Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

19 kwietnia 2016

Jak złapać złotą rybkę?

44

Gdy ludzie mówią „Nie, to się nie uda”, odpowiadam: „Wyobraź sobie, że masz złotą rybkę, która spełnia wszelkie twoje życzenia. Uświadom sobie, czego pragniesz. Jak bardzo jest to cenne”. Bo jeśli wiemy, czego chcemy, to gdy napotkamy przeszkody, wiemy, czy, z czego lub kiedy rezygnować - twierdzi Mirosława Huflejt-Łukasik.

 

Dorota Krzemionka: – Walt Disney mawiał podobno: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać”. Podobna myśl przewija się przez wiele kupowanych chętnie poradników samopomocowych. Czy rzeczywiście wystarczy marzyć?
Mirosława Huflejt-Łukasik
: – W takich mitach prawda miesza się z iluzją. Poradniki, których nie lubię, mówią: ja ci sprzedam coś, czego sam nie potrafisz, co jest nieprawdą. Mówią też, że istnieje jeden sposób, który załatwi ci wszystko, co też jest nieprawdą. Ale rzeczywiście, by zrealizować jakiś cel, trzeba go przed sobą postawić. Badania pokazują, że jeśli wyznaczymy sobie cel, to mimowolnie dostrzegamy środki do jego realizacji. Mamy poczucie: „Ojej, wymyśliłem sobie cel i okazało się, że mogę go osiągnąć”.

To brzmi niemal jak złota myśl rodem z Alchemika: „Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie”.
– Tak się dzieje, ale nie są to cuda ani magiczne myślenie, tylko przejawy automatycznej samoregulacji. Uruchamia ona wiele mechanizmów, które pozwalają nam ten cel osiągnąć.

Na przykład?
– Nasza uwaga mimowolnie ukierunkowuje się na to, co związane z celem, uaktywnia się motywacja, automatycznie wynajdujemy środki do realizacji celu. Tak też było w moim przypadku. Postanowiliśmy z mężem wybudować dom, ale nie mieliśmy pieniędzy. I nagle okazało się, że znaleźliśmy więcej możliwości zarabiania niż wcześniej. Wiele rzeczy dzieje się w nas bez udziału świadomej regulacji. Wystarczy, że znajdziemy się w jakiejś sytuacji, a automatycznie uruchamiają się związane z nią cele.

W jednym z badań stwierdzono, że studenci, którzy na początku semestru deklarowali, że uczą się, bo chcą, by ich matka była zadowolona z ich ocen na studiach, po przypomnieniu postaci matki rzeczywiście osiągali lepsze wyniki na egzaminach...
– Okazuje się, że mamy w sobie wyposażenie, o które nie trzeba świadomie dbać. Nie znaczy to jednak, że na pewno osiągniemy cel, który sobie wymyśliliśmy.

Co stoi na przeszkodzie?
– Czasem cele, do których dążymy, budzą w nas samych wątpliwości. Na przykład panie, które się odchudzają, chciałyby wyglądać pięknie i smukło, ale zarazem jeść jak dotychczas. Zajadamy emocje. Jemy, bo to przyjemne. Kiedy siedzę przed komputerem, jedzenie jest moją przerwą i nagrodą. Im więcej piszę, tym więcej jem. Z jednej strony chcemy być piękni i zdrowi, ale zarazem lubimy sobie dogadzać, spędzać czas na ucztowaniu z przyjaciółmi. Pojawiają się konkurencyjne cele i wartości. A wtedy wygra ta wartość, która jest nam bliższa, ważniejsza, bo stoi wyżej w hierarchii.

Gorzej, gdy nie mamy takiej hierarchii.
– Wtedy wpadamy w pułapkę: na przykład nie potrafimy zachować właściwych proporcji między czasem osobistym a zawodowym czy towarzyskim. Albo mamy kłopot z podejmowaniem decyzji, o co zadbać, nawet jeśli cele są dla nas ważne. Tracimy drogowskaz z oczu.

Często wyznaczamy sobie jakieś cele, a potem ich nie realizujemy. Jak je stawiać, by się chciało chcieć?
– Praktycy mówią, że cel musi być pozytywny. Jeśli ktoś mówi: „Nie chcę się w pracy stresować i wpadać w konflikty”, to pytam: „No dobrze, to jak chciałbyś, żeby wyglądały twoje relacje w pracy?”. Cel najpierw trzeba wymyślić. Trzeba wtedy pójść za swoim marzeniem, nie zastanawiając się, czy cel jest realistyczny, czy nie. Dopiero potem skonfrontujemy go z rzeczywistością. To bardzo ważne, by nie robić tego na początku. Bo jeśli cel zaczniemy przykrawać już na początku, to nigdy nie dowiemy się, czego naprawdę chcemy. Ja, gdy ludzie mówią „Nie, to się nie uda”, odpowiadam: „Wyobraź sobie, że masz złotą rybkę, która spełnia wszelkie twoje marzenia. Uświadom sobie, czego naprawdę pragniesz”.
Jeśli już wiemy, czego chcemy, to gdy napotkamy przeszkody, wiemy, czy, z czego lub kiedy rezygnować. Mnie marzył się dom wśród drzew. Ten, który zbudowaliśmy, nie stoi u progu puszczy, ale już urosły wokół niego drzewa. Warto wiedzieć, do czego dążymy, czego chcemy, ale też czego nie chcemy, czego wolimy uniknąć. Okazuje się, że kiedy mamy i marchewkę, i kij, wtedy jesteśmy bardziej zmotywowani i więcej działań podejmujemy, by osiągać cel.

Chcę napisać pracę magisterską. Ale też wyobrażam sobie, co będzie, gdy zawalę kolejny termin: nie znajdę w związku z tym pracy...
– Będę dłużej na utrzymaniu rodziców, wypadnę gorzej na tle rówieśników. Dobrze, by cel był pozytywny, a w tle pozostał anty-cel, który dodaje motywacji. Kiedy już mamy cel, to wiele samo się dzieje, ale nie zawsze. Niektórzy chcą czegoś, tylko wciąż nie określili sobie terminu, do kiedy to zrealizują, bo właściwie nie wiedzą, jak to zrobić. Trzeba wtedy świadomie pomyśleć i stworzyć plan, jak możemy cel osiągnąć.

Tym bardziej jest to ważne, gdy rozmiar zadania nas przeraża. Myślimy: nie, tego się nie da zrobić – nie da się napisać pracy magisterskiej, wybudować domu...
– Jest na to sposób. Kiedy przeraża nas ta długa droga, warto zaplanować sobie kolejne jej etapy i nasze ruchy. Proszę więc ludzi, by ułożyli karteczki, na których są rozpisane kolejne kroki. W przypadku pisania pracy magisterskiej są to na przykład: zebrać literaturę, iść do promotora, postawić hipotezę itd. W ten sposób po pierwsze doprecyzowują sobie, co będzie się działo na każdym kolejnym etapie, a po drugie wchodzą w sferę swych przekonań i obaw. Przechodzą w głowie całą ścieżkę realizacji. Myślą, jak się będą czuli, gdy już obronią pracę. W ten sposób pokonują ograniczenie wynikające z przekonania, że sobie nie poradzą. Bo wyobrazili sobie, że już to zrobili. Podobnie ci, którzy się odchudzają i wyobrażą sobie, że znów mieszczą się w ciuch, który od dawna był za ciasny, przekraczają przekonanie, że nigdy nie uda im się schudnąć. Jeśli jakieś zadanie nas przeraża, wydaje się prawie niewykonalne, to gdy je sobie w wyobraźni doprecyzujemy, przestaje być takie nieosiągalne.

Zgodnie z koncepcją Roya Baumeistera nie można zbyt wiele chcieć i planować realizacji kilku celów równocześnie. Na przykład założyć sobie: odchudzę się, pisząc pracę magisterską. Baumeister ostrzega, że wola potrzebna przy realizacji celów wyczerpuje się.
– Koncepcja Baumeistera dotyczy świadomej samoregulacji. Jej zasoby są ograniczone. Właśnie dlatego korzystnie jest określić kolejne kroki, jakie mamy wykonać, ułożyć je po kolei – dzięki temu ich realizacja dzieje się bardziej automatycznie, nie wymaga potem wielu naszych wyborów i decyzji, gdyż przemyśleliśmy je już wcześniej. Świadomie pracujemy nad celem, a gdy potem to, co postanowiliśmy, wykonujemy regularnie, staje się to nawykiem.

Czasami jednak mamy cel i wiemy, jak go zrealizować, ale są w nas jakieś opory...
– Jeśli czegoś nie robimy, choć mówimy, że chcemy, to tak naprawdę może tego nie chcemy i jest jakiś powód, dla którego nie chcemy.

Na przykład chcemy czegoś i zarazem obawiamy się tego, mamy w sobie konflikt...
– Albo mamy błędne wyobrażenia, co oznacza osiągnięcie celu. Kiedyś pracowałam z dyrektorem korporacji nad równowagą w życiu prywatnym i zawodowym. Bardzo lubił swoją pracę, dawała mu poczucie sensu życia, misji, własnej wartości. Twierdził: „Cenię sobie też bardzo życie rodzinne”. Miał synów i mówił: „chciałbym z nimi spędzać czas”. Nie: „chcę” tylko „chciałbym”. Wymyślił, że zawsze o godzinie osiemnastej będzie kończył pracę. Ale okazało się, że nie cieszy go perspektywa spędzania czasu z synami. Dlaczego? „Bo co z nimi będę robił, budowanie z klocków już mnie nudzi”. Dopiero gdy znalazł sposób, jak połączyć zabawę z dziećmi ze swoim hobby, okazało się to łatwe i przyjemne. Lubił wycieczki terenowe i mógł na takie wyprawy zabierać swoich synów.

Cele mogą zatem wywoływać w nas ambiwalencję: chcę zbudować dom, ale boję się, że popadnę w kredyty...
– Albo: chcę zbudować dom, ale nie wiem, co w nim lub z nim będę robić... Będę mieć więcej pokoi do sprzątania. Albo: częściej będą do mnie przyjeżdżać krewni i znajomi, a to mi się nie uśmiecha. Z realizacją celu zawsze wiąże się coś in plus, ale też in minus.

Bywa, że chcielibyśmy coś zrobić – schudnąć, zbudować dom, obronić pracę – ale ciągle odkładamy rozpoczęcie działań, na jutro, na kiedyś... Dlaczego?
– Już powiedzenie „chcielibyśmy” wskazuje, że nie do końca identyfikujemy się z tym celem. Można zadać sobie pytanie: co nam to da? Ten dom albo szczuplejsza sylwetka? Czy ma nam zapewnić wyższy status, dać poczucie kontroli, własnej wartości? A jeśli tak, to może te same cele możemy osiągnąć w inny sposób, robiąc to, co lubimy i chcemy robić? Jeśli czegoś nie robimy, odkładamy w nieskończoność, to zastanówmy się, jaką mamy z tego korzyść. Często skupiamy się na tym, co powinniśmy robić, a powinności nie cieszą, więc z nimi zwlekamy. Lepiej szukać tego, co naturalnie z nas wypływa, daje nam przyjemność i satysfakcję. I zapewnia sens życia.
Kiedy dostrzegamy sens działania, to raczej go nie odkładamy. Osobie, która z czymś zwleka, proponuję: „Sprawdź, co by było, gdyby nic się nie zmieniło”. Miałam klientkę, która wciąż nie mogła wyprowadzić się od rodziców, a było jej tam źle. Powiedziałam: „Po co masz się wyprowadzać? Zostań tam przez całe życie”. I gdy to sobie wyobraziła, nabrała chęci, by się czym prędzej wyprowadzić.

Czym prędzej. Nie od poniedziałku albo od Nowego Roku. Wielu z nas składa sobie co rok te same postanowienia, wieczne obietnice. Dlaczego?
– Wpadamy w pułapkę magicznych dat. Wyznaczamy je sobie, bo wierzymy, że od tego momentu w przyszłości zrobimy coś idealnie. Takie myślenie jest destrukcyjne. Po pierwsze nic nie musi być idealnie. Po drugie to utopia – nie każdego dnia wszystko nam się uda. Nieuchronnie pojawią się wpadki i potknięcia. Obiecaliśmy sobie biegać co dzień, a dziś nie pobiegliśmy. Czy to powód, by rezygnować? A tak często się dzieje, gdy zakładamy: wszystko albo nic; na sto procent albo wcale. Ważne jest, jak radzimy sobie z wpadką. Czy potrafimy wrócić na wyznaczoną drogę. Nie dewaluować tego, co zrobiliśmy, tylko dlatego, że nie było idealne. Przecież dotychczasowe wysiłki wcale nie poszły na marne. Pobiegniemy kolejnego dnia.

Postanawiamy biegać co rano, wytrzymujemy tydzień. Zaczynamy uczyć się słówek, powtarzamy je dzień, drugi, a trzeciego dnia coś nam wypada, więc machamy ręką. Skąd się bierze ten słomiany zapał?
– Może nie lubimy rano wstawać i lepiej byłoby biegać wieczorem? Uważam, że na poziomie nieświadomym dzieje się to, co ma się dziać. Jeśli nie robimy czegoś systematycznie, ma to ukryty sens. Widać jest jakiś powód. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego przestajemy to robić. Może z czegoś nie możemy zrezygnować? W ten sposób odkryjemy, o co warto zadbać lub co zmienić. Może wystarczy zmienić strategię działania. Pewien student uczył się angielskiego, a że był perfekcjonistą, sprawdzał każde słówko. Tak się przy tym namęczył, że przestał. A przecież mógł pomyśleć, jak uczyć się w inny, bardziej pasujący mu sposób. Dzięki takim refleksjom możemy generować nowe pomysły, jak osiągnąć cel. A może tak naprawdę bieganie nie sprawia nam radości? Robimy to tylko, bo wypada, bo inni to robią...

Czasem naprawdę chcemy i... nic się nie dzieje, tkwimy w pacie. Co wtedy?
– Pojawia się pytanie: co jest tą barierą? Czy tkwi ona w otoczeniu, czy w naszych nawykach, w myśleniu? Może nie mamy umiejętności? A może dotyczy to wartości? Czy jesteśmy w kontakcie z tym, co dla nas ważne? Może nie korzystamy z zasobów, które posiadamy, a powodem tego są nasze przekonania i nawyki, jakie zostały nam z dzieciństwa? Kiedyś pracowałam z kobietą sukcesu: mądrą, sprawną, posiadającą firmę za granicą. Twierdziła, że czuje się gorsza. Nie rozumiałam, dlaczego. Okazało się, że gdy była mała jej tato, który był sportowcem, zabrał ją na boisko i oczekiwał, że będzie biegać tak szybko, jak inne uzdolnione sportowo dzieci. I niezbyt dyplomatycznie reagował, kiedy jej to nie wychodziło. Z tamtego doświadczenia pozostał w niej ślad w postaci poczucia, że jest gorsza. Wystarczyło jakieś zdarzenie, gdy ktoś ją krytycznie oceniał, by to poczucie powracało. Innym razem pracowałam z osobą, która niechętnie delegowała zadania. Choć była menedżerem, sama zawsze brała się do działania. Okazało się, że w domu od dzieciństwa była osobą, która pierwsza podejmowała działanie, np. kiedy dzwonił dzwonek, to ona biegła otworzyć drzwi. Miała nawyk, że to ona jest do tego, by działać. Musiała popracować nad tym, by go zmienić.

Jak to jest, że jedno doświadczenie z dzieciństwa może zapaść tak głęboko? Niezależnie od faktów w życiu trwać w naszej głowie jako niezmienne przekonanie?
– Powodem jest to, że zwykle łączy się z tym doświadczeniem silna emocja, za tym idzie wniosek na swój temat: jestem słaba, do niczego, nie potrafię tego. A potem to zaczyna działać jak samospełniająca się przepowiednia.

Bywa i tak, że latami dążymy do celu, którego wciąż nie udaje nam się osiągnąć. Całe życie piszemy doktorat albo budujemy dom i końca tego wciąż nie widać. Z czego wynika ta niezdolność porzucenia celu?
– Powiedziałabym raczej, że to niezdolność do wymyślenia nowego celu To zjawisko pojawia się, gdy myślimy o sobie w sposób negatywny, karzemy się w myślach. Mówimy sobie niemiłe rzeczy, na przykład: jestem beznadziejna, do niczego. Nie dajemy sobie tym samym prawa, by pomyśleć o innych możliwych wariantach, innych, zupełnie nowych dążeniach. Co więcej, jak powiedziałby Baumeister, negatywne emocje i próba ich opanowania pożerają nasze zasoby woli, stajemy się bezwolni, pasywni. Dlatego terapeuci mówią, że nie wolno się samemu karać. Lepiej się nagradzać.
Baumeister podkreśla też, że wola, przekładająca się na wytrwałość w dążeniu do celów, może się regenerować, a służą temu: sen, odpoczynek i doświadczanie pozytywnych emocji. Dzięki temu, że śpimy wystarczająco długo, odpoczywamy i dostarczamy sobie pozytywnych emocji, lepiej funkcjonujemy w gorszych chwilach. I częściej realizujemy swe marzenia.
- Dziękuję za rozmowę.

***

 

Dekalog dążących

Jak spełniać marzenia? Trudno o recepty – każdy z nas jest inny, inne ma cele i podąża do nich we własny sposób. A jednak są pewne zasady, których warto się trzymać.
1. Postaw cel przed sobą.
Jeśli nie wiemy, dokąd zmierzamy, mała szansa, że tam dotrzemy. Jeśli zaś postanowimy coś sobie, automatycze procesy w nas będą nam sprzyjać w dążeniu do celu.

2. Nie przykrawaj celu na początku.
Najpierw wymyśl cel, potem sprawdzisz, na ile jest realistyczny.

3. Cel powinien być pozytywny.
Zamiast mówić: nie chcę (denerwować się, zapominać, oblać egzmaminu), powiedz, czego chcesz (być spokojny, pamiętać, zdać).

4. Nie zapominaj o kiju.
W tle pozostaw anty-cel. Sięgaj po to, czego pragniesz, ale pamiętaj też o tym, czego chcesz uniknąć.

5. Sprawdź, czy cel ma osobiście dla Ciebie sens i znaczenie.
Jeśli mówisz „chciałbym” zamiast „chcę”, to prawdopodobnie z jakichś powodów cel budzi w Tobie mieszane uczucia.

6. Określ kolejne kroki.
Szczególnie gdy zadanie jest duże, rozpisz je na podzadania. Łatwiej Ci będzie sprawdzić, gdzie jesteś i czy nie zszedłeś z drogi prowadzącej do celu.

7. Ustal termin i warunki działania.
Najłatwiej będzie Ci przejść do realizacji celu za pomocą tzw. intencji implementacyjnej, która wyraża się w zdaniu: Jeśli... (przejrzę literaturę, ), to... (przejdę do pytań badawczych).

8. Zaczynaj od zaraz, nie od jutra.
Każdy dzień zwłoki oddala Cię od celu, bo utrwala niekorzystne nawyki.

9. Nie zniechęcaj się upadkami.
Z każdej porażki płynie wiedza. Nieważne, ile razy upadniesz, liczy się to, z czym się podniesiesz i gdzie dojdziesz.

10. Nie wszystko naraz.
Wprowadzanie zmiany jest kosztowne, zużywa zasoby woli. Mniej dążeń znaczy więcej. Jeśli zbyt dużo postanawiamy zmienić naraz, może nam zabraknąć woli. I poniesiemy porażkę.

oprac. dk
 

Płyń z marzeniem

Są działania, do których nie musimy się skłaniać. Z radością i chęcią zanurzamy się w nie i zapominamy o bożym świecie.
Mihály Csikszentmihalyi ten stan zaabsorbowania wykonywanym zadaniem nazywa przepływem (ang. flow). Doświadczamy go, gdy zadanie jest wyzwaniem, ale mieści się jeszcze w granicy naszych możliwości. Kiedy wymagania przekraczają możliwości – czujemy niepokój. Gdy odwrotnie, umiejętności mamy wyższe niż wymagania – jesteśmy znudzeni. Kiedy zaś są do siebie dopasowane – płyniemy.
W takim stanie pojawia się poczucie kontroli i sprawstwa. Jesteśmy panem sytuacji. Czujemy się radośnie ożywieni i zaciekawieni. Zapominamy o sobie, nie czujemy upływu czasu ani zmęczenia. Znikają obawy, skupieni jesteśmy na zadaniu, zlewamy się z nim w jedność.
Częściej doświadczamy przepływu, gdy cele stanowiące wyzwanie są precyzyjnie ujęte, co ułatwia pozyskanie informacji zwrotnej o postępie i umożliwia dostosowanie działań do wymagań.

oprac. dk na podst. Romana Kadzikowska-Wrzosek, Siła woli, Smak Słowa

 

Przypisy