Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

27 września 2017

Jak się ogarnąć i nie zwariować

48

Życie jest bardzo proste, jeśli masz dobrze umeblowaną głowę – twierdzi psychoterapeuta Rafael Santandreu. A gdyby tak umeblować nie tylko głowę – dokończyć to, co warto, pozbyć się „przydasiów”, zrobić remanent dążeń i związków… Jakie proste byłoby życie!

Uosobieniem codziennego porządku może być Paterson, bohater ostatniego filmu Jima Jarmuscha. Ten kierowca autobusu wiedzie w prowincjonalnym mieście (nomen omen) Paterson życie doskonale poukładane – panuje w nim prostota, harmonia, uważność i celebrowanie chwili. Każdy jego dzień zaczyna się i kończy tak samo. Od pocałunku rano ukochanej Laury po wieczorny spacer z psem wszystko toczy się ustalonym torem i rytmem – powtarzalnym jak wzór na zasłonach, którymi Laura zdobi ich wspólny dom.
Równolegle z rutyną życia powstają wiersze. Paterson zapisuje je w notesie, który zawsze ma przy sobie.

Składanie rzeczy

„Składaj nie idee, ale rzecz do rzeczy” – pisał ukochany poeta Patersona, William Carlos Williams (przekład Julii Hartwig). I Paterson składa rzecz do rzeczy, każdej poświęca uwagę, każdego dnia odtwarza porządek w swym życiu.
Tak to już jest, że o porządek trzeba dbać, a bałagan robi się w zasadzie sam. Dotyczy to nie tylko plączących się pod nogami kabelków. Wystarczy chwila nieuwagi i nasze ciało staje się ociężałe, relacje bardziej skomplikowane, a kierunek, w którym podążamy, jakiś obcy.

Przy czym wyraźnie widzimy to u innych, ich brak porządku chętnie piętnujemy, strofujemy ich i napominamy. Własny bałagan jakoś umyka naszej uwadze i narasta niepostrzeżenie. Wciąż brakuje nam miejsca w planie dnia na prace porządkowe. Czas płynie, a wraz z nim pojawiają się kolejne warstwy codzienności, sterty obietnic bez pokrycia, porzuconych projektów, zaniechanych działań. A gdzieś tam pod nimi leżą pogrzebane nasze talenty, plany, marzenia. Jakaś lepsza wersja życia, a może nawet lepsza wersja nas samych.
Czy tak musi być? Jak się ogarnąć, uporządkować swoje życie, a przy tym nie zwariować? Jak ustalić priorytety? Od czego zacząć?

Zacznij od łóżka

Porządki życiowe dobrze jest rozpocząć od krytycznego spojrzenia na najbliższe otoczenie. Nie bez przyczyny niektórzy mówią, że ład w życiu zaczyna się od starannie pościelonego łóżka albo od porządnie złożonego co wieczór ubrania, jak robi to Paterson.

Choć samo sprzątanie najczęściej nie kojarzy nam się dobrze, to – jak się okazuje – przynosi zwykle korzyści i poprawia nam samopoczucie. Na przykład z badań przeprowadzonych na Wyspach Brytyjskich wynika, że poświęcenie 20 minut dziennie na prace domowe aż o 20 procent obniża poziom stresu i lęku. Zauważono przy tym, że sprzątanie wpływa na poprawę formy psychicznej, podobnie jak spacer, i jest szczególnie ważne dla osób, które wykonują obciążającą psychicznie pracę. Zajmowanie się rutynowymi czynnościami porządkowymi jest formą odpoczynku, można się przy tym oddać myśleniu „o niebieskich migdałach”. Nasz umysł tworzy wtedy luźne skojarzenia i oderwane od życia obrazy, a to dystansuje nas od codziennych problemów, sprzyja kreatywności i ciekawym pomysłom.

Korzyści płynących ze sprzątania jest więcej. W jednym z eksperymentów, jakie kilka lat temu przeprowadziła ze swoim zespołem Kathleen Vohs z Uniwersytetu Minnesota, połowa uczestników spędziła 10 minut w uporządkowanym pomieszczeniu, a pozostali przebywali w tym czasie wśród bałaganu. Następnie poproszono ich, by wsparli zakup książek i zabawek dla dzieci. Mieli napisać dowolną kwotę, jaką chcieliby ofiarować, po czym wręczali tę informację badaczom w zaklejonej kopercie. Na zakończenie mogli poczęstować się jabłkiem lub czekoladą. Okazało się, że porządek w pomieszczeniu, gdzie przebywali, istotnie wpłynął na ich decyzje. Osoby, które spędziły czas w schludnym otoczeniu, ofiarowały na cele charytatywne ponaddwukrotnie większe kwoty niż pozostali uczestnicy oraz chętniej wybierały jabłko niż czekoladę. Wydaje się, że w uporządkowanej przestrzeni stajemy się nie tylko lepszymi ludźmi, ale również bardziej dbamy o swoje zdrowie.

To jednak nie wszystko. Otoczenie wpływa też na nasz stosunek do innych ludzi. Psychologowie Abraham Maslow i Norbert Mintz w swoich klasycznych już badaniach wręczyli uczestnikom fotografie nieznanych im osób. I stwierdzili, że im atrakcyjniejsze było pomieszczenie, gdzie badani oglądali zdjęcia, tym więcej pozytywnych cech przypisywali widniejącym na nich osobom. W uporządkowanym miejscu poprawia się bowiem nasz nastrój, stajemy się bardziej przyjaźni i chętniej nawiązujemy kontakty z innymi ludźmi. Nic dziwnego, że Laura tak dba o wystrój domu i zdobi go w czarno-białe wzory. Czerń oddzielona od bieli, porządek od chaosu.

Zarazem w uporządkowanej przestrzeni wyrażamy bardziej wyraziste poglądy w sprawach nieobojętnych moralnie. Chen-Bo Zhong i jego współpracownicy z Uniwersytetu Toronto stwierdzili, że istnieje związek między czystością a… ocenami moralnymi. Osoby, które poproszono o dokładne umycie dłoni – co wyjaśniono koniecznością korzystania z nowych urządzeń – ujawniały potem bardziej negatywne opinie na temat różnych zjawisk, takich jak używanie narkotyków, pornografia i prostytucja, niż ich rówieśnicy, którzy nie musieli poddawać się ablucji. Mało tego, w kolejnym eksperymencie stwierdzono, że dla uzyskania podobnego efektu wystarczy sama sugestia, że jesteśmy osobami dbającymi o czystość!

Tylko zamiotę pustynię

Zapewne wielu z nas sceptycznie przyjmie te wyniki i powie, że najlepiej czuje się w „artystycznym bałaganie”. Okazuje się, że taka przestrzeń też ma swoje plusy. Z badań wspomnianego zespołu Kathleen Vohs wynika, że artystyczny nieład sprzyja kreatywności oraz dokonywaniu mniej konwencjonalnych wyborów. Na przykład w zabałaganionym pomieszczeniu uczestnicy generowali istotnie więcej pomysłów na nowe zastosowania piłeczek pingpongowych niż ci, którzy zastanawiali się nad tym w uporządkowanym, niemal ascetycznym pokoju. Co więcej, gdy przedłożono im menu koktajli owocowych, rzekomo oferowanych w snack barze, chętniej wybierali nowości.

Z własnego doświadczenia potwierdzam, że w otaczającym mnie chaosie łatwiej mi się wymyśla pomysły eksperymentów czy tematy książek. Gdy jednak zasiadam do ich konkretyzowania, pracę zaczynam od uprzątnięcia biurka. Ale uwaga! Sprzątanie może być też objawem prokrastynacji, czyli odwlekania. Ten syndrom jest dobrze znany studentom, a jego istotę znakomicie ujmuje pewien mem: „Jeszcze tylko zamiotę pustynię i już zabieram się do nauki”. Zwlekanie staje się problematyczne, gdy pochłonięcie porządkowaniem otoczenia utrudnia wykonanie pilnych, ważnych zadań. Warto pamiętać, że prokrastynacja lubuje się w działaniach aprobowanych społecznie, takich właśnie jak sprzątanie czy pomoc innym. Problem jednak znika, jeśli sprzątanie nie jest celem samym w sobie, lecz warunkiem wstępnym ważniejszej pracy, która dzięki temu będzie lepiej wykonana.

Pozbyć się „przydasiów”

Podobnie jest z porządkami w nas samych i w naszym życiu. Ład w życie wprowadzamy analogicznie, jak robimy porządki w otaczającej nas przestrzeni. Możemy to czynić na trzy sposoby.

Pierwszy to pozbywanie się zbędnych rzeczy. Eliminujemy zbędny balast, w efekcie zyskujemy większą przestrzeń i lekkość funkcjonowania. Paterson niewiele ma: codzienne ubranie, pojemnik na śniadanie, notes z wierszami… nie ciąży mu zbędny balast. Z badań prowadzonych przez Havas Worldwide wynika, że połowa z nas mogłaby obyć się bez większości rzeczy, które posiada. Ale nawet gdy się ich pozbywamy, odzyskany obszar niemal automatycznie wypełnia się nowymi gadżetami. Trzeba więc włączyć mentalny hamulec i poskromić potrzebę bezpieczeństwa czy materializmu, które prowadzą do gromadzenia rozmaitych „przydasiów”. Tak naprawdę każda rzecz może się nam kiedyś do czegoś przydać. Jednak na owo „kiedyś” możemy czekać całe życie. Profesor Zdzisław Chlewiński, autorytet w dziedzinie psychologii myślenia, prowadzący niemal ascetyczny tryb życia, zwykł powtarzać: „Im mniej rzeczy, tym więcej stopni swobody”. Wyrazisty przykład zastosowania tej zasady znajdziemy w świecie przyrody, a dokładnie u jerzyka, małego ptaszka, który jest w stanie unosić się w powietrzu nawet kilka lat. A jest to możliwe dzięki temu, że ma wydłużone skrzydła, ale za to najkrótszy wśród ptaków dziób i malutkie nóżki, pozwalające mu jedynie na moment zawisnąć na ścianie. W procesie ewolucji ptaszek zredukował wszystkie zbędne obciążenia. Lekkość uzyskał dzięki odrzucaniu. Bo mniej znaczy więcej – nie tylko podczas latania.

Drugi sposób to odkładanie każdej rzeczy na swoje miejsce. Dla większości z nas jest to esencja porządkowania, dająca poczucie harmonii. Rozlokowywaniem rzeczy zawsze rządzi jakaś logika, może być nią podręczność, użyteczność lub podobieństwo elementów. Każdy z nas ma swoją ulubioną regułę, która przekłada się na komfort pracy lub wypoczynku.
Co osoba, to inny przepis na porządek. Kiedyś starałem się znaleźć plik w komputerze współpracownika. Miałem z tym spory kłopot. Pokazałem mu, jak ja porządkuję dane, nazywając katalogi tak jak w bibliotece. Zaproponował mi zabawę. Każdy z nas wyszukiwał plik ukryty w czeluściach twardego dysku swego komputera, przy czym mierzyliśmy czas, w jakim dane zostały odszukane. Zawsze był szybszy...

W końcu trzeci sposób porządkowania to stworzenie nowej konfiguracji. Porządkowanie może być inspirującą zabawą, a nawet rodzajem eksperymentu. Esteci, jak Laura, mogą bez końca tworzyć nowe, miłe dla oka „kadry”, a pragmatycy, do których raczej należy Paterson, mają okazję testować takie ustawienie sprzętów, by wszystko działało bezkolizyjnie.
Transformacja przestrzeni daje poczucie nowości i świeżości. Możliwości, jakie otwiera, zależą od tego, czy zmiany mają charakter gruntowny, czy tylko kosmetyczny. Widać to na przykładzie naszych ulic. Lepiej jeździ się tymi, które mają wymienioną nawierzchnię. Pozostałe, na których pomalowano tylko pasy, łudzą iluzją poprawy komfortu, jednak konfrontacja z rzeczywistością kończy się zwykle źle dla pojazdu i dla podróżujących.

Świadome chodzenie

Do życiowych porządków warto podejść w… uporządkowany sposób. Możemy przy tym korzystać z różnych kluczy. Jeden z nich zawarty jest w życzeniach, jakie składamy innym przy rozmaitych okazjach. Powtarzamy wtedy: „zdrowia, szczęścia i pomyślności”. Jak wiadomo, życzenia są zbiorem pożądanych efektów, ale niestety bez instrukcji ich osiągania. Robiąc porządki na przykład dla zdrowia, można skorzystać z opisanych strategii porządkowania i zastanowić się, co wyrzucić, co odłożyć na swoje miejsce, a czemu nadać nowy kształt.

Co wyrzucić? Przede wszystkim warto wyeliminować szkodliwe dla zdrowia nawyki, w tym oczywiście nałogi. Jako były palacz z wieloletnim stażem wiem, że każdy dzień na rzucenie palenia jest tak samo dobry, nie ma co zwlekać z decyzją. Efekty są natychmiastowe. Poprawia się kondycja fizyczna, barwa głosu, wrażliwość na zapachy i smaki. Racjonalizacja typu: „Na coś trzeba umrzeć” po zerwaniu z nałogiem wydaje się po prostu śmieszna. Niczego nie tracimy w relacji z innymi ludźmi i radzeniu sobie ze stresem. To prawda, że wspólny dymek przełamuje lody i ułatwia nieformalne relacje, ale nie jest to jedyny sposób ich osiągania. Podobne relacje można mieć po zerwaniu z nałogiem. Brak zaś fizycznego i psychicznego przymusu to prawdziwa lekkość życia i wiele nowych możliwości.

Co odłożyć na swoje miejsce? Często jesteśmy zabiegani, zapracowani i przemęczeni. Dlatego warto wyregulować rytm dobowy, w tym czas poświęcony na sen. Z analiz Alexandra Borbely’ego, prezydenta Europejskiego Towarzystwa Badań nad Snem, wynika, że istnieje związek pomiędzy długością snu a umieralnością! Optymalny czas snu to 7–8 godzin dziennie. Co ciekawe, niekorzystne jest zarówno skrócenie tego okresu, jak i jego wydłużenie. Trudno to wyjaśnić, choć ciekawe intuicje płyną z odkryć badaczy z Uniwersytetu Rochester. Wykazali oni, że w czasie snu w mózgu otwiera się tzw. układ glimfatyczny, który oczyszcza mózg z toksyn oraz dostarcza mu składniki odżywcze i białka. Działanie tego systemu można porównać do sprawnej obsł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy