Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

20 lipca 2022

NR 8 (Sierpień 2022)

Jak odnaleźć się w wolności

0 96

Chcemy być wolni, cenimy autonomię, a jednak jesteśmy w stanie z niej zrezygnować. Co tak naprawdę się za tym kryje i jak rozumiemy naszą potrzebę wolności?

Kto jest za to odpowiedzialny? – tak brzmi pytanie, które często zadajemy w codziennym życiu sobie, a także innym. I czy w ogóle taki ktoś jest? Pytamy o odpowiedzialność za sprawy poważne, np.: „Kto odpowiada za to, że tak wiele osób każdego lata tonie w polskich rzekach?”, „Czy i kto jest odpowiedzialny za to, że Marian nie zdał matury?”, „Kto ponosi odpowiedzialność za śmierć pacjenta w szpitalu X?”, „Kto przyczynił się do rozpadu tego związku?”. Ale pytania dotyczą też rzeczy błahych, np.: „Kto odpowiada za bałagan w tym pokoju?”, „Czy rodzice są odpowiedzialni za wagary Zosi?” itp. 

Wiele uwagi poświęcono kwestii odpowiedzialności w naukach społecznych, filozofii, etyce, a także w naukach prawnych. Psychologia akademicka także stawia sobie pytania o podstawy, na jakich ludzie opierają swoje sądy o własnej i cudzej odpowiedzialności, oraz próbuje poznać czynniki, które wpływają na proces przypisywania odpowiedzialności i jego wyniki. 

POLECAMY

Jestem tylko pionkiem, czyli dlaczego zdarza nam się rezygnować z wolności

Wspólne dla myślenia o odpowiedzialności we współczesnej humanistyce i naukach społecznych (w tym i psychologii) jest wiązanie jej z wolnością jednostki podejmującej określone decyzje i zachowania. Badania psychologiczne dowodzą, że im bardziej dowolny jest wybór jakiegoś zachowania, tym większe jest w odbiorze sprawstwo jego efektów (skutków wolnego wyboru) i tym wyższa odpowiedzialność za spowodowane skutki. Wolność oznacza tutaj dwa główne, związane ze sobą warunki działania: masz wybór (widzisz różne możliwości) i możesz, wybierając jedną z dostępnych opcji, realizować swoje ważne potrzeby i wartości podstawowe. 

Badacze różnią się w ocenie znaczenia tych warunków. Na przykład Arie Kruglanski – znakomity amerykański psycholog, od dekad badający poznanie społeczne – przekonuje, że poziom odczuwanej wolności własnej i przypisywanej innym osobom zależy przede wszystkim od oceny zgodności zachowania (własnego lub obserwowanego u innych) z preferencjami jednostki, jej indywidualnymi dyspozycjami, wartościami i postawami. Obserwowanymi wskaźnikami wolności wyboru jest brak wahań, a zamiast tego zdecydowanie, poczucie trafności dokonanego wyboru. Inni badacze, np. John H. Harvey i Ben Harris, wiążą poczucie i spostrzeganie cudzej wolności przede wszystkim z liczbą, rodzajem i dostępnością możliwości wyboru. Co ciekawsze, ich badania wskazują, że im większa jest wolność rozumiana jako swoboda wyboru, tym więcej pojawia się niepewności i wahań przy podejmowaniu decyzji. Innymi słowy, okazało się, że gdy człowiek ma wiele różnych opcji do wyboru, nie czuje się najlepiej. Osobista wolność może stanowić pewne obciążenie i koszt psychologiczny, jakie ponosimy, podejmując decyzję, której efekty nie zawsze są pewne. A gdy okazują się negatywne także dla innych osób, odpowiadamy społecznie, a czasami również prawnie za konsekwencje swego działania. 

Pisząc Ucieczkę od wolności, Erich Fromm na podstawie obserwacji psychoterapeutycznych i doświadczeń życiowych zauważył, że są sytuacje, które skłaniają jednostkę do rezygnacji z wolności (rozumianej jako zgodność z własnymi wartościami i preferencjami) na rzecz pewnego poczucia bezpieczeństwa i/lub kariery życiowej. Aby nie czuć się wtedy źle i pozbyć się przykrej odpowiedzialności za własne czyny, niezgodne z własnymi wartościami, trzeba uznać, że „na nic się nie ma wpływu”, że jest się pionkiem bez znaczenia. Taka „ucieczka od wolności” może być głównie ucieczką od odpowiedzialności do bezpiecznego konformizmu. Współcześni badacze społeczeństwa zwracają także uwagę na znaczenie tzw. kolektywnego motywu bezpieczeństwa, który przynosi wzrost społecznej akceptacji dla rządów „silnej ręki”, czyli autorytarnego przywódcy, który rzekomo ma zapewnić spokój, ład i prawdziwy porządek. Ale kosztem wolności.

Sami sobie winni, czyli błędy w szacowaniu odpowiedzialności

Wiemy już, że wolność wiąże się z przypisywaną odpowiedzialnością: gdy po kilku piwach siadasz za kierownicą samochodu, choć mogłeś np. pojechać taksówką, jest to Twoja osobista, wolna decyzja. Jeżeli spowodujesz wtedy wypadek, poniesiesz społeczną i prawną odpowiedzialność. Zastanówmy się jednak, czy w codziennym życiu nasze sądy o własnej i cudzej wolności wyboru – i co za tym idzie, o stopniu odpowiedzialności za skutki podjętych działań – są trafne i bezstronne. 

Okazuje się, że także przy szacowaniu odpowiedzialności mamy tendencję ulegać pewnym błędom poznawczym. Najczęściej spotykany błąd wiąże się z perspektywą zaangażowanego obserwatora: gdy skutki czyjegoś działania mają znaczenie dla obserwatora, ten ostatni przecenia odpowiedzialność sprawcy i reaguje silnymi emocjami: gniewem czy złością, gdy skutki są negatywne, a radością i wdzięcznością, gdy są pozytywne. Ta prawidłowość potocznych sądów o odpowiedzialności często bywa przyczyną poczucia niesprawiedliwości wyroków sądowych. 

Zniekształcenia potocznych sądów o odpowiedzialności innych za nasze własne położenie – za ubóstwo, choroby czy nawet uleganie wypadkom losowym – mają swoje źródła w motywie poszukiwania sprawiedliwości świata (jak wynika z teorii i badań Melvina Lernera), a także w naszych uprzedzeniach, stereotypach różnych grup społecznych, czyli – najprościej mówiąc – w zbyt prostym, schematycznym spostrzeganiu świata społecznego. Na przykład, badania społ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy