Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Kto ma tyle wdzięku co ja

0 564

Groucho Marx mawiał: „Nie chciałbym być członkiem klubu, który miałby kogoś takiego jak ja za członka”. Taki stosunek do siebie bywa brzemieniem. Gdybyśmy równie krytycznie ocenili kogoś, zapewne szybko zerwalibyśmy z nim wszelkie kontakty.

Człowiek ma naturę bardziej oceniającą niż myślącą. Oceniamy innych ludzi, zdarzenia, idee, rzeczy. Oceniamy po to, by zorientować się, które osoby czy rzeczy są dla nas ważne, bezpieczne lub zagrażające, korzystne lub niekorzystne, interesujące lub niewarte uwagi. Ocena ma zasadnicze znaczenie dla orientacji w świecie i wśród ludzi. Stanowi podstawę do podjęcia działania: nawiązania z kimś (czymś) kontaktu, zainteresowania lub przeciwnie – odsunięcia się, a nawet ucieczki. Jeśli wydaje się nam, że nowo poznana osoba jest interesującym partnerem do rozmowy, dążymy do kolejnego spotkania z nią. Jeżeli natomiast jawi się jako ktoś, kto np. wykorzystuje innych – będziemy jej unikali.

Oceny wynikają z relacji, w jakiej pozostajemy z osobami lub rzeczami – na ile są dla nas ważne i pozwalają zrealizować osobiste cele, potrzeby i oczekiwania. Ludzie, którzy dają nam poczucie bezpieczeństwa i akceptują nas – wzbudzają w nas pozytywne emocje: sympatię, miłość, pragnienie bliskości. Ci, którzy te cele i potrzeby blokują – wzbudzają negatywne emocje: lęk, obawę, wrogość, niechęć. Wobec tych, którzy nie są związani z naszymi potrzebami, pozostajemy z reguły obojętni.

POLECAMY

Ale oceniamy także siebie. Jesteśmy bowiem dla siebie takim samym obiektem poznania i oceny, jak inni ludzie. Formułujemy sądy na swój temat, gromadzimy wiedzę o sobie w podobnej formie, jak budujemy wiedzę o świecie i ludziach. Ma ona, podobnie jak wiedza o innych, budowę hierarchiczną – sądy bardziej szczegółowe zawierają się w tych ogólniejszych (np. „generalnie jestem wyrozumiały, ale nie toleruję nielojalności”). Posiadamy zarówno zgeneralizowane sądy na swój temat (np. „jestem bardzo pracowity”), jak też wiedzę o epizodach, które potwierdzają prawdziwość takich sądów (np. „pracowałem wytrwale przez ostatni tydzień nad projektem”). O ile jednak funkcja ocen innych ludzi jest jasna, to znaczenie oceny własnej osoby nie jest już tak oczywiste. Oceny innych mogą doprowadzić do nawiązania lub zerwania kontaktu. Tymczasem na siebie jesteśmy skazani. W takim razie w jakim celu oceniamy siebie?

Oceniam się, bo inni patrzą
Sądy, przekonania i oceny własnej osoby należą do tej części ja, którą William James nazwał ja przedmiotowym. Powstaje ono w wieku 2,5–3 lat, najprawdopodobniej w związku z tym, że uświadamiamy sobie, iż jesteśmy obserwowani i oceniani przez innych. Świadomość tego skłania nas do obserwowania rozmaitych aspektów własnej osoby i gromadzenia wiedzy na swój temat. Według Jamesa, ta obserwacja i wiedza gromadzona jest w różnych obszarach ja: ja prywatnym (inaczej zwanym wewnętrznym lub duchowym), ja materialnym oraz ja społecznym. Ja prywatne zawiera wiedzę na temat tego, co nie jest bezpośrednio obserwowalne, namacalne – nasze przeżycia, motywy, potrzeby i reprezentacje cech. Generalnie można powiedzieć, że w tej części ja mieści się znacząca część wiedzy o sobie, która odzwierciedla
nasz wewnętrzny świat przeżyć i myśli. Ważnym elementem tego ja są reprezentacje posiadanych cech, zarówno tych, które aktualnie sobie przypisujemy, jak też tych, które chcielibyśmy lub uważamy, że powinniśmy posiadać. W skład tej części ja wchodzi także samoocena, a więc uogólniona ocena i stosunek do własnej osoby.

Ja materialne zawiera informacje o tych wszystkich elementach ja, które są dotykalne i namacalne, w tym także o własnym ciele, ocenie jego atrakcyjności, a także wszystkich materialnych elementach należących do podmiotu – ulubionych przedmiotach, własnościach, które niekiedy określa się jako przedłużenie ja (fotografie, ubrania, a nawet litery należące do naszego imienia i nazwiska, które – jak pokazały badania Josepha Nuttina – budzą w nas cieplejsze odczucia niż wszystkie inne litery).

Z kolei ja społeczne zawiera reprezentacje własnej osoby w pełnionych przez nas rolach społecznych, relacjach oraz przynależnościach do rozmaitych grup. W ramach ja społecznego wyróżnia się tożsamości związane z rolami: społecznymi (ja-ojciec), narodowościowymi (ja-Polak), religijnymi (ja-katolik), afiliacjami politycznymi (demokrata) i zawodowymi (lekarz).

Niełatwo sobie wybaczyć
Wydawałoby się, że w przypadku, gdy gromadzimy wiedzę o sobie w tak różnych sferach, oceny siebie także powinny być bardzo zróżnicowane. Tymczasem okazuje się, że to zróżnicowanie rzeczywiście występuje, ale nie jest tak duże, jak można by sądzić. Co więcej, można zauważyć, że oceny własnej osoby podążąją w jednym kierunku – albo są pozytywne, albo negatywne. W efekcie oceny siebie są dość jednolite, mimo że mogą dotyczyć różnych obszarów własnej aktywności. Jeśli generalnie ktoś ocenia siebie pozytywnie, to praktycznie we wszystkich obszarach: w ocenie pełnionych przez siebie ról, atrakcyjności własnego ciała czy swoich cech. Podobnie formułujemy oceny innych ludzi – jako spójne i uwarunkowane pozytywnym lub negatywnym nastawieniem do danej osoby, co już w latach 40. ubiegłego stulecia wykazał Solomon Asch.

Z czego wynika nastawienie do innych? Budowane jest ono na bazie cech centralnych (kluczowych dla oceny innych ludzi) zidentyfikowanych u obserwowanej osoby. Ważne są też nasze wcześniejsze doświadczenia, które sprawiają, że pewnych zachowań u innych nie tolerujemy lub przeciwnie – właśnie ich oczekujemy. Nastawienie do innej osoby może być także skutkiem przeniesienia na nią ustosunkowania wobec osoby znaczącej (rodzica, partnera, brata czy siostry), do której okazała się podobna. Jeśli nastawienie to jest pozytywne – jesteśmy w stanie jakiejś osobie wiele wybaczyć, tolerować jej słabości czy błędy. Jeśli jednak to nastawienie jest nieprzychylne – nie znajdziemy usprawiedliwienia dla jej błędów, a jej słabości urastają do rangi wad, które ją dyskwalifikują.

Podobnie jest z oceną własnej osoby. Jeżeli jesteśmy do siebie przychylnie nastawieni – wybaczamy sobie błędy, minimalizujemy wagę własnych słabości, puszczamy w niepamięć porażki. Gdy mamy niechętne nastawienie do siebie – przeciwnie: obwiniamy się za wszystkie błędy i niepowodzenia. Krytykę ze strony innych odczytujemy jako prawdę objawioną o nas, a każda słabość dowodzi naszej małości i niższości moralnej.

Osoby, które ogólnie oceniają siebie pozytywnie, przeceniają wyjątkowość swoich walorów i osiągnięć. Postrzegają siebie jako lepszych niż inni, w przyszłości oczekują sukcesów i nie doceniają prawdopodobieństwa, że przydarzy im się coś złego. Takie tendencje są znacznie słabsze u osób, które mają do siebie negatywne nastawienie. A jeśli jest ono zdecydowanie negatywne – tendencje te wręcz ulegają odwróceniu: takie osoby w przyszłości oczekują porażek i samych negatywnych zdarzeń.

Nastawienie do siebie wynika z samooceny, czyli uogólnionego stosunku do własnej osoby. Jeśli samoocena jest wysoka, widzimy się korzystnie niemal pod każdym względem – zarówno cech (ja prywatne), ciała (ja materialne), jak też osób, z którymi wchodzimy w relacje i grup, do których przynależymy (ja społeczne).

Jeżeli mamy niską samoocenę, to zauważamy u siebie wiele poważnych wad, a pomniejszamy liczbę i wagę zalet. Nie doceniamy własnych osiągnięć, swej atrakcyjności, posiadanych dóbr, a także osób, które nas doceniają. Groucho Marx mawiał: „Nie chciałbym być członkiem klubu, który miałby kogoś takiego jak ja za członka”. Taką samoocenę trudno zmienić, gdyż osoby o niskiej samoocenie nie przyjmują komplementów, nie wykorzystują sukcesów. Przeciwnie, czują wtedy lęk i obawę, że będą musiały podobny rezultat powtórzyć w przyszłości.

Dziękuję ci mamo, dziękuję tato
Zamiennie z pojęciem samoocena używa się często terminu poczucie własnej wartości. Sądzę jednak, że należy je rozróżnić. Poczucie własnej wartości wiąże się z ja podmiotowym, a samoocena z ja przedmiotowym. Poczucie własnej wartości powstaje najprawdopodobniej na skutek procesu doświadczania siebie w kontakcie z rodzicami. Wyrażając zainteresowanie, troskę i miłość komunikują oni dziecku, że jest ważne i aprobowane. Ich uczucie wobec dziecka może przekładać się na to, co dziec[-]ko odczuwa wobec siebie. Poczucie własnej wartości powinno więc kształtować się równolegle ze samoświadomością. Uświadamiając sobie własną obecność i istnienie, zaczynamy jednocześnie odczuwać, że jest ono ważne i cenne albo przeciwnie.

Nie wszystko jednak zależy od rodziców. Drugim możliwym – choć do tej pory mało zbadanym – źródłem poczucia własnej wartości są odczuwane przez dziecko emocje. Okazuje się, że już w pierwszych miesiącach życia można zaobserwować u dzieci przejawy podstawowych emocji: lę...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy