu innym, potrafimy też obojętnie patrzeć na ich cierpienie. Lekiem na to okrucieństwo jest współczucie.

Kal Kseib: Obecnie bardzo dużo mówi się o współczuciu, o tym, jak bardzo go potrzebujemy – dla siebie i dla innych i jak bardzo go brakuje. 

POLECAMY

Co sprawiło, że zajął się Pan badaniem współczucia?

Paul Gilbert: Pamiętam, jak w 1995 roku obejrzałem wyjątkowy program o przeżyciach ludzi więzionych w nazistowskich obozach koncentracyjnych w czasie drugiej wojny światowej. Pokazano przechowywane w poszewkach listy do dzieci – w nadziei, że wciąż żyły. Sam miałem wtedy małe dzieci i po obejrzeniu tego filmu nie byłem już taki sam jak wcześniej. Płakałem chyba ponad godzinę. Pamiętam, że myślałem: Ludzki umysł jest kompletnie popieprzony. Umysł, który może zrobić coś takiego milionom ludzi – to straszne. Zacząłem myśleć, że musimy zająć się problemem okrucieństwa, bo wciąż się go dopuszczamy, od wieków.

Uzmysłowiłem sobie, że człowiek niekoniecznie jest przyjaznym gatunkiem, chyba że da się mu możliwość odnalezienia w sobie współczucia i odwagi. 

Służy temu m.in. terapia skoncentrowana na współczuciu, którą Pan stworzył. Na czym ona polega?

To pomoc w rozwijaniu współczucia dla siebie i dla innych, a także w otwieraniu się na współczucie. Terapia ta zaczęła się rozwijać w późnych latach 80. ubiegłego wieku, podejmując trzy wątki. Pierwszy to terapia poznawcza – pomoc w skoncentrowaniu się na emocjonalnym aspekcie myśli i przyjmowaniu wobec nich postawy współczującej, akceptującej, wspierającej, pełnej troski. Chodzi o to, by nauczyć się aktywować określone sieci mózgowe, które w drodze ewolucji wykształciły się po to, byśmy dbali o innych, oraz regulować emocje związane z poczuciem zagrożenia.

Drugi obszar wywodzi się z psychologii buddyjskiej, a w szczególności z tradycji tybetańskiej mahajana, uznającej współczucie za kluczowe i proponującej praktyki pomagające rozwinąć współczujący umysł i współczującą tożsamość.

Trzeci wątek jest zaczerpnięty z psychologii ewolucyjnej. Ludzki mózg wyewoluował w taki sposób, że znaczna część naszej motywacji jest ukierunkowana na przetrwanie i rozmnażanie. Możemy robić rzeczy wspaniałe – ale też straszne. Człowiek jest potencjalnie najokrutniejszym gatunkiem, jaki kiedykolwiek stąpał po Ziemi. Jesteśmy zdolni do celowego zadawania bólu innym, potrafimy też obojętnie patrzeć na ich cierpienie. Antidotum na okrucieństwo jest współczucie.

Współczesny świat nie sprzyja jednak współczuciu.

Przez ostatnie 20 lat w zachodnim społeczeństwie ludzie byli popychani w kierunku współzawodnictwa – „ja pierwszy!” – i trybalizmu. To ważne, by sobie uzmysłowić, że są też takie konteksty społeczne, które popychają w kierunku współczucia. Tego właśnie dotyczy terapia skoncentrowana na współczuciu – jak przyjąć współczującą postawę wobec siebie, w terapii, w szkole, w środowisku, w świecie, w którym żyjemy.

Kontekst społeczny może wydobyć z nas to, co najlepsze, i to, co najgorsze.

Niektóre formy okrucieństwa są zakorzenione w strachu i poczuciu zagrożenia. A zatem im większe poczucie zagrożenia ze strony innych ludzi, tym bardziej nieprzyjemni możemy wobec nich być. Współczucie pomaga temu przeciwdziałać. Łatwo współczuć tym, których kochamy, ważne jednak, byśmy umieli współczuć także tym, których nie lubimy, którzy są inni od nas. Tu dotykamy moralności i etyki. Jak sprawić, by nasz stosunek do samych siebie, do społeczeństwa, planety był bardziej etyczny?

A czy współczucie może też pomóc w cierpieniu, którego doświadczamy w bardziej osobistym wymiarze?

Ludzie potrafią być bardzo okrutni wobec samych siebie. Samokrytycyzm często jest przepełniony wrogością i może prowadzić do depresji, lęku, a nawet do próby odebrania sobie życia. Będziemy mieć dla siebie więcej współczucia, jeśli zrozumiemy związek między wrogością wobec samego siebie a tym, co się za nią skrywa. Może to być lęk przed odrzuceniem, byciem niechcianym, obawa, że jesteśmy bezwartościowi.

Ludzie nie funkcjonują dobrze, gdy czują się samotni, odizolowani. A współczucie pozwala nam to dostrzec. Badania pokazują, że nasz układ krążenia i nasz układ odpornościowy najlepiej działają wtedy, gdy czujemy się kochani, otoczeni troską oraz sami kochamy i troszczymy się o innych i o siebie. 

Czym współczucie różni się od życzliwości?

Zaangażowanie we współczucie ma dwa aspekty. Po pierwsze, wiąże się ze zwróceniem się w stronę cierpienia, a po drugie – ze znalezieniem sposobu na jego złagodzenie i zapobieganie mu tam, gdzie to możliwe. To ważne, ponieważ ludzie często zapominają, że częścią współczucia jest mądrość, pragnienie, by odkryć, jak możemy pomóc.

Przypuśćmy, że widzę, jak ktoś wpada do rzeki. Muszę skoczyć do wody i mu pomóc – myślę. Jest to dobra intencja, nie jest jednak pomocna, jeśli nie umiem pływać. Jeżeli ktoś chce zostać lekarzem i pomagać ludziom, ale nie ma zamiaru się uczyć, wówczas niewiele kryje się za taką intencją. We współczuciu liczy się celowość i zaangażowanie w szukanie sposobu, by pomóc. Współczucie nie jest po prostu uczuciem życzliwości – to gotowość do stawiania czoła problemom i podejmowania działań, by je rozwiązać.

Bardzo ważne jest zaangażowanie motywowane współczuciem. Taka motywacja oznacza wrażliwość na cierpienie swoje i innych, zwracanie się w jego kierunku, a nie odwracanie się od niego, oraz otwartość na odkrywanie, co musimy zrobić, by złagodzić ból i zapobiegać mu. Życzliwość jest raczej uczuciem. Jest oczywiście ważna, ale nie wymaga koncentracji na cierpieniu jako takim ani odwagi. Badania, które prowadziliśmy, pokazały, że ludzie rozróżniają życzliwość i współczucie.

Trzy kierunki

Współczucie przepływa w trzech kierunkach: kierujemy je w stronę nas samych albo w stronę innych oraz otrzymujemy je od innych.

Może być tak, że łatwo przesyłamy współczucie w stronę innych, ale nie potrafimy go przyjmować albo kierować w stronę samego siebie. 

Zastanów się, jak przebiega przepływ współczucia w twoim życiu. 

Co dla mnie oznacza współczucie, które przepływa w każdym z tych kierunków? Jak przejawia się w moim życiu? Po czym je rozpoznaję?

Co mi przeszkadza w przesyłaniu współczucia w którymś z tych kierunków: doświadczenia, poglądy?

Jak mogłoby wpłynąć na moje życie współczucie otrzymane z jednego z tych kierunków?

Źródło: Julia Wahl, O współczuciu, Wydawnictwo Charaktery 2019

 

Jak wygląda praca nad współczuciem podczas terapii?

Może obejmować rozwijanie współczującej tożsamości. Pomagamy osobie zastanowić się nad odpowiedzią na pytanie: „Gdybyś był tak współczujący, jak to tylko możliwe, jaki byś był?”. Może odpowiedzieć: „Byłbym życzliwy, tolerancyjny”. Wyobraża sobie siebie jako osobę posiadającą takie cechy. Potem pomagamy jej odkryć mądrość, że wszyscy znaleźliśmy się tutaj z ciałem i umysłem, jakie dostaliśmy. Nie stworzyliśmy ich sami, możemy ich jedynie doświadczać. Stosujemy też ćwiczenia oddechowe, które pozwalają pobudzić układ przywspółczulny. Kiedy oddech staje się wolniejszy, ciało wydaje się cięższe, bardziej ugruntowane.

Jak przyjąć bardziej współczującą postawę?

W terapii stosujemy bardziej aktywne techniki pomagające ćwiczyć urzeczywistnianie współczującego „ja” – na przykład wyobrażam sobie, że jestem osobą współczującą, i trenuję taką postawę, nawet jeśli początkowo wydaje się to sztuczne.

Współczucie możemy wprowadzić w każdy aspekt życia. Wyobraźmy sobie, że pokłóciliśmy się z kimś, na kim nam zależy. Jesteśmy rozzłoszczeni na tę osobę, cały czas o tym myślimy: Jestem wściekły, bo on/ona w ogóle mnie nie słucha. Możemy też odczuwać lęk: Co się dzieje z naszym związkiem, skoro tak się kłócimy?. Jeśli chcemy nauczyć się przyjmować współczującą postawę, możemy zacząć od oddechu, ugruntowania i refleksji: Gdybym podszedł do tego problemu z takim współczuciem, mądrością, siłą i zaangażowaniem, jak tylko potrafię, jaki chciałbym być?  Taka zmiana perspektywy, pozwalająca na intencjonalność, poprzez wykorzystanie ciała oraz rozjaśnianie motywacji, sprawia, że wchodzimy w inny stan umysłu – taki, który pozwala myśleć o problemie. Złość skłaniała do atakowania, natomiast współczucie daje nam możliwość odczuwania empatii w obliczu trudności, których oboje doświadczamy w związku. Gdy powstaje taki stan umysłu, ludzie uświadamiają sobie, że mają wiele intuicyjnej mądrości. Trzeba jednak wejść w ten stan, musimy to ćwiczyć – dzięki temu współczucie staje się dla nas dostępne. 

Jakie przeszkody utrudniają współczucie?

W terapii skoncentrowanej na współczuciu mówimy o obawach, blokadach i...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy