Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

23 listopada 2017

Instrukcja obsługi człowieka

39

Lekceważenie wiedzy psychologicznej bywa kosztowne. Rzecz w tym, że nie wszyscy tę wiedzę mamy. Czasem nie chcemy jej mieć: „My to wiemy lepiej” – najczęściej mówią tak politycy. Niekiedy unikamy jej w obawie, że zburzy nam ona obraz świata lub samych siebie.

Wokół psychologii latami narastały mity i przesądy. Traktowano ją jak naukę tajemną, a psychologów jak szamanów, którzy posiedli tajemnicze zdolności oddziaływania na innych. Ostatnio sytuacja wyraźnie się zmienia. Przysłowiowy człowiek z ulicy wie coraz więcej o psychologii, coraz mniej jej się boi, coraz więcej od niej oczekuje. Jakkolwiek w myśleniu potocznym psychologię łączy się przede wszystkim z pomaganiem ludziom w rozwiązywaniu ich kłopotów, to nie jest to bynajmniej jej najważniejsza domena.

Wydaje się, że tą najważniejszą domeną psychologii jest zdobywanie wiedzy o mechanizmach ludzkiego postępowania. Dzieje się tak dlatego, że jednym z najsilniejszych popędów u ludzi jest ciekawość. Zresztą nie tylko u ludzi. Ernest Hilgard pisze o pewnym psychologu, który skarżył się, że szczury przenoszone do laboratorium w wiaderku przykrytym pokrywą okropnie się miotają. Opiekun zwierząt wyjaśnił: „One chcą zobaczyć, gdzie je niesiesz. Zrób dziurki w ściankach wiadra, to się uspokoją”. I tak się stało. Harry Harlow pokazał, że głodne małpy, mając do wyboru: albo otworzyć drzwiczki i sięgnąć po banany, albo otworzyć okienko i zobaczyć, co tam tak hałasuje – wolały to drugie i wybierały oglądanie kolejki elektrycznej. Ludzie reagują podobnie, a nawet o wiele silniej. Dwaj wielcy fizycy pracujący nad konstrukcją bomby atomowej – Enrico Fermi (Włoch) i Piotr Kapica (Rosjanin) – nie mogli doczekać się na specjalne urządzenie. Dokonali więc pierwszej reakcji rozszczepienia uranu na stole, z dwóch jego stron popychając śrubokrętami ku sobie grudki wzbogaconego uranu. Wiedzieli, że jeśli do tego dojdzie, zostaną napromieniowani. Ale nie umieli czekać. Musieli to wiedzieć „tutaj i teraz”.

Dlaczego samoloty zbaczają z trasy

Powodem poszukiwania wiedzy jest dążenie do zrozumienia rzeczy i zjawisk. Czasem zaczyna się od prostego, praktycznego pytania. Podczas drugiej wojny światowej odnotowano znaczną liczbę wypadków lotniczych, które zdarzały się podczas nocnych lotów bombowych. Okazało się, że samoloty lecące eskadrami zbaczały ze swojej trasy i potrącały sąsiada z prawej lub z lewej strony.

Pojawiło się pytanie o psychologiczne uwarunkowania takich incydentów. Do pracy zabrało się kilka zespołów. Pierwszy z nich, kierowany przez Hermana Witkina, zwrócił uwagę na fakt, że niektórzy ludzie są niezależni od pola w tym sensie, że potrafią ustalić położenie swojego ciała (np. względem pionu) bez żadnych wskaźników zewnętrznych, inni zaś kierują się sygnałami z zewnątrz. Ci pierwsi nie ulegają wrażeniu, że ich pociąg się porusza, gdy w rzeczywistości przesuwa się pociąg na sąsiednim torze. Ci drudzy mają w takich sytuacjach wrażenie, że to oni się poruszają.

Zespół drugi, pod kierunkiem Muzafera Sheriffa, sprawdzał, co dzieje się, gdy siedzący w ciemności człowiek ogląda światełko, i stwierdził, że pojawia się wtedy iluzja ruchu. Światełko zdaje się przemieszczać w polu widzenia. Gdy obserwacji dokonywano grupowo, okazywało się, że szybko uzgadniano kierunek tego ruchu. W ten sposób Sheriff odkrył tzw. efekt autokinetyczny.

Natomiast trzeci zespół, kierowany przez Donalda Hebba, sprawdzał, jakie mogą być skutki deficytu bodźców, typowego dla długodystansowych nocnych lotów bombowych, i odkrył, że jednym z następstw są halucynacje. Tak więc na jedno proste pytanie uzyskano trzy różne, lecz bardzo ważne, niewykluczające się odpowiedzi. Wszystkie one miały wpływ nie tylko na funkcjonowanie załóg bombowców, ale także na dalszy rozwój psychologii jako nauki.

Czasem poszukiwanie wiedzy o mechanizmach zachowania bierze się z prostej obserwacji. Niedawno pan Andrzej, szef serwisu Toyoty, zaprosił mnie do swojego ogrodu. Kiedy podeszliśmy do stawu, pan Andrzej cicho wszedł na drewniany pomost i zastukał. Natychmiast ze wszystkich stron napłynęły ryby. „Nauczyłem je tego” – powiedział pan Andrzej. Nauczył ryby mniej więcej tego samego, co Iwan Pawłow swoje psy. Dziś wiemy, że to początek wiedzy. Poszukując odpowiedzi na pytanie o mechanizm samego zjawiska, odkrywa się kolejne i kolejne rzeczy – tak jak to się stało właśnie w wypadku Pawłowa i innych.

Poniżej dalsza część artykułu

Inny powód poszukiwania wiedzy to niejasność i trudność rozstrzygnięcia, co jest przyczyną czego. Jedno z takich pozornie naiwnych pytań postawił Harry Harlow: czy efekt przywiązania dziecka do matki wiąże się z faktem, że matka jest źródłem pokarmu, czy też może z tym, że jest ona źródłem ciepła. Pomysłowe eksperymenty Harlowa nie pozostawiły żadnych wątpliwości: chodzi nie o pożywienie, ale o ciepło i przytulenie.

Chroń nas przed świętym spokojem

Poszukiwania wiedzy zaczynają się też niekiedy od niejasności co do znaczenia jakiegoś stanu. Często słyszymy wołania o święty spokój. Ale czy święty spokój jest stanem idealnym? W jednym z eksperymentów małe szczury po urodzeniu poddawano tzw. handlingowi, tj. brano je do ręki, przewracano na plecy, lekko poszturchiwano itd. Inne pozostawiono w przysłowiowym świętym spokoju.

Okazało się, że te pierwsze rozwijały się znacznie szybciej niż te drugie, były też lepiej przystosowane do zmiennych warunków życia. Tak więc święty spokój w tym wypadku nie okazał się korzystny.

Jeszcze dalej posunęli się naukowcy z zespołu Donalda Hebba, którzy stworzyli badanym możliwość przebywania w środowisku izolowanym od wszelkich bodźców. Efekty przerosły ich oczekiwania: poza halucynacjami i silnym lękiem, doszło u badanych do poważnych (choć przejściowych) zaburzeń w wykonywaniu prostych czynności. Okazało się na przykład, że osoby poddane oddziaływaniu skrajnie „świętego spokoju” miały problemy z podpisaniem się. Dzięki tym badaniom wiemy, że dla sprawnego funkcjonowania mózgu niezbędna jest jakaś dawka bodźców, a dla prawidłowego rozwoju potrzebna jest stymulacja płynąca z otoczenia. Jak widać, poszukiwanie wiedzy nie jest bezowocne. Każde pytanie i każda obserwacja przynosiły wiedzę pozwalającą lepiej rozumieć zachowanie człowieka.

Aplikacje

Fałszywe wspomnienia Z analiz amerykańskiego ministerstwa sprawiedliwości wynika, że w amerykańskich więzieniach przebywają dziesiątki, jeśli nie setki niewinnych ludzi, skazanych na podstawie zeznań świadków, których zawiodła pamięć. Badania psychologiczne pokazują, że niemal niemożliwe jest odróżnienie prawdziwej pamięci od fałszywej, będącej wytworem działania wyobraźni i innych procesów psychicznych. Elizabeth Loftus i jej współpracownicy wykazali, że za pomocą prostych metod – takich jak prośby o wyobrażenie sobie pewnych zdarzeń, pytania sugerujące, sugestie hipnotyczne i reinterpretacje słów badanych – można sprawić, że ludzie będą przekonani, iż dokładnie pamiętają coś, co nigdy nie miało miejsca. Wprawny manipulator może (z premedytacją lub bezwiednie) zaszczepić dowolnej osobie niemal dowolne nieprawdziwe wspomnienia. Z badań naukowych wynikają zalecenia, jak postępować z pamięcią, by jej nie zniekształcić (nie zadawać pytań sugerujących, nie przerywać zeznań świadków, ograniczać się do pytań otwartych, starannie przygotowywać procedury identyfikowania sprawców przez świadków), a także bardzo niepewne wskazówki co do tego, jak rozróżnić fałszywe wspomnienia od prawdziwych (prawdziwe wspomnienia są bogatsze w szczegóły, bardziej spójne; przy ich odtwarzaniu zaangażowane są nieco inne obszary mózgu niż przy fałszywych). Niestety wielokrotnie odtwarzane fałszywe wspomnienie staje się z czasem nieodróżnialne od wspomnień prawdziwych. Wszyscy, którzy w swojej pracy korzystają z pamięci – psychoterapeuci, policjanci, sędziowie, ławnicy, prokuratorzy, dziennikarze – muszą mieć elementarną wiedzę na temat zjawiska fałszywej pamięci. Seks i trwoga Teoria opanowywania trwogi – TMT (terror managment theory) sformułowana przez Jamie Goldenberg, Toma Pyszczynskiego, Jeffa Greenberga, Sheldon Solomon i Jamie Arndt zakłada, że jako gatunek mamy do rozwiązania problem adaptacyjny nieznany innym gatunkom – poradzenie sobie z myślą o nieuchronności własnej śmierci. W odpowiedzi na to zagrożenie gatunek ludzki wykształcił w toku ewolucji zdolność tworzenia światopoglądu, który jest podzielaną przez uczestników kultury koncepcją objaśniającą rzeczywistość i zawierającą pewien wzorzec postępowania. Tym ludziom, którzy postępują w zgodzie z owym wzorcem, kultura daje nadzieję na nieśmiertelność albo dosłowną – życie wieczne w raju, albo symboliczną – poprzez włączenie jednostki w system wartości trwalszych niż indywidualne życie. TMT zakłada, że ludzie kontrolują trwogę związaną ze świadomością własnej śmiertelności poprzez postępowanie zgodne ze standardami swojego światopoglądu, a uzyskana dzięki temu pozytywna samoocena jest niejako zapowiedzią nieśmiertelności. W sytuacji nagłej konfrontacji z myślami o śmierci rośnie akceptacja osób wyznających ten sam światopogląd i wrogość wobec osób o odmiennym światopoglądzie. Seks zaś jest czynnością bardzo zwierzęcą i przez to skojarzoną ze śmiercią. Z badań wynika, że przynajmniej u osób neurotycznych myślenie o seksie prowadzi do zwiększenia dostępności myśli o śmierci. Osobom, u których wzbudzano myślenie o tym, że ludzie przypominają inne zwierzęta, seks częściej kojarzył się ze śmiercią. Teoria opanowywania trwogi czeka na aplikacje praktyczne. Próby polegające na tym, by poprzez straszenie śmiercią nakłaniać ludzi do zakupu ekskluzywnych przedmiotów, nie budzą mojej sympatii. Na pierwszą literę imienia Większość z nas ma pozytywne skojarzenia z własną osobą. Dlatego też powinniśmy preferować rzeczy, które są w jakiś sposób z nami związane. Ludzie częściej wybierają miejsca zamieszkania i zawody, których nazwa pokrywa się częściowo z ich nazwiskiem lub imieniem. Na przykład osoby o imieniu Louise i Louis często wybierają jako miejsce swojej przeprowadzki stan Louisiana, a osoby o imieniu Denise i Dennis nadspodziewanie często wykonują zawód stomatologa (po angielsku: dentist). Pary nierzadko kojarzą się w taki sposób, że imiona lub nazwiska partnerów częściowo się pokrywają. Wybory odbywające się w USA w 2000 roku pokazały, że wśród osób, których nazwisko zaczynało się na „B”, było znacznie więcej stronników George’a Busha niż Ala Gore’a. Dokładnie odwrotna zależność wystąpiła wśród osób o nazwiskach na „G”. John Jones, Brett Pelham i Mattew Mirenberg uważają tego typu zjawisko za przejaw ukrytego egotyzmu. W jednym z badań Pelhama i jego współpracowników uczestnicy oceniali herbaty, których nazwy rozpoczynały się (lub nie) trzema pierwszymi literami imienia uczestników. Badani preferowali te herbaty, których nazwy pokrywały się częściowo z ich imionami. Jones i jego współpracownicy podprogowo kojarzyli imiona badanych z numerami: 16 albo 24. Następnie uczestnicy oceniali atrakcyjną młodą kobietę, która była ubrana w sweter z numerem 16 lub 24. Jak łatwo się domyślić, kobieta była oceniana bardziej pozytywnie, gdy na swetrze był numer wcześniej skojarzony z imieniem oceniającego. Odkrycia te można zastosować w tworzeniu nazw produktów. Nazwy towarów, na sprzedaży których nam zależy, powinny rozpoczynać się tak, jak zaczynają się imiona najczęściej występujące w grupie docelowej. Pole do popisu jest szerokie, bo częstość imion zależy od lokalnie i okresowo panujących mód. Kto na ciebie patrzy Co by na to powiedziała moja matka? Czy chcemy, czy nie – znaczną część naszych decyzji i ocen kształtujemy na podstawie „konsultacji” z naszą „aktualną prywatną widownią”. Ta „widownia” to nic innego jak umysłowe reprezentacje osób, na których opinii i aprobacie nam zależy. Koncepcja autoschematów relacyjnych Boldwina zakłada, że ludzie myślą o sobie w kategoriach własnych zachowań i reakcji innych na nie. Boldwin prosił połowę badanych dziewcząt o wyobrażenie sobie swoich rodziców, a połowę o wyobrażenie sobie znajomych ze studiów. Później dziewczęta oceniały przyjemność płynącą z czytania odważnego opowiadania erotycznego. Te, które wcześniej myślały o rodzicach, były znacznie mniej entuzjastyczne w swoich ocenach. W kolejnym badaniu młode praktykujące katoliczki czytały śmiałe opowiadanie erotyczne, a następnie oceniały siebie na skalach dotyczących poziomu lęku, moralności itp. Połowie uczestniczek prezentowano podprogowo (przez bardzo krótki czas) portret papieża Jana Pawła II z krytycznym wyrazem twarzy. Okazało się, że oceniały one siebie znacznie bardziej krytycznie niż pozostałe dziewczęta. W innym eksperymencie studentów psychologii Uniwersytetu Michigan proszono o ocenę ich własnych pomysłów na badania. Przed dokonywaniem ocen części uczestników pokazywano podprogowo portret znanego im, wymagającego dziekana Roberta Zajonca, a części portret łagodnego adiunkta. Studenci byli znacznie bardziej samokrytyczni „w obliczu” Zajonca. Warto się zatem zastanowić, czyje twarze spoglądają na nas ze ścian. Tureccy zwolennicy państwa świeckiego, rozwieszając wszędzie portrety Kemala Atatürka, przyczyniają się do obecności jego ideałów w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy