Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

19 kwietnia 2016

Jak złapać złotą rybkę?

121

Gdy ludzie mówią „Nie, to się nie uda”, odpowiadam: „Wyobraź sobie, że masz złotą rybkę, która spełnia wszelkie twoje życzenia. Uświadom sobie, czego pragniesz. Jak bardzo jest to cenne”. Bo jeśli wiemy, czego chcemy, to gdy napotkamy przeszkody, wiemy, czy, z czego lub kiedy rezygnować - twierdzi Mirosława Huflejt-Łukasik.

 

POLECAMY

Dorota Krzemionka: – Walt Disney mawiał podobno: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać”. Podobna myśl przewija się przez wiele kupowanych chętnie poradników samopomocowych. Czy rzeczywiście wystarczy marzyć?
Mirosława Huflejt-Łukasik
: – W takich mitach prawda miesza się z iluzją. Poradniki, których nie lubię, mówią: ja ci sprzedam coś, czego sam nie potrafisz, co jest nieprawdą. Mówią też, że istnieje jeden sposób, który załatwi ci wszystko, co też jest nieprawdą. Ale rzeczywiście, by zrealizować jakiś cel, trzeba go przed sobą postawić. Badania pokazują, że jeśli wyznaczymy sobie cel, to mimowolnie dostrzegamy środki do jego realizacji. Mamy poczucie: „Ojej, wymyśliłem sobie cel i okazało się, że mogę go osiągnąć”.

To brzmi niemal jak złota myśl rodem z Alchemika: „Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie”.
– Tak się dzieje, ale nie są to cuda ani magiczne myślenie, tylko przejawy automatycznej samoregulacji. Uruchamia ona wiele mechanizmów, które pozwalają nam ten cel osiągnąć.

Na przykład?
– Nasza uwaga mimowolnie ukierunkowuje się na to, co związane z celem, uaktywnia się motywacja, automatycznie wynajdujemy środki do realizacji celu. Tak też było w moim przypadku. Postanowiliśmy z mężem wybudować dom, ale nie mieliśmy pieniędzy. I nagle okazało się, że znaleźliśmy więcej możliwości zarabiania niż wcześniej. Wiele rzeczy dzieje się w nas bez udziału świadomej regulacji. Wystarczy, że znajdziemy się w jakiejś sytuacji, a automatycznie uruchamiają się związane z nią cele.

W jednym z badań stwierdzono, że studenci, którzy na początku semestru deklarowali, że uczą się, bo chcą, by ich matka była zadowolona z ich ocen na studiach, po przypomnieniu postaci matki rzeczywiście osiągali lepsze wyniki na egzaminach...
– Okazuje się, że mamy w sobie wyposażenie, o które nie trzeba świadomie dbać. Nie znaczy to jednak, że na pewno osiągniemy cel, który sobie wymyśliliśmy.

Co stoi na przeszkodzie?
– Czasem cele, do których dążymy, budzą w nas samych wątpliwości. Na przykład panie, które się odchudzają, chciałyby wyglądać pięknie i smukło, ale zarazem jeść jak dotychczas. Zajadamy emocje. Jemy, bo to przyjemne. Kiedy siedzę przed komputerem, jedzenie jest moją przerwą i nagrodą. Im więcej piszę, tym więcej jem. Z jednej strony chcemy być piękni i zdrowi, ale zarazem lubimy sobie dogadzać, spędzać czas na ucztowaniu z przyjaciółmi. Pojawiają się konkurencyjne cele i wartości. A wtedy wygra ta wartość, która jest nam bliższa, ważniejsza, bo stoi wyżej w hierarchii.

Gorzej, gdy nie mamy takiej hierarchii.
– Wtedy wpadamy w pułapkę: na przykład nie potrafimy zachować właściwych proporcji między czasem osobistym a zawodowym czy towarzyskim. Albo mamy kłopot z podejmowaniem decyzji, o co zadbać, nawet jeśli cele są dla nas ważne. Tracimy drogowskaz z oczu.

Często wyznaczamy sobie jakieś cele, a potem ich nie realizujemy. Jak je stawiać, by się chciało chcieć?
– Praktycy mówią, że cel musi być pozytywny. Jeśli ktoś mówi: „Nie chcę się w pracy stresować i wpadać w konflikty”, to pytam: „No dobrze, to jak chciałbyś, żeby wyglądały twoje relacje w pracy?”. Cel najpierw trzeba wymyślić. Trzeba wtedy pójść za swoim marzeniem, nie zastanawiając się, czy cel jest realistyczny, czy nie. Dopiero potem skonfrontujemy go z rzeczywistością. To bardzo ważne, by nie robić tego na początku. Bo jeśli cel zaczniemy przykrawać już na początku, to nigdy nie dowiemy się, czego naprawdę chcemy. Ja, gdy ludzie mówią „Nie, to się nie uda”, odpowiadam: „Wyobraź sobie, że masz złotą rybkę, która spełnia wszelkie twoje marzenia. Uświadom sobie, czego naprawdę pragniesz”.
Jeśli już wiemy, czego chcemy, to gdy napotkamy przeszkody, wiemy, czy, z czego lub kiedy rezygnować. Mnie marzył się dom wśród drzew. Ten, który zbudowaliśmy, nie stoi u progu puszczy, ale już urosły wokół niego drzewa. Warto wiedzieć, do czego dążymy, czego chcemy, ale też czego nie chcemy, czego wolimy uniknąć. Okazuje się, że kiedy mamy i marchewkę, i kij, wtedy jesteśmy bardziej zmotywowani i więcej działań podejmujemy, by osiągać cel.

Chcę napisać pracę magisterską. Ale też wyobrażam sobie, co będzie, gdy zawalę kolejny termin: nie znajdę w związku z tym pracy...
– Będę dłużej na utrzymaniu rodziców, wypadnę gorzej na tle rówieśników. Dobrze, by cel był pozytywny, a w tle pozostał anty-cel, który dodaje motywacji. Kiedy już mamy cel, to wiele samo się dzieje, ale nie zawsze. Niektórzy chcą czegoś, tylko wciąż nie określili sobie terminu, do kiedy to zrealizują, bo właściwie nie wiedzą, jak to zrobić. Trzeba wtedy świadomie pomyśleć i stworzyć plan, jak możemy cel osiągnąć.

Tym bardziej jest to ważne, gdy rozmiar zadania nas przeraża. Myślimy: nie, tego się nie da zrobić – nie da się napisać pracy magisterskiej, wybudować domu...
– Jest na to sposób. Kiedy przeraża nas ta długa droga, warto zaplanować sobie kolejne jej etapy i nasze ruchy. Proszę więc ludzi, by ułożyli karteczki, na których są rozpisane kolejne kroki. W przypadku pisania pracy magisterskiej są to na przykład: zebrać literaturę, iść do promotora, postawić hipotezę itd. W ten sposób po pierwsze doprecyzowują sobie, co będzie się działo na każdym kolejnym etapie, a po drugie wchodzą w sferę swych przekonań i obaw. Przechodzą w głowie całą ścieżkę realizacji. Myślą, jak się będą czuli, gdy już obronią pracę. W ten sposób pokonują ograniczenie wynikające z przekonania, że sobie nie poradzą. Bo wyobrazili sobie, że już to zrobili. Podobnie ci, którzy się odchudzają i wyobrażą sobie, że znów mieszczą się w ciuch, który od dawna był za ciasny, przekraczają przekonanie, że nigdy nie uda im się schudnąć. Jeśli jakieś zadanie nas przeraża, wydaje się prawie niewykonalne, to gdy je sobie w wyobraźni doprecyzujemy, przestaje być takie nieosiągalne.

Zgodnie z koncepcją Roya Baumeistera nie można zbyt wiele chcieć i planować realizacji kilku celów równocześnie. Na przykład założyć sobie: odchudzę się, pisząc pracę magisterską. Baumeister ostrzega, że wola potrzebna przy realizacji celów wyczerpuje się.
– Koncepcja Baumeistera dotyczy świadomej samoregulacji. Jej zasoby są ograniczone. Właśnie dlatego korzystnie jest określić kolejne kroki, jakie mamy wykonać, ułożyć je po kolei – dzięki temu ich realizacja dzieje się bardziej automatycznie, nie wymaga potem wielu naszych wyborów i decyzji, gdyż przemyśleliśmy je już wcześniej. Świadomie pracujemy nad celem, a gdy potem to, co postanowiliśmy, wykonujemy regularnie, staje się to nawykiem.

Czasami jednak mamy cel i wiemy, jak go zrealizować, ale są w nas jakieś opory...
– Jeśli czegoś nie robimy, choć mówimy, że chcemy, to tak naprawdę może tego nie chcemy i jest jakiś powód, dla którego nie chcemy.

Na przykład chcemy czegoś i zarazem obawiamy się tego, mamy w sobie konflikt...
– Albo mamy błędne wyobrażenia, co oznacza osiągnięcie celu. Kiedyś pracowałam z dyrektorem korporacji nad równowagą w życiu prywatnym i zawodowym. Bardzo lubił swoją pracę, dawała mu poczucie sensu życia, misji, własnej wartości. Twierdził: „Cenię sobie też bardzo życie rodzinne”. Miał synów i mówił: „chciałbym z nimi spędzać czas”. Nie: „chcę” tylko „chciałbym”. Wymyślił, że zawsze o godzinie osiemnastej będzie kończył pracę. Ale okazało się, że nie cieszy go perspektywa spędzania czasu z synami. Dlaczego? „Bo co z nimi będę robił, budowanie z klocków już mnie nudzi”. Dopiero gdy znalazł sposób, jak połączyć zabawę z dziećmi ze swoim hobby, okazało się to łatwe i przyjemne. Lubił wycieczki terenowe i mógł na takie wyprawy zabierać swoich synów.

Cele mogą zatem wywoływać w nas ambiwalencję: chcę zbudować dom, ale boję się, że popadnę w kredyty...
– Albo: chcę zbudować dom, ale nie wiem, co w nim lub z nim będę robić... Będę mieć więcej pokoi do sprzątania. Albo: częściej będą do mnie przyjeżdżać krewni i znajomi, a to mi się nie uśmiecha. Z realizacją celu zawsze wiąże się coś in plus, ale też in minus.

Bywa, że chcielibyśmy coś zrobić – schudnąć, zbudować dom, obronić pracę – ale ciągle odkładamy rozpoczęcie działań, na jutro, na kiedyś... Dlaczego?
– Już powiedzenie „chcielibyśmy” wskazuje, że nie do końca identyfikujemy się z tym celem. Można zadać sobie pytanie: co nam to da? Ten dom albo szczuplejsza sylwetka? Czy ma nam zapewnić wyższy status, dać poczucie kontroli, własnej wartości? A jeśli tak, to może te same cele możemy osiągnąć w inny sposób, robiąc to, co lubimy i chcemy robić? Jeśli czegoś nie robimy, odkładamy w nieskończoność, to zastanówmy się, jaką mamy z tego korzyść. Często skupiamy się na tym, co powinniśmy robić, a powinności nie cieszą, więc z nimi zwlekamy. Lepiej szukać tego, co naturalnie z nas wypływa, daje nam przyjemność i satysfakcję. I zapewnia sens życia.
Kiedy dostrzegamy sens działania, to raczej go nie odkładamy. Osobie, która z czymś zwleka, proponuję: „Sprawdź, co by było, gdyby nic się nie zmieniło”. Miałam klientkę, która wciąż nie mogła wyprowadzić się od rodziców, a było jej tam źle. Powiedziałam: „Po co masz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy