Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

22 stycznia 2016

Mądre rządy sobą

0 334

Są tacy, którzy bez końca oddają się marzeniom. I tacy, którzy je po prostu realizują. Ci pierwsi sami stają sobie na drodze do marzeń, ci drudzy mają w sobie sprzymierzeńca w ich spełnianiu. Jak mądrze zarządzać sobą, by osiągnąć to, na czym nam naprawdę zależy, żyć tak, jak chcemy żyć?

„Teraz zrobiła się wielka wolność wyboru, mnóstwo prac do wybierania, przebierania, a przy tym wszystko kruche i nietrwałe” – tak w jednym z wywiadów diagnozuje nasze czasy wybitny socjolog i filozof prof. Zygmunt Bauman. I jako przykład podaje Dolinę Krzemową, gdzie zatrudnia się najlepszych z najlepszych, samą śmietankę ekspertów wyznaczających rytm światowego postępu. Przeciętna długość zatrudnienia wynosi tam... osiem miesięcy.

Żyjemy w epoce płynnej, niestabilnej rzeczywistości, w pogoni za „więcej, szybciej, lepiej”. Wokół wciąż wiele bodźców, które nas kuszą, rozpalają emocje, rozpraszają. Aby się w tym nie zagubić i osiągnąć cel, na jakim nam zależy, nie wystarczy już sama inteligencja – tej zapewne nie brakuje elicie technologicznej z Doliny Krzemowej. Psychologowie, między innymi prof. Roy Baumeister z Florida State University, wskazują drugi, równie niezbędny warunek i wyznacznik życiowego sukcesu: zdolność samoregulacji, czyli zarządzania sobą i kierowania swym postępowaniem w taki sposób, że potrafimy osiągnąć to, na czym nam naprawdę zależy. Na czym ta umiejętność polega?

Wiele się na nią składa. Dzięki niej rozumiemy to, co w nas się dzieje i potrafimy wykorzystać tkwiące w nas możliwości. Dostrzegamy szanse, jakie się wokół pojawiają.
Mądrze stawiamy sobie cele, nie zwlekamy z ich realizacją. Ale też potrafimy się wycofać z bezskutecznych wysiłków. Akceptujemy te z własnych ograniczeń, na które wpływu nie mamy. Próbujemy zmienić te właściwości – przekonania, nawyki – które zmienić można. Dostosowujemy sposób reagowania i strategie działania do zmieniających się okoliczności. Potrafimy – jeśli tego wymaga cel – powstrzymać impuls (na przykład chęć nagadania szefowi), przezwyciężyć pokusę (zjedzenia ciasteczka albo odłożenia pracy na później). Jesteśmy w stanie sami siebie zachęcić, gdy motywacja słabnie, przymusić się do czegoś, na co specjalnie ochoty nie mamy (dieta, wkuwanie słówek), ale co finalnie umożliwi nam osiągnięcie czegoś dla nas istotnego (atrakcyjna sylwetka lub praca za granicą).

Tak naprawdę to wszystko składa się na sztukę życia. Dzięki niej umiemy cieszyć się życiem nawet gdy, jak się wydaje, dostaliśmy od niego kiepskie karty – jak Gaja Staroń, która urodziła się bez rąk i nogi, a uwielbia rysować i zna cztery języki, w tym chiński; albo Nick Vujicic, któremu brak czterech kończyn nie przeszkodził w napisaniu bestselleru Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń. Jak im się udaje tak funkcjonować? Potrafili akceptować emocjonalnie to, czego się zmienić nie da. „Ręce mi nie odrosną, ALBOWIEM nie jestem jaszczurką” – powiedziała kiedyś Gaja do wścibskiego czterolatka. Zamiast tego skupili się na tym, czego chcą i co mogą osiągnąć w tych warunkach, w jakich przyszło im żyć. Nick Vujicic pisze w swojej książce: „Podróżuję po całym świecie, mobilizując miliony napotkanych ludzi do odważnego stawiania czoła przeciwnościom, tak by z wiarą, nadzieją i miłością realizowali marzenia”.

I zarządzamy sobą właśnie po to, by realizować swoje marzenia. Oczywiście to złożony proces, tak jak złożony jest każdy z nas. A w zasadzie zbiór różnych procesów. Do wielu z nich nie mamy świadomego dostępu. Łatwo tu o potknięcia i pułapki. Jak ich uniknąć? Jak opanować sztukę zarządzania sobą?

My mamy mózg czy... mózg ma nas

Przez lata kupowałam eleganckie buty, w których potem i tak nie chodziłam, choć cały czas sądziłam, że kiedyś na pewno je włożę. Mój sposób myślenia dobrze tłumaczy teoria dysonansu poznawczego. Według niej tworzymy racjonalne wyjaśnienia (Na pewno kiedyś takie buty będą mi potrzebne.) własnych irracjonalnych zachowań (kupowanie kolejnej pary eleganckich butów) po to, aby uchronić własną samoocenę i przekonanie, że podejmujemy słuszne, racjonalne decyzje. Choć od lat badam i wyjaśniam, jak ludzie racjonalizują swoje irracjonalne zachowania, to jednak nie dostrzegłam tego typu zachowań u siebie. Bo przecież wszyscy racjonalizują – z wyjątkiem mnie.

Ta dwoistość naszego funkcjonowania (działanie versus opisywanie świata) od kilkudziesięciu lat budzi ogromne zainteresowanie psychologów. Efektem tej dwoistości jest pułapka, w którą często wpadamy: ulegamy iluzji, że prowadzi nas czujny kierowca, a tymczasem auto wiezie nas samo, po utartych koleinach.

Przez wiele wieków Ja było utożsamiane ze świadomą aktywnością poznawczą. Uważano, że świadome, autonomiczne Ja dokonuje wyborów, podejmuje decyzje, jest sprawcą i autorem naszego życia. Wyniki badań z ostatnich dekad podważyły tę wizję i zaowocowały zakwestionowaniem przez niektórych autorów wolnej woli. Benjamin Libet, badacz świadomości, pokazał na przykład, że mózg wie (bo za pomocą neuroobrazowania można zaobserwować charakterystyczny potencjał gotowości), że mamy zamiar coś zrobić, np. czytać głośno pojawiające się na ekranie słowa, kilkaset milisekund wcześniej nim ta informacja stanie się dostępna naszej świadomości. Czyli prawdą jest to, co pisał Jerzy Konorski, słynny neurofizjolog i badacz odruchów warunkowych: „To nie my mamy mózg, to mózg ma nas”.

Badania neuroobrazowania mózgu potwierdzają tezy o odrębności systemów regulujących nieświadome i świadome przetwarzanie informacji. Neurobadacze Melvyn Goodale i David Milner w książce Mózg wzrokowy opisali pacjentów z uszkodzeniami mózgu, które spowodowały u nich utratę wzroku. Gdy pokazano im różne figury geometryczne, świadomie ich nie widzieli. Nie widzieli też w ścianie otworów o różnych kształtach. Gdy jednak proszono ich, by włożyli figury do otworów, bezbłędnie trafiali w odpowiednią dziurę. Zjawisko widzenia mimo ślepoty (blindsight) jest przykładem dychotomii między wiedzą potrzebną do działania a świadomością potrzebną do opisu świata.

Niektóre struktury mózgu „wiedzą” o naszych zamierzeniach, zanim je sobie uświadomimy. Ten przedziwny wszechwiedzący program mózgu przestaje jednak działać w niektórych schorzeniach. Słynne badania Benjamina Libeta dowiodły, że gdy mamy zamiar coś zrobić, np. wyciągnąć rękę, to na kilkaset milisekund wcześniej pojawia się charakterystyczny potencjał gotowości. Co ciekawe, tego czasowego wyprzedzenia nie stwierdzono w patologiach: mózgi pacjentów psychotycznych, mających omamy słuchowe, nie „ostrzegają” ich, że za chwilę usłyszą własny głos; podobnie u pacjentów z zespołem Tourette’a nie pojawia się poprzedzający aktywność potencjał gotowości. Brak charakterystycznego, poprzedzającego daną aktywność wzbudzenia neuronów w określonych strukturach mózgu jest wskaźnikiem, że zachowanie jest automatyczne, niekontrolowane świadomie. To dlatego np. cierpiący na kaprolalię nie mogą powstrzymać się od wykrzykiwania na głos wulgaryzmów. Gdyby osobom zdrowym przyszła ochota przekląć albo poświntuszyć, mózg ma odrobinę czasu na powstrzymanie tego impulsu. Choroba – jak widać – wyłącza tę opcję.


Wpłyń na Gracza

Za pomocą neuroobrazowania potwierdzono istnienie dwóch niezależnych, zlokalizowanych w różnych częściach mózgu, systemów przetwarzania informacji wzrokowych. Daniel Kahneman, znakomity amerykański psycholog, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, nazywa je (za Keithem Stanovichem i Richardem Westem, wybitnymi badaczami poznania) System 1 (działający w sposób szybki, automatyczny, prawie bezwysiłkowy) i System 2 (wolny, wymagający świadomego wysiłku). Opisując działanie obu systemów, Kahneman używa metafory dwóch postaci. Ja wolę nazwać ich Graczem i Analitykiem, ponieważ kluczowe według mnie rozróżnienie dotyczy nastawienia na działanie bądź opisywanie, co wiąże się z posługiwaniem, lub nie, językiem.

Pierwszą z tych postaci nazwałam Graczem, ponieważ lubię myśleć o życiu jako grze, której wynik zależy nie tylko od kart, jakie dostaliśmy, ale i od mistrzostwa naszej rozgrywki. A rozgrywkę prowadzi głównie Gracz. To on w sposób szybki i automatyczny, bez wysiłku lub z niewielkim jego udziałem konstruuje wrażenia i emocje, które następnie bierze pod uwagę Analityk, gdy podejmuje świadomie decyzje. Utożsamiamy się z nim, kiedy myślimy o sobie. Ale choć ma on poczucie, że jest autorem naszych działań, w rzeczywistości większy wpływ na nasze zachowanie i jego wynik ma Gracz. O sukcesie zaś w kierowaniu własnym zachowaniem decyduje dobre współdziałanie obu części naszej osobowości.

Gdy ktoś pyta, dlaczego zachowaliśmy się w jakiś sposób, nasz Analityk zwykle potrafi to wyjaśnić. Sądzi, że zna powody, choć w wielu badaniach pokazano, że tak naprawdę nie jesteśmy świadomi prawdziwych przyczyn naszych wyborów. Przykładem może być lista planowanych zajęć sporządzona przez badanych w pomieszczeniu, w którym unosił się zapach środków czystości. Co trzecia osoba (36 procent) zaplanowała sprzątanie; dla porównania – jeśli pomieszczenie nie pachniało detergentami, tylko co dziesiąta osoba pomyślała o sprzątaniu. Gdyby jednak zapytać osoby z pierwszej grupy, dlaczego nagle postanowiły zrobić porządki, podałyby z pewnością wiele rozmaitych powodów – prócz zapachu, którego wpływu na plany zapewne nikt nie był świadomy.

Bo to nie świadomy Analityk, ale działający jak automatyczny pilot Gracz wykonuje pracę, której owocem są nasze wrażenia, domysły i decyzje. Gracz może spokojnie obejść się bez Analityka, ponieważ nasza pamięć skojarzeniowa nieprzerwanie konstruuje spójną interpretację wszystkiego, co się aktualnie dzieje.

Niektórzy całą swoją uwagę skupiają na świecie zewnętrznym, nie zastanawiają się nad sobą, swoimi celami, powołaniem. Inni zaś na analizy swojego zachowania poświęcają wiele energii i czasu. W wyniku takich analiz i krytycznej oceny Analityk w nas podejmuje decyzję o konieczności zmiany. I wtedy pojawia się problem, ponieważ Analityk wysuwa postulaty względem Gracza, posługując się językiem. Gracz natomiast reaguje na bodźce: doznania kinestetyczne (w tym stany emocjonalne), obrazy, dźwięki. Aby te dwie części w nas mogły się porozumieć, Analityk musi użyć innego przekazu niż tylko słowa. Najłatwiej może wpłynąć na zachowanie Gracza, nie przekonując go czy zawstydzając, lecz oddziałując na otoczenie – tak jak jeden z pracujących w domu biznesmenów, który zaczynał dzień pracy od włożenia garnituru, ponieważ stwierdził, że telefoniczne negocjacje w stroju domowym dają gorsze efekty, niż wtedy, gdy jest ubrany formalnie.

Można też zadbać, by w otoczeniu znaleźli się ludzie sprzyjający naszym celom. Trzeba jednak pamiętać, że czasem Gracz dopasowuje się do otoczenia (efekt asymilacji), ale też może zacząć się od niego odsuwać, odcinać (efekt kontrastu). Przykładem może być wpływ starszego, odnoszącego sukcesy w szkole brata lub siostry. Młodsze rodzeństwo może chcieć pójść w ich ślady, albo wręcz przeciwnie – unika jak ognia wysiłku intelektualnego.

Zachowanie Gracza jest efektem aktywizacji najłatwiej dostępnych skojarzeń, a ich dostępność zależy od tego, jak często były wcześniej aktywizowane (oglądanie agresji powoduje zwiększenie dostępności agresywnych zachowań) i jak niedawno (efekt świeżości). Wystarczy parę razy opuścić trening, aby szansa na znalezienie wymówki, by znów nie iść, wzrosła wielokrotnie.

Dopasuj styl do temperamentu

Jeśli postanowiliśmy, jakie zachowanie chcemy zmienić, trzeba szukać sposobów na Gracza. Ale przede wszystkim warto zastanowić się, czemu dane zachowanie służy (jaką potrzebę zaspokaja). Jeśli męczy nas robienie wszystkiego na ostatnią chwilę, to może mamy problem nie z rozpoczynaniem, ale z ukończeniem działania. Jeśli wizja tego, co chcemy zrobić, jest mało precyzyjna, to istnieje poważne niebezpieczeństwo, że odwlekanie rozpoczęcia jest sposobem zagwarantowania sobie
sensownego terminu zakończenia.

Spójrzmy na Annę i Ewę. Anna ma szerokie zainteresowania, wiele rzeczy chciałaby robić. Jej znajomi mówią, że jest nienasycona. O Ewie mówią, że jest wybredna, ma jasne priorytety, do wszystkiego, co robi, podchodzi metodycznie, kocha rutynę. Do której z kobiet nam bliżej? Czy tak jak Anna robimy wiele rzeczy naraz i stale jesteśmy otwarci na informacje płynące z otoczenia? Jeżeli nasz obszar swobodnej decyzji jest duży, to ciągle podejmujemy decyzje o tym, co dalej – nasze zasoby poznawcze cały czas są pożerane przez proces podejmowania decyzji. Daje nam to olbrzymią elastyczność działania – Anna jest gotowa w każdej chwili przeorganizować swój dzień. Jedno spotkanie odwoła, dwa przełoży, przy czym nikt nie będzie miał do niej pretensji, jeśli się spóźni, bo przecież jest tak zajęta, tyle spraw ma na głowie.

Ina...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy